poniedziałek, 31 sierpień 2009 06:08

Jan Engelgard: Telewizja 'Rossija' łapie równowagę

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

alt

Jan Engelgard

Tak to jest na tym świecie, że wiadomości złe i skandaliczne rozchodzą się szybko, inne zaś z trudem przebijają się na pierwsze strony, a często nie trafiają tam w ogóle. Nadany przez kanał telewizji „Rossija” „Viesti” film „Tajemnice tajnych protokołów” po dziś dzień jest przedmiotem ostrych polemik, gniewnych komentarzy, a nawet obelg. Tymczasem ten sam kanał nadaje kilka dni później (30 sierpnia) inny film, zatytułowany „II wojna światowa – dużo pytań, mało odpowiedzi”.

W filmie nie ma już ani słowa o tajnym polsko-niemieckim protokole, jest za to pokazana walka polskiej armii z Niemcami, jest mowa o bohaterstwie żołnierzy polskich, jest o Westerplatte i obronie Warszawy. Co prawda jest i kilka wpadek, jak np. twierdzenie, że polska kawaleria atakowała czołgi (co w tym przypadku nie ma podtekstu złośliwego, ma świadczyć o naszym bohaterstwie) i że Warszawa walczyła nawet po kapitulacji armii polskiej, jednak jest to znaczący postęp w stosunku do filmu poprzedniego.

Ważne jest też to, że w filmie pojawiają się historycy rosyjscy, którzy nie są już tak bezkrytyczni wobec decyzji kierownictwa stalinowskiego, jak ci występujący w filmie poprzednim. I tak, prof. Aleksander Czubarian mówi wprost, że rzeczą niedopuszczalną było łaszenie się przywódców sowieckich do Hitlera i pochwalne hymny na cześć ideologii hitlerowskiej (Mołotow). Pokazano także filmowe zdjęcia z parady wojsk sowieckich i niemieckich w Brześciu nad Bugiem. I choć w konkluzji stwierdzono, że Moskwa nie miała wielkiego wyboru i układ z Hitlerem był dla niej korzystny – to widać jasno, że film powstał, by zatrzeć przykre wrażenie po poprzednim. Zastąpienie jako głównego komentatora historycznego prof. Natalii Narocznickiej (słynącej z ordynarnych antypolskich filipik) przez prof.  Aleksandra Czubariana jest znamienne.

Zamieszanie wokół rocznicy wybuchu wojny, podgrzewane przez rosyjski „czarny gabinet” (to taka historyczna tradycja w Rosji) i przez naszych rusofobów – uświadamia nam, jak trudno będzie znormalizować polsko-rosyjskie stosunki. To paradoks, ale antypolskie wyskoki ze strony rosyjskiej są wodą na młyn antyrosyjskiego obozu politycznego u nas. Te dwa skrajne żywioły wręcz żyją dzięki sobie. Tę wojenkę Rosjanie zaczęli dlatego, że polscy eurodeputowani byli jednymi z promotorów głupiej uchwały Parlamentu Europejskiego potępiającego na równi hitleryzm i stalinizm. W Rosji odebrano to jako prowokację. Po części słusznie – bowiem Stalin był rzeczywiście zbrodniarzem, ale tak się złożyło, że stał na czele państwa, które od 1941 roku biło się z Hitlerem po stronie Zachodu i (tak!) Polski. Wszyscy bowiem byliśmy w koalicji antyhitlerowskiej. Nie była w niej ani Estonia, ani Łotwa, ani Litwa – dlatego uporczywe wspieranie ich przez nas w ich walce z Rosją na polu historycznym – jest bezsensowne i szkodliwe. I to państwo, któremu przewodził Stalin wojnę z Hitlerem wygrało – my zaś zachowujemy się tak, jakby po 1941 roku nic się nie wydarzyło. To ta głupia uchwała stała się, wszystko na to wskazuje, bezpośrednią przyczyną rosyjskiej ofensywy historycznej. Zarzucacie nam wspólnotę z Hitlerem, to my wam pokażemy, no i pokazano nam „tajny protokół polsko-niemiecki” i „agenta niemieckiego Becka”. Atak rosyjski był w złym stylu, to pewne, ale warto pamiętać, że na świecie wcale go tak nie odebrano, i Moskwa o tym wiedziała, bo na świecie Polska, ze swoimi fobiami i obnoszeniem się wyłącznie ze swoimi żalami – nie jest traktowana poważnie.

Czytany 5736 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04