poniedziałek, 21 marzec 2011 10:52

Leon Aron: Putin słabnie i dlatego stawia na modernizację kraju

Oceń ten artykuł
(1 głos)

putin2geopolityka                Leon Aron

W przypadku systemów politycznych, które nie są do końca otwarte, niezwykle trudno powiedzieć, czy zmiana tonu jest wyłącznie powierzchowna, czy też zwiastuje autentyczną zmianę. Z całą pewnością można to stwierdzić dopiero z perspektywy czasu. Sądzę jednak, że pojednawcze gesty Rosji wobec Zachodu nie są wyłącznie taktyczne.

Odzwierciedlają przesunięcie w układzie sił pomiędzy administracją premiera Putina i prezydenta Miedwiediewa na korzyść tego drugiego. Oczywiście może to być zaledwie taktyczny wybieg Putina, za którym nie pójdzie żadna realna zmiana kierunku, ale pozostaje pytanie o powody przejścia od stylistyki gróźb do stylistyki pojednania.

 

Jedną z najmocniej podkreślanych przyczyn jest kryzys ekonomiczny, ale za każdą poważniejszą zmianą polityczną kryje się coś więcej niż tylko gospodarka. W Rosji nastąpiła ostatnio poważna zmiana charakteru protestów antyrządowych. Do tej pory demonstrowali głównie emeryci, teraz protesty mają nie tylko dużo większy zasięg, ale biorą w nich udział ludzie z klasy średniej. Lata 2000–2008 były zapewne jednymi z najbardziej dostatnich w historii Rosji, zaś głównym beneficjentem rządów Putina była właśnie klasa średnia. Jej udział w antyrządowych demonstracjach zwiastuje może nie rewolucję, ale bardzo poważną zmianę. Duża część niezadowolenia bierze się z rozbudzonych oczekiwań. Kryzys ekonomiczny przyniósł relatywne pogorszenie sytuacji. Ludzie oczekują, że będzie coraz lepiej albo przynajmniej równie dobrze jak wcześniej. To „jak wcześniej” oznacza w niektórych przypadkach coroczny wzrost realnych dochodów o 7 – 8 proc. Trzeba jednak pamiętać, że rozczarowanie sytuacją ekonomiczną nie jest jedyną przyczyną protestów. Postulaty protestujących nie dotyczyły tylko gospodarki, ale też ograniczenia samowoli rządu i policji, walki z korupcją. Mali i średni przedsiębiorcy zaczynają odczuwać korupcję i brak rządów prawa równie dotkliwie jak wielcy biznesmeni w rodzaju Chodorkowskiego.

Wszystkie te zmiany uderzają w premiera Putina, ponieważ to on jest powszechnie uznawany za architekta obecnego systemu społeczno-politycznego. Protestujący zresztą otwarcie deklarowali, że występują przeciwko Putinowi – coś, co wcześniej nigdy nie miało miejsca. Odmienny ton rosyjskiej polityki zbiegł się zatem w czasie z osłabieniem pozycji premiera, która jeszcze jakiś czas temu wydawała się nie do podważenia. Albo zatem sam Putin uznał, że należy nieco złagodzić wizerunek, albo – jeśli przyjmiemy, że na szczytach władzy toczy się głęboko ukryta rywalizacja między premierem a prezydentem – druga strona wyczuła tę słabość i zdołała przeforsować swój kurs.

Wahałbym się przed nazwaniem ostatnich, bardziej ugodowych wobec Zachodu posunięć Rosji, jak choćby ustąpienie w sporze terytorialnym z Norwegią czy poparcie sankcji ONZ wobec Iranu, mianem zasadniczych zmian w polityce zagranicznej Moskwy. Ustalenie granicy na Morzu Beringa to oczywiście w jakimś sensie istotna kwestia, ale trudno upatrywać w niej kluczowego i bezwarunkowego zwrotu. Jeśli chodzi o sankcje wobec Iranu, musimy pamiętać, że za administracji Busha Rosja głosowała za nimi trzykrotnie i za każdym razem były one bardzo słabe. Ich najnowsza runda jest nieco bardziej dotkliwa, ale mimo wszystko lokuje się w tej samej kategorii co uregulowanie sporu z Norwegią, w żadnym razie nie jest to radykalna zmiana. Jeśli dodamy do poparcia dla sankcji fakt, że Rosja formalnie zamroziła sprzedaż Teheranowi rakiet S300, można już mówić o pewnym odejściu od wcześniejszej polityki może nie tyle wspierania Iranu, co zapobiegania jego zdecydowanemu osłabieniu. Jest to jednak zaledwie odejście, a nie kompletna zmiana kierunku.

Na tym tle interesująca jest również rywalizacja z Chinami. Z jednej strony Chiny są rywalem w rosyjskiej strefie wpływów, z drugiej jednak strony wiele osób w kręgach rządowych traktuje je jako wzór autorytarnej modernizacji. Na tym etapie jest jeszcze za wcześnie, by twierdzić, że pewne odprężenie w relacjach z Zachodem odbywa się w Rosji kosztem stosunków z Chinami. Polityczne i ekonomiczne związki z Pekinem pozostają silne i odejście od nich na rzecz ściślejszej współpracy z Zachodem będzie wymagało o wiele poważniejszych zmian w ustroju politycznym Rosji. Różnice w rosyjskim postrzeganiu Chin przebiegają w dużej mierze zgodnie z wewnętrznymi podziałami politycznymi w kraju. Ci, którzy pragną, by Rosja była w większej mierze państwem prawa, by była bardziej otwarta i demokratyczna, popierają wprawdzie dobre relacje z Pekinem, ale są dalecy od podziwu dla Chin. Jednakże fakt, że w Rosji nigdy nie mówi się otwarcie o rywalizacji z Chinami, na przykład o obawach przed chińską ekspansją na Syberii, dobitnie pokazuje, że w rosyjskiej polityce wciąż jeszcze przewagę mają ci, dla których Chiny stanowią wzór.

Jeśli chodzi o „nowe otwarcie” w stosunkach z Rosją ogłoszone przez prezydenta Obamę, to należy wziąć pod uwagę kilka aspektów. Po pierwsze, administracja Obamy rzeczywiście sądziła – inną sprawą jest, czy była to właściwa ocena – że ze strategicznego punktu widzenia efektywniejsze będzie budowanie obronności na morzu. Nie sądzę, by porzucenie pierwotnego planu budowy tarczy antyrakietowej w Polsce i Czechach było obliczone przede wszystkim na zyskanie przychylności Rosji. Była to kalkulacja prowadzona w oparciu o więcej czynników. Po drugie, panowało przekonanie, że problemy w relacjach z Rosją były spowodowane tym, iż Stany Zjednoczone nie wykazywały wystarczająco dużo dobrej woli i zrozumienia. Staje się jednak coraz bardziej jasne, że klucz do „nowego otwarcia” nie leży w Waszyngtonie, ale w Moskwie.

To, co zrobi Ameryka, ma znaczenie, ale relacje z Rosją były trudne przede wszystkim dlatego, że Kreml interpretował rosyjski interes narodowy w określony sposób. Widzimy dzisiaj pewne oznaki tego, iż ta interpretacja zaczyna się zmieniać. Przestaje opierać się wyłącznie na sprzeciwie wobec poczynań Stanów Zjednoczonych i agresywnej polityce wobec krajów byłego Związku Radzieckiego i Europy Wschodniej. W niektórych aspektach „nowe otwarcie” okazało się sukcesem. W innych, jak choćby relacje z Gruzją, kompletnie zawiodło. Podobnie gdy idzie o Ukrainę – odprężenie we wzajemnych stosunkach pojawiło się tylko dlatego, że prorosyjski rząd w Kijowie poszedł na daleko idące ustępstwa. Zmienił się jednakże ton w relacjach z Polską, zaprzestano cyberataków na Estonię czy Łotwę. Dochodzi do tego jeszcze umowa o redukcji arsenałów atomowych, która jest dobrą ilustracją tezy, że klucz do odprężenia leży w Moskwie. Rosjanie zgodzili się na nią, nie dlatego że chcieli odwdzięczyć się Obamie za dobrą wolę. Rosja wciąż postrzega samą siebie jako supermocarstwo i za każdym razem, kiedy siada do rozmów ze Stanami Zjednoczonymi, znacząco wzmacnia to jej prestiż. Co więcej, Moskwa musiała zredukować arsenał atomowy ze względów technicznych i skłonić Amerykę, by zrobiła to samo.

Praktycznie za każdym razem, gdy Rosja polepszała swoje stosunki z Ameryką, szła za tym liberalizacja polityki wewnętrznej. Trudno na tym etapie powiedzieć, czy będzie tak również teraz. Jest jednak pewien symboliczny przypadek, który powinno się śledzić, oczekując liberalizacji rosyjskiej polityki – mowa o sprawie Chodorkowskiego. Absurdalny proces, który mu wytoczono, wciąż trwa, w dużej mierze dlatego, że rząd nie bardzo wie, co zrobić. Żadne wyjście nie jest dla władzy dobre. Jeśli zostanie ponownie uznany winnym, tym razem z zarzutów, które są kompletnie absurdalne, nawet „nowe otwarcie” prezydenta Obamy nie ustrzeże Rosji przed poważnymi problemami, gdyż Chodorkowski stał się symbolem rosyjskiego bezprawia. Jeśli jednak jego proces potoczy się inaczej, na przykład wyrok zostanie złagodzony lub zawieszony, będziemy mogli mówić o realnych przemianach politycznych w Rosji.

Artykuł ukazał się w nr 3/2010 Miesięcznika Idei Europa Eur

Czytany 4651 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04