czwartek, 15 grudzień 2011 10:06

Krzysztof Mroczkowski: Rosja i Zachód mierzą się wzrokiem - Zimna Wojna 2.0?

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

oczy  Krzysztof Mroczkowski

Stosunki Federacji Rosyjskiej z euroatlantyckimi partnerami popsuły się w ostatnim czasie na tyle, iż można powoli przyzwyczajać się do stałej zmiany tonu stosunków Rosja-Zachód. „Reset” i „dyplomację hamburgerową” powoli zastępuje ton przypominający dawne, zimnowojenne czasy. 

Obie strony zdają się mieć na uwadze artykuł magazynu Foreign Affairs z wiosny 2006 („The Rise of U.S. Nuclear Primacy” [1]), w którym autorzy, Keir A. Lieber oraz Daryl G. Press, sugerują iż prewencyjny atak na siły rywala jest możliwy, przy czym pozostały, niezniszczony arsenał mógłby być przechwytywany w locie, dzięki instalacji tarczy antyrakietowej. Intensyfikacja działań ze strony atlantyckiego establishmentu oraz wzmocnienie pozycji politycznej Władimira Putina tym wyraźniej ukazują rysujący się konflikt o czterech obliczach.

Oblicze pierwsze, to konflikt syryjski. O strategicznym znaczeniu rosyjskiej bazy floty w syryjskim Tartous nie trzeba nikogo przekonywać, dlatego też wzmocniony od kilku miesięcy Putin (który jeszcze przy okazji sprawy Libii był łajany przez Miedwiediewa za porównanie NATO do „krzyżowców”) nie pozostawił wątpliwości co do rosyjskiego oporu, wysyłając do Tartous poważne wzmocnienia. Z drugiej strony, konflikt syryjski może wybuchnąć, jako epifenomen konfliktu irańskiego. Prowadzona od dłuższego czasu cicha wojna wywiadowcza Zachodu z Iranem, polegająca na podburzaniu Beludżów oraz atakach dronów, może być eskalowana na poziom wojny konwencjonalnej, jeżeli tylko, pod pretekstem raportu Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej (raportu, dodajmy, skrytykowanego przez byłego szefa MAEA Hansa Blixa) w sprawie irańskich prac nad energią atomową, dojdzie do izraelskich nalotów na Iran.

Potencjalna eskalacja na poziom ponad-konwencjonalny jest niewykluczona, czy to ze strony Izraela, narażonego na przełamanie obrony antyrakietowej atakiem z wielu stron (Liban, Iran, Syria) przez Iran i jego półoficjalnych sojuszników [2]. Dodatkowo zapowiedź chińskiego poparcia dla Iranu zwiększa potencjał konfliktu większej skali. Jednocześnie w Stanach Zjednoczonych i wśród ich sojuszników rozpoczyna się ferment przeciwko ryzykownym posunięciom. W Izraelu duża grupa byłych wojskowych, a także były szef Mossadu oficjalnie krytykują konfrontacyjną linię Netanyahu i Baracka. W tym samym czasie, wśród części waszyngtońskich wojskowych i dyplomatów, również słychać głosy nawołujące do zejścia z kolizyjnego kursu. W wywiadzie dla Executive Intelligence Review były szef U.S. Central Command generał Joseph P. Hoar nie tylko wezwał do uniknięcia zagrożenia wojną, lecz także nie wyraził sprzeciwu wobec sugestii, iż Barack Obama powinien być odsunięty od sprawowania urzędu Prezydenta USA, stwierdzając jedynie iż prawdopodobnie „byłoby to zbyt trudne” oraz ubolewając nad faktem, iż „większość ludzi nie zdaje sobie sprawy jakie są zagrożenia” [3]. Istotnie, kolejny konflikt na Bliskim Wschodzie to, w najbardziej optymistycznym wariancie, duży wzrost cen ropy i pogłębienie stagnacji gospodarczej.

Drugie oblicze konfliktu, konflikt kaukaski, ukazuje najlepiej polityczną walkę dwóch stron o geostrategiczną przewagę poprzez kontrolę nad surowcami. Pośród gąszczu kaukaskich państw, poprzecinanych terytoriami spornymi (Nogorno-Karabach, Javakhk, Nakhchivan) rozgrywa się jeden z ważniejszych eurazjatyckich sporów geopolitycznych. W wyścigu o doprowadzenie do Europy potencjału kaspijskich złóż gazowych walczą antyrosyjski projekt Nabucco i rosyjsko-europejski South Stream. Olbrzymi wpływ sektora finansowego, niezainteresowanego końcem surowcowej hegemonii płatności dolarowych, przekłada się na centra decyzyjne w Waszyngtonie i Londynie i ich aktywną politykę w rejonie Kaukazu, przy czym odsunięcie współpracującego z Putinem premiera Włoch Berlusconiego jest dobrym zwiastunem dla projektu Nabucco.

Trzecie oblicze konfliktu to sprawa tarczy antyrakietowej, teoretycznie skierowanej przeciwko Iranowi, jednak w dość oczywisty sposób zagrażającej żywotnie Rosji. W wypadku przyjęcia przez Stany Zjednoczone opcji uderzenia wyprzedzającego, tarcza jest elementem niezbędnym dla minimalizacji zagrożenia zbrojną odpowiedzią Federacji Rosyjskiej. Byłoby to porzucenie doktryny MAD (Mutually Assured Destruction – wzajemnie zapewnione zniszczenie), wedle której jakikolwiek atak nuklearny jednej ze stron musi się zakończyć zniszczeniem obu, ergo, jest nie do pomyślenia. Wyraźny zwrot prezydenta Miedwiediewa, zasygnalizowany pod koniec listopada, jest odpowiedzią na prace nad tarczą poprzez wzmocnienie potencjału rakietowego przyczółka kaliningradzkiego i oznacza w praktyce koniec „resetu”. Jest to konsekwencja majowej decyzji administracji Obamy o umieszczeniu w Redzikowie, 50 mil od obwodu kalingradzkiego systemu Raytheon SM-3. Ten sam system zostanie także zainstalowany w Rumunii, co uzgodniono we wrześniu.

Czwarte oblicze konfliktu to destabilizacja krajowej sceny politycznej poprzez wspieranie opozycji. Fakt, iż większość tej opozycji albo prezentuje mocno kontrowersyjne poglądy (komuniści, narodowi bolszewicy), albo cieszą się opinią, jak wspomniał Jan Engelgard, złodziei i agentów Zachodu oraz poparciem w granicy błędu statystycznego. Wobec faktu, iż w latach 1999-2008 PKB putinowskiej Rosji wzrosło z niecałych 200 mld USD do ponad 1,5 bln USD, nie pomoże nawet najlepiej przygotowana kampania środowisk opozycyjnych. Zarówno protesty ośrodków zachodnich, jak i wybiórcze relacjonowanie wydarzeń w Moskwie przez zachodnie media (np. montaż filmów wideo z Moskwy z tymi pokazującymi zamieszki w Atenach [4]) nie mogą być chyba jednak traktowane, jako poważna próba wpłynięcia na kierunek zdarzeń, a raczej odruchowa manifestacja nieufności wobec wschodniego partnera-rywala.

Widząc cztery oblicza konfliktu i powrót niestabilności polityki amerykańskiej, jaka cechowała ją za czasów Busha warto jednak zauważyć różnicę między ówczesnymi i dzisiejszymi zawieruchami. Wtedy polityka była bardziej otwarcie konfrontacyjna, jednak cele geostrategiczne skromniejsze. Dziś, każdy, nawet najbardziej regionalny aspekt Wielkiej Gry Zachodu odnosi się jednak do kluczowej rywalizacji z Moskwą i Pekinem. Gdy Departament Obrony USA głośno myśli o tym, czy aby trudności Chin w zdobywaniu tak potrzebnych im surowców nie mogą być powodem ich uważniejszego spoglądania w stronę Syberii [5], oznacza to, iż przyszło nam żyć w ciekawych czasach. Uspokojenie nastrojów leży na sercu wielu odpowiedzialnym przywódcom i dyplomatom, od dobrego rezultatu ich wysiłków zależy bardzo wiele.

Artykuł został opublikowany w ramach Debaty portalu Geopolityka.org na temat fali rosyjskich protestów.

____________________________________________________
[1] http://www.foreignaffairs.com/articles/61508/keir-a-lieber-and-daryl-g-press/the-rise-of-us-nuclear-primacy
[2] http://www.atimes.com/atimes/Middle_East/LG20Ak03.html
[3] http://www.larouchepub.com/other/interviews/2011/3845hoar_warns_war.html
[4] http://www.theatlanticwire.com/business/2011/12/fox-news-made-moscow-riots-look-riotier-athens-footage/45901/
[5]http://www.dod.gov/pubs/foi/International_security_affairs/china/09-F-0759theGreatSiberianWarOf2030.pdf

Czytany 6896 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04