piątek, 31 sierpień 2012 08:36

Jakub Bizoń: Koniec wakacji - początek problemów

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

euro_down  Jakub Bizoń

Mija okres wakacji, nazywany "sezonem ogórkowym", w którym udaje się, że nie ma problemów, byleby tylko móc spokojnie odpocząć po roku wytężonej pracy. Gdy jednak w szkołach rozlegnie się dźwięk dzwonka, w Europie "odezwą się" stare kłopoty.

Grecja - dajcie nam więcej czasu 

Ostatnie wizyty premiera Grecji Antonisa Samarasa w Niemczech skupiały się na tym, by Grecja nie musiała sprostać wymaganiom, by do końca 2014 r. obniżyć deficyt budżetowy względem PKB z 9% do 3%. Nie trzeba się wdawać w rachubę, by zauważyć jak wielka jest skala wymagań stawiana greckiemu rządowi. Tak duże obniżenie długu, w tak krótkim czasie sprowadza się do dwukrotnego zmniejszenia wydatków budżetowych. W dużym uproszczeniu należałoby zatem dwukrotnie obniżyć wydatki na wszystkie instytucje finansowane z budżetu państwa i/lub jednocześnie znacząco zwiększyć wpływy budżetowe, przez np. zwiększenie podatków i zlikwidowanie ulg.

Innym sposobem, o którym wspominał już premier A. Samaras na pozyskanie środków miałaby być sprzedaż wysp. Grecja posiada ok. 6 tys. wysp, z czego znaczna większość jest niezamieszkała. Wyprzedaż własnego terytorium to, jak się wydaje, pomysł nieprawdopodobny, ale nie jest wykluczone, że większość obywateli Grecji byłaby bardziej skłonna zaakceptować sprzedaż wysp, niż zgodzić się na drastyczne obniżenie warunków życia.

Tymczasem argumenty greckiego szefa rządu, wyrażane w słowach „nie potrzeba nam więcej pieniędzy, tylko więcej czasu", nie przemawiają do unijnych decydentów w sprawie pomocy dla Aten. Angela Merkel zdaje się twierdzić, że gdyby Grecja wcześniej zapowiedziała, iż nie wywiąże się z obniżenia deficytu do 2014 r., to w ogóle nie otrzymałaby wsparcia. Przyszłość Grecji będzie decydować się już we wrześniu, gdy zbierze się tzw. Trojka, czyli: Komisja Europejska, Europejski Bank Centralny i Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Ich raport ma za zadanie określić, czy istnieją szanse na wywiązanie się Aten z podjętych zobowiązań. W przypadku negatywnej odpowiedzi może to oznaczać początek drogi w kierunku opuszczenia przez Grecję strefy euro.

Hiszpania - damy sobie sami radę

Do niedawna krążyły pogłoski, że tylko kwestią czasu jest zwrócenie się Hiszpanii o pomoc finansową dla swoich banków w kwocie od 100 do 300 mld euro. W tej kwestii wypowiadał się już sam szef Europejskiego Banku Centralnego Mario Draghi, który zapewniał, że podległa mu instytucja użyje każdej dostępnej metody, by uratować Euroland przed rozpadem. Te "wszelkie dostępne metody" zostały jednocześnie odczytane jako dodruk euro, gdyż już wcześniej mówiono, że Grecja "wypompowała całą kasę" a dla kolejnych potrzebujących trzeba będzie "uruchomić drukarki". Tymczasem nowy szef hiszpańskiego banku centralnego Mariano Rajoy Linde zapewnia, że Hiszpania nie będzie musiała zwracać się o wsparcie finansowe dla swych banków.

Równocześnie w samej Hiszpanii mamy do czynienia z nowymi zjawiskami. W Barcelonie rozpowszechnia się zapłata za pracę w postaci godzin – zatem swoistą jednostką walutową jest czas. Można zatem za wykonaną pracę, „otrzymać 10 godzin", które następnie można "wydać" na wizytę u fryzjera, czy naukę gry na pianinie. Te nowe sposoby rozliczeniowe, nieoparte na walucie, to swoisty sygnał, mówiący o tym, z jak wielkim problemem mamy obecnie do czynienia w sferze pieniądza.

Innym – o wiele groźniejszym zjawiskiem – jest wzrost radykalnych działań, polegających na plądrowaniu sklepów, by następnie rozdać skradzioną żywność potrzebującym. Można zatem stwierdzić, że Hiszpanie nie tylko nie ufają własnej walucie, ale i całemu państwu, przeciwko któremu tak naprawdę są wymierzone tego typu działania, do których zresztą zupełnie jawnie nawołuje coraz więcej osób.

Włochy i Francja - nie mówmy nic o nas, to nie będzie problemu

Debata o sytuacji finansowej Włoch czy Francji przypomina dotąd sytuację, w której uważa się, że jeśli o czymś się nie będzie mówić, to problem zniknie. We Włoszech i Francji deficyt budżetowy oscyluje w granicach 4% a zatem jest znacznie wyższy niż 3% wymagane względem Grecji. Dług publiczny Włoch, jest największym długiem spośród wszystkich krajów euro poza Grecją. Tłumaczenia, że jego wysokość utrzymuje się na stałym poziomie od 30 lat, nie powinny jednak stanowić argumentu dla bagatelizowania tego faktu. Rządy obu krajów zdeklarowały się do obniżenia długu do 3% do końca 2013 r., jednak w przeciwieństwie do Grecji, nad realizacją tych deklaracji nie będzie czuwać żadna specjalnie do tego celu powołana komisja.

Jeśli nie wiadomo co zrobić, to wiadomo co zrobią

Dotychczasowe działania, jak i zapowiedzi m.in. Mario Draghiego o podjęciu wszelkich dostępnych dla EBC metod na ratowanie strefy euro, nie pozostawiają złudzeń co do formy działania, czyli drukowaniu waluty.

Nie po raz pierwszy w historii rządy uciekają się do metody, która w pierwszej kolejności dotyka każdego obywatela. Umowny środek płatności, ma także umowną wartość nabywczą, którą jednak reguluje rynek, tymczasem drukowanie pieniądza bezpośrednio wpływa na rażący spadek wartości i siły nabywczej pieniądza.

Znakiem naszych czasów jest jednak fakt, że w przeszłości drukowano pieniądze głównie w celu ratowania narodowej gospodarki. Dziś robi się to głównie w celu ratowania banków.

Inne ciekawe analizy polecamy na blogu autora button_75x75_invest_blog

Czytany 5010 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04