sobota, 05 marzec 2011 06:43

Krzysztof Kokoszczyński: Bezpieczeństwo Europy w dobie kryzysu

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

eusecure  Krzysztof Kokoszczyński

W minionym tygodniu odbyła się konferencja ”European Defence Policy in the era of budgetary austerity. What security can we afford?”, zorganizowana przez demosEUROPA. Wzięli w niej udział Adam Kobieracki (MSZ), Nick Packard (Commonwealth and Foreign Office) oraz Nick Whitney (European Council on Foreign Relations). Organizatora reprezentował Paweł Świeboda, prezes zarządu demosEUROPA. Główną osią rozmów była „twarda” koncepcja bezpieczeństwa, zapewniana przez wojsko i siły bezpieczeństwa.

Nick Packard zauważył, że kryzys powinien podkreślić znaczenie ustalania właściwych priorytetów dla armii i rządów państw Unii. Zauważył, że w obecnej sytuacji politycznej, najważniejsza dla państw UE jest posiadanie elastycznych sił, które z łatwością mogą operować na różnego rodzaju misjach poza własnym granicami (jak np. operacja szkoleniowo-policyjna w Somalii czy też operacja Atalanta). Dla takich działań kluczowy jest właściwy dobór sprzętu; w sytuacji kryzysu wojsko nie może pozwolić sobie na zakup wyposażenia, z którego potem nie będzie korzystać. Niedawne zakupy przez kilka państw czołgów bojowych, uzbrojenia, które jest trudne w transporcie i dlatego raczej nie może posłużyć w misjach pokojowych czy siłach szybkiego reagowania, jest przykładem złego użycia funduszy, które mogłyby być efektywniej wydane. A jak pokazują sytuacje w Afryce i na Bałkanach, Unia będzie potrzebowała właśnie tego typu sił prędzej, niż wielkich armii w klasycznym rozumieniu tego zwrotu.

 

Packard również zauważył, że pomiędzy państwami członkowskim UE już teraz można zauważyć szerokie pole do dwustronnej współpracy wojskowej. Taka współpraca nie tylko zwiększa wzajemne zaufanie, ale również pozwala zmniejszyć koszty na zasadzie synergii. Jako przykład Packard podał niedawno wynegocjowany Traktat Obronny pomiędzy Wlk. Brytanią i Francją.

Adam Kobieracki zgodził się z Packardem, że rządy powinne być uważane w wydawaniu pieniędzy w dziedzinie bezpieczeństwa, podkreślił jednak, że nie powinno się oszczędzać pieniędzy „po prostu by je oszczędzić”, że zawsze powinno się patrzyć całościowo na wszelkie cięcia i starannie rozważać możliwe konsekwencje.

Kobieracki zapowiedział, że Wspólna Polityka Bezpieczeństwa i Obrony (CSDP) będzie jednym z priorytetów polskiej prezydencji w Unii. Jednym z kluczowych celów będzie utworzenie wspólnej operacyjnej kwatery głównej (Operational HQ) dla misji UE. Takie centrum poważnie zmniejszy koszty administracyjne i zwiększy wydajność operacyjną, nie zabierając funduszy przeznaczonych na sprzęt czy personel. Będzie też elementem procesu mającego na celu zmniejszenie i uproszczenie formalności dotyczących wspólnych operacji UE.
Kobieracki wyraził też opinię, ze kryzys ekonomiczny może być okazją do przełamania impasu w stosunkach UE-NATO. Konieczność wprowadzania cięć może posłużyć do przekonania przeciwników po obu stronach do zacieśnienia współpracy pomiędzy obiema organizacjami. Zgodził się również z Nickiem Packardem, że powinno się dopasowywać siły zbrojne do potencjalnych zagrożeń.

Nick Whitney przywołał wyniki badań, które zwracają uwagę, że w niektórych państwach Europy (m.in. Wlk. Brytania, Polska) opinia publiczna cały czas wymaga własnej, narodowej armii i byłaby niechętna drastycznym redukcjom w niej. Whitney uważa mimo to, że taka opinia będzie jednak coraz mniej popularna w nadchodzących latach w większość Unii. Będzie to również efektem silnego poczucia bezpieczeństwa Europejczyków względem „twardych” zagrożeń (zagraniczna inwazja itp.) i wzrastającemu poczucia zagrożenia „miękkimi” atakami (ataki terrorystyczne, cyberataki itp.), które wymagają innych zabezpieczeń, niż duża armia.

Whitney zwrócił jednak uwagę, że duże armie nadal mają pewną rolę do odegrania, jako że negocjacje z pewnymi państwami są łatwiejsze, jeżeli oprócz „miękkiej” siły, posiada się również pewien znaczący poziom „twardej”.

W trakcie dyskusji z publicznością, uczestnicy poruszyli kilka tematów luźniej związanych z tematem konferencji. Nick Whitney wspomniał o swojej wizycie w Tunisie na początku miesiąca; w trakcie pobytu tam w pełni odczuł nieudolność Polityki Sąsiedztwa UE względem Tunezji – zmian demokratycznych nie było, a społeczeństwo traktuje UE jako wspólników Ben Aliego. Nawiązując do Afryki jako takiej, Whitney zauważył, że Unia powinna mieć wspólną instytucję zajmującą się patrolowaniem wód przybrzeżnych, a nie, jak obecnie, pozostawiać je w gestii każdego z państw członkowskich. Whitney wyraził opinię, że taki system doprowadził by tak do zmniejszenia kosztów, jak i do poprawy efektywności, bezpieczeństwa oraz zapobiegł niektórym tragediom związanymi z nielegalnymi imigrantami.

Whitney podkreślił również znaczenie dobrej komunikacji między rządami państw członkowskich. Tylko dzięki niej możemy osiągnąć taki stopień zaufania, dzięki któremu będzie możliwa efektywna współpraca w dziedzinie bezpieczeństwa.

Adam Kobieracki, w trakcie swojej wypowiedzi, w pośredni sposób zgodził się z Nickiem Whitneyem, zwracając uwagę słuchaczy na konieczność rozwiązania kilku starych problemów w łonie tak NATO, jak i UE (choć pozostawił je niesprecyzowane) oraz skrytykował często przywoływany konflikt pomiędzy Turcja a Cyprem, jako „wygodną wymówkę”, która zapobiega zacieśnieniu współpracy pomiędzy UE i NATO.

Co do miękkich zagrożeń, Kobieracki powiedział, że NATO jest bardziej zaangażowane w te kwestie i że nawet część członków chciałoby, by tego typu ataki podpadały pod Artykuł 51 Traktatu Północnoatalntyckiego. Jednakże nawet biorąc to pod uwagę, Kobieracki uważa, że nie można się spodziewać jakiś konkretnych działań w tej kwestii szybciej niż w przyszłym roku.

Muszę przyznać, że konferencja zostawiła mnie z mieszanymi uczuciami. Od strony organizacyjnej była rewelacyjna, wszystko na czas, mówcy dobrani odpowiednio; na dodatek fakt, że nie byli z pierwszych stron gazet pozwolił im przedstawić rzeczywisty stan bezpieczeństwa, a nie wygłaszać wyświechtane slogany. Z tej strony brak zastrzeżeń.

Niepokoi mnie natomiast sama treść. Będąc człowiekiem urodzonym w samej końcówce Zimnej Wojny, nie posiadającym wspomnień z epoki komunistycznej, należę do tych Europejczyków, o których mówił Nick Whitney. Nie boję się inwazji rosyjskiej (ani białoruskiej, ani, tym bardziej, chińskiej), aczkolwiek zgadzam się z jego argumentem, że w negocjacjach posiadanie armii rozsądnej wielkości często ułatwia dojście do porozumienia. Jednak tym, co mnie najbardziej niepokoi pod względem bezpieczeństwa we współczesnej Europie, są właśnie ataki komputerowe i terrorystyczne. Już w tym roku miał miejsce poważny cyberatak na Kanadę, państwo może mniej neutralne niż Szwecja czy Szwajcaria, ale i tak angażująca się głównie w działania humanitarne i pomagające cywilom w obszarach konfliktów zbrojnych (jak np. Traktat ottawski). Nie da się ukryć, że Polska, tak jak i inne państwa UE jest zdecydowania bardziej zaangażowana w zdecydowanie bardziej kontrowersyjne działania niż Kanada (argumentem przeciwko nam jest już sam fakt, że w przeciwieństwie do Kanady mamy wybór, czy współpracować ze Stanami, a i tak to robimy); takie właśnie działania mogą zaowocować tego typu formą odwetu. Dlatego, by poczuć się bezpiecznym, oczekuję od NATO i UE przede wszystkim działań w zakresie przeciwdziałania „miękkim” zagrożeniom. I to nie jakiś gestów w rodzaju uznania ataków komputerowych za działania uaktywniające Artykuł 5. – ataki komputerowe i, do pewnego stopnia, również terrorystyczne nie są działaniami, które, jak inwazję zbrojną, da się łatwo i bez wątpliwości powiązać z rządem danego państwa; co więcej, atak wojskowy w zamian za atak komputerowy wydaje się przesadną reakcją. Zamiast tego, lepsze byłoby zwiększanie możliwości obrony przed takimi atakami – systemy rezerwowe, wzajemna pomoc w razie ataku, opracowanie zasad postępowania, przeszkolenie ludzi na zagrożonych pozycjach, co robić w razie ataku. Naturalnie, część z zabezpieczeń musi pozostać tajna, ale oczekiwałbym też jakiś jawnych projektów, a nie ogólnych zapowiedzi, że propozycji możemy się spodziewać najwcześniej za rok.

Świat żyje coraz szybciej, pojawia się coraz więcej zagrożeń nieprzystających do starych schematów myślenia o bezpieczeństwie. Stany Zjednoczone już się do nich aktywnie przystosowują, Europa ma „plany projektów”, a tymczasem rozmawia się o lotniskowcach w Anglii i Patriotach w Polsce. Jednak jedne i drugie pozostaną bezużyteczne, jeżeli w sztabach nie będą działały komputery, a państwa zostaną sparaliżowane poprzez wyłączenie, chociażby, sygnalizacji drogowej, czy, jeszcze gorzej, systemów lotniskowych. Takie ataki nie wymagają tak jawnych przygotowań, jak operacja wojskowa, a są równie, jeżeli nie bardziej, groźne dla wszystkich obywateli. To jest świat, w jakim przyszło nam żyć, dlatego mamy prawo oczekiwać od rządzących, by wywiązali się ze „swojej najważniejszej funkcji” (jak powiedział Nick Packard) – zapewnianiu bezpieczeństwa tym, którymi rządzą.

foto.demosEuropa

_____________________________
1 “The Parties agree that an armed attack against one or more of them in Europe or North America shall be considered an attack against them all and consequently they agree that, if such an armed attack occurs, each of them, in exercise of the right of individual or collective self-defence recognised by Article 51 of the Charter of the United Nations, will assist the Party or Parties so attacked by taking forthwith, individually and in concert with the other Parties, such action as it deems necessary, including the use of armed force, to restore and maintain the security of the North Atlantic area […]”

Czytany 5592 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04