sobota, 04 luty 2012 09:47

Jakub Bizoń: Czarna przyszłość ropy naftowej

Oceń ten artykuł
(3 głosów)

 oil_down 

Jakub Bizoń

Stany Zjednoczone wprowadziły embargo na irańską ropę w ramach odwetu za kontynuację prac nad energią atomową przez Iran. Unia Europejska szykuje się do tego samego posunięcia. Bruksela postanowiła wpierw jednak poszukać innych dostawców, by nie odczuć zbyt boleśnie skutków własnych działań. Nie zmienia to faktu, że ceny ropy naftowej na stacjach benzynowych biją kolejne rekordy, co powoduje drenaż naszych portfeli.

Problem polega na tym, że zasoby ropy ulegają stopniowemu zmniejszaniu, a według niektórych badaczy zjawiska właśnie w 2012 nastąpi tzw. peak oil, czyli szczyt wydobycia ropy naftowej na świecie, po którym wielkość wydobycia będzie już tylko systematycznie spadać. Największy wpływ na cenę tego surowca wydaje się mieć Arabia Saudyjska.

Monarchia Saudów jest obecnie jednym z głównych sojuszników USA. Jednak nie od zawsze relacje na linii Waszyngton-Rijad układały się pomyślnie. To właśnie za sprawą tego państwa Stany Zjednoczone przeżyły największy kryzys paliwowy w swojej historii. W czasie trwania wojny Yom Kippur w 1973 r. eksporterzy ropy postanowili ograniczyć jej przesył do państw sojuszniczych Izraela, a zatem głównie do USA. Wiązało się to także z równoczesnym opracowaniem przez nich nowego sposobu ustalania ceny ropy, czego skutkiem był natychmiastowy wzrost jej cen i to o aż o 400%. Wydaje się, że szok, jaki w USA wywołało to posunięcie, na stałe zmieniło politykę Białego Domu wobec Arabii Saudyjskiej i kwestii ropy, jako surowca strategicznego. Mocarstwo zza oceanu zawarło wówczas nieformalny sojusz, na mocy którego zobowiązało się do udzielania wsparcia saudyjskiej rodziny królewskiej w jej panowaniu w zamian za ścisłą współpracę polityczno-ekonomiczną. Od tej pory Arabia Saudyjska stała się lojalnym sojusznikiem USA i już kilkukrotnie miała okazję do okazywania swej wierności.

 

Za każdym razem, gdy armia amerykańska szykowała się do ataku na naftowy kraj producencki, Arabia Saudyjska poprzedzała ten fakt zwiększeniem wydobycia ropy w celu zahamowania potencjalnych wzrostów jej cen, wywołanych chwilowym brakiem wydobycia w kraju atakowanym. Tak było w 1991 r. podczas inwazji USA w Zatoce Perskiej przeciwko Irakowi. Irak i Kuwejt eksportowały wówczas ok. 9% światowej ropy. Arabia Saudyjska, aby zniwelować szok cenowy, zwiększyła własne moce przerobowe o 5%. Po raz drugi z pomocy swego sojusznika USA skorzystały podczas kolejnej wojny w Zatoce w roku 2003. Tym razem na spadek globalnego wydobycia o 4%, Saudowie odpowiedzieli wzrostem mocy produkcyjnych o 2%.

Istotnym elementem podczas wzrostów cen ropy jest jednoczesny spadek wartości dolara. W wyżej wymienionych latach wydawało się, że Ameryce zależało głównie na tanim paliwie. Dziś mówi się, że Waszyngton bardziej obawia się pośrednich następstw drogiej ropy, a zatem spadku wartości dolara, który temu procesowi towarzyszy. Słaby dolar powoduje bowiem niebezpieczeństwo inflacji w USA i obniża jego wartość, jako waluty rezerwowej świata. Arabia Saudyjska, jak się wydaje, rozumie amerykańskie bolączki, reagując każdorazowo na zagrożenie amerykańskiej waluty. Ostatnim przykładem były prace nad wprowadzeniem złotego dinara, jako środka płatności za ropę. Podczas ostatniego zjazdu Unii Afrykańskiej, w której uczestniczył pomysłodawca projektu Muammar Kaddafi to właśnie Saudowie, jako jedyni, nie poparli pomysłu wprowadzenia nowej waluty rozliczeniowej, a wręcz dali jasny sygnał, że są oponentami wobec tego pomysłu. Na taką postawę mocno zareagował sam Kaddafi zwracają się do saudyjskiego monarchy Abdullaha bin Abdulaziza Al Sauda per „ty”, niemal krzycząc: „Wy jesteście krajem muzułmańskim, więc możesz być pewien, że po Iraku, po nas i po innych krajach muzułmańskich, przyjdzie i kolej na was”.

Problem USA polega obecnie na tym, że saudyjskie moce przerobowe sięgnęły prawdopodobnie maksymalnego poziomu i nie mogą już zostać zwiększone na prośbę zaoceanicznego sojusznika. O takim stanie świadczą wypowiedzi wielu osób, jak choćby Saddama Al Hussejniego – byłego wiceprezesa Saudi Aramco – który stwierdził, że zapasy ropy są mocno zawyżone a jej produkcja osiągnęła swój punkt szczytowy (peak oil). Specjaliści są zdania, że zwiększenie produkcji i stałe jej utrzymywanie na poziomie 100 mln baryłek dziennie jest nieosiągalne, a tylko taki poziom mógłby zagwarantować w miarę stabilne ceny ropy na światowym rynku. Niedawno portal WikiLeaks umieścił informację jakoby Arabia Saudyjska nie była już w stanie pompować tyle ropy, by ograniczyć wzrost jej cen. W depeszy kilkukrotnie jest cytowany właśnie Saddam Al Hussejni, który przestrzega przed zbyt optymistycznymi założeniami co do zapasów ropy. Jego zdaniem szczyt wydobycia już ma miejsce, a poważne kłopoty z tym surowcem zaczną się już za 15 lat.

Obecnie Arabia Saudyjska zdaje się rozumieć fakt, że jej własne zapasy nie mogą zapewnić jej spokojnej przyszłości. W ten sposób zatem można tłumaczyć jej duże zaangażowanie w regionie. Zarówno w Libii jak i Afganistanie już kwitną, jak grzyby po deszczu, „przyczółki” firm saudyjskich. Trudno jednoznacznie określić cele Rijadu, jednak wiele wskazuje na to, że chce stać się potęgą regionu z dostępem do maksymalnie dużej ilości pól naftowych drogą podporządkowania sobie nowych „władz”, wyłonionych po przetaczającej się „arabskiej wiośnie ludów”.

Co dalej?

Wydaje się, że w perspektywie najbliższych 15 lat USA ze swym bliskowschodnim sojusznikiem skutecznie zrealizują swą politykę, krok po kroku zdobywając kolejne „przyczółki roponośne w regionie”. Istotnym jednak jest pytanie, co będzie po tym okresie, gdy naturalne zapasy ropy praktycznie się wyczerpią?

Prawdopodobnie kluczową kwestią okażą się metale ziem rzadkich [1]. Silniki hybrydowe, w które celują producenci samochodowi, nie mogą powstać bez wielu pierwiastków z tej grupy. Przypomnijmy, że obecnie ten rynek jest w 96% w posiadaniu jednego tylko państwa – Chińskiej Republiki Ludowej. To powoduje, że niestety konflikt mocarstwowy za kilkanaście lat stanie się nad wyraz realny. Świat albo zastąpi ropę innym surowcem, pozwalającym na zastosowanie w silnikach, albo nomen omen pewne przysłowie saudyjskie stanie się faktem. A brzmi ono: "Mój ojciec jeździł wielbłądem. Ja jeżdżę samochodem. Mój syn lata odrzutowcem. Jego syn będzie jeździł wielbłądem".

Inne ciekawe analizy polecamy na blogu autora  button_75x75_invest_blog


__________________________________________________
1 Por. artykuł Dwa mocarstwa i metale cenniejsze od złota.

Czytany 7310 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04