piątek, 27 kwiecień 2012 09:17

Jakub Bizoń: Porozmawiajmy o atomie z energią

Oceń ten artykuł
(1 głos)

radiation  Jakub Bizoń

Mija niemal dokładnie 26 lat od katastrofy w radzieckiej elektrowni jądrowej Czarnobylu i rok od awarii w japońskiej Fukushimie. Warto w tym kontekście poruszyć problem związany z pozyskiwaniem energii za pomocą tej właśnie technologii.

Wielu, zwłaszcza przedstawicieli średniego już pokolenia, pamięta pochód pierwszomajowy w roku 1986. W pamięci nie pozostał jednak wielobarwny korowód świętujących postaci, ale bardziej niesmak po jodzie wypitym tego dnia. Akcja masowego podawania jodu, który miał niwelować skutki zwiększonej radiacji, była największą, jak dotąd, przeprowadzoną w Polsce akcją sanitarna, której znaczenie jest nadal trudne do określenia.

 

Katastrofa w Czarnobylu miała miejsce 26 kwietnia. Siła wybuchu równała się mocy eksplozji 500 bomb zrzuconych na Hiroszimę. Radioaktywna chmura, z powodu silnych wiatrów, błyskawicznie dotarła nad terytoria 17 państw. Władze ZSRR nie ujawniły jednak tego faktu z powodu zbliżających się obchodów święta pracy, które było wówczas zaliczano do jednych z najważniejszych obchodów w państwie radzieckim. Jednak informacja o katastrofie przedostała się do zachodnich mediów. Stało się to m.in. wskutek wykrycia zwiększonego promieniowania przez stacje monitorujące w Skandynawii. „Drogą pantoflową” informacja dotarła także do Polski. Nikt jednak nie znał realnego zagrożenia ówczesną sytuacją wskutek blokady informacji. Do dziś nie są znane dokładne dane ani o liczbie zabitych ani o sile promieniowania, jakie dotarło nad Polskę.

Rok temu, z powodu trzęsienia ziemi w Japonii, doszło do uszkodzenia i wybuchu reaktora w Fukushimie, na wschodnim wybrzeżu pacyficznym. Bezpośrednich ofiar awarii na szczęście nie było. Nie odnotowano także zgonów wywołanych chorobą popromienną. Nie oznacza to jednak, że sytuacja w Fukushimie została opanowana. Istnieją przesłanki, by stwierdzić, że problem z reaktorem dopiero się rozpoczął.

W maju rozpocznie się tam spalanie radioaktywnego gruzu, zawierającego koncentrację cezu na poziomie 100 000 bekereli na kilogram. Bezpiecznym stężeniem, za jakie dotąd uznawano możliwość spalania był poziom 8 000 bekereli! Już przy poziomie powyżej 8000 taki materiał odpadowy powinien zostać zatopiony w betonie. W dodatku spalanie radioaktywnych szczątków powoduje rozprzestrzenianie się trujących substancji na inne terytoria.

Kolejnym problemem, który obecnie występuje w elektrowni, jest zbiornik zużytego paliwa jądrowego w sekcji nr 4. Zbiornik ten został poważnie uszkodzony. Obecnie trwają praca nad jego zabezpieczeniem. Gdyby w tej chwili nawiedziło ten obszar trzęsienie ziemi, a zbiornik rozpadłby się, sytuacja spowodowałaby katastrofę gorszą, niż dotychczasowe stopienie rdzeni trzech reaktorów.

Były doradca ONZ Akio Matsumura zauważa, że: „Sekcja doznała ogromnych szkód podczas tsunami – eksplozja wodoru zerwała dach, pozostawiając na otwartym powietrzu wysoce radioaktywny zbiornik zużytego paliwa nuklearnego. Jeżeli w obszar ten uderzy [kolejne] silne trzęsienie ziemi, budynek z pewnością zawali się. Japońscy i amerykańscy meteorolodzy przewidują, że wystąpienie tak silnego trzęsienia jest w tym roku bardzo prawdopodobne. (...) To z pewnością spowodowałoby globalną katastrofę, jakiej nigdy wcześniej nie doświadczyliśmy. Podkreślił, że odpowiedzialność Japonii wobec reszty świata jest nie do oszacowania. Taka katastrofa oddziaływałaby na wszystkich nas przez stulecia”.

Miejmy nadzieję, że tym razem uda się uratować ludzkość od zagłady. Jednak w tym kontekście pojawia się kolejny poważny problem – składowania radioaktywnych odpadów. Obecnie w Finlandii trwają prace, mające na celu stworzyć w litej skale, na głębokości 400 m pod powierzchnią morza, swoistego sarkofagu dla odpadów atomowych. Jego budowa nie jest jednak największym problemem. Rzeczą trudną do wyobrażenia sobie jest czas potrzebny do ich bezpiecznego przechowywania bez spowodowania zagrożenia – 100 000 lat.

Jeśli uzmysłowimy sobie, że od powstania piramid egipskich minęło raptem ok. 4500 lat, to widać bezmiar czasu, jaki musi upłynąć, by odpady te nie stanowiły już tykającej bomby, mogącej zniszczyć naszą planetę. Problemem jest nie tylko ich długotrwałe przechowywanie, ale wręcz tak prozaiczna rzecz, jak sposób pozostawienia wiadomości o zawartości sarkofagu przyszłym pokoleniom. Dziś mamy problemy ze zrozumieniem pisma ludzi sprzed kilku tysięcy lat. W jaki sposób zatem gromadzić informacje o sarkofagu, by były czytelne po upływie tak długiego okresu?

Wydaje się, że akcja rządowa akcja propagandowa, zatytułowana „Tak dla atomu” jest jakby swoistą próbą zaprzeczenia rzeczywistości i zagrożeniom, jakie niesie energia atomowa. Nie chodzi o naszą przyszłość, ale o przyszłość całej planety. Jak w tym kontekście możemy brać odpowiedzialność za losy innych pokoleń?

Inne ciekawe analizy polecamy na blogu autora button_75x75_invest_blog

Czytany 4747 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04