sobota, 22 sierpień 2009 12:16

Jeremi Markowski: Zachód wobec białoruskiej dyktatury

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

altJeremi Markowski

Po wstąpieniu Polski do NATO i Unii Europejskiej Rzeczpospolita nie tylko zaadaptowała europejskie standardy w dziedzinie praw człowieka, ale także rozpoczęła aktywne uczestnictwo w promocji prodemokratycznych inicjatyw wśród swoich wschodnich sąsiadów. Po zwycięstwie "pomarańczowej rewolucji" w Kijowie Ukraina przyjęła kurs na integrację europejską, co spotkało się ze znaczącym poparciem ze strony Polski.

Polscy politycy reprezentują interesy Ukrainy w Brukseli, Strasburgu i Waszyngtonie, pomagając Zachodowi lepiej zrozumieć specyfikę transformacji byłego państwa komunistycznego. Pomagają także samym Ukraińcom zakończyć dzieło transformacji ustrojowej w duchu przemian demokratycznych. Wolna i niepodległa Ukraina może stać się jednym z najsolidniejszych fundamentów bezpieczeństwa europejskiego. Warunkiem koniecznym by tak się stało jest zrzucenie balastu rosyjskiej dominacji geopolitycznej. Bez wątpienia rację miał Zbigniew Brzeziński gdy pisał w swojej "Wielkiej Szachownicy", że transformacja demokratyczna Ukrainy powinna zostać zakończona do 2012 roku. Choć dziś na Ukrainie nadal dokonują się procesy, które nijak nie wpisują się w ramy europejskiego pojmowania praw i swobód (przykładem może u być choćby gloryfikowanie przywódców OUN-UPA - Bandery i Szuchiewicza, odpowiedzialnych za liczne zbrodnie dokonane na narodzie polskim), istnieje nadzieja, że sytuacja będzie także i w tej dziedzinie zmierzać we właściwym kierunku i niepotrzebne incydenty w rodzaju niedawno planowanego rajdu rowerowego im. S. Bandery nie będą mieć miejsca. Inny problem młodej ukraińskiej demokracji stanowi korupcja, przenikająca wszystkie sfery życia społecznego. Naród ukraiński zaczyna stopniowo rozumieć, że powinien zaangażować wszelkie możliwe siły do walki z tym problemem.

Innym polskim sąsiadem z przeszłością totalitarną jest Białoruś, gdzie rządzi ostatni dyktator Europy, jak przyjęło się określać prezydenta tego państwa Aleksandra Łukaszenkę. Jeśli w przypadku Ukrainy można dostrzec szereg zmian na lepsze, to na Białorusi sytuacja wydaje się zmierzać w przeciwnym kierunku. W państwie nadal istnieje sztywny system hierarchiczny, tłumiący prawa i wolności Białorusinów (należy jednak zauważyć, że system państwa policyjnego pozwala na znaczne ograniczenie korupcji - w tej dziedzinie sytuacja na Białorusi wygląda znacznie lepiej, niż na Ukrainie). Mimo to Aleksander Łukaszenko ostatnimi czasy próbuje zwodzić Unię Europejską, wykorzystując do tego program "Partnerstwa Wschodniego".

Problemem jednak jest nie tylko to, że Aleksander Łukaszenko stał się faktycznie dożywotnim prezydentem, który nieustannie zmienia ordynację wyborczą zgodnie z własnym interesem. Jeszcze bardziej dramatycznie wygląda sytuacja w dziedzinie praw i wolności na Białorusi. Wcześniej środki masowego przekazu często opisywały represje, którym białoruskie organa porządkowe poddawały liderów Białoruskiego Frontu Narodowego. W 2005 roku kandydat Białoruskiego Frontu Narodowego Aleksandr Milinkiewicz przegrał wybory z Aleksandrem Łukaszenką (zachodni eksperci zgłosili wówczas poważne wątpliwości co do demokratycznego przebiegu procedury wyborczej), po czym został aresztowany na piętnaście dni. Skala represji była jednakże nieporównywalna z wielomiesięcznym wyrokiem odbywanym przez innego kandydata opozycji, Aleksandra Kazulina, skazanego za wszczęcie "masowych zamieszek". Milinkiewicz i Kazulin to postaci znaczące w białoruskiej polityce i rozpoznawalne na świecie. Są także i mniej znane mroczne aspekty dyktatury Łukaszenki. W 1999 roku bez wieści zaginęli były minister spraw wewnętrznych Republiki Białoruś Jurij Zacharenko, parlamentarzysta Wiktor Gonczar i przedsiębiorca Anatolij Krasowski. Rok później zaginął dziennikarz Dmitrij Zawadzki. Także i ostatnio z naruszeniem procedur sądowych typowych dla państw demokratycznych rozpoczęto sprawy karne przeciwko działaczom społecznym. Na przykład w lipcu 2009 roku młody aktywista Artiom Dubskij został skazany na rok pozbawienia wolności. Międzynarodowa organizacja stawiająca sobie za cel obronę praw człowieka Amnesty International uznała go za więźnie sumienia. W roku 2004, gdy niezależni aktywiści walczyli z przejawami autorytaryzmu na Ukrainie, również spotkały ich represje. Po kilku miesiącach zdołali jednak wywalczyć dla siebie pełnię praw o bywatelskich. Z kolei na Białorusi polityczne bezprawie i represje trwają nadal.

Wcześniej polskie władze wspierały ruch demokratyczny na Białorusi i udzielały pomocy obywatelom, występującym przeciw uciskowi, dyktaturze i bezprawiu. Teraz, gdy Aleksander Łukaszenko zmienił ton swoich wypowiedzi z prorosyjskiego na proeuropejski, wszyscy jak gdyby zapomnieli o masowych naruszeniach praw i wolności obywatelskich. Istotnie, białoruski dyktator kilkakrotnie rozwścieczył włodarzy Rosji, odmawiając uznania Osetii Południowej i Abchazji, bojkotując konferencję na wpół fikcyjnej Organizacji Umowy o Zbiorowym Bezpieczeństwie (ODKB) i stopniowo porzucając ideę przekształcenia Związku Białorusi i Rosji w państwo federacyjne. Gesty te w istocie niczego nie zmieniły. Czy jednak ceną za te drobne ustępstwa w dziedzinie polityki zagranicznej ma być całkowite zaniedbanie dziedziny praw obywatelskich narodu białoruskiego? Pozorowane gesty Aleksandra Łukaszenki w niczym nie zmieniają natury jego dyktatorskich rządów. W imię źle rozumianego realizmu geopolitycznego Unia Europejska, obejmując Białoruś programem "Partnerstwa Wschodniego", wspiera białoruski autorytaryzm i skazuje na faktyczny niebyt prodemokratyczne siły w białoruskiej polityce.

Nieposłuszeństwo Łukaszenki wobec "starszego brata ze Wschodu" spotkało się ze zrozumiałą sympatią w Europie. Nie należy jednak przeceniać ich znaczenia. To nie krytyczne wobec Rosji deklaracje bez pokrycia, ale nie rozwiązana cały czas kwestia łamania praw człowieka na Białorusi powinna być priorytetem polityki europejskiej. Nadrzędność praw i wolności jednostki zawsze była fundamentem demokracji w świecie Zachodu. Można dojść do wniosku, że w zamian za mgliste i puste obietnice dyktatora, który zobowiązał się "już nie przyjaźnić się z Rosją" Europejczycy gotowi są zrezygnować ze swoich wartości... Pozostaje nam żywić nadzieję, że polscy i europejscy politycy nie dadzą wiary zapewnieniom "ostatniego dyktatora Europy", który nie raz już zwodził swoich partnerów dowodząc tym samym, że jest politykiem zupełnie niegodnym zaufania.

Czytany 6784 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 10 marzec 2016 19:12