poniedziałek, 11 styczeń 2010 08:27

Jan Engelgard: Brudna robota dla 'neokonów'

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

alt Jan Engelgard

Pomimo upadku politycznego amerykańscy neokonserwatyści („neokony”) mają się dobrze, przynajmniej u nas. Co jakiś czas ich wybitny przedstawiciel, a to Richard Perle, a to Robert Kagan – ostrzegają nas przed Rosją i zachęcają do oporu, mimo tego, że ich własny rząd idzie z Moskwą na układy.

Nie wiem, czy to jest akcja nieskoordynowana, ale jakoś przeczucie mi mówi, że Waszyngton gra na dwóch fortepianach. Polska, ziejąca chłodem, kumająca się z Gruzją i próbująca torpedować wszelkie działania rosyjskiego sektora naftowego i gazowego (na własną zgubę zresztą) – jest widać nadal potrzebna. Z jednej strony strategiczne porozumienie Obama-Miedwiediew, z drugiej mała dywersyjka na zapleczu frontu. To typowa gra wielkich mocarstw.

 

 

Nie jest chyba wielką tajemnicą, że w Polsce „neokony” znalazły wyjątkowo sprzyjający klimat dla głoszenia swoich tez. Ten klimat nazywa się rusofobia czy jak kto woli choroba na Moskala. Dlatego tak łatwo łyka się u nas brednie neokonserwatywnej, neotrockistowskiej (a więc skrajnie rusofobicznej)  ideologii, nie zauważając, że pełni się rolę pożytecznego idioty. Nie wspominam o tych, którzy robią to za pieniądze, choć sami w te głupstwa nie wierzą. Ale jest zastęp darmowych sojuszników „neokonów” – czytam np. ostatnio w „Najwyższym Czasie!” mrożący krew w żyłach tekst o tym, jak to „w końcu 2009 roku w Moskwie podpisany został tajny pakt wojskowy”, w którym Rosja, na wypadek zbrojnej interwencji, gwarantuje Niemcom zachodnią część Polski (do linii Wisły i Sanu). Co więcej, w tekście sugeruje się, że informacja taka znalazła się w meldunku Agencji Wywiadu! W tym kontekście młody publicysta „NCz!” uznaje zgodę Waldemara Pawlaka na nowy kontrakt gazowy Polski i Rosji za „zdradę stanu”.

 

 

 

Tak, żaden „neokon” nie odważyłby się czegoś takiego napisać, by się nie ośmieszyć. Ale od czego są sojusznicy i głupcy? Ci pójdą na całość. Rzecz jasna nikt poważny tematu oficjalnie nie podejmie, ale nie o to chodzi – chodzi o stwarzanie odpowiedniej atmosfery. Jedni robią to w białych rękawiczkach, inni z maczugą w dłoni. W kręgach tzw. niepodległościowych i patriotycznych od paru miesięcy stawia się tezę, że niemal lada chwila grozi nam atak ze strony Rosji i… instalacja w Warszawie rządu promoskiewskiego. Pisze się o tym zupełnie poważnie. I – co ciekawe – wielu w to wierzy, bo jak przy każdej okazji pompuje się publikę rewelacjami z najnowszej historii w stylu „sowiecka agresja”, „17 września”, „Katyń”, „NKWD/KGB”, „zniszczenie Polski”, „inwazja”, to jakiś procent ulegnie tej psychozie. Co ciekawe, jak już swego czasu pisałem, tylko przy ocenie sytuacji Polski w roku 1981 ci sami propagandyści, publicyści-koniunkturaliści, byli PZPR-owcy, działacze TPPR, czy absolwenci WSNS – wmawiają nam, że ze strony Sowietów absolutnie nic nam nie groziło! I chcą, by jako tako inteligentny człowiek uwierzył, że wtedy byliśmy bezpieczni jak nigdy, a teraz trzeba codziennie wypatrywać rosyjskich (białoruskich) czołgów na Pradze!

Prof. Bronisław Łagowski napisał niedawno, że Polska zaczyna pomału przypominać dom wariatów. Myślałem, że trochę przesadził, ale jak się czyta takie rzeczy, jak te cytowane wyżej – to jest jasne, że diagnoza jest trafna. Żal mi tylko tradycji wczesnego UPR i tradycji tamtego „Najwyższego Czasu!”, w którym pisywałem. I żal Janusza Korwin-Mikke, że doczekał takich następców.

Czytany 6010 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04