czwartek, 22 kwiecień 2010 08:16

Kornel Sawiński: Czy katastrofa (geo)polityczna?

Oceń ten artykuł
(2 głosów)
alt Kornel Sawiński Ciężko przewidzieć jednoznaczny kierunek geopolitycznych następstw katastrofy prezydenckiego samolotu pod Smoleńskiem. Chociaż, jeszcze trudniej wyobrazić sobie by stosunki rosyjsko-polskie w obliczu ostatnich wydarzeń uległy pogorszeniu, jak wieszczy antyradziecki ideolog Richard Pipes[1].
Wydaje się, że na horyzoncie rysują się dwa scenariusze: optymistyczny (naprawa relacji) i nihilistyczny (utrzymanie status quo). W wymiarze psychologiczno-symbolicznym rosyjskie kierownictwo dokonało prawdziwego przełomu. Premier Putin oddając w Katyniu, na 3 dni przed wypadkiem hołd zabitym, przyznając, że mordu dokonano z rozkazu Stalina, naraził się środowiskom patriotycznym i części opinii publicznej w samej Rosji. Abstrahując od problemu potrzeby przyznawania się do zbrodni przez mocarstwo, które bez wątpienia było najważniejszym zwycięzcą II wojny światowej, nie da się po prostu nie dostrzec, rzadko spotykanej w stosunkach między mocarstwem i, uzależnionym od innych ośrodków siły krajem o niewielkim potencjale, szczerej empatii. Świat już tak jest urządzony co najmniej od XIX w., że większe, bardziej niezależne, potężne, imperialne kraje mają wpływy (oraz interesy) w innych, mniejszych krajach. Stosunki międzynarodowe to system stref wpływów - mocniejszych lub słabszych, z większego lub mniejszego przyzwolenia.
Dotychczas Polska uważana była za awangardę wpływów atlantyckiego ośrodka siły, na starym kontynencie. To dokładne wykorzystanie koncepcji Halforda Mackindera - koncepcji kontroli wrót do serca Lądu tzw. Heartlandu, by wszelkimi sposobami zapobiegać zjednoczeniu w duchu klasyków geopolityki kontynentalnej. Państwa Europy Środkowo-Wschodniej (pod przywództwem Polski) skazane są w tym układzie na wieczne analizowanie przeszłości, z głową do tyłu, ze swoimi fobiami, ciągotami i chęcią (ale już brakiem możliwości) rewanżu. Prof. Łagowski pisze, wprost, że: „atmosfera w dzisiejszej Polsce jest na pozór podobna, każdy z tych krajów chce mieć własny Holocaust, Polacy przywołują Katyń, Ukraińcy Wielki Głód, Litwini wywózki na Sybir po 1945. Jest to jednak całkowicie nieuzasadnione"[2]. Tego rodzaju elementy polityki historycznej pojawiały się w kontekście importu surowców, stosunków handlowych, czy wreszcie bieżących stosunków politycznych psując realizację ich praktycznego wymiaru.

Analizując politykę rządu Donalda Tuska dostrzec możemy, nie wyraźne aczkolwiek istniejące zróżnicowanie dwóch stanowisk, jeśli chodzi o stosunki z Rosją. Pierwszą stanowi grupa nastawiona w większym stopniu na pragmatyzację tych relacji, skupiona wokół samego premiera oraz wicepremiera Pawlaka (vide umowa gazowa z grudnia ubiegłego roku). O ile politycy ci rozumieją język dialogu, chcą współpracować z Rosją, bez poczucia niczym nieuzasadnionej wyższości, bez pouczania i chęci zmiany Rosji, o tyle minister Sikorski (straszący nas kiedyś Nord Streamem, jako „paktem Ribbentrop-Mołotow bis") reprezentuje w rządzie stanowisko przeciwne. Już po 10 kwietnia dał wyraz w rozmowie z Janiną Paradowską swoim konfrontacyjnym ciągotom[3]: „Trzeba mieć nadzieję, że to będzie taki wstrząs psychologiczny, który skieruje Rosjan na tory, po których od wielu lat poruszają się Niemcy. Czyli poznania własnej historii i poczucia jej do szpiku kości".Stawianie w jednym szeregu zwycięzców i zwyciężonych II wojny światowej, prócz tego, że w sensie psychologicznym nie jest w żaden sposób wyrazem chęci pojednania, to dodatkowo utrzymywanie możliwości realnego osiągnięcia skutku tych żądań jest zwykłą naiwnością i polityczną głupotą.

Samej możliwości poprawy stosunków polsko-rosyjskich znieść nie może również publikujący w „Naszym Dzienniku" profesor Krasnodębski - ostatnio „specjalista-zamacholog"[4]. Jest to bardzo optymistyczny objaw, że tego typu ludzie, wyrzuceni na margines samą dynamiką wydarzeń, zdolni są do takiego samo ośmieszania się. Rusożerczy front, pokazujący jak ślepo proamerykańska jest polska skrajna prawica, przybiera kształt egzotycznych sojuszy (vide Ariel Cohen publikujący w „Naszym Dzienniku")[5]. Fanatycy na naszych oczach dokonują samounicestwienia się. Wypada życzyć im wszystkiego najlepszego na tej drodze. Dlaczego jednak w tym gronie znalazł się członek Polsko-Rosyjskiej Grupy ds. Trudnych prof. W. Marciniak[6]?

Oczywiście w sferze przekazów medialnych przeważała trzeźwość ocen i wdzięczność, którą najpiękniej sformułował bodaj Daniel Olbrychski[7].

Należy podkreślić, że podziękowania są ważne i potrzebne, ale niewystarczające. Potrzebna jest prawdziwa, szczera zmiana postawy. Miejmy nadzieję, że jeśli następnym razem jakieś nieszczęście, czego życzyć nie należy, miałoby dotknąć Rosję, Polacy będą umieli stanąć na wysokości zadania i nie powtórzy się np. historia polskich zachowań wobec tragedii Biesłanu, czy niedawnego wybuchu w moskiewskim metrze. Rosja potrzebuje w nieszczęściu wsparcia, zrozumienia i solidarności nie mniej niż Polska.

Spójrzmy na Zachód. Ileż to tam było pięknych deklaracji solidarności, ileż werbalnego współczucia. Wystarczyła jednak pojedyncza chmura i zachodni przywódcy jeden po drugim zrezygnowali z przyjazdu na pogrzeb pary prezydenckiej. Tak jakby np. Sarkozy nie mógł dotrzeć pociągami/autami czy helikopterami, Merkel nie mogła z Rzymu (gdzie ugrzęzła) zamiast do Berlina pojechać autobusem do Krakowa, a Obama - golfista - polecieć dołem przez Europę południową, która nie była zamknięta dla przelotów. Wygląda na to, że chmura wulkaniczna okazała się wygodnym pretekstem do wykręcenia się z uczestnictwa. Zresztą, jak podają w USA, wystarczy, że Obama wykazał wolę przyjazdu, to i tak dużo[8]! Polska powinna być więc zadowolona.

Wschód, który, jak już niejednokrotnie w historii bywało, na końcu zostawał jako jedyny przy Polsce, zachował się jak przysłowiowy Mahomet, którego zlekceważyła góra.

Popatrzmy jednak na sprawy bardziej poważnie, w szerszym geopolitycznym kontekście. Jeżeli na ich kanwie dojdzie do autentycznego zbliżenia Rosji z UE za pośrednictwem Polski jako dotychczasowego głównego hamulcowego tego procesu, może z tego stopu powstać całkowicie nowa jakość w wymiarze aksjologicznym ale przede wszystkim w ramach geopolitycznego dopełnienia. Zbliżenie Rosji i UE byłoby zbliżeniem podmiotów o mniej więcej równoważnym potencjale, gwarantującym brak dominacji, któregokolwiek z nich.Być może znajdujemy się obecnie na takim etapie historii, w którym te koncepcje stają się czymś realnym. Wydaje się, że dzieje nabrały przyspieszenia.

Możliwe, że wraz z katastrofą samolotu z polską delegacją runęły symbolicznie, ale i realnie wszelkie koncepcje „żelaznej kurtyny", „przedmurza" i innych konfrontacyjnych teorii, sztucznie oddzielających Europę od Rosji. W tej sytuacji jest szansa na historyczne otwarcie, na nowe drogi i nowe mosty, kulturowe, polityczne, ekonomiczne.


[1] http://www.rp.pl/artykul/459726_Ta_tragedia_popsuje_stosunki_polsko_rosyjskie_.html
[2] http://www.newsweek.pl/artykuly/sekcje/newsweek_polska/kompleks-polski,54458,1
[3]http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,103454,7761052,Sikorski_dzwonil_do_Jaroslawa_Kaczynskiego__Mam_straszna.html
[4] http://wyborcza.pl/1,75478,7778019,_Warto_rozmawiac___Globalny_spisek_w_sprawie_Smolenska_.html
http://www.naszdziennik.pl/bpl_print.php?dat=20100412&id=tk40.txt&typ=tk
[5] http://www.naszdziennik.pl/index.php?typ=tk&dat=20100413&id=tk18.txt
[6]http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80271,7768700,Marciniak__Teraz_mozna_stawiac_zadania_ws__prawdy.html
[7] http://tygodnik.onet.pl/30,0,44315,artykul.html
[8]http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80277,7783613,Publicysta__Sama_wola_Obamy__zeby_przyleciec_na_pogrzeb_.html
Czytany 8645 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04