czwartek, 21 czerwiec 2012 08:50

Igor Iwanow: Epoka, gdy idee są ważniejsze od zasobów materialnych

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

rosja-natogeopolityka  Igor Iwanow

Świat jest znacznie bardziej twardy, cyniczny, egoistyczny, niż wydawało się nam dwadzieścia lat temu, takie jednak pojęcia, jak „prawo międzynarodowe”, „światowa opinia publiczna”, „reputacja polityczna”, „równowaga interesów” – nie są po prostu propagandowymi papierkami po cukierkach, maskującymi egoistyczne interesy czołowych mocarstw. Są to realne i ważne parametry życia współczesnego. Polityka, oparta wyłącznie na zimnym cynizmie i egoizmie narodowym, często nie jest najbardziej efektywną, czego dowodzi doświadczenie amerykańskie.

Niezbyt łatwe jest przedstawienie rozwiniętej analizy podstawowych tendencji rozwoju systemu stosunków międzynarodowych w ciągu ostatnich dwudziestu lat w ramach takiego artykułu. Był to okres złożony  – czasy wielkich nadziei i rozczarowań, zmian rewolucyjnych i rozpaczliwych prób utrzymania status quo, czynów historycznych i tragmicznych błędów. Dlatego również jest trudno o nim mówić, że proces fundamentalnej przebudowy systemu światowego, który rozpoczął się w połowie lat 80-tych wieku minionego, daleki jest jeszcze od zakończenia; wszystko wskazuje na to, że znajdujemy się zaledwie w połowie długiego historycznego cyklu przemian. Wiele z transformacyjnych tendencji dopiero dojrzewa; wynik ich oddziaływania ujawni się w pełnej mierze dopiero za kilka dziesięcioleci.

Ale dzisiaj można już skonstatować, że przejście okazało się nie tylko długotrwałe, lecz i nader bolesne. Przy czym dla wszystkich – nie tylko dla tych, których uważano za przegranych w zimnej wojnie, ale i dla tych, którzy uważali się za zwycięzców. W znacznej mierze było to związane z tym, że krach starego systemu nastąpił bardzo szybko, stosując miarę historyczną – nieomal w mgnieniu oka. Nikt nie miał odpowiednich „planów w domu” i „wariantów zapasowych”, nikt nie mógł pochwalić się posiadaniem sprawdzonej strategii długookresowej. Wszyscy musieli improwizować, wykorzystując nie tyle doświadczenie starszych kolegów i nauczycieli, ile własną intuicję i wyobraźnię. Czasami improwizacje się udawały, czasami nie bardzo. Niesprawiedliwe jest więc dlatego ocenianie polityków minionych dwudziestu lat z pozycji dnia dzisiejszego; czasami nie mogli oni po prostu przewidzieć nie tylko długookresowych ale nawet najbliższych skutków swoich decyzji.

Niemniej jednak konieczna jest analiza wydarzeń, sukcesów i porażek – w miarę możliwości obiektywna i bezstronna. Po to tylko chociażby, abyśmy mogli z większą pewnością poruszać się do przodu, nie nadeptując co chwila na te same grabie. Przy czym warto analizować nie tylko własne błędy, lecz i pomyłki oraz błędy innych graczy.

Pułapka triumfalizmu

Wydaje się dzisiaj oczywiste, że przed dwudziestoma laty kraje Zachodu a przede wszystkim Stany Zjednoczone poddały się nastrojom triumfalizmu, trafiając w niewolę wyobrażeń o „końcu historii”, „świecie jednobiegunowym”, o uniwersalności wartości liberalnych. Triumfalizm przeszkodził w trzeźwej ocenie skali zadań nierozwiązanych, zrodził iluzoryczne wyobrażenie o tym, iż stabilizacja systemu międzynarodowego nastąpi niemalże automatycznie, bez większego wysiłku, bez inwestycji politycznych i materialnych na dużą skalę, bez kompromisów ze starymi przeciwnikami i nowymi oponentami. Za ten triumfalizm wkrótce przyszło drogo zapłacić – i nie był to tylko cały komplet kryzysów międzynarodowych i długookresowych problemów w sferze polityki zagranicznej, ale również stracone możliwości historyczne.

Jeśli chodzi o Stany Zjednoczone, to na przestrzeni ostatniego dwudziestolecia kraj ten miał co najmniej dwukrotnie realną szansę zostania powszechnie uznanym liderem wspólnoty światowej i dwukrotnie je zaprzepaścił. Po raz pierwszy – w latach 1989-1991, kiedy rozpadł się światowy system komunistyczny, a w ślad za nim również Związek Radziecki. Autorytet USA w świecie był wtedy wyjątkowo wysoki; oczekiwano od Amerykanów nowych idei, wizji strategicznej i długookresowego przywództwa przy przebudowie systemu światowego. Zamiast tego Waszyngton zademonstrował dążenie do maksymalnego wykorzystania sprzyjającej sytuacji w celu uzyskania przewag taktycznych, doraźnych. Iluzja świata jednobiegunowego okazała się być zbyt kuszącą, Stany Zjednoczone weszły na drogę narzucania innym krajom swoich interesów i moment sprzyjający globalnej przebudowie został zaprzepaszczony.

Jeszcze jedna szansa historyczna pojawiła się w roku 2001, gdy po aktach terrorystycznych w Nowym Jorku i Waszyngtonie zrodziła się realna możliwość stworzenia szerokiej koalicji do walki z terroryzmem międzynarodowym. Więcej, można było wtedy rozpocząć poważną dyskusję o reformowaniu całego bezpieczeństwa międzynarodowego, o fundamentalnych problemach prawa międzynarodowego, przebudowie systemu organów ONZ i in. Poziom sympatii do USA, solidarności z Amerykanami sięgnął w tym momencie szczytu. I cóż? I w tej mierze Waszyngton poszedł drogą działań jednostronnych, trwoniąc szybko kredyt zaufania, który można byłoby wykorzystać do zrealizowania zmian systemowych w polityce światowej. W efekcie otrzymaliśmy ślepe uliczki, w jakie zabrnęły konflikty regionalne, rozdymanie amerykańskiego budżetu zbrojeniowego z następującymi po tym deficytami budżetowymi i towarzyszącymi im problemami ekonomicznymi, oraz wybuch nastrojów antyamerykańskich w całym świecie. Taktyczne zwycięstwa dyplomatyczne szybko zostały zastąpione przez porażki strategiczne.

Od linii lat dziewięćdziesiątych  – do „zwrotu putinowskiego”

A cóż Rosja? Spoglądając wstecz, przyznać trzeba, że i nam wcale nie zawsze udawało się unikać iluzji i pomyłek w sferze polityki zagranicznej. Główna zapewne iluzja rosyjska lat 1990 – tych polegała na romantycznym wyobrażeniu o świecie po zimnej wojnie. Wydawało nam się wtedy, że w zmienionym systemie już jest zarezerwowane miejsce dla nowej Rosji, że partnerzy łatwo zrozumieją nasze bieżące komplikacje i pomogą odpowiedzieć na pytania trudne. Mieliśmy w istocie rzeczy nadzieję – mimo iż nikt tego głośno nie  mówił –  że ktoś za nas wykona naszą robotę dlatego tylko, że Rosja w trybie jednostronnym zakończyła zimną wojnę i zrezygnowała ze znaczącej części spuścizny radzieckiej. W sposób istotny nie doceniliśmy twardości, wręcz okrucieństwa polityki współczesnej i przeceniliśmy gotowość partnerów do oglądu strategicznego i podejmowania decyzji na wielką skalę. Spostrzegliśmy się wcale nie od razu i był to proces nader bolesny.
Modnym stało się teraz krytykowanie polityki rosyjskiej lat 1990-tych, prezentując ją jako ciąg jednostronnych ustępstw wobec Zachodu, okres bezrefleksyjnego poddawania kolejnych flank, nie umotywowanego zrywania stosunków z tradycyjnymi sojusznikami i gwałtownego obniżenia się poziomu profesjonalizmu dyplomacji rosyjskiej. Tego typu totalna krytyka jest niesprawiedliwa. Były, oczywiście, błędy, w tym też bardzo przykre. Miał równie miejsce niekrytyczny stosunek do Zachodu – zwłaszcza w pierwszej połowie dziesięciolecia. Nie możemy jednak zapominać o tym, w jakich warunkach kształtowała się i była realizowana nasza polityka lat 1990-tych.

Państwowość rosyjska ledwo zaczęła się kształtować, praktycznie nie było bazy materialnej polityki zagranicznej, w kraju jeden kryzys polityczny następował po drugim, gospodarka znajdowała się w stanie bliskim do spadku swobodnego. W takich warunkach zadanie wypracowania i realizacji długookresowej strategii w sferze polityki zagranicznej po prostu było niewykonalne. Czasami dyplomaci nasi okazywali nadzwyczajną pomysłowość, rozwiązując zadania taktyczne. W sytuacji katastrofalnego deficytu zasobów uzyskiwali minimalizację nieuniknionych kosztów międzynarodowych, jakie towarzyszyły fundamentalnej transformacji wewnętrznej Rosji.

Dużo się mówi na Zachodzie o „zwrocie putinowskim” w rosyjskiej polityce zagranicznej, przeciwstawiając putinowski pragmatyzm romantyzmowi okresu poprzedniego. Nie należy jednak zapominać, że pierwsze lata pozostawania Władimira Putina przy władzy (przynajmniej w latach 2000-2003) cechowała precyzyjnie sformułowana  linia „integralności” . Wtedy właśnie podejmowane były zdecydowane próby wzniesienia na inny jakościowo poziom naszych stosunków z Unią Europejską. Rosja zgodziła się na amerykańską obecność wojskową w Azji Środkowej, w celu wsparcia operacji przeciwko talibom w Afganistanie stworzono Radę Rosja-NATO, nastąpił skok w relacjach ze Światową Organizacją Handlu.

Oczywiście i przed dziesięcioma laty rosyjska polityka zagraniczna była wielowektorową. Dążyliśmy do aktywnego rozwoju stosunków z sąsiadami wschodnimi. Robiący wrażenie postęp został odnotowany na chińskim kierunku, ożywił się dialog z Indiami, zajęliśmy się poważnie poszukiwaniem rozwiązania bolesnej kwestii terytorialnej z Japonią. Nie mogło być inaczej – trudno sobie wyobrazić, aby taki kraj jak Rosja, zajmował się jednym tylko, „wyjątkowym” kierunkiem geograficznym: zbyt różnorodne są nasze interesy i wielkie zaangażowanie w sprawy różnorodnych regionów świata.

I mimo wszystko nie będzie chyba jednak przesadnym stwierdzenie, że w pierwszych latach wieku XXI kierunek zachodni miał priorytet. Wielokrotnie Moskwa demonstrowała gotowość do bardzo poważnych inwestycji politycznych. Pragnę podkreślić: Rosja nie zrobiła ani jednego kroku, nie podjęła żadnej decyzji, nie wystąpiła z żadną inicjatywą międzynarodową, które partnerzy zachodni mogliby ocenić jako nieprzyjazne lub wyrządzające szkodę ich prawowitym interesom.

A cóż takiego myśmy, w odpowiedzi na dążenie do partnerstwa strategicznego z Zachodem, otrzymali? Kontynuowane było poszerzanie NATO, wbrew uporczywym sprzeciwom Moskwy i mimo oczywiście wątpliwego z militarnego punktu widzenia charakteru strategii ekspansji geograficznej bloku. Stany Zjednoczone w trybie jednostronnym wyszły z radziecko – amerykańskiego Traktatu o OPR, naruszając tym samym system równowagi strategicznej, który przez dziesięciolecia był kształtowany pomiędzy Moskwą i Waszyngtonem. Początek operacji wojskowej USA i ich sojuszników w Iraku po raz kolejny zakwestionował zasadę nadrzędności prawa w polityce światowej. Zachód podjął aktywne wysiłki mające na celu przenikanie polityczne na terytorium krajów WNP i osłabienie tam pozycji rosyjskich.

Oczywiście, koledzy zachodni, zarówno wtedy jak i teraz twierdzili i twierdzą, że to wszystko – poszerzanie NATO, operacja w Iraku, wyjście Stanów Zjednoczonych z Traktatu o OPR, przenikanie w przestrzeń postradziecką – „w istocie”  nie były skierowane przeciwko Rosji i nie przynosiły szkody jej „prawdziwym” interesom. Można o tym dyskutować, ale ważne jest co innego: rosyjskie zatroskanie, niezależnie od tego, na ile było ono uzasadnione, ignorowane było niezmiennie. Po prostu nie chciano nas słyszeć, odbierając linię „integracjonistyczną wczesnego Putina” jako coś samo przez się zrozumiałe.

To wszystko nie mogło nie wywołać rozczarowania. Dlatego „zwrot putinowski” , którego kulminacją stało się znane „przemówienie monachijskie”, był zapewne, w tej czy innej mierze nieuchronny. Znaczną część odpowiedzialności niosą zań nasi partnerzy zachodni. Sama logika rozwoju na początku wieku prowadziła naszych polityków do niezbyt radosnego wniosku, że w świecie tym szanuje się wyłącznie siłę, że Rosji nikt niczego nie gwarantuje, a bronić swoich interesów trzeba twardo i zdecydowanie. Zwrot wzmacniało również uświadomienie sobie okoliczności, że punkt swojej maksymalnej słabości Rosja ma już poza sobą, baza zasobów do prowadzenia aktywnej polityki zagranicznej z każdym rokiem  się umacnia, a więc Moskwa może i powinna rozmawiać z Zachodem w języku partnera równoprawnego.

Wszystko więc na to wskazuje, że to co ogłosiła Rosja zaskoczyło partnerów zachodnich, którzy uznali, że są łamane pewne raz lecz na zawsze ustalone „reguły gry” – nawet, jeżeli nigdzie nie zostały one formalnie utrwalone. Zaczęli przypisywać nam wszystkie grzechy – od zamiaru zmontowania ogólnoświatowej koalicji reżimów antyzachodnich do dążenia do odtworzenia Związku Radzieckiego. Z drugiej jednak strony, to wtedy właśnie zaczęli wsłuchiwać się w punkt widzenia Moskwy, a rosyjskie wsparcie przestali odbierać jako coś zrozumiałe samo przez się.

Historycy zapewne  spierać się będą o to, na ile „zwrot putinowski” podwyższył bądź obniżył efektywność polityki zagranicznej. Można polemizować, czy był on adekwatny do ukształtowanej sytuacji czy też zbędny i nadmierny. Prawdopodobnie jednak zarówno gorący zwolennicy jak i nieprzejednani krytycy zgodzą się w jednym punkcie:  nader ważne jest dzisiaj, aby nie były powtarzane błędy amerykańskie z niedawnej przeszłości. A to oznacza – nie wpadanie w euforię z powodu zwiększonych w ostatnim dziesięcioleciu rosyjskiej polityki zagranicznej, nie poddawanie się pokusom jednostronności, nie nadużywanie twardej retoryki i nie wiązanie wszystkich nadziei ze swoimi względnymi przewagami – czy to sferze militarnej czy też w sferze zasobów energetycznych.

Doświadczenie amerykańskie nauczyć też powinno czegoś innego – tego, że oportunizm i przywództwo są nie idą w parze. Nie można jednocześnie pretendować do przewodzenia polityce światowej i mieć oportunistyczne podejście przy rozwiązywaniu konkretnych problemów i sytuacji. Oportunizm jest atrybutem słabych, wykorzystujących dowolną możliwość, aby osiągnąć marginalną nawet przewagę i jakoś tam umocnić swoje pozycje. Do przewodzenia zdolne są tylko państwa silne, gotowe, gdy taka będzie potrzeba, poświęcić chwilowe zyski w imię rozwiązania zadań strategicznych, w tym też zadań o charakterze systemowym, nie mieszczących się w ramach najbliższych bezpośrednich interesów narodowych. Na przestrzeni większej części ostatniego dwudziestolecia czasami Rosja zmuszona była do zachowań oportunistycznych – nie było po prostu w takich przypadkach innych środków. Wyjątki nie mogą się jednak przeradzać w regułę.

Świat jest oczywiście znacznie bardziej twardy, cyniczny, egoistyczny, niż wydawało się nam dwadzieścia lat temu, takie jednak pojęcia, jak „prawo międzynarodowe”, „światowa opinia publiczna”, „reputacja polityczna”, „równowaga interesów” – nie są po prostu propagandowymi papierkami po cukierkach, maskującymi egoistyczne interesy czołowych mocarstw. Są to realne i ważne parametry życia współczesnego. Polityka, oparta wyłącznie na zimnym cynizmie i egoizmie narodowym, często nie jest najbardziej efektywną, czego dowodzi to samo doświadczenie amerykańskie.

Nowy wymiar siły

W ciągu ostatnich dwudziestu lat świat jeszcze bardziej przesunął się w kierunku wzajemnego uzależniania się. Procesy integracyjne w gospodarce światowej, nauce, kulturze, w sferze rozwoju socjalnego i politycznego świata współczesnego ulegają przyspieszeniu. Żaden kraj – nawet najsilniejszy i najbardziej samowystarczający – nie jest w stanie rozwiązać w pojedynkę wszystkich swoich problemów. Przy całej swojej zewnętrznej atrakcyjności izolacjonizm  prowadzi w ślepy zaułek – skazuje na stagnację, pozostawanie w tyle i nieuchronny upadek. Natomiast efektywne włączenie się do globalnych procesów politycznych, ekonomicznych, technologicznych i innych wymaga wyjątkowo precyzyjnego nastrojenia licznych instrumentów prowadzenia polityki zagranicznej, używania których w większości dopiero się uczymy.

Kwestia fundamentalna w kolejnych dwudziestu latach polega na tym, czy  Rosja nauczy się wykorzystywać narzędzia, które w naukach politycznych przyjęło się określać jako „siła elastyczna” lub „miękka” (soft power). Oceniając realistycznie dynamikę rozwoju światowego, zmuszeni jesteśmy przyznać, że możliwości wykorzystywania przez Rosję tradycyjnych narzędzi polityki zagranicznej (takich jak potęga militarna czy też ekonomiczna) raczej będą ulegały redukcji. Niekoniecznie z tego powodu, że kraj jest skazany na słabnięcie. Po prostu wielu innych uczestników polityki światowej będzie kumulować potencjał wojskowo – techniczny, ekonomiczny i demograficzny w znacznie szybszym tempie. Po raz pierwszy w ciągu ostatnich kilku stuleci otoczenie kontynentalne Rosji w Eurazji (w pierwszej kolejności Chiny i Indie) okazuje się być bardziej dynamicznym i odnosi więcej sukcesów niż Rosja sama. Tak więc względną słabość materialnej bazy polityki zagranicznej kompensować trzeba będzie przy pomocy kumulowania przewag w jej wymiarach „niematerialnych” .

Adekwatną będzie analogia z gospodarką. Możliwości rozwoju gospodarczego Rosji , związane z wykorzystywaniem jej zasobów naturalnych, stopniowo będą ulegać redukcji. Wynika stąd zadanie radykalnej dywersyfikacji bazy ekonomicznej –  ekonomii wiedzy, wdrożenia technologii innowacyjnych, stymulowania małego biznesu i in. Nie tworząc gospodarki nowej, „mądrej”, z każdym dziesięcioleciem a nawet z każdym rokiem tracić będziemy pozycje – nawet jeżeli ceny zasobów energetycznych i surowcowych będą wysokie. Gospodarka przyszłości – to „mądra”, a nie surowcowa gospodarka. Dokładnie tak samo polityka zagraniczna przyszłości to polityka „mądra”, a nie polityka oparta na wykorzystywaniu nader ograniczonego zestawu narzędzi militarnych bądź energetycznych.

Oczywiście, ja wcale nie wzywam do oddania na złom Sił Zbrojnych czy też do rezygnacji z wykorzystywania potencjału energetycznego w interesie polityki zagranicznej. W świecie przyszłości raczej nikt nie będzie mógł się obejść bez nośników energii lub sił zbrojnych. My jednak powinniśmy zdawać sobie sprawę z tego, że waga tych dwóch aktywów w stosunkach międzynarodowych w miarę upływu czasu będzie się zmniejszać. Pytanie zasadnicze, to jak szybkie i płynne będzie to zmniejszanie się, jaki zapas czasu jeszcze mamy. Dla Rosji jest więc życiowej wagi sprawą wykorzystanie obecnej, względnie sprzyjającej sytuacji geopolitycznej do zasadniczego zdywersyfikowania zestawu naszych aktywów poza siłą militarną i zasobami energetycznymi.

Państwa, dysponujące znacznie większą i szybko rozwijającą się bazą zasobów, mogą sobie pozwolić na „liniowe” i tradycjonalistyczne strategie w polityce zagranicznej. Kraje, które wpisały się już w wielostronne ugrupowania integracyjne, są w stanie przekazać część ciężaru związanego z wypracowaniem swojej linii w polityce zagranicznej organom ponadnarodowym. Rosja możliwości takich w dającej się przewidzieć perspektywie nie będzie miała.

W ciągu najbliższych lat, rosyjska polityka zagraniczna, podobnie jak i nasza gospodarka, stać się powinna „mądrą”. Oczywiście, nie oznacza to, że wcześniej była niemądrą; wcześniej wykorzystywaliśmy po prostu (czasami bardzo efektywnie!) to, co było pod ręką i to, co dostaliśmy w spadku po latach minionych – między innymi, zachowany potencjał militarno – techniczny i posiadane zasoby energetyczne. W świecie współczesnym, do utrzymania, a tym bardziej do umocnienia pozycji międzynarodowej Rosji – to za mało.

Raz jeszcze podkreślę, przejście do „mądrej” polityki zagranicznej nie sprowadza się do doskonalenia mechanizmu podejmowania i urzeczywistniania decyzji. To też jest ważne, w tym dokładne eksperckie opracowywanie naszych inicjatyw, zasadnicze podwyższenie poziomu koordynacji międzyresortowej polityki zagranicznej, podłączenie do realizacji projektów w sferze polityki zagranicznej instytucji społeczeństwa obywatelskiego, wykorzystywanie w polityce zagranicznej różnorodnych modeli partnerstwa państwowo – prywatnego itd. Bez tego nie będzie działać żadna „mądra” polityka.

W równej mierze treść polityki „mądrej” nie może być sprowadzona do zwiększenia elastyczności linii w polityce zagranicznej i operatywności przy podejmowaniu decyzji. Oczywiście, w naszych czasach parametry te nabierają szczególnego znaczenia, gdyż politycy i dyplomaci muszą reagować na szybko zmieniającą się sytuację, uwzględniać dużą ilość niezależnych zmiennych, a raz przeoczone możliwości mogą więcej się nie powtórzyć. Koszty błędów i przeliczenia się, gdyby nawet miały charakter taktyczny, koszty opóźnienia lub bezczynności  – gwałtownie wzrastają.

A jednak mimo wszystko mechanizm przyjmowania i realizacji linii w polityce zagranicznej lub stopień jej elastyczności i operatywności – nie są najważniejsze. Moim zdaniem chodzi o zadanie o skali zasadniczo odmiennej: powinniśmy radykalnie odnowić i rozszerzyć zestaw narzędzi w sferze polityki zagranicznej, który Moskwa zdolna jest uruchomić w stosunkach międzynarodowych. „Mądra” polityka zagraniczna zakłada zdolność kierownictwa politycznego do używania maksymalnie szerokiego zestawu aktywów, jakimi dysponuje dany kraj i dane społeczeństwo. Włączając, oczywiście, również aktywa niematerialne, które często były ignorowane lub co najmniej poważnie niedoceniane przez dyplomację tradycyjną czasów minionych.

Właściwe jest człowiekowi obawiać się tego, czego on nie rozumie i czego nie potrafi kontrolować. Na razie my jeszcze niezbyt dobrze rozumiemy a tym bardziej nie jesteśmy zdolni do kontrolowania czołowych tendencji w polityce światowej wieku XXI – takich, jak powszechne upowszechnienie nowych technologii komunikacyjnych, gwałtowny wzrost międzynarodowych strumieni migracyjnych, globalizacja oświaty i nauki, bezprecedensowy wybuch aktywności dyplomacji publicznej, zmiany klimatyczne, które stały się już nieuniknionymi i wiele, wiele innych. Tendencje te na razie są w Rosji odbierane w pierwszej kolejności jako wyzwanie dla naszego bezpieczeństwa i dla naszych interesów, przed którym w taki czy inny sposób trzeba kraj obronić.

Psychologicznie jest całkowicie zrozumiałe pragnienie odgrodzenia się wielu polityków, urzędników, dyplomatów od nowych wymiarów polityki światowej. Nowe wymiary nie mieszczą się w tradycyjnej logice gry politycznej, ciężko jest je zmierzyć, a jeszcze trudniej – wykorzystać, gdyż skutki nie zawsze są przewidywalne. Odgradzając się jednak od nowości, nie tylko od problemów się odgradzamy, lecz również od możliwości. Bardzo prawdopodobne, że od możliwości najbardziej perspektywicznych, które dostępne będą na przestrzeni najbliższych dziesięcioleci. A problemy tak, czy inaczej, nie opuszczą nas, jak byśmy nie próbowali negować ich wagi albo wręcz ich istnienia.

Rosja, tak jak dowolny inny kraj w  świecie współczesnym, nie zdoła odizolować się od zmian wokół zachodzących. Jedynie aktywny udział w narastających procesach globalizacyjnych jest w stanie w odpowiedniej mierze zapewnić realizację interesów narodowych. A „mądra” polityka zagraniczna może się okazać atutem decydującym, mającym wagę większą niż względny deficyt zasobów materialnych. Z tej prostej przyczyny, że waga składników „niematerialnych” będzie, na co wszystko wskazuje, wzrastać. Nawiasem mówiąc, podobnie  jak w ogóle waga wymiarów „niematerialnych” w życiu człowieka.

W celu zilustrowania tego, ograniczę się do jednego przykładu z życia codziennego. Tak popularne w całym świecie urządzenia komunikacyjne – iPad i iPhone – całkowicie są montowane w Chinach przez kompanie chińskie. Nikt jednak, oprócz specjalistów, nie zna nazw tych przedsiębiorstw montujących, podobnie jak też nazwisk ich menedżerów. Wszyscy za to znają korporację kalifornijską Apple i jej – już, niestety, byłego – lidera Steva Jobsa. Dlatego, że to właśnie Steve Jobs i Apple wymyślili i opracowali koncepcję komunikatorów elektronicznych nowego pokolenia, oni zaproponowali rewolucyjną ideę, która w dziesiątkach milionów ludzi w najróżniejszych krajach zmieniła stosunek do Internetu. I dlatego w pełni sprawiedliwe jest, że to Apple, a nie jej podwykonawcy chińscy, osiągnęła pierwsze miejsce w świecie pod względem poziomu kapitalizacji. Idea, a nie zasób materialny, okazała się być wyprzedzającą przewagą ekonomiczną w walce konkurencyjnej. Dokładnie tak samo idea, a nie zasób materialny, stanie się określającą przewagą polityczną państwa w świecie globalizującym się.

* * *

Przejście Rosji na poziom polityki „mądrej” otworzy nowe możliwości wywierania wpływu międzynarodowego oraz perspektywy integrowania się z kształtującym się na naszych oczach systemem światowym. Ale od władzy i społeczeństwa wymagać ono będzie poważnych wysiłków – na każdym priorytetowym kierunku polityki „mądrej”.

Dla przykładu porównajmy dwa rynki globalne – rynek zbrojeń i rynek usług oświatowych. Eksport broni zawsze był narzędziem dyplomacji tradycyjnej, eksport kształcenia  – jest zjawiskiem względnie nowym. Te dwa rynki, jeśli chodzi o wielkość, są dzisiaj porównywalne, chociaż eksport kształcenia rozwija się szybciej niż eksport broni. Na rynku broni Rosja jest nieźle reprezentowana, na rynku kształcenia zajmuje pozycję bardziej niż skromną. Czy można się dziwić? Raczej nie. Eksport uzbrojenia jest dla Rosji sprawą ogólnopaństwową, w którą zaangażowane są liczne ministerstwa i resorty, na jego rzecz lobbystami są najwyżsi funkcjonariusze państwowi, przeznacza się na to subsydia wielomiliardowe, pod które formułowane są kierunkowe programy federalne. Eksport kształcenia pozostaje zadaniem (przy czym wcale nie najbardziej priorytetowym!) Ministerstwa Oświaty i Nauki, nie są w to prawie zaangażowane zasoby polityczne i finansowe państwa, praktycznie nie ma realnej koordynacji międzyresortowej, a poszczególne uniwersytety realizują swoje instytucjonalne programy eksportu usług kształceniowych często ze sobą konkurując.

Nie do zaakceptowania jest taka sytuacja z punktu widzenia „mądrej” polityki zagranicznej. Przy całej wadze eksportu uzbrojenia, eksport usług kształceniowych będzie narzędziem znacznie bardziej efektywnym. Nie mówiąc już o tym, że rynek ten ma większe perspektywy wzrostu niż światowy rynek broni. A to znaczy, że trzeba opracowywać ogólnopaństwową strategię promocji oświaty rosyjskiej, przeznaczać odpowiednie zasoby, zapewniać koordynację pracy ministerstw i resortów, szkół wyższych i prywatnego  biznesu, jednym słowem – rozpatrywać eksport rosyjskich usług oświatowych jako jeden z głównych priorytetów.

Takie samo podejście strategiczne potrzebne jest w innych kluczowych dziedzinach polityki światowej – od wykorzystania Internetu do regulowania migracji międzynarodowych. Niekoniecznie uda się Rosji osiągnąć szybki sukces we wszystkich tych dziedzinach: od zbyt wielu czynników on zależy i na pewno nie wszystkie z nich jesteśmy w stanie kontrolować. Ale ofensywę w polityce zagranicznej koniecznie trzeba prowadzić na maksymalnie szerokim froncie, aby postęp na jednych kierunkach polityki pociągał za sobą również inne.

W świecie dopiero powstaje „mądra” polityka zagraniczna. Na razie nie jako praktyka polityczna i nawet nie jako spójny projekt, lecz jedynie jako zróżnicowany zestaw idei innowacyjnych, które wcześniej czy później przekształcą system międzynarodowy.

W danej chwili Rosja ma co najmniej jedna przewagę taktyczną  nad innymi czołowymi graczami. Znajdujemy się na samym początku nowego cyklu politycznego i dlatego mamy przewagę planowania średniookresowego – co  najmniej na sześć lat do przodu. Większość innych krajów, również zastanawiających się nad „mądrą” polityką zagraniczną, pozbawione są takiego przywileju – ich bieżące cykle polityczne są krótsze i zbliżają się do końca. Dlaczego więc nie miałaby Rosja spróbować stać się liderem w dojrzewającym przełomie intelektualnym?


Autor jest prezydentem Rosyjskiej Rady ds. Międzynarodowych, Minister Spraw Zagranicznych Rosji w latach 1998-2004, Sekretarz Rady Bezpieczeństwa Rosji w latach 2004-2007, członek Rady Redakcyjnej pisma „Rossija w Głobalnoj Politikie”. Zamieszczone w nr 6/2011 RwPG – http://www.globalaffairs.ru/number/Kakaya-diplomatiya-nuzhna-Rossii-v-XXI-veke-15392 Tłumaczył Henryk B. Tymiński.
Artykuł ukazał się w tygodniku „Myśl Polska”

Czytany 5671 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04