piątek, 29 sierpień 2014 08:37

Jelena Kvjatkovska: Pseudolegalne prześladowanie w krajach byłego ZSRR - kazus Wiłkaste-Waszkiewicz

Oceń ten artykuł
(3 głosów)

przesluchanie  mec. Jelena Kvjatkovska

W swojej wieloletniej pracy, jako obrońca w sprawach karnych na Łotwie, miałam możliwość zaobserwować interesującą tendencję, tj. jak system prawny może być używany, a wręcz nadużywany, do tego, aby praktycznie zniszczyć konkretną osobę niezależnie od tego, czy jest to polityczny adwersarz, biznesmen, czy po prostu osoba, która nie chce płacić „haraczu” służbom specjalnym w zamian za ochronę. Z prawnego punktu widzenia ciekawe jest obserwowanie, jak braki w systemie prawnym pozwalają na długoletnie prześladowanie ludzi i prowadzenie niekończącego się łańcucha czynności procesowych. Jednak dla osób będących celem takiego prześladowania jest to nie tyle interesujący kazus prawny, ile życiowy koszmar.

Za szczególnie wyrazisty przykład takiego pseudolegalnego prześladowania może posłużyć sprawa Wiłkaste-Waszkiewicz. W ich przypadku wszystkie braki systemu ścigania zostały doprowadzone do skrajności. Oczywistym staje się, że kariery i życia ludzi mogą zostać zdruzgotane przez machinę tak zwanych służb specjalnych.

Kontekst sprawy jest dobrze znany dzięki łotewskim i międzynarodowym mediom – Inara Wiłkaste, odnosząca sukcesy bizneswoman, stała się celem przestępców działających pod przykryciem ich popleczników w służbach centralnych, którzy chcieli od niej wyłudzić 7 milionów euro. Ci sami przestępcy zostali z kolei wykorzystani przez funkcjonariuszy służb specjalnych w celu prawnego i fizycznego zniszczenia Włodzimierza Waszkiewicza, wysokiego rangą urzędnika Krajowego Urzędu Skarbowego, odpowiedzialnego za walkę z szarą strefą (pranie brudnych pieniędzy, przemyt), a tym samym utrudnianie uzyskiwania dochodów przestępcom mającym wsparcie polityczne. Taka współpraca qui pro quo pomiędzy przestępcami i funkcjonariuszami służb specjalnych jest możliwa wskutek braków w ustawodawstwie. Być może istnienie takich braków nie jest czymś przypadkowym. Pozwoliły one bowiem na długoletnie podsłuchiwanie Wiłkaste i Waszkiewicza, wykorzystanie fałszywych zeznań przestępców w celu sfabrykowania spraw przeciwko nim, zorganizowania kampanii czarnego PR w mediach oraz sprawiły, że ich życie, jak i życie ich dzieci stało się koszmarem.

Zarzucanie sieci

Najlepszą definicją terminu „zarzucanie sieci” (z ang. fishing expedition) w jego szerszym znaczeniu jest „śledztwo prowadzone bez jasno określonego planu lub zamiaru w celu wykrycia przydatnych informacji”. W czasach ZSRR istniał raczej smutny i cyniczny żart: „Jeśli istnieje osoba, można znaleźć na nią paragraf”, co oznacza, że każdego można oskarżyć o coś, czego życzą sobie organy ścigania. Oba te wyrażenia znajdują bezpośrednie odniesienie w sprawie Wiłkaste-Waszkiewicz. Przez lata zarówno Inara Wiłkaste, jak i Włodzimierz Waszkiewicz byli podsłuchiwani i śledzeni przez posiadający duże uprawnienia organ służb specjalnych – Biuro ds. Zapobiegania i Zwalczania Korupcji (Korupcijas novēršanas un apkarošanas birojs – przyp. tłum.), zwane dalej KNAB. W miejscu zamieszkania Inary Wiłkaste i Włodzimierza Waszkiewicza doszło do licznych przeszukań. Wielu przyjaciół, znajomych, a nawet luźno powiązanych z nimi osób zostało poddanych naciskom w celu wymuszenia fałszywych dowodów, które obciążałyby ich oboje. Celem tych czynności NIE było ustalenie okoliczności jakiegokolwiek przestępstwa, do którego doszło w rzeczywistości, ale znalezienie choćby cienia szansy na oskarżenie określonych osób za spreparowane przestępstwa. Praktyka prowadzenia dochodzenia nie w sprawie przestępstwa, ale przeciwko osobie jest zabroniona we wszystkich cywilizowanych jurysdykcjach, również na Łotwie... Podobno.

Z prawnego punktu widzenia „zarzucanie sieci” skierowane przeciwko Wiłkaste i Waszkiewiczowi składa się z dwóch aspektów – czynności zgodnych z prawem i czynności bezprawnych. Ostatecznie możliwość przeprowadzania bezprawnych czynności przez organy ścigania może wynikać z braków w prawie, jednakże chciałabym omówić głownie jeden blok łotewskich aktów normatywnych, który nazywam Trójkątem Bermudzkim i który umożliwia przeprowadzanie legalnego „zarzucania sieci” przeciwko konkretnej osobie.

Europejski Trybunał Praw Człowieka stwierdził w starej i klasycznej sprawie Malone przeciwko Zjednoczonemu Królestwu, a następnie wielokrotnie podtrzymał w innych sprawach dotyczących inwigilacji, że potajemnie wykorzystywane uprawnienia stwarzają ryzyko arbitralności, przez co państwo musi podjąć wszelkie kroki w celu zapewnienia skutecznego mechanizmu kontroli w celu uniknięcia nadużyć.

Niestety tak się nie dzieje na Łotwie i istnieje wiele wyraźnych przykładów braku tego rodzaju kontroli. Na Łotwie dozwolone jest przeprowadzenie tajnego monitoringu przeciwko osobie, poza jakimikolwiek postępowaniami karnymi, nawet wtedy, gdy podstawą do takiego monitoringu jest domniemanie, że osoba popełniła przestępstwo lub planuje jego popełnienie.

Ustawa o czynnościach dochodzeniowych Republiki Łotewskiej dosłownie stanowi:

„Jeśli organ prowadzący czynności dochodzeniowe posiada informacje o konkretnych osobach (również informacje uzyskane w wyniku dochodzenia) i informacje te stanowią wystarczającą podstawę do tego, aby podejrzewać takie osoby o planowanie lub popełnienie przestępstwa lub stwarzanie zagrożenia istotnym interesom państwa, albo takie osoby są poszukiwane w związku z już popełnionym przestępstwem, w stosunku do takich osób należy wszcząć postępowanie dochodzeniowe”.

W istocie oznacza to, że jakikolwiek organ służb specjalnych może zlecić przeprowadzenie czynności dochodzeniowych bez wszczynania postępowania karnego przeciwko jakiejkolwiek osobie, która w opinii organu służb specjalnych planuje przestępstwo lub je popełniła, pozbawiając daną osobę wszelkich praw i gwarancji właściwych dla postępowania karnego, np. prawa do odmowy składania zeznań.

Okres wykonywania takich „czynności dochodzeniowych” jest dość długi:

„Okres prowadzenia czynności dochodzeniowych w takich sprawach wynosi sześć miesięcy, który to okres może zostać przedłużony o sześć miesięcy za zgodą naczelnika lub zastępcy naczelnika organu przeprowadzającego czynności dochodzeniowe. Kolejne przedłużenie okresu jest możliwe wyłącznie za zgodą Prokuratora Generalnego lub prokuratora specjalnie upoważnionego przez Prokuratora Generalnego, jednakże nie może on przekraczać okresu przedawnienia przestępstwa, w sprawie którego jest prowadzone postępowanie dochodzeniowe”.

Oznacza to termin 6 miesięcy + 6 miesięcy + nieokreślony termin nie dłuższy niż okres przedawnienia zarzucanego przestępstwa, który może wynosić od 2 do 15 lat w zależności od wagi zarzucanego przestępstwa.

Jednakże konstytucyjne prawa osoby mogą zostać ograniczone na podstawie zgody sądowej sędziego specjalnego Sądu Najwyższego. Okres takich środków (w tym inwigilacji) jest również szeroko definiowany w ustawie:

„Pozwolenie na przeprowadzenie takich czynności dochodzeniowych może zostać wydane na okres do trzech miesięcy, a w uzasadnionych przypadkach może zostać przedłużone, lecz tylko na okres, w którym taka czynność dochodzeniowa jest prowadzona w stosunku do tej osoby”.

Co znowu oznacza okres do 15 lat

Ponadto ustawa nie zakazuje służbom specjalnym wszczynania nowych „postępowań dochodzeniowych” przeciwko tej samej osobie, a tym samym pozwala na uniknięcie i tak już niejasnych limitów czasowych określonych w ustawie.

W końcu, zgodnie z ustawą o tajemnicy państwowej Republiki Łotewskiej wszystko, co dotyczy czynności dochodzeniowych, jest uważane za tajemnicę państwową, w tym treść informacji uzyskanych za pomocą takich czynności. Tym samym przedmiot inwigilacji nie ma możliwości dowiedzieć się o fakcie inwigilacji prowadzonej przeciwko niemu w przeszłości ani poznać treści uzyskanych informacji, skorzystać z tych informacji w sądzie w celu samoobrony (większość sędziów również nie ma dostępu do tajemnicy państwowej i nie może zweryfikować informacji, na których opierają się organy w swoim oskarżeniu osoby), jak również nie może skutecznie zakwestionować legalności takich informacji.

Podsumowując wyżej podane informacje z praktycznego punktu widzenia: proszę sobie wyobrazić osobę, która na przykład z powodów politycznych, finansowych lub osobistych nie podoba się wysokim funkcjonariuszom służb specjalnych. Przeciwko takiej osobie można wszcząć „postępowanie dochodzeniowe”, które trwa przez okres w zasadzie nieokreślony, w którym to postępowaniu przeprowadza się jawne „zarzucanie sieci”, które ma na celu przeprowadzenie interpretacji każdego słowa, które dana osoba wypowiada w prywatnych rozmowach, aby wszcząć przeciwko niej liczne postępowania karne. Ponadto proszę sobie wyobrazić, że niektórzy z tak upoważnionych funkcjonariuszy są powiązani z przestępcami i przekazują tym przestępcom informacje zebrane w trakcie wykonywania inwigilacji. Jakie możliwości obrony ma przedmiot takiego oskarżenia? Praktycznie żadne.

W 2013 r. Łotwa przegrała sprawę na mocy art. 6 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka w sprawie Baltiņš przeciwko Łotwie. Europejski Trybunał Praw Człowieka stwierdził, że sąd nie zbadał informacji uzyskanych w wyniku postępowania dochodzeniowego prowadzonego przeciwko osobie, a tym samym pozbawił ją prawa do obrony. Wówczas prawdopodobnie po raz pierwszy ETPC zwróciło uwagę na służby specjalne i sytuację inwigilacji na Łotwie.

W niedawnej sprawie Ternovskis przeciwko Łotwie ETPC ponownie poruszyło kwestię związaną z obszernością informacji objętych tajemnicą państwową na Łotwie, brakiem przejrzystości postępowań w biurze Prokuratora Generalnego i z nieumożliwieniem osobie poznania, jakie informacje władze gromadzą przeciwko niej.

Mam nadzieję, że ta tendencja będzie kontynuowana i ETPC będzie bardziej aktywnie angażować się w rozwiązywanie problemów związanych z prawem łotewskim. Wiłkaste i Waszkiewicz zwrócili się również o pomoc do ETPC, informując o wielu naruszeniach praw człowieka, z nadzieją, że ETPC przyjrzy się bliżej „osobliwościom” łotewskiego prawa.

Omówiliśmy już dwa aspekty Trójkąta Bermudzkiego, tj. ustawę o czynnościach dochodzeniowych i ustawę o tajemnicy państwowej, które celowo nie były nowelizowane od lat, aby dać większą władzę służbom specjalnym i pracującym w nich agentom. Jednakże nie byłoby trójkąta bez trzeciego „kąta” – są nim same służby specjalne.

Tak zwane Państwowe Służby Bezpieczeństwa, zgodnie z ustawą to: Biuro Ochrony Konstytucji (SAB), Policja Wojskowa (MP) i Policja Bezpieczeństwa (DP). Podobne uprawnienia zostały przyznane jednej bardzo specjalnej służbie, tj. KNAB, który oficjalnie nie jest wpisany na listę Państwowych Służb Bezpieczeństwa, jednakże ze względu na szeroki zakres uprawnień i brak kontroli ze strony jakiejkolwiek instytucji nadzorczej, organ ten jest równie specjalny jak trzy organy Państwowych Służb Bezpieczeństwa wymienione w ustawie o Państwowych Służbach Bezpieczeństwa. I choć oficjalnie istnieją trzy Państwowe Służby Bezpieczeństwa, w praktyce do ww. listy należy dodać również KNAB. Zatem możemy mówić o czterech potężnych jednostkach służb bezpieczeństwa o charakterze policyjnym w kraju, w którym liczba mieszkańców nie przekracza dwóch milionów (służby te występują oprócz regularnych służb policyjnych).

Po co Łotwie tak dużo służb specjalnych?

Odpowiedź jest prosta – im więcej służb specjalnych, tym łatwiej kontrolować ludzi. Uważam, że można mówić o kontroli politycznej, jak również o jeszcze jednym powodzie, który stoi za wszystkimi procesami we współczesnym świecie – żądzą pieniądza. Niestety sprawa Wiłkaste-Waszkiewicz dowodzi, że to stwierdzenie jest prawdziwe.

Należy pamiętać, że w tak małym kraju, jakim jest Łotwa, więzi między ludźmi pracującymi w różnych służbach specjalnych, policji i prokuraturze są bardzo bliskie. Pochodzą oni albo z tego samego środowiska (większość wysokich funkcjonariuszy KNAB pochodzi z Policji Bezpieczeństwa), albo są oni spokrewnieni (była zastępca dyrektora KNAB, pani Juta Striķe, którą wiele osób uważa za faktycznego zwierzchnika KNAB, jest żoną jednego z głównych funkcjonariuszy Policji Wojskowej, pana Maigursa Striķisa), co sprawia, że współpraca pomiędzy służbami specjalnymi jest na tyle zacieśniona zarówno na poziomie oficjalnym, nieoficjalnym, korupcyjnym, że staje się to rzeczywistym problemem.

Wyobraźmy sobie bowiem, że grupa osób pracująca w różnych służbach specjalnych, działających całkowicie poza kontrolą jakiegokolwiek niezależnego organu, podejmuje decyzję o zniszczeniu kariery odnoszącego sukcesy, lecz niewygodnego urzędnika państwowego, który zajmuje kluczowe stanowisko w obszarze, którym bardzo zainteresowani są przestępcy, tj. przestępstwa celne i podatkowe. Urzędnik ten wdraża reformy, które znacznie ograniczyłyby zyski pochodzące z prania brudnych pieniędzy, przemytu itd. Urzędnik zwalcza korupcję i nie zgadza się na współpracę z „właściwymi ludźmi” ze służb specjalnych. Wszczyna on nawet śledztwo w sprawie działania funkcjonariuszy służb specjalnych. Niewątpliwie stanowi on zagrożenie, które musi zostać zlikwidowane. Kiedy cel został wybrany, rozpoczyna się „zarzucanie sieci” skierowane przeciwko Włodzimierzowi Waszkiewiczowi. To samo dzieje się z matką jego dzieci, Inarą Wiłkaste. Staje się ona celem z prostego powodu – wyłudzenie 7,5 miliona euro. W obu przypadkach metody są takie same – groźby fizyczne, szantaż, wszczęcie sprawy karnej, podsłuchy i w końcu kampania oczerniająca w mediach. Ten ostatni element łatwo jest zorganizować przy pomocy kontrolowanych dziennikarzy - przeprowadzenie „głośnych” przeszukań, wycieki nieistniejących dowodów, sfałszowane zapisy rozmów itd. Na początku cele nie rozumieją, co się dzieje. Ciągle uważają, że organy ścigania ich chronią. Muszą minąć lata, aby można było zrozumieć, że łotewski system prawny wygląda, jakby był skrojony na miarę skorumpowanych i działających niezgodnie z prawem funkcjonariuszy służb bezpieczeństwa, aby umożliwić im nadużywanie legalnych metod w celu osiągnięcia niezgodnych z prawem celów.

Obecnie ETPC rozpatruje kilka skarg złożonych w imieniu Inary Wiłkaste i Włodzimierza Waszkiewicza, które przedstawiają poważne problemy łotewskiego prawa i praktyk prawnych. Oboje są pewni, że jeśli europejska społeczność prawna i polityczna nie usłyszy ich historii i nie zada pytań łotewskim partnerom, nie będą oni w stanie odzyskać swojego życia.

Autorka posiada jest prawnikiem, specjalistką ds. praw człowieka z Łotwy, ekspertem projektu Banku Šwiatowego „Kobiety, Biznes i Prawo”, koordynatorem programu Rady Europy „Help”.
Fot. koehlerlaw.net

Czytany 6357 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04