poniedziałek, 04 luty 2013 09:07

Jakub Bizoń: Skoro jest dobrze to, dlaczego jest tak źle?

Oceń ten artykuł
(2 głosów)

100dollarroll


  Jakub Bizoń

Analitycy S&P oraz Europejskiego Banku Centralnego przewidują koniec kryzysu w Europie. Jednak, mimo tak optymistycznych prognoz, politycy zachowują się zupełnie odwrotnie. Wielka Brytania jest jednym z najlepiej obrazujących te sytuację przykładów, mówiąc – kończymy zabawę i wychodzimy!

Premier Wielkiej Brytanii lubi w ostatnim czasie zaskakiwać. Podczas ostatnich unijnych szczytów jego kraj prezentował, często jako jedyny, odmienne stanowisko od pozostałych. Jednak tym razem Dawid Cameron poszedł jeszcze dalej. Zapowiedział, że rozważa przeprowadzenie referendum w sprawie wystąpienia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Wielka Brytania była niejednokrotnie krytykowana za swoiste „rozsadzanie spójności” w strefie euro i wydaje się, że nie były to bezpodstawne oskarżenia. Do klasyki przeszła już sytuacja, w której poprzedni prezydent Francji Nicolas Sarkozy miał niemal rzucić się z pięściami na Davida Camerona, gdy ten jako jedyny przeciwstawiał się zacieśnieniu spójnej polityki fiskalnej w strefie euro.

D. Cameron chce wprost zapytać Brytyjczyków, czy chcą ich kraj nadal ma być członkiem europejskiej wspólnoty. Sam pomysł, czy nawet głośne wypowiedzenie zdania o chęci przeprowadzenia tego typu referendum, nie pozostawia złudzeń o tym, że przynajmniej zdaniem szefa brytyjskiego rządu źle się dzieje w UE. W dodatku politycy na Downing Street zdają się nie zbyt chcieć brać na siebie odpowiedzialność za pozostanie lub wyjście ich państwa z unijnego związku.

Niemcy – oddajcie nam nasze złoto

Dość spektakularne wydarzenie, związane z Niemcami, nie tak dawno miało miejsce w świecie finansów. Otóż Bundestag przyjął uchwałę zobowiązującą rząd do sprowadzenia do Niemiec ok. 50% posiadanego złota. Niemcy „poprosiły” o wydanie całych swoich zapasów, zdeponowanych w skarbcach Francji oraz ok. 30% złota przechowywanego z amerykańskim skarbcu złota – Forcie Knox. Złośliwi twierdzą, że Niemcy jako pragmatyczny naród chcą jako pierwsi zwrócić się do USA o wydanie złota w myśl zasady „kto pierwszy ten lepszy”. Nie od dziś bowiem pojawiają się głosy, że nie bez przyczyny stan faktyczny zasobów w Forcie Knox od ponad 40 lat nie był sprawdzany. Przeprowadzenie audytu mogłoby udowodnić istotne braki w skarbcu, a bez wątpiania taka sytuacja nikomu nie byłaby na rękę. Co ciekawe, rządzący w Berlinie nie wydali takiej dyspozycji Bankowi Anglii. Nieznana jest przyczyna, dla której Niemcy zdecydowali się na pozostawienie złota w tym kraju. Jednak jako ciekawostkę można podać, że gdy prezydent Wenezueli Hugo Chavez zwrócił się z podobnym żądaniem, do Anglików usłyszał, że musi poczekać, gdyż Bank Anglii posiada obecnie jedynie 10% złota zdeponowanego w nim przez Wenezuelę. Czyżby też Niemcy też czekali z taką dyspozycją aż Anglicy „uzbierają” ich złoto?

Nie zmienia to faktu, że koniec końców 675 ton cennego kruszcu ma zostać przetransportowane do skarbców we Frankfurcie nad Odrą. Czego obawiają się Niemcy, że wolą mieć złoto pod sercem? Nie wiadomo. Wiadomo tylko, że gdyby nie posiadali obaw, to nie przeprowadzaliby tak kosztownej operacji.

USA – wszystko się wali, ale drukarki idą pełną parą

Ostatnie dane z gospodarki amerykańskiej wprawiły w konsternację chyba każdego. Przewidywano, że wzrost PKB brutto w IV kwartale wyniesie 1,1%. Tymczasem zanotowano wynik –0,1 %. Wynik ujemny nie mówi już o spowolnieniu gospodarczym za oceanem, lecz o recesji, czyli de facto kurczeniu się gospodarki USA. Tymczasem wydaje się, że głównym pomysłem tamtejszych polityków na tę sytuację (a może głównie bankierów) nadal jest drukowanie dolarów. Istnieją zapowiedzi sugerujące, że do końca 2014 r. FED skupi obligacje rządowe za ponad 3 bln USD, co będzie stanowić ok. 20 % całego amerykańskiego PKB. Skala ilości pustego pieniądza jest tak olbrzymia, że uległa ona potrojeniu w ciągu jedynie trzech lat z ok. 900 mld USD do 2,7 bln USD.

Zdaniem większości analityków, ale i zwykłych obywateli, dalsze zadłużanie się państwa nie tylko nie przyniesie poprawy na rynku pracy, ale doprowadzić musi do kolejnego „klifu fiskalnego”, co w rezultacie może przynieść załamanie się gospodarki Stanów Zjednoczonych.

Prawdopodobnie już w lutym czeka Amerykę „powtórka z rozrywki” w postaci kolejnego „klifu fiskalnego”. Tym razem sytuacja nie jest już tak oczywista, że i tym razem obie izby amerykańskiego parlamentu zdołają się porozumieć. Ile w końcu przecież razy można?

Jak powyższe dane i wydarzenia mają się do optymistycznych prognoz o wychodzeniu Europy z kryzysu?

Wydaje się, że są to tylko pobożne życzenia lub próba „zaczarowania rzeczywistości”. Podstaw racjonalnych trudno się w nich doszukiwać.

Fot.Mikhail Popov/sxc.hu

Czytany 4642 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04