wtorek, 17 listopad 2009 08:22

Jan Engelgard: Piastowskie strachy i polski kanarek

Oceń ten artykuł
(0 głosów)
alt Jan Engelgard Paweł Kowal powraca na łamach „Nowej Europy Wschodniej” (nr 6, listopad-grudzień 2009) do zarysowanej przez Radosława Sikorskiego zmiany akcentów w polskiej polityce wschodniej. W tekście „Cienie Piastów” poddaje krytyce stanowisko Sikorskiego, jak i tych, którzy go poparli. Kowal zauważył też w tej dyskusji moją opinię. Czytamy:
„Myśl Sikorskiego podjął na łamach „Rzeczpospolitej" Rafał Ziemkiewicz, który otwarcie formułuje pytanie, czy nie uwierzyć Rychezie i nie postawić na organiczny związek z polityką niemiecką jako jedyną gwarancją bezpieczeństwa kraju. Być może zasiał on w wielu racjonalnie myślących głowach ziarno wątpliwości. Ale za hasłem polityki piastowskiej kryje się także koncepcja Polski jednolitej etnicznie. Zapewne dlatego poparcie dla Sikorskiego popłynęło też z pozycji postendeckich, od redaktora naczelnego „Myśli Polskiej" Jana Engelgarda: „Innymi słowy – Sikorski zakwestionował dogmat polskiej polityki wschodniej, że polską racją stanu jest bezwzględne popieranie Ukrainy i Gruzji przeciwko Rosji, bo niepodległa Ukraina to gwarancja naszej niepodległości. Stanowisko to spotkało się oczywiście z krytyką, ale – o dziwo – niezbyt gwałtowną. Dlaczego? Bo realia przemawiają za tym, że Sikorski ma rację, a zwolennicy polityki »prometejskiej« nie. Zgodził się z tym Rafał Ziemkiewicz, dotychczas zwolennik polityki wschodniej w wykonaniu prezydenta Lecha Kaczyńskiego”.
W tym fragmencie warto zwrócić uwagę na – w moim przekonaniu – kuriozalny wniosek, jaki wysuwa Kowal. Otóż w jego przekonaniu poparcie dla koncepcji Sikorskiego wypływa w przypadku, jak to nazywa, środowisk postendeckich, z tego, że za hasłem polityki piastowskiej „kryje się także koncepcja Polski jednolitej etnicznie”. O ile wiem, to po 1945 roku Polska jest państwem w miarę jednolitym etnicznie i nic się w tej kwestii nie zmieniło. Może się to komuś nie podobać, ale takie były wyroki historii. Niczego więc nie trzeba przyjmować, bo to już jest. A niby jaka Polska ma być? Wieloetniczna? Przyznam, że tego w rozumowaniu Kowala nie rozumiem, chyba że ma on na myśli „Polskę jagiellońską” w dawnym stylu, a więc z granicami po Dniepr. Jeśli tak, to znaczy, że jest oderwany od współczesnych realiów, albo jest marzycielem. Pewnie chodzi mu o jakiś związek federacyjny złożony z Polski, Ukrainy i „wyzwolonej” Białorusi. Było to nierealne w roku 1919, kiedy o czymś takim myślał Józef Piłsudski, tym bardziej jest nierealne teraz. Po co więc tracić energię na coś, co nie ma żadnych szans na realizację?
W dalszej części Kowal pisze:  „Przyjęcie planu Sikorskiego byłoby powrotem do myśli endeckiej w innych warunkach historycznych. Stanowiłoby redukcję polskiej polityki do roli peryferyjnego państwa UE. Zamykałoby kwestię modernizacji Polski – nie może o niej marzyć państwo przyciśnięte do granicy na Bugu. Przyjęcie propozycji Sikorskiego i przyznanie racji Engelgardowi w praktyce oznacza przyjęcie nie tylko gwarancji Niemiec, ale raczej oparcie się o niemiecko-rosyjskie gwarancje dla Polski”.
Pisałem już kiedyś o tym, że Ukraina nie może być gwarantem naszej modernizacji. Co to znaczy, że Polska jest „przyciśnięta do Bugu”? Przecież obecna Polska nie zaczyna się na linii granicznej z 1914 roku, gdzieś w okolicach Kalisza, lecz zaczyna się na linii Odry! Nie jest więc ani dawnym Królestwem Polskim, ani Generalną Gubernią. Po co więc mówić o jakimś ściśnięciu? Czyżby Kowal uważał, że mamy szansę na poszerzenie granic daleko za Bug? Ciekawe co na to Ukraińcy, np. co spod znaku OUN-UPA?

O wiele ciekawszy jest fragment o niemiecko-rosyjskich gwarancjach dla Polski. Domyślam się, że chodzi o gwarancje bezpieczeństwa. To jest złe postawienie sprawy. Polska jest bowiem członkiem NATO i ma jego gwarancje bezpieczeństwa. Rosja nie musi nam ich dawać, natomiast w interesie Polski nie jest ciągłe antagonizowanie Rosji i próby (nieudolne) jej wypychania Europy, a do tego w praktyce zmierza dotychczasowa polityka wschodnia Polski. W interesie Polski jest budowa „Wielkiej Europy” wedle starej koncepcji gen. Charlesa De Gaulle`a, czyli Europa od Atlantyku do Władywostoku. W tej Europie jest miejsce dla wszystkich, także dla Ukrainy. Natomiast anachroniczne i postzimnowojenne wymachiwanie szabelką, sterowane zresztą z Waszyngtonu (przynajmniej do niedawna), nie jest żadną polityką polską, jest po prostu głupotą.
Na koniec Kowal ujawnia o co tak naprawdę mu chodzi: „Spór dotyczy rzeczy poważniejszej: propozycji amputacji polskiej polityki zagranicznej dokonanej w imię patrykularnego interesu jednej partii. Czym jest idea jagiellońska? W odpowiedzi na przetaczającą się w Polsce dyskusję pisze profesor Harvardu Roman Szporluk: „Rosja stara się rujnować solidarność krajów UE – w tego rodzaju polityce obecna Rosja może polegać na doświadczeniu i ZSSR, i Imperium – kiedy się partnerowi obiecuje (a czasem nawet daje) WIĘCEJ, pod warunkiem że ten partner osłabi istniejące powiązania i zobowiązania wobec innych współczłonków jakiejś większej struktury – która się Rosji nie podoba... Model »jagielloński« w XXI wieku to nie Polska imperialna, a EUROPA sięgająca daleko na wschód od Przemyśla i Chełma - »piastowskiej« granicy AD 1000”.
A więc chodzi o Rosję, o jej geopolityczną eliminację z Europy. Wschodnie granice Ukrainy mają być rubieżą tej Europy. W czym jednak Ukraina jest bardziej „europejska” od Rosji? W niczym, wręcz przeciwnie, to Rosja jest cywilizacyjne bliżej Europy. Wystawianie Ukrainy na pierwszą linię frontu jest nie tylko nierealistyczne, ale i sprzeczne interesami Ukrainy. Jest to państwo cywilizacyjnie bliskie Rosji i musi się z Rosją ułożyć. A my, zamiast łudzić ją mirażami – powinniśmy ją do tego przekonać, sami zaś musimy wpisać się w politykę europejską przez duże „E”. Na tej drodze są i Paryż, i Rzym, ale także Berlin, i wreszcie Moskwa. Takie są po prostu wyzwania współczesności i taka jest nasza przyszłość.
I na koniec uwaga o paryskiej „Kulturze”. Kowal prawie zawsze powołuje się na jej dziedzictwo geopolityczne. Moim zdaniem robi to selektywnie. Ale w tym miejscu przypomnę mu opinię jednego z czołowych publicystów „Kultury”, Juliusza Mieroszewskiego. Pisząc w roku 1960 o geopolitycznym położeniu Polski, stwierdził: „Musimy wreszcie definitywnie zerwać z tradycją „mocarstwowego kanarka”, który chce pożreć dwa czyhające na niego koty”. Odnoszę wrażenie, że Paweł Kowal koniecznie chce, żebyśmy nadal byli tym „kanarkiem”.


Czytany 6441 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04