sobota, 11 sierpień 2012 07:36

Jakub Bizoń: Drukujmy pieniądze!

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

money_100dollars  Jakub Bizoń

Ostatnie miesiące na rynkach finansowych przebiegały wśród dwóch często powtarzanych pytań: Czy w USA będzie QE3, czyli skupowanie przez rząd amerykańskie obligacji? Czy Europejski Bank Centralny również zacznie skupować euroobligacje?

USA – dolar ponad wszystko

Stany Zjednoczone od początku kryzysu postanowiły wdrożyć dość prosty plan pobudzania gospodarki – drukowanie dolarów, czyli skupowanie przez FED obligacji rządowych – quantitative easing, w skrócie QE. QE1 i QE2 pozwolił na skupienie przez FED obligacji na kwotę 2,3 bln dolarów. Część z tej kwoty pozwoliła uratować banki od bankructw, część trafiła na rynki finansowe jako swoiste paliwo, potrzebne do „rozruszania" giełd.

W zwykłym kraju drukowanie pustego pieniądza automatycznie przekłada się na wzrost inflacji. Jednak USA posiadają ogromny komfort polegający na tym, że na dolara jako na walutę rezerwową świata istnieje stały popyt, co skutecznie ogranicza negatywny wpływ inflacyjny. Aby jednak popyt na dolara był stały, Waszyngton musi pilnować, by walucie tej nie zagrażały żadne czynniki, mogące potencjalnie pozbawić ją tego statusu. Tymczasem w ostatniej dekadzie pojawiało się na świecie kilka sygnałów, po których decydentom w USA zapaliła się czerwona lampka.

Pierwszy sygnał o potencjalnym spadku znaczenia dolara przybył z Iraku, gdy ówczesny jego przywódca Saddam Husajn starał się zamienić amerykańską walutę na euro jako na walutę rozliczeniową w transakcjach ropy. Kolejny powód do niepokojów pojawił się, gdy Muammar Kaddafi przedstawił na zgromadzeniu Ligi Afrykańskiej plan powołania nowej waluty – złotego dinara – by na niej oprzeć rozliczenia za afrykańskie dostawy ropy. Obecnie coraz częściej słychać, że Chiny skupiają się na gromadzeniu zapasów złota i jest prawdopodobne, że postanowią oprzeć juana na złocie, co spowodowałoby jego bezkonkurencyjność w stosunku do wszelkich obecnych światowych walut. W międzyczasie pojawiały się pomysły powołania jednej światowej waluty – torpedowane od początku przez USA. W chwili obecnej, mimo wprowadzenia QE1 i QE2, w USA istnieje większe ryzyko deflacyjne niż inflacyjne, co dobitnie świadczy o tym, że dolar ma się nad wyraz dobrze.

QE3 or not too be?

Wystąpienia szefa FED od dłuższego czasu sprowadzają się do pytania, czy tym razem Ben Bernanke ogłosi wprowadzenie QE3? Decydujące dla niego, o wprowadzeniu kolejnego skupu rządowych obligacji, są dane z rynku pracy oraz z rynku nieruchomości. Oba te wskaźniki funkcjonują jednak na bardzo słabych poziomach, a zatem wydaje się, że QE3 to tylko kwestia czasu. Analitycy są zgodni są co do tego, że QE3 będzie. Pytanie tylko kiedy?

Rok 2012 to rok wyborów prezydenckich w USA i to może mocno wpłynąć na decyzję szefa FED. Jeśli dane z rynku pracy i gospodarcze będą nadal tak słabe, to QE3 może nastąpić jeszcze przed wyborami. Problem w tym, że wówczas opozycja będzie miała łatwe zadanie do "wypunktowania" prezydenta Baracka Obamy. Wydaje się zatem bardzo prawdopodobne, że decyzja zapadnie po wyborach – niezależnie od tego, kto je wygra. Na chwilę obecną prezydent Obama będzie prawdopodobnie się starał odwrócić uwagę od problemów wewnętrznych USA w stronę sytuacji międzynarodowej. Nie brakuje napięć zewnętrznych, co jest swoistym wybawieniem dla rządzących, którzy nie muszą co rusz się tłumaczyć z żółwiego tempa wychodzenia z recesji, mimo powiększenia długu PKB, braku poprawy na rynku pracy i ciągłej zapaści na rynkach nieruchomości.

Mario jak Ben

Sytuacja w Europie zdaje się być na chwilę obecną jeszcze gorsza niż za oceanem. Problemy Grecji, czy Hiszpanii wydają się już czymś naturalnym, zaś w kolejce czeka jeszcze Portugalia oraz Włochy i być może Francja. Obradujący na kilkunastu na szczytach ostatniej szansy przywódcy państw unijnych nie ustalili jeszcze w zasadzie niczego konkretnego. Coraz mocniej jednak dają się zauważyć swoiste naciski ze strony USA, by Europa podążyła wzorem Ameryki i zaczęła skupować obligacje borykających się z problemem państw. Obecnie stroni od tego jedynie niemiecka kanclerz Angela Merkel, ale wydaje się, że nawet niemiecki twardy charakter będzie musiał ugiąć się pod lawiną nacisków na dodrukowanie euro.

Ostatnimi czasy pojawiły się dość trywialne powody, które wygłaszają zwolennicy drukowania waluty, sprowadzające się do stwierdzenia: „Unia Europejska nie ma pieniędzy, więc jeśli o pomoc zwróci się więcej państw, to trzeba będzie dodrukować, bo z pustego i Salomon nie naleje". To, wbrew pozorom trywialności, zasadniczo wpisuje się w cały schemat funkcjonowania dzisiejszej gospodarki światowej, polegającej na braniu kredytów w celu spłacenia starych zobowiązań, wiedząc, że napędza się spiralę długów, której nikt nie będzie potrafił zatrzymać.

Szef Europejskiego Banku Centralnego Mario Draghi, na swojej ostatniej konferencji stwierdził, że „Bank Centralny ma cały wachlarz możliwości, po które może sięgnąć i po które sięgnie, by uratować strefę euro". To oczywiście zostało odebrane jako zapowiedź drukowania. Problem jednak polega na tym, że waluta euro jest li tylko walutą lokalną, a nie światową, jak dolar. Zatem każde jej drukowanie będzie musiało mieć odbicie w ryzyku powstania inflacji.

Dlaczego nie ma decyzji?

Od początku roku inwestorzy i gracze giełdowi zadają te same pytania, kiedy będzie QE3 a obecnie pytają także kiedy EBC skupi obligacje. Mało kto jednak w tym niecierpliwym oczekiwaniu postawił chyba sobie pytanie: A co to da?

Dane gospodarcze Unii Europejskiej i USA są na tak opłakanych poziomach, że być może wstrzymywanie się Bena Bernanke i Mario Draghi przed podjęciem decyzji wynika z innych przyczyn. QE1 i QE2, zamiast znacząco wpłynąć na gospodarkę USA, nie przyniosły w zasadzie żadnych efektów. Czy zatem QE3 pomoże?

Skup euroobligacji byłbym identycznym zachowaniem, jakie cechuje FED. Zatem i skutki – a dokładnie ich brak – byłyby takie same, z tą różnicą, że przyniosłoby to efekty negatywne w postaci inflacji. Wydaje się zatem, że recesja czeka nas niezależnie od tego, czy Ben i Mario powiedzą w końcu TAK czy NIE. Spirala długów zatoczyła bowiem już takie koło, że wyplątanie się z niej nie uda się tylko poprzez naciśnięcie przycisku "Print".

Inne ciekawe analizy polecamy na blogu autora button_75x75_invest_blog

Czytany 6696 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04