środa, 03 wrzesień 2014 06:08

Konrad Rękas: I tak rozumieć trzeba Jałtę...

Oceń ten artykuł
(1 głos)

konferencja_jaltanska  Konrad Rękas

Okrzyczana w ukraińskich mediach „antyfaszystowskim zlotem faszystów”, nieudolnie przerywana fałszywym alarmem bombowym – II Międzynarodowa Konferencja „Rosja, Ukraina, Noworosja: globalne problemy i wyzwania” w Jałcie po pierwsze udowodniła niekwestionowany sukces reintegracji Krymu z Federacją Rosyjską. Po drugie zaś – otwarcie postawiła problem podniesiony równolegle przez prezydenta Władimira Putina, a więc kwestię ostatecznego prawno-państwowego uregulowania statusu Noworosji.

Szeroka i bardzo zróżnicowana ideologicznie (w kwestiach wewnętrznych, czy społecznych) międzynarodowa koalicja na rzecz zakończenie wojny i ludobójstwa, jakiego na mieszkańcach Noworosji dopuszczają się Ukraińcy, obradowała w miejscu, które szczęśliwie uniknęło losu Donbasu dzięki szybkiej i zdecydowanej akcji miejscowej ludności, wspartej następnie przez Federację Rosyjską. Rzeź w Odessie, ataki na ludność cywilną, dzielnice mieszkalne i inne cele niewojskowe w republikach ludowych, rzezie, jakich dopuszczają się w Noworosji banderowcy z „Gwardii Narodowej”, prowokacyjne zestrzelenie malezyjskiego samolotu – z dzisiejszej perspektywy widać, jak ważne było szybkie i radykalne załatwienie kwestii krymskiej, bez oglądania się na kłamliwą propagandę Kijowa i przed intensyfikacją ekonomicznych nacisków z Zachodu, jawnie już finansującego wojnę i zbrodnie wojenne w Donbasie.

Po pół roku w składzie Federacji widać wyraźną zmianę oblicza Krymu – przede wszystkim poprawę sytuacji ekonomicznej obywateli, a także – wbrew propagandzie mediów z Polski – także zaopatrzenia i relacji cenowo-dochodowych. To, co odróżnia Sewastopol, Symferopol czy Jałtę od innych miast Federacji – to nieustająca demonstracja radości, patriotyzmu i przywiązania do rosyjskiej macierzy, objawiana choćby wszechobecnością flag (tak biało-czerwono-niebieskich, jak i czarno-złotych), a także portretów prezydenta Władimira Putina. Przy tym zaś mieszkańcy Krymu cieszą się wprawdzie z uniknięcia losu Szachtarów, jednak stoją zdecydowanie na stanowisku niesienia im humanitarnej, politycznej i czynnej pomocy, niezależnie od wojennego podżegactwa Kijowa, który w swej propagandzie wciąż próbuje wracać do kwestii statusu półwyspu i braku jego międzynarodowego uznania.

Z punktu widzenia obserwatora z Polski trzeba zaznaczyć, że trudno sobie obecnie wyobrazić jakąkolwiek zmianę sytuacji prawno-państwowej Krymu. Jeśli powtarzającym kijowskie bajeczki i waszyngtońskie groźby komentatorom wydaje się, że ktoś w Rosji w ogóle mógłby rozważyć rozmawianie o „oddaniu Krymu Ukrainie” – to żyje w świeci fikcji. Takiej możliwości nie ma i nie będzie. Krym jest i pozostanie rosyjski i nikt ani z mieszkańców, ani uczestników Konferencji nie miał w tym zakresie żadnych wątpliwości.

W odniesieniu do spraw noworosyjskich – istotne jest ich mocne osadzenie w kontekście globalnym, w tym przede wszystkim kryzysu gospodarki Stanów Zjednoczonych, jednoznacznie zainteresowanych w eskalacji konfliktu i eksporcie chaosu na cały obszar poradziecki. Wyraźnie mówił o tym doradca prezydenta W. Putina, Siergiej Głaziew. Z kolei Igor Druź z Donieckiej Republiki Ludowej podkreślał, że dopuszczenie do upadku Noworosji – sprowadziłoby bezpośrednie zagrożenie destabilizacją i rozpadem Rosji i Białorusi. Walka Szachtarów stanowi więc osłonę dla całego projektu eurazjatyckiego i zabezpieczenie przed rozlaniem się potencjalnie światowego konfliktu zbrojnego na wielką skalę.

Różnice zdań wśród noworosyjskich liderów dotyczą natomiast bieżących celów wojny. Pełne wyzwolenie DRL i Ługańszczyny to jedynie zadania bieżące. W dalszej kolejności I. Druź i Aleksiej Mozgowoj mówili o wyparciu sił junty z całej Noworosji, a więc także Charkowa, Dniepropietrowska, Zaporoża, Chersonia, Mikołajowa i Odessy. Zdaniem przywódców szachtarskich – rozwinięcie zwycięskiej ofensywy w tych kierunkach jest tylko kwestią czasu. Aktualnym pytaniem pozostaje więc nie „walczyć czy rozmawiać” w sytuacji, gdy junta nie widzi innego rozwiązania, niż kontynuacja genocydu w Donbasie – ale co uznać za faktyczne zwycięstwo: czy wyrzucenie okupantów z Noworosji i podział Ukrainy na dwa lub więcej państw, czy obalenie junty, przywrócenie porządku w Kijowie i nową organizację polityczną federalnego, czy konfederacyjnego państwa?

Dyskutujący w Jałcie bardzo poważnie zastanawiali się też nad przyszłością zachodu Ukrainy, a padające głosy rozkładały się od pozostawienia banderowców na ich własnych śmieciach – do konieczności pełnego wytępienia tej zbrodniczej ideologii i niepozostawiania nawet Haliczan pod jej rządami. Do tej ostatniej opinii skłania się zwłaszcza A. Mozgowoj, wyrastający obecnie na najsilniejszą osobowość w kierownictwie ruchu ludowowyzwoleńczego.

Atmosfera Konferencji z pewnością zszokowałaby dyżurnych komentatorów głównonurtowych, wciąż przekonanych, że „zdławienie terrorystów” jest tylko kwestią czasu. Wystarczą tylko kolejne miliony, broń, sprzęt i najemnicy przybywający z Zachodu, w tym także z Polski. Tymczasem Noworosja już zastanawia się nie nad samym osiągnięciem zwycięstwa, ale nad organizacją życia mieszkańców po jego nadejściu. W tym zakresie szczególnie ważna była deklaracja S. Głaziewa, zapewniającego o możliwej szybkiej integracji gospodarczej wolnego Donbasu z Rosją i całą Unią Celną, a także ustanowienia preferencji handlowych, które przecież jeszcze przed kijowskim puczem ofiarowywano całej Ukrainie.

Różnica między W. Putinem a np. Petrem Poroszenką czy Arsenijem Jaceniukiem jest taka, że wprawdzie ci drudzy są częściej i obficiej cytowani przez warszawskie media – to właśnie tego pierwszego warto słuchać dokładnie, bo jego słowa przeważnie mają znaczenie. Kiedy prezydent Federacji mówił o uregulowaniu statusu państwowego Donbasu, nie była to czcza deklaracja, ale zapowiedź reorientacji polityki Kremla w kierunku uznania specjalnego statusu republik ludowych. Raczej nie tyle reorientacji, co ustalenia kierunku działania, zgodnego w istocie z wcześniejszymi zamiarami Moskwy, pacyfikacji sytuacji na Ukrainie przy jednoczesnym utrzymaniu więzi (zwłaszcza ekonomicznych) z bardziej rozwiniętą częścią tego kraju, obecnie u progu faktycznej suwerenności. Przekazane Kijowowi wspólne stanowisko władz w Doniecku i Ługańsku idzie dokładnie w tę samą stronę, zaś analizy S. Głaziewa wskazują, że Rosja bardzo poważnie traktuje kwestię włączenia byłego ukraińskiego wschodu do organizmu gospodarczego Eurazji. Konferencja jałtańska była więc w tym kontekście zarysowaniem odpowiedzi o przyszłość Donbasu i Ukrainy już po zakończeniu wojny tak, by faktycznie możliwie wszyscy Szachtarzy i przynajmniej część Ukraińców (oraz mniejszości nieukraińskich) znalazła się poza wpływami banderowców.

W popularnym skeczu autorstwa Kabaretu Moralnego Niepokoju, w Jałcie to Winston Churchill i Franklin Delano Roosevelt przegłosowują Józefa Stalina, domagając się, aby Polska znalazła się w bloku wschodnim. Patrząc na bałagan, a także zapisy umowy stowarzyszeniowej Ukrainy z UE – w istocie to Europa powinna prosić W. Putina, żeby nie ulegał USA i zabrał całe państwo ukraińskie pod swoje skrzydła. Inaczej chaos może rozlać się bynajmniej nie na Wschód, od którego banderowców skutecznie odgradzają Szachtarzy, ale na Zachód. A w pierwszej kolejności – na Polskę. Jest kwestią wielkiej odpowiedzialności Rosjan i przywódców republik ludowych – że starają się chronić nie tylko siebie, ale także inne państwa i nacje zagrożone eskalacją i rozprzestrzenieniem wojny oraz ekspansją banderyzmu. Polscy mieszkańcy Ukrainy coraz głośniej powtarzają przecież „skończą mordować Rosjan – wezmą się za nas”. Dlatego właśnie tak ważne jest uzgodnienie stanowisk i wspólna refleksja (połączona z intensywną pracą) nad przyszłym ułożeniem stosunków środkowoeuropejskich z pożytkiem tak dla Noworosji i Ukrainy, jak i Rosji, Białorusi oraz Polski.

Czytany 4459 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04