piątek, 30 grudzień 2011 11:00

Luc Michel: Istota wydarzeń w Rosji: liberałowie przeciw państwu rosyjskiemu!

Oceń ten artykuł
(2 głosów)

russia_protests_02  Luc Michel

Za destabilizacją putinowskego porządku, który jest tożsamy z funkcjonowaniem rosyjskiego państwa, jako niezależnej siły, stoi wszystko to, co można uznać za siły liberalne od lat osiemdziesiątych. Należy zaliczyć do nich liberalne skrzydło obecnego rosyjskiego porządku – jedno z dwóch skrzydeł rosyjskiego ładu, który nastał po zakończeniu ery jelcynowskiej. Drugim skrzydłem są „siłowiki” – ludzie struktur siłowych, państwowcy i patrioci. Ten dualizm pozwala wyjaśnić wiele „niespójności” łatwych do zaobserwowania w polityce rosyjskiej ostatnich 11 lat…

Według relacji AFP w sobotę w Moskwie zebrał się “wielki tłum” (mówiono najpierw o 28, a potem o stu tysiącach demonstrantów). Była to największa demonstracja od czasu, gdy przed dwunastoma laty Władimir Putin objął urząd prezydenta.

Demonstranci nie pozostawiali wątpliwości, że przyczyną ich mobilizacji stał się przywódca Rosji, kandydat w wyborach prezydenckich, które odbędą się w marcu 2012 roku. „Putin, odejdź!”, „Rosja bez Putina!” – bez przerwy skandowali zgromadzeni przeciwnicy władzy, wspierając przywódców prozachodniej opozycji, którzy twierdzili, że „dni politycznego żywota obecnego premiera są policzone”.

Opozycjoniści zapewniali, że „120 tysięcy demonstrantów postanowiło rzucić wyzwanie zwycięstwu Wspólnej Rosji z 4 grudnia 2011 roku”. Policja oceniła liczbę opozycjonistów na 29 tysięcy. Dane ze źródeł niezależnych nie są dostępne. Na Prospekcie Sacharowa, gdzie odbywał się protest, można było dostrzec wszystkie siły rosyjskiego liberalizmu, wspierane przez większość formacji rosyjskiej skrajnej prawicy – w tym rasistów, neofaszystów i monarchistów (zachodnie media pozostają nadzwyczaj dyskretne w kwestii znaczenia symboliki umieszczonej na flagach, którymi wymachiwano podczas protestu), a także trockistowskie grupy rozłamowe.

Demonstracja zakończyła się bez incydentów tuż po 13:00 czasu londyńskiego. Jej ostatnim epizodem było przyjęcie deklaracji wzywającej do „powtórzenia wyborów” i „uwolnienia więźniów politycznych”.

„Arabska wiosna” i „kolorowe rewolucje” – doskonale dopracowana technika wywrotowa

Dopracowana do perfekcji podczas tak zwanej „arabskiej wiosny” technika komunikacji za pomocą serwisów społecznościowych została zastosowana w Rosji. Sponsorzy są oczywiście ci sami.

Jeden z liderów ruchu protestu, Aleksiej Nawalnyj, obiecał, że w następnej demonstracji, której termin nie został jeszcze ustalony, udział weźmie „milion osób”. W sieci Facebook pojawiły się zapowiedzi kolejnego wiecu, który planowany jest na 14 stycznia. Wiec ten ma być wyrazem protestu przeciw trzeciej kadencji Władimira Putina, który był już prezydentem w latach 2000-2008. Opozycjonista Boris Niemcow uważa, że odpowiednim momentem na kolejną demonstrację będzie luty 2012 - moment tuż przed wyborami z 4 marca: „Ostrzegamy, że będziemy wychodzić na ulice tak długo, aż zwrócą nam to, co należy do nas”.

„W przyszłym roku władza będzie już należeć do narodu” – oświadczył Aleksiej Nawalny, którego AFP określa mianem „słynnego bloggera ujawniającego korupcję”. Aby dowiedzieć się, kim w istocie jest ten prawnik-blogger, warto sięgnąć po francuski dziennik „Le Parisien” z 22 grudnia 2011 roku. To produkt sieci politycznych zarządzanych przez McCaina (OTPOR & spółka): „W roku 2010 Nawalny został zaproszony przez uniwersytet Yale, by odbył jeden semestr studiów w ramach programu, który ma za zadanie integrowanie liderów przyszłości z różnych państw”. Jest jednak także, czy może przede wszystkim, neofaszystą: „nie jest skłonny ulegać pokusom demokracji liberalnej. Walczy przeciw korupcji i propaguje wolność wypowiedzi, jest przy tym zaprzysięgłym nacjonalistą. Uczestniczy w Marszach Rosyjskich – wiecach ultranacjonalistów”. Jego ksenofobiczne przekonania wprawiają w osłupienie „Le Parisien”: „W 2007 roku wykluczono go z liberalnej partii Jabłoko. Nie przejmuje się tym jednak: <<Nie ma nic zdrożnego w tym, by stwierdzić, że są ludzie, których obyczaje i kody kulturowe są odmienne od naszych>>”. Zaiste, zachodni liberalizm znalazł sobie bardzo szczególnych najemników…

Demonstranci nieśli liczne transparenty z hasłami odsądzającymi od czci i wiary rosyjski system polityczny, a także białe balony (biel stała się kolorem ruchu protestu). Wszystko odbywa się zgodnie z procedurami kolorowych rewolucji. Ruch protestu nie widziany od momentu przyjścia do władzy Władimira Putina w 2000 roku „był zorganizowany przede wszystkim za pośrednictwem Internetu i połączył ludzi o bardzo odmiennych światopoglądach” – aktywistów partii nacjonalistycznych, radykalnych lewicowców, liberałów, członków rozmaitych stowarzyszeń, organizacji pozarządowych oraz gwiazdy świata kultury i telewizji.

Mniejsze zgromadzenia odbyły się w dwudziestu innych miastach – 4 tysiące osób protestowało w Sankt-Petersburgu, a między 1 a 2 tysiącami – w Niżnym Nowogrodzie i Samarze (nad Wołgą), Czelabińsku (Ural), Tomsku (Syberia) i Krasnodarze (Południowy Zachód).

Gorby: powrót

Liberałowie dnia wczorajszego pospieszyli, by wesprzeć nową generację zdrajców. „Gorby” został wyciągnięty z lamusa. Tylko zachodnie media wydają się wierzyć, że grabarz ZSRR nadal cieszy się poklaskiem z Rosji. „Człowiek, któremu wielu nadal przysłuchuje się z uwagą”, według francuskiego dziennika „L’Express”, to w istocie najbardziej znienawidzony człowiek w Rosji - człowiek, który, według słów Putina, winny jest największej katastrofy geopolitycznej XX wieku, czyli rozpadu ZSRR. Gorbaczow ponosi winę przed całym pokoleniem dorastającym w nędzy i trzydziestoma milionami Rosjan, którzy znaleźli się poza granicami państwa. Jego osoba przyprawia mieszkańców Rosji o mdłości. Po występie w reklamie sieci barów “Pizza Hut” ten były aparatczyk stał się milionerem, który ma czelność pouczać innych!

„Rosyjski lider Władimir Putin powinien ustąpić już teraz, w obliczu bezprecedensowych protestów przeciw jego reżimowi” – tako rzecze były radziecki prezydent. „Radziłbym Władimirowi Putinowi ustąpić już teraz” – powiedział Dr Frankenstein „pierestrojki” w radio „Echo Moskwy”. O ironio losu! Radziecki prezydent Michaił Gorbaczow ustąpił przed dwudziestoma laty, 25 grudnia, wydając przy tym oświadczenie, które zakończyło miesiące agonii ZSRR. Michaił Gorbaczow wsparł także organizatorów dużej demonstracji z soboty. Wezwał także elity władzy, by przyznały, że „doszło do wielu fałszerstw i manipulacji” w toku wyborów parlamentarnych 4 grudnia i zażądał rozpisania nowych wyborów.

Front liberałów przeciw Putinowi

Protest został poparty przez wielu liberalnych działaczy, takich jak ostatni przywódca radziecki Michaił Gorbaczow, były szachowy mistrz świata Garri Kasparow czy Ksenia Sobczak, prezenterka telewizyjna należąca do moskiewskiego mondu, córka byłego mera Sankt-Petersburga. Demonstranci zyskali sobie poparcie byłego ministra finansów Aleksieja Kudrina, liberała odwołanego z rządu, którego przed tygodniem prezydent Putin niemądrze określił mianem „przyjaciela”.

Kudrin przybył na demonstrację i wezwał do „przyspieszonych wyborów parlamentarnych”. Były minister wezwał do dialogu między opozycją i rządem w celu zapobieżenia “rewolucji”: „Potrzebujemy platformy dla dialogu, albo też dojdzie do rewolucji, a tym samym stracimy szansę na pokojowe przemiany w Rosji” – powiedział. To stara śpiewka, słyszana przed każdą „kolorową rewolucją”… Zanim rozpoczną się zamieszki!

W sobotę Komitet Doradczy ds. Praw Człowieka na Kremlu, liberalny gadżet powołany do życia przez Miedwiediewa, wsparł wezwanie do „przyspieszonych wyborów parlamentarnych” z uwagi na „dosypywanie wypełnionych kartek wyborczych do urn” i „fałszerstwa”. Za ich plecami inni liberałowie, bardziej niebezpieczni i zorganizowani, Kasparow i Kasjanow, finansowani przez Stany Zjednoczone, wspierani przez neofaszystów i trockistów nawołują do rozpoczęcia powstania w Rosji.

Od Kaddafiego do Putina

W zgiełku skandowanych sloganów możemy dostrzec wiele podobieństw między Kaddafim i Putinem. Rozpoznajemy bez trudu niewidzialną rękę pseudo-organizacji pozarządowych sponsorowanych przez amerykańskiego senatora McCaina, zatwardziałego propagandysty antyrosyjskiej krucjaty. Porównanie bynajmniej nie jest nieadekwatne. Za destabilizacją putinowskego porządku, który jest tożsamy z funkcjonowaniem rosyjskiego państwa jako niezależnej siły, stoi wszystko to, co można uznać za siły liberalne od lat osiemdziesiątych. Należy zaliczyć do nich liberalne skrzydło obecnego rosyjskiego porządku. Jedno z dwóch skrzydeł rosyjskiego ładu, który nastał po zakończeniu ery jelcynowskiej. Drugim skrzydłem są „siłowiki” – ludzie struktur siłowych, państwowcy i patrioci. Ten dualizm pozwala wyjaśnić wiele „niespójności” łatwych do zaobserwowania w polityce rosyjskiej ostatnich 11 lat… Tu dochodzimy do adekwatności porównania z Dżamahiriją Libijską, która również od 2003 roku miała skrzydło liberalne, przeciwstawiające się socjalistycznym patriotom. Zgromadzili się wokół Saifa al Islama, który wywiódł do władzy liberałów i islamistów (takich, jak przywódca Tymczasowej Rady Narodowej Abdel Jalil). Warto przeczytać demaskatorskie strony na temat Saifa z propagandowej (zwłaszcza w odniesieniu do osoby autora) książki Bernarda-Henri’ego Levy "La Guerre sans l’aimer” („Wojna bez miłości”), w której autor zadaje pytanie: „Jak to się stało, że jeden z nas przyłączył się do swojego ojca?”.
W ten sposób reżim został także zaatakowany i zdestabilizowany od wewnątrz, zanim spadły bomby, a wojska i najemnicy NATO oraz Stanów Zjednoczonych przybyły, by doprowadzić zadanie do końca.

Żyłem w Libii u progu inwazji. Widziałem, w jaki sposób żywione przez część elit w Trypolisie iluzje dotyczące możliwości pokojowej koegzystencji i włączenia się w gospodarkę światową umożliwiły libijskim liberałom przekształcenie się w konia trojańskiego i przygotowanie gruntu pod szturm pochodzący z zewnątrz. Taki sam proces dokonuje się obecnie w Rosji.

Słuchając amerykańskiego wroga

Trzeba czytać słowa wroga i uczyć się rozumieć jego język. W ostatnich dniach media zachodnie forsują nowe sformułowanie na określenie porządku politycznego czasów Putina: „reżim przejściowy”. Zachodnia wojna jest zarazem wojną semantyczną. Nowy termin „reżim przejściowy” odpowiada ekonomicznej i politycznej koncepcji „procesu przejściowego”. Pojęcie to ma charakter kluczowy przy opisie transformacji gospodarek socjalistycznych w zglobalizowaną, kapitalistyczne gospodarkę rynkową. Proces ten dalece wykracza poza sferę gospodarki – obejmuje wszystkie aspekty życia społecznego, które dostosowywane są do standardów państwa liberalnego. Jest to proces całościowy, a zatem gospodarczy, polityczny, społeczny i kulturowy. Trzymanie narodu pod butem (by odwołać się do słownika z czasów Trzeciej Rzeszy) w duchu zamerykanizowanego świata liberalnego!

Proces ten został zakończony niemal wszędzie W charakterze wyjątku przytoczyć można Białoruś, gdzie prezydent Aleksander Łukaszenko zahamował, a potem odwrócił ten trend, utrzymując socjalistyczny model państwowości „poradzieckiej”. Tłumaczy to nienawiść, jaką Zachód żywi do męża stanu z Mińska. To właśnie teraz Stany Zjednoczone i NATO usiłują zakończyć proces zainicjowany przez reżim Jelcyna w 1991 roku.

Od „arabskiej wiosny” do „rosyjskiej wiosny”: Zachód chce poprawić historię!

Pragnienie poprawiania historii jest jedną z obsesji Zachodu. Jest to szczególnie widoczne na przykładzie tzw. „arabskiej wiosny”, która ma na celu anulowanie historycznych skutków zwycięstwa Arabów nad neokolonialną ekspedycją sueską z 1956 roku. Ta „arabska wiosna” dokonała się przed sześcioma dekadami i oznaczała klęskę Zachodu; była to wiosna arabskiego rewolucyjnego nacjonalizmu Nassera i partii BAAS (samo wyrażenie posłużyło historykowi o nazwisku Benoist-Méchin za tytuł jednaj z jego najsłynniejszych książek – praca ta dotyczy Nassera i Aflaka, syryjskiego teoretyka ruchu BAAS). Karykaturalnie odwrócone wykorzystanie terminu ilustruje dziś zachodnie zwycięstwo nad spadkobiercami arabskiego rewolucyjnego nacjonalizmu – Kaddafim i Assadem.

Od “Arabskiej Wiosny” do “Rosyjskiej Wiosny” – na analogię zwrócił uwagę sam amerykański senator John McCain. Czego jak czego, ale ukrywania włąsnej imperialistycznej strategii nie można zarzucić Waszyngtonowi.

Imperialistyczna strategia Waszyngtonu

Program ten, można powiedzieć, został wyłożony w sposób jasny i jednoznaczny. Jest to swego rodzaju projekcja mesjanistycznej wizji Manifest Destiny wyrażona w kategoriach geopolitycznych, geostrategicznych i geoekonomicznych, zakładająca dominację Stanów Zjednoczonych nad światem i narodami.

Ten imperialistyczny program, od którego Waszyngton ani na chwilę nie odszedł w ciągu ostatnich dwóch stuleci, w dzisiejszych czasach wyłożony został w dwóch książkach propagandowych. Odgrywają one rolę podobną do hitlerowskiej Mein Kampf. Autorem pierwszej z nich jest James Burnham (trockista, który stał się konserwatystą – wielki ideologiczny protagonista neokonserwatystów). Praca nosi tytuł Struggle for the World (Walka o świat), a jej francuskie wydanie z 1948 roku zatytułowane jest jeszcze bardziej dosadnie: O światową dominację. Druga publikacja to Wielka Szachownica. Amerykańskie przywództwo i jego imperatywy geostrategiczne napisana przez Zbigniewa Brzezińskiego, niegdysiejszego doradcę Cartera, obecnego doradcę Obamy.

Wszystko inne - pokojowe współistnienie, G8 i G20 i pozostałe imperialistyczne słodkości – ma tylko jeden cel, a jest nim uśpienie przeciwnika, aby łatwiej móc spętać go i udusić go tak samo, jak anakonda dusi swą ofiarę. W libijskiej bazie Bab El-Aziziah zaufano Zachodowi, zbyt często ufa się mu też na Kremlu...

Rzeczywista polityczna oś podziału

Rzeczywista polityczna oś podziału nie ma już nic wspólnego z lewicowością czy prawicowością. Koncepcje te są anachroniczne w czasach, gdy Międzynarodowy Fundusz Walutowy i agencje ratingowe narzucają swoje zasady rządom, pozbawiając je jakiejkolwiek zdolności do dokonania wyborów ideologicznych. Oś podziału wczoraj ujawniła się w Libii, dziś zaś widzimy ją w Rosji. Widzimy, jak naprzeciw siebie stoją patrioci wspierający państwo i kupieni przez Zachód liberałowie. 

W Rosji sytuacja jest o tyle specyficzna, że ludzie wybrali do Dumy wyłącznie reprezentantów partii propaństwowych. Sporządzane na Zachodzie „analizy” ignorują zasadniczy fakt, że utracone przez Wspólną Rosję głosy i mandaty przejęli przede wszystkim narodowi komuniści z KPRF – Komunistycznej Partii Federacji Rosyjskiej Giennadija Ziuganowa, oraz lewicowi patrioci z partii Sprawiedliwa Rosja. Oznacza to, że formacje polityczne należące do obozu patriotycznego będą skłaniać Wspólną Rosję do radykalniejszego przeciwstawiania się Zachodowi. Czwarta partia w Dumie, LDPR Żyrinowskiego, również ma charakter patriotyczny i antyzachodni.

Realna opozycja antyputinowska do ni mniej ni więcej, jak KPRF, które przedstawia rozwiązania alternatywne wobec Rosji Jelcyna. Tonie jest wybór liberalny, lecz propozycja rosyjskiej wersji systemu łukaszenkowskiej Białorusi! Co więcej, KPRF jednoznacznie wskazuje Amerykanów jako inspiratorów demonstracji antyputinowskich.

Liberalni faworyci NATO z partii Jabłoko zdobyli w wyborach około 3%, co nie dało im żadnego mandatu. Znaczna większość Rosjan jednoznacznie odrzuca liberalizm, który doprowadził jelcynowską Rosję z lat 1991-1999 do bankructwa.

Co myśli głęboka Rosja?

„Ponad połowa Rosjan sądzi, że Stalin odegrał pozytywną rolę w historii kraju” – podała agencja AFP, ta sama sprzyjająca Sarkozy’emu agencja dezinformacyjna, która każdego dnia trąbi o „liberalnym wyborze” Rosjan!

Nowa Duma (izba niższa parlamentu) w środę zebrała się po raz pierwszy po wyborach z 4 grudnia. Po sesji Dumy komuniści z KPRF – prawdziwej rosyjskiej opozycji – złożyli kwiaty pod grobem Stalina na Placu Czerwonym, chcąc upamiętnić 132 rocznicę jego urodzin. Nieśli portrety radzieckiego przywódcy. Ponad połowa Rosjan (51%) uważa, że Stalin był „zarówno tyranem, jak i bohaterem zwycięstwa nad nazizmem” i odegrał „pozytywną” rolę w historii kraju, jak wskazuje ostatni sondaż niezależnego ośrodka Centrum Lewady.

Resztki Zachodu usiłują przeprowadzić kolorową rewolucję. Koło się zamyka! Wspierająca Sarkozy’ego TV France 24 od 5 grudnia przywołuje „Rosyjską wiosnę” na wzór „Arabskiej wiosny”, powtarzając groźby wypowiedziane na początku października w Trypolisie przez Johna McCaina. To było łatwe do przewidzenia. Po całkowitym niepowodzeniu liberałów podczas wyborów z 4 grudnia 2011 roku Zachód postawił na „kolorową rewolucję”...

...która nadchodzi w Rosji.

Przeł. dr Przemysław Sieradzan. Fot. Dreamstime.com

Artykuł został opublikowany w ramach Debaty portalu Geopolityka.org na temat fali rosyjskich protestów

Czytany 6115 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04