piątek, 08 lipiec 2011 10:02

Jacek Tomkiewicz: Wnioski z greckiej lekcji

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

greeceflgII  dr Jacek Tomkiewicz

Początek tegorocznego lata jest gorący nie ze względu na słoneczną pogodę, ale przez to, co się dzieje na rynkach finansowych za sprawą obsługi zadłużenia Grecji. Grecki parlament wprawdzie zaakceptował ogólne pomysły rządu na redukcję deficytu budżetowego, na co składają głębokie cięcia wydatków publicznych (w tym transferów społecznych), podwyżki podatków i prywatyzacja majątku publicznego, jednak od politycznej decyzji do faktycznego uzdrowienia finansów publicznych jeszcze długa droga.

Już dziś widać, że plan ratunkowy spotka się z potężnym oporem społecznym, więc chyba nikt jeszcze nie wie, ile pomysłów rządu uda się wdrożyć. Po drugie, nawet pełne wdrożenie reform nie gwarantuje zwiększenia konkurencyjności greckiej gospodarki, a w krótkim okresie głębokie dostosowanie fiskalne może działać wręcz prorecesyjnie, gdyż zarówno podwyżki podatków, jak i cięcia wydatków to ograniczenie efektywnego popytu w gospodarce.

Wszystko jednak wskazuje, że przynajmniej na dziś Grecja uzyska pomoc z MFW i innych krajów UE, co da Grekom trochę oddechu, ale na pewno nie stanowi rozwiązania problemu, który za jakiś czas powróci i pewnie skończy się na jakiejś formie restrukturyzacji długu, tj. jego częściowej redukcji i jednoczesnego wydłużenia zapadalności dotychczasowych zobowiązań.

Obserwując przebieg tzw. kryzysu greckiego, warto zastanowić się, co z niego wynika dla prowadzenia polityki gospodarczej w dzisiejszym zglobalizowanym świecie.

Po pierwsze, należy sobie zdawać sprawę, że państwa w coraz większym stopniu są zakładnikami rynków finansowych. Przy podobnym podejściu tzw. rynków do obsługi długu publicznego, jak to ma miejsce obecnie w Grecji, żaden kraj by sobie nie poradził. Przypomnijmy, że Grecy muszą płacić odsetki od swoich obligacji w wysokości 16,75 proc. (rentowność niemieckich papierów to 2,95 proc.) i są praktycznie skazani na instrumenty krótkoterminowe, co oznacza konieczność częstego „rolowania” długu, co tym bardziej uzależnia od nastrojów na rynkach. Wyobraźmy sobie, że rynki zaczynają podobnie traktować np. USA, do czego – nawiasem mówiąc – są poważne powody. Biorąc pod uwagę, że potrzeby pożyczkowe rządu (finansowanie bieżącego deficytu i „rolowanie” zapadającego długu) USA to dziś aż 50 proc. PKB rocznie, więc nawet tak potężny kraj jak USA momentalnie staje się bankrutem, tj. nie jest w stanie obsługiwać swojego zadłużenia. Powyższe uwagi nie służą dostarczaniu argumentów dla zwolenników spiskowej teorii mówiącej, że wszystkiemu winni są pazerni spekulanci, ale warto pamiętać, że zaufanie do danego kraju/rynku/waluty nie jest dane raz na zawsze.

Po drugie, przed Grecją stoi naprawdę ogromne wyzwanie i lepiej nie testować takiego scenariusza. Mało kto wie, że Grecja już wprowadziła zmiany strukturalne w wysokości około 7 proc. PKB i praktycznie nie przyniosły one skutku, bo wszystkie oszczędności „zjadły” rosnące koszty obsługi długu publicznego. W polskich warunkach 7 proc. PKB to prawie 100 mld złotych (dla przypomnienia, budżet Narodowego Funduszu Zdrowia to ok. 50 mld, czyli mniej więcej tyle wydajemy na ochronę zdrowia, a całość rent i emerytur to ok. 150 mld złotych), więc widzimy, że skala problemów, z jakimi mierzą się obecnie Grecy jest duża i nie ma się co dziwić protestom społecznym. Czy jesteśmy sobie w stanie wyobrazić w polskich warunkach przeprowadzenie nominalnego obniżenia emerytur?

Po trzecie, bycie członkiem strefy euro rozwiązuje wiele trudności (ryzyko kursowe, koszty transakcyjne, łatwa porównywalność cen), ale może być też przyczyną problemów, poprzez łatwy dostęp do taniego kredytu. Przecież grecki dług publiczny nie urósłby do dzisiejszych rozmiarów, gdyby już kilka, a nawet kilkanaście lat wcześniej finansowanie deficytu było na tyle drogie, że o zmniejszaniu nierównowagi budżetu musiałyby myśleć co najmniej trzy poprzednie rządy, a tym samym skala dzisiejszych cięć nie byłaby mniejsza. Uwaga ta wskazuje też na niedoskonałość rynków finansowych, które wychodziły z założenia, że ryzyko braku wypłacalności dłużnika znika, gdy ten posługuje się uznaną światową walutą. Z tego punktu widzenia wzrost oprocentowania greckiego długu należy traktować raczej jako powrót do normalności, tj. ocenianie wiarygodności poszczególnych dłużników, a nie posługiwanie się oceną zbiorową.

Podsumowując, wiele wskazuje, że z większym lub mniejszym kosztem społecznym i finansowym (prawdopodobnie nie wszystkie długi greckie zostaną w 100 proc. spłacone), kryzys grecki zostanie rozwiązany, ale bynajmniej nie oznacza to, że można bezkarnie powtarzać te błędy wychodząc z założenia, że jak MFW i UE pomogły Grecji, to innym też pomogą.

fot. sxc.hu

Tekst jest stanowiskiem Fundacji im. Kazimierza Pułaskiego altz dnia 8 lipca 2011 r.

Inny tekst w tej tematyce:

dr Gracjan Cimek:  Grecja, jako front geoekonomicznej globalizacji

Czytany 4411 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04