czwartek, 26 lipiec 2012 08:05

Jakub Bizoń: Weź samolot i leć się rozerwać - czyli o czym się mówi na najwyższych piętrach?

Oceń ten artykuł
(1 głos)

skyline  Jakub Bizoń

Świat elity finansowej jawi się z reguły jako hermetyczne i zamknięte środowisko. Jego obraz sprowadza się w świadomości wielu osób do grupki nadętych dziadków z cygarami w zębach, siedzących gdzieś na najwyższych piętrach wieżowca na Manhattanie. Jak się jednak wydaje, obraz kreowany przez nich samych ma niewiele wspólnego z rzeczywistością.

1. Finansowa elita rządzi światem

Jedną z bardziej popularnych teorii jest ta twierdząca, że elita finansowa rządzi światem. Mianuje ministrów czy nawet premierów rządów, by wykonywali ich polecenia. Z reguły jest jednak odwrotnie. To byli ministrowie i premierzy po odejściu na polityczną emeryturę zasiadają w radach nadzorczych banków i korporacji. Dzieje się tak dlatego, że mają oni doświadczenie, ale co ważniejsze, szereg politycznych znajomości, które są bardzo przydatne przy wprowadzaniu zmian i ustaw dotyczących korporacji i banków. Takie osoby nie są zapraszane do rad nadzorczych, by opracowywać strategię działania firmy (o której często nie mają zielonego pojęcia), ale by swym nazwiskiem otwierać szereg drzwi niedostępnych dla zwykłego managera, czy nawet dyrektora finansowego firmy. Trudno zatem przypuszczać, że to bankowcy rządzą politykami, prędzej to politycy sami „uśmiechają" się do bankowców, wiedząc, że kariera polityczna trwa krótko lub krócej, a fotel w zarządzie dużej korporacji jest wygodny i można w nim się szeroko „rozpłaszczyć się” na dobrych parę lat wygodnego życia.

2. Banki pomagają wszystkim dookoła

Ostatni kryzys w Grecji wielu unaocznił prawdę, że banki to nie są fundacje charytatywne, które pożyczają pieniądze biednym lecz instytucje, które pożyczają pieniądze biednym, ale tylko po to, by ich kosztem się wzbogacić. Gdy Grecja stała przed widmem niewypłacalności długów względem banków – te wpadły w panikę. Dopuszczono w końcu, by część wierzytelności greckich zostało umorzonych ale... dotyczyło to tylko wierzytelności względem prywatnych podmiotów. Zatem banki i instytucje państwowe zostały w pełni zaspokojone, a los prywatnych podmiotów, jak i samych Greków, przestał być istotny.

3. Pieniądze w banku są bezpieczne

Ostatnie dane z kilku największych banków sieją grozą. Otóż traderzy JP Morgan "przepuścili" w ciągu roku na rynku walutowym Forex prawdopodobnie ponad 2 mld dolarów. Ich koledzy ze Stanley Morgan zubożyli konto swego banku o 1 mld dolarów. Rodzi się zatem pytanie, czy osoby wpłacające pieniądze do tych instytucji wyraziły by zgodę na to, by z ich pomocą grać na najbardziej ryzykownym na świecie instrumencie finansowym?

Wiele osób przymyka jednak na to oko, bo przecież ich wkład jest zabezpieczony. Tyle tylko, że wielu nie zdaje sobie z tego sprawy, że owszem – ale do wysokości 100.000 euro. Jeśli bank zbankrutuje, a klient posiadał w nim większą kwotę, to wszystko powyżej 100.000 euro staje się jego prezentem dla banku. Tymczasem prezenty zresztą to coś, co bankowcy bardzo sobie cenią. Odchodzący prezes banku Barclay`s, który dopuszczał się zabronionych manipulacji stopą LIBOR "na otarcie łez" dostał prezent w wysokości 25.000.000 funtów.

4. Świat finansów jest bardzo skomplikowany i rządzi się twardymi prawami i regułami

Istnieje szereg nazw w słowniku ekonomicznym i jeszcze więcej "nowotworów" językowych w nomenklaturze bankowców. Analizy techniczne i inne wykresy zdają się dla niewtajemniczego obserwatora czarną magią. Dość powiedzieć, że hitem ostatnich dni była wypowiedź pewnego analityka rynkowego, który posłużył się stwierdzeniem, iż "na wykresie rysuje się wyraźny kwadratowy trójkąt" – wiele osób z przerażeniem zapewne stwierdziło, że nie ma pojęcia o czym ten wykształcony ekonomista mówi, ale skoro tak mówi, to widocznie tak jest.

Tzw. "prawa rynkowe" w ostatnich latach dobitnie pokazały, że są tylko wymysłem tych, którzy regulują wydarzenia na rynkach finansowych świata. Przykładów można podać dziesiątki. Ostatnim niech będzie fakt, że na dużo słabsze od oczekiwanych danych z rynku pracy USA dolar zareagował umocnieniem się wobec euro. Brak racjonalnych podstaw do takiego umocnienia wprawił w widoczne zakłopotanie prowadzącego program telewizyjny, gdyż po stwierdzeniu takiej reakcji rynku z jego ust padło zdanie; "No to ja już nic nie rozumiem." Oj, dostał zapewne za to po uszach od swych pracodawców, nie poczekał bowiem na analizę tego stanu rzeczy, przeprowadzoną przez rzeczowego analityka finansowego.

5. Elity finansowe znają wszystkie prawidła rynku i reagują na wydarzenia

Gdy na ekranie pojawia się analityk finansowy i stara się nas przekonać, że trójkąt może być kwadratowy, podpierając się przy tym szeregiem danych, wykresów i liczb – wydaje nam się, że tam gdzieś, na górze, w wieżowcach siedzą tęgie głowy, które to wszystko rozumieją. Prawda jest jednak bardziej trywialna i zdaje się wyglądać mniej więcej tak: "Gdy John gasi cygaro, zerka na wykres a jego kolega mówi: Weź samolot i leć się rozerwać, na rynku kicha, wyślemy paru analityków do telewizji, napędzą koniunkturę na kukurydzę, jak wrócisz sprzedamy te parę milionów ton a na razie idź spakować sprzęt do nurkowania".

Tak oto świat finansów - z pozoru niedostępny i pełny powagi - jest tak naprawdę prosty i pusty, jak pusty jest pieniądz, na którym ów świat się opiera. Liczy się w nim tylko zawartość portfela, bo każdy z nas, mając miliard na koncie, mógłby kreować ceny na rynkach w dowolnym czasie i bez jakiegokolwiek - nieistniejącego tak na prawdę – "prawa rynku".

A co do rzeczowych analityków i doradców finansowych to wypada tylko stwierdzić, że gdyby byli dobrymi analitykami, nie musieli by być doradcami...

Inne ciekawe analizy polecamy na blogu autora button_75x75_invest_blog

Fot. sxc.hu

Czytany 6167 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04