czwartek, 01 grudzień 2011 09:49

Immanuel Wallerstein: Powrót osi Paryż-Berlin-Moskwa

Oceń ten artykuł
(6 głosów)

axispbm  prof. Immanuel Wallerstein

Europa Środkowowschodnia oraz Stany Zjednoczone wiedzą już, że nie da się powstrzymać rozwoju osi Paryż-Berlin-Moskwa. Tymczasem media zajmują się nieistniejącymi problemami. 

Zawsze mnie zadziwia, jak wiele uwagi i energii skupiają media oraz politycy na zagadnieniach, które nie mają większego znaczenia lub debatują nad problemami, które nigdy nie zaistnieją. Tymczasem sprawy bieżące, te ważne, są przez wielu zupełnie ignorowane.

 

Przedstawiam listę „ważnych”, a w rzeczywistości nieistniejących problemów, chętnie rozważanych i analizowanych: 

• Izrael nie zamierza bombardować Iranu;

• waluta euro nie zniknie;

• żadne siły zewnętrzne nie włączą się do konfliktu w Syrii;

• globalne niepokoje społeczne nie znikną same z siebie. 

Tymczasem przy minimalnym zainteresowaniu mediów w Lubminie na wybrzeżu Niemiec, 8 listopada w obecności rosyjskiego prezydenta Miedwiediewa oraz kanclerz Niemiec, premierów Francji i Holandii, prezesa Gazpromu i Europejskiego Komisarza ds. Energii uroczyście otwarto rurociąg Nord Stream W przeciwieństwie do chętnie omawianych pseudoproblemów, to wydarzenie jest geopolitycznym kamieniem milowym.

Czym jest Nord Stream? Upraszczając, jest to rurociąg gazowy ciągnący się dnem Bałtyku od Wyborga nieopodal Sankt Petersburga do Lubmina przy granicy polsko-niemieckiej. Rurociąg nie przecina terytorium żadnego innego kraju. Z Niemiec Nord Stream może zostać wydłużony na terytoria Francji, Holandii, Danii, Wielkiej Brytanii i innych gorliwych nabywców rosyjskiego gazu.

Nord Stream to inicjatywa prywatnych przedsiębiorstw, ale posiada przyzwolenie i aprobatę rządów zainteresowanych państw. Gazprom posiada 51% akcji, dwie niemieckie firmy 31%, a pozostałe 9% przypadło do podziału firmom francuskiej i duńskiej. Wszelkie inwestycje i potencjalne zyski są prywatne.

Kluczowym założeniem projektu jest fakt, że gazociąg nie przechodzi przez Ukrainę, Białoruś, Polskę ani żaden inny kraj nadbałtycki. „Pominięte” państwa nie mogą pobierać żadnych opłat z racji pośrednictwa, ani prowadzić negocjacji z nim związanych. Deutsche Welle, przodowa niemiecka stacja nadawcza, wyemitowała materiał pod tytułem „Nord Stream: komercyjny projekt z polityczną wizją. Gazprom stał się globalnym graczem w energetyce”.

Joseph Bauer, ekspert w dziedzinie energetyki z Deutsche bank Research we Frankfurcie orzekł: „Jest to projekt zarówno komercyjny jak i polityczny, racjonalny pod obydwoma względami”.

Tymczasem Rosja odrzuciła pomysł sprzedawania gazu Chinom w cenie 30% niższej niż Europie, tłumacząc że nie ma powodu dla dotowania chińskiej gospodarki. Jednocześnie Rosja wyraźnie dała do zrozumienia Turkmenistanowi, który jest niezwykle bogaty w złoża gazu, że nie ma dla owego gazu lepszej drogi transportu niż terytorium Rosji. Otwarcie Nord Streamu zbiega się z ogłoszeniem przez prezydenta Kirgistanu zamiaru zamknięcia bazy sił powietrznych USA w Manas w 2014 roku, kiedy to wygaśnie umowa dzierżawy.

Wydaje się oczywistym, że Rosja pragnie raz jeszcze umocnić swą pozycję na ziemiach republik środkowoazjatyckich, niegdyś części bloku radzieckiego. 

Europa Środkowowschodnia oraz Stany Zjednoczone wiedzą już, że nie da się powstrzymać rozwoju osi Paryż-Berlin-Moskwa. Machina Unii Europejskiej trzeszczy pod ciężarem nowej rzeczywistości, podobnie wiele krajów Europy Środkowowschodniej. Najbardziej cierpi Ukraina, rozrywana na strzępy przez nowy ład.

A USA? Co właściwie mogą w tej sytuacji zrobić Stany?

© Immanuel Wallerstein/Agence Global, tłum. Marcin Jedynak

Czytany 5190 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04