wtorek, 28 maj 2013 08:35

Igor Aleksiejew: Kto w Europie godzi się na Gazociąg Południowy?

Oceń ten artykuł
(1 głos)

gazociag  Igor Aleksiejew

Prace nad trzecim i czwartym odcinkiem rosyjskiego Gazociągu Południowego zostaną ukończone przed rokiem 2018. Mimo tego, ponadpaństwowe struktury w Brukseli i ich reprezentanci w Berlinie wciąż nie potrafią wypracować możliwego do przewidzenia, jednolitego stanowiska w sprawie tego projektu o niezaprzeczalnym znaczeniu dla geopolityki. 

Przeszkody biurokratyczne, takie jak Trzeci Pakt Energetyczny, czy jeszcze bardziej tajemniczy Korytarz Południowy Gazowy, zapewniają niekonkurencyjną i problematyczną przewagę  inicjatywom Unii Europejskiej na rynku energetycznym. „Nie będziemy narzucać żadnego wygórowanego,  czy nieuzasadnionego poziomu wymagań administracyjnych czy regulacyjnych. Będziemy postępować jak uczciwi partnerzy” – obiecał Europejski Komisarz ds. Energii Guenther Oettinger w maju 2011 r. Dwa lata po tym przemówieniu obserwujemy sytuację zgoła odwrotną.

Trzeci Pakt Energetyczny to bezpośrednia próba wprowadzenia retroaktywnego prawa, które obniża naturalne ceny gazu. Jest to absolutnie niezgodne z zasadami, na których opiera się cała europejska struktura prawna. Kolejnym osławionym przykładem arbitralnego działania Komisji Europejskiej jest jej pośrednie poparcie dla rzekomo „pozornych”  dostaw gazu z Polski na Ukrainę. Nie ma powodu wątpić, iż ów gaz ziemny jest gazem rosyjskim. Nie można raczej nazwać tego czystą grą (każdy partner uznałby takie działania za nieuczciwe), ale po aferze z Cyprem naprawdę trudno przewidzieć, jak daleko Unia posunie się w ignorowaniu rzeczywistości rynkowej. 

W wymiarze długofalowym strategia ta może zaszkodzić narodowemu interesowi Niemiec jako głównego importera gazu ziemnego i stworzyć niepotrzebny rozłam w porozumieniu między Rosją a Unią Europejską. Niemcy muszą zakończyć tę ambiwalentną relację z Gazociągiem Południowym i powrócić do myślenia w kategoriach polityki realnej. To w końcu rura gazowa a nie jakiś dożywotni cyrograf a la doktor Faust (sic! „Doktor Faustus” albo „Faust”), jak często chcieliby to widzieć analitycy o orientacji atlantyckiej. Europejska gra na dwa fronty jest tym bardziej nielogiczna, zważywszy na zakres problemów gospodarczych, z którymi A. Merkel i G. Oettinger muszą zmierzyć się na własnym podwórku. Globalny wzrost popytu na gaz ziemny powinien być traktowany jako szansa, a nie „zagrożenie”.

Europejscy liderzy są doskonale świadomi słabych stron „Nabucco West” i „TAP” (brak stałej bazy surowców i niewystarczająca infrastruktura, to tylko niektóre z nich). Te rurociągi mogą przyczynić się do zróżnicowania dostaw, jednak nawet ich ukończenie nie zmieni niczego w sposób radykalny. Ostatnie rozmowy prezydenta Azerbejdżanu Ilhama Alieva w Austrii pokazały, że austriacki koncern paliwowy OMV i inni znaczący europejscy udziałowcy przedkładają „Nabucco-West” ponad inne projekty gazociągowe. 

Niestety Gazociąg Południowy pozostaje na peryferiach europejskiej polityki energetycznej, pomimo tego, iż jest on bardzo zaawansowanym projektem. Dla porównania, „Nabucco West” wciąż musi jeszcze sprostać wymaganiom dotyczącym ochrony środowiska w Rumunii. Nabucco Gas Pipeline International, czyli konsorcjum odpowiedzialne za stworzenie, budowę i obsługę gazociągu Nabucco wydało mniej niż 5% wszystkich środków inwestycyjnych na realizację tego celu.

Pomiędzy europejskimi ciałami decyzyjnymi istnieją rażące różnice opinii. Niezdecydowana postawa Europejskiej Dyrekcji ds. Energii wysyła sprzeczne sygnały krajom tranzytowym spoza Unii. Przykładowo Serbia oficjalnie ogłosiła gotowość do rozpoczęcia budowy jej własnej części Gazociągu Południowego. „Wszystkie problemy zostały rozwiązane” – ogłosił dyrektor zarządzający „Srbijagasu” Dusan Bajatovic. Tymczasem lobbująca za  „Nabucco” i Południowym Korytarzem Energetycznym Zorana Mihajlović (serbska minister ds. energetyki, wspierana przez Waszyngton zagorzała zwolenniczka think tanku ISAC Fund) była ostatnio bardzo aktywna w swojej bezsensownej krucjacie przeciwko rosyjskiemu Gazociągowi Południowemu. Wielu ekspertów wciąż ma przed oczami jej, wcale nie tak dawne „odważne” próby zmiany ostatniej wersji porozumienia pomiędzy „Gazpromem” a „Srbijagasem”. A stare serbskie przysłowie głosi, że „nie możesz mieć i koźlęcia, i pieniędzy”. Politycznie nakręcany biurokratyzm nie osłabi energetycznej samowystarczalności Serbii na Bałkanach.

W kwietniu 2013 r. premier Słowenii Alenka Bratusek potwierdziła, że rosyjski gazociąg pozostaje priorytetem dla jej kraju, który dąży do postępu gospodarczego i zagranicznych inwestycji. Słowenia zainwestuje w projekt w sumie ok. 1,1 mld euro. Bułgaria również wyraża głębokie zainteresowanie rosyjskim gazociągiem. Rzut oka na mapę Europy Południowej ukazuje, że polityczne sprzeczności w Belgradzie przyczynią się jedynie do krótkiego opóźnienia w realizacji Gazociągu Południowego, czego nie można powiedzieć o „Nabucco”.

Tekst pochodzi ze strony Strategic Culture Foundation.
Tłum. Marta Dąbrówka

Czytany 2753 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04