niedziela, 08 listopad 2009 17:07

Jan Engelgard: Gazociąg Północny im. Janusza Steinhoffa

Oceń ten artykuł
(0 głosów)
alt Jan Engelgard

Szwecja i Finlandia powiedziały „tak” dla budowy Gazociągu Północnego, co oznacza, że jego powstanie jest coraz bliższe. Było to zresztą do przewidzenia od dłuższego czasu, bo jeśli w ten projekt „weszły” firmy z Niemiec, Holandii, Francji i Wielkiej Brytanii – sprawa była przesądzona. Polska, ze swoim zapiekłym, nieracjonalnym stanowiskiem – została więc sama na placu boju, mając w zanadrzu jedynie wirtualne pomysły norweskie, katarskie i kaspijskie.
Gazociąg Północny powinien otrzymać imię ministra i wicepremiera w rządze Jerzego Buzka – Janusza Steinhoffa, bo to on – obok Piotra Naimskiego i Piotra Woźniaka – należał do najzacieklejszych przeciwników tego projektu. Steinhoff to oczywiście tylko symbol polskiej „polityki” w tej sprawie, ale symbol wymowny. Zdumiewa zaciekłość i nieprzejednanie tych polityków, którzy widząc, że nie ma szans na powstrzymanie projektu – wmawiali opinii publicznej w Polsce, że sprawa jest do wygrania.

Przypomnijmy wypowiedź Aleksandra Gudzowatego z 9 listopada 2006 roku (portal wnp.pl): „Jeśli już mówimy o Gazociągu Północnym, to chciałbym przypomnieć, że sami sprowokowaliśmy jego budowę. Przecież dla Rosjan pierwszym kandydatem na tranzyt rosyjskiego gazu do Europy Zachodniej była Polska. Pamiętam, bo sam uczestniczyłem w rozmowach na temat tego projektu. Miała być druga nitka Jamału i tzw. pieremyczka, czyli gazociąg łączący gazociągi Białorusi i Słowacji z pominięciem Ukrainy. Dlatego, że Ukraina miała i nadal ma gazociągi bardzo złej jakości. I Rosjanie – dla bezpieczeństwa tranzytu coraz większych ilości gazu – postanowili zawrzeć z Polską układ partnerski. Wówczas przechodziłoby przez Polskę 120 mld m sześc. gazu. Nie muszę chyba mówić, jak olbrzymi byłby zarobek na samym tranzycie. Ale, co o wiele ważniejsze, bylibyśmy wówczas innym jakościowo partnerem dla Rosji. Skoro przez Polskę przechodziłaby większość gazu rosyjskiego do Europy Zachodniej, to Rosjanie musieliby nas inaczej – czyli lepiej – traktować. A ów prestiż kupiecki pomógłby nam później także rozwiązywać inne problemy, równie istotne dla Polski. Jednak zaprzepaściliśmy tę okazję przez nieprzyzwoitość naszych polityków. Czy zadecydował tu brak doświadczenia, czy też niechęć do nauki i wyciągania wniosków, czy też wreszcie zupełny brak rozsądku – tego nie wiem. Projekt storpedował m.in. prezydent Aleksander Kwaśniewski. krzycząc na całą Polskę, że przeszkadzamy naszym braciom Ukraińcom”.
Steinhoff mówił w 2002 r.: „Problem tzw. pieremyczki – gazociągu południowego, omijającego Ukrainę. My powiedzieliśmy: zgoda na wszelkie projekty, które pozwalają wykorzystać tranzytowe położenie Polski, ale w takim stopniu, w jakim nie zagraża to interesom Ukrainy, która jest naszym strategicznym partnerem”. Przez kilka najbliższych lat Steinhoff konsekwentnie atakował ideę gazociągu Północnego, wmawiając nam, że sprzeciw to jest nakaz polskiej racji stanu. 14 kwietnia 2004 w wywiadzie dla portali CIRE.pl, mówił: „W czasach rządu Jerzego Buzka mieliśmy inne priorytety. Takim było bezpośrednie połączenie ze złożami w Norwegii. Mieliśmy koncepcję budowy gazociągu, który miałby doprowadzać gaz w okolice Niechorza. To było racjonalne rozwiązanie”. Wielu ekspertów twierdzi jednak, że były to mrzonki i sami Norwegowie doszli do tego wniosku, wybierając współpracę z Rosjanami. Mimo to panowie Steinhoff i Naimski upierają się, że Norwegia to był genialny pomysł. W cytowanym wywiadzie snuł plany jakiegoś wielkiego partnerstwa energetycznego z Ukrainą: „Mam nadzieję, że nowy rząd ukraiński będzie współpracował z polską administracją. Ten nowy układ polityczny stwarza szanse na zbudowanie wspólnej, polsko – ukraińskiej strategii bezpieczeństwa energetycznego, uwzględniającej gaz ziemny, ropę i energię elektryczną”.
Z kolei w roku 2006 w tekście dla portalu wnp.pl „ostrzegał” Europę przed polityka energetyczną Rosji: „Spór Gazpromu z Ukrainą oraz przyznanie Białorusi prawa do zakupu rosyjskiego gazu po preferencyjnych cenach to sygnały aż nazbyt czytelne – szczególnie niepokojące dla krajów naszej części Europy. Nie można już zamykać oczu na fakt, że strategiczny surowiec energetyczny staje się w rękach Kremla narzędziem uprawiania polityki międzynarodowej. Rosjanie wykorzystują swoją pozycję dominującego dostawcy gazu dla dawnych krajów satelickich Związku Radzieckiego, a cena gazu (odrywana w razie potrzeby od realiów rynkowych) staje się funkcją jakości międzynarodowych relacji dwustronnych ocenianych z punktu widzenia Federacji Rosyjskiej”. Nie wierząc jednak w solidarność UE w walce z „rosyjskim monopolem”, Steinhoff konkludował: „Wygląda jednak na to, że przy braku wspólnej polityki energetycznej uwzględniającej interesy wszystkich krajów członkowskich, przy utrzymujących się rozbieżnościach w rozumieniu tych kwestii przez starych i nowych członków UE, Polska będzie musiała sama zadbać o swoje bezpieczeństwo energetyczne”.
W tekście z dnia 3 stycznia 2007 roku („Test unijnej solidarności”) Steinhoff pisał: „Gazociąg Północny to przykład nieracjonalnej polityki jednego kraju UE – nie uwzględniającej racji czterech nowych członków Unii i potencjalnych zagrożeń wynikających z tej inwestycji dla całej unijnej gospodarki”. A 2 listopada 2007 roku w RMF FM powiedział: „Należy utrzymać sprzeciw wobec budowy Gazociągu Północnego. Nowy polski rząd powinien utrzymać sprzeciw wobec budowy Gazociągu Północnego. Inwestorzy podmorskiej magistrali chcą ponownie zaproponować Polsce przyłączenie się do projektu. Nie powinniśmy się godzić na tę ofertę, bo nie ma wątpliwości, że podmorska rura szkodzi polskim interesom”.
I opinia niemal z ostatniej chwili, z wywiadu z dnia 5 listopada („Polska The Times”). B. minister ubolewa, że nie zbudowano przez Polskę drugiej nitki rurociągu Jamał II, ale nie mówi, dlaczego Rosjanie stracili przekonanie do tej inwestycji. Zresztą teraz jest już za późno, a b. minister nie mówi, jakie jest wyjście z sytuacji. Wraca za to z uporem godnym lepszej sprawy do duńsko-norweskich miraży i pouczania Unii, co ma robić:  „W czasach rządów Jerzego Buzka czyniliśmy wszystko, by zdywersyfikować źródła pozyskiwania gazu. Niestety, rząd Leszka Millera zarzucił projekt kupowania gazu z Norwegii i Danii, a szkoda, bo to dałoby nam większą niezależność. Gdyby go nie zerwano, to od ubiegłego roku mielibyśmy gaz z Norwegii. Niestety, nie ma go – dlatego dziś jesteśmy w takiej sytuacji, w jakiej jesteśmy. Uważam, że jeśli nie uda nam się znaleźć porozumienia z Gazpromem, to powinniśmy zwrócić się do Komisji Europejskiej, a ona powinna wpłynąć na Gazprom i rząd Rosji. Tak, by rozmawiali oni z nami na zasadach rynkowych”.
Polska pracowała całymi latami na opinię kraju, który za wszelką cenę chce odepchnąć Rosję od Europy, nawet wbrew tej Europie. Gaz to był tylko jeden z frontów tej „misji”. Plan się nie powiódł, bo nie mógł się powieść – godził bowiem w interesy takich państw jak Niemcy, Francja czy Włochy. Klęską polskiej polityki jest to, że nie potrafi w miarę szybko wydobyć się z bagna, w które sama weszła. Minister Radosław Sikorski zdaje się rozumieć tę sytuację, ale pamiętajmy, że to on wypowiedział swego czasu wyjątkowo głupie zdanie, jakoby porozumienie rosyjsko-niemieckie w sprawie Gazociągu Północnego przypominało pakt Ribbentrop-Mołotow. Tego mu nie zapomniano, ani w Berlinie, ani w Moskwie. A takich amatorskich wypowiedzi, i działań, było w Polsce co niemiara. No i co teraz, panowie?
Czytany 6120 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04