czwartek, 03 kwiecień 2014 06:47

Konrad Rękas: Białorusko-polska autostrada wodna

Oceń ten artykuł
(1 głos)

sluza_Kobryn2  Konrad Rękas

Wymyślono go jeszcze w XVII wieku, zrealizowano w XVIII w. i przez blisko 200 lat łączył Wisłę i Bug z Prypecią i Dnieprem. Teraz Kanał Rzeczypospolitej, wraz z całym szlakiem E-40 – znów może zacząć spełniać swoje funkcje. O ile rzecz jasna uda się ratyfikować wszystkie niezbędne dokumenty i znajdzie się ok. 50 mld złotych na realizację, a przy okazji przełamie się typowe dla rządzących w Polsce przekonanie, że z Białorusią nie można, nie należy, a właściwie to wręcz nie wolno robić interesów. 

Ekolodzy przeciw transportowi bez zanieczyszczeń?

26-28 marca w Brześciu i Kobryniu spotkali się eksperci, zaangażowani w realizację projektu odtworzenia drogi wodnej E-40. Koszty tak wielkiego przedsięwzięcia są jednak znaczące – 1 km nowego czy zrealizowanego kanału kosztuje nawet 1 mln euro. Znaczenie tańsze jednak niż w przypadku dróg i autostrad będzie utrzymanie infrastruktury. Pozytywnie do całego przedsięwzięcia powinni odnieść się ekolodzy – bo przecież jedna barka o udźwigu 900 ton zastępuje 18 wagonów kolejowych, czyli 45 ciężarówek. Przeniesienie ładunków z dróg i torów na wody chroni środowisko – bo emisja CO2 jest w przypadku transportu wodnego 1,5 raza mniejsza niż w przypadku kolei i aż 5 razy mniejsza, niż przy użyciu TIR-ów. Ale środowiska ekologiczne na razie milczą, a docelowo mogą jednak sprawić kłopoty – bo newralgicznym dla E-40 odcinkiem szlaku jest 40 km przez województwo lubelskie. Oczywiście o udrożnieniu dolnego biegu Bugu (czyli jego przełomów) w ogóle nie ma mowy, ale nawet przekopanie kanału będzie uzależnione od pomysłu na ominięcie coś ze dwóch parków krajobrazowych, obszarów Natura-2000 nie licząc... Tak oto zbrukselizowana ideologia ochrony środowiska pożera swój własny ogon – najbardziej ekologiczną formę transportu zwalczając z pozycji... ekologicznych.

Pieniądze, nie poklepywanie po plecach

W ciągu roku przez E-40 można by przerzucać  nawet 4 mln ton ładunków – węgla, cementu, kruszywa, nawozów, rud metali. Łącznie połączenie Dniepro-Bużańsko-Wiślańskie będzie mieć 2.215 km (dla porównania szlak Dunaj-Men-Ren liczy 3.100 km). Jest to więc pomysł na rewitalizację także całej gospodarki wiślanej (włącznie m.in. z Kaskadą Dolnej Wisły, na pewno przydatniejszą niż atomowy humbug, serwowany nam przez obecną koalicję sejmową). Mówimy wszak o  przedsięwzięciach na stulecia, bo nawet nie na dekady.

Korzyści z kooperacji w trójkącie białorusko-ukraińsko-polskim, mającym w perspektywie oparcie o wielką gospodarkę rosyjską są oczywiste: ożywienie handlu, współpraca transgraniczna, wymiana kulturalna itp. (wystarczy spojrzeć jak ruch bezwizowy z okręgiem kaliningradzkim pozytywnie wpłynął na sytuację Pomorza i województwa warmińsko-mazurskiego). Pozytywna zmiana polega na tym, że do niedawna oficjalne stosunki, nawet w ramach programów transgranicznych (nie mówiąc o kompletnie nieudanym Partnerstwie Wschodnim) sprowadzały się do poklepywania po plecach w cieniu europejskich flag (z Ukrainą) lub obustronnej nieufności (z Białorusią). Teraz zaś mówi się o konkretnych pieniądzach, słabo tylko podszytych polityką i ideologią.

Para (nie okrętowa) w gwizdek...

Niestety, na razie para idzie w gwizdek, tj. np. w powołanie kolejnego bezużytecznego, wiślanego „zespołu parlamentarnego”, którego założyciele nawet nie zawracają sobie głowy przychodzeniem na spotkania. Polacy nie zwracają uwagi na rzeki, może poza momentami, w których moczą w nich wędziska. Że rzeki i kanały naprawdę mogą łączyć i pozwalają na robienie interesów – wciąż nie chce nam się wierzyć. Jak sama nazwa wskazuje, my w końcu naród POL-ny, nie wodny...

Kolejne spotkanie, poświęcone popularyzacji idei odtworzenia E-40, wraz z przywróceniem roli Kanałowi Rzeczypospolitej, ma odbyć się w Polsce już w maju. Tym razem jednak Polacy mają nieco podnieść rangę spotkania, do poziomu rządowego, co dowiodłoby, że traktują propozycje ukraińsko-białoruskie jako coś więcej niż ciekawostkę. Na przeszkodzie stoją rzecz jasna fumy władz III RP wobec prezydenta Aleksandra Łukaszenki, jakby to on miał do nas przypłynąć E-40 i wykopać ministra Radosława Sikorskiego za morze.  Niestety jednak, na tak pozytywny przebieg wydarzeń nie ma (na razie) co liczyć...

Póki co, w ciągu dwóch lat na prace koncepcyjne zostanie wydane 874.700 euro – i może to być kolejna kasa przejedzona na sympozja bez następstw i ekspertyzy do szuflady. Nie w pieniądzach bowiem największy problem. Polska jest jednym z ostatnim państw, które nie ratyfikowały Europejskiej Umowy o Głównych Szlakach Wodnych o Znaczeniu Międzynarodowym (AGN), choć od jej przyjęcia minęło już przeszło 18 lat, a 2 lata temu ratyfikowała ją nawet Ukraina, która teraz bardzo liczny na handel szlakiem E-40 z krajami zachodniej Europy – co dla Polski oznaczać może zyski z opłat i tranzytu, pomijając już szanse dla naszych towarów idących na Wschód – nie tylko do systemu Dniepru i Morza Czarnego, ale także do Oki-Wołgi, co wydaje się szczególnie interesujące i dywersyfikujące potencjalne korzyści z całego przedsięwzięcia (jak i stanowi jedną z odpowiedzi odnośnie możliwych źródeł jego finansowania). Tymczasem nasze regulacje dotyczące transportu wodnego są niespójne – barki rzeczne wchodzące do przeładunkowych portów morskich są traktowane jak... jednostki oceaniczne. Zanika powoli zawód pilota. Nie jesteśmy więc nawet 100 lat za Białorusią – bo sto lat temu ta droga wodna z powodzeniem działała, tak jak w państwie Baćki z powodzeniem jej elementy funkcjonują do dziś.

Bo wyprzedzą nas Niemcy

Na polskiej opieszałości chcą zarabiać inni. Na odcinku południowo-zachodnim Czesi wprawdzie rozmawiają z Polakami o szlaku wodnym do Szczecina i Świnoujścia, ale podsuwana im jest już oferta niemiecka, mająca pomóc łapiącemu zadyszkę i wypłycającemu się portowi w Hamburgu. Co ciekawe, obowiązująca w Polsce Strategia Rozwoju Transportu faktycznie w ogóle ogranicza się do  Odrzańskiej Drogi Wodnej, co nawet wsparł ostatnio swym niewątpliwym autorytetem infrastrukturalnym urzędujący prezydent III RP...

W przypadku szlaku Dniepro-Bużańsko-Wiślanego koszty zaniedbań mogą być równie poważne. Handel wschodni pozostaje wielką szansą Polski, a zdrowe relacje gospodarcze, oparte o drożne trasy na Białoruś, Ukrainę i dalej – do Rosji (ale także Mołdawii, Kazachstanu i całej Azji Środkowej) – są tego przyszłego sukcesu warunkiem. Wśród wielu raczej nieprzemyślanych, obarczonych dużym marnotrawstwem i złodziejstwem, a także mocno opóźnionych bądź/i spóźnionych inwestycji realizowanych w ostatnich latach w Polsce w ramach tzw. „programów unijnych” – akurat inicjatywy dotyczące odtworzenia wiodących ze Wschodu na Zachód i Północ szlaków wodnych wydają się być perspektywiczne. Bo też i niewiele z dzisiejszych przedsięwzięć, obliczonych na chwilowy poklask i szybki (a często i wątpliwy) zysk ma szansę przetrwać stulecia. A nowe/stare trasy handlowe przywrócone gospodarce – służyłyby pokoleniom, budując prawdziwy, a nie wydumany wymiar realnego partnerstwa wschodniego.

Czytany 2447 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04