środa, 29 grudzień 2010 09:48

Gracjan Cimek: Jaki czas? Polemika ze Zbigniewem Brzezińskim

Oceń ten artykuł
(3 głosów)

Zbigniew Brzeziński, fot. www.prezydent.pl

dr Gracjan Cimek

Zbigniew Brzeziński to znany amerykański politolog i sowietolog, który funkcjonuje w amerykańskiej polityce od kilku dekad, wciąż pozostając osobą wpływową jako teoretyk i praktyk. Jego książki są podstawą analiz geopolitycznych dla badaczy i polityków z całego świata. W ostatnim numerze czasopisma „Newsweek” (26.12.2010) ukazał się wywiad Tomasza Deptuły z Brzezińskim opatrzony tytułem: Nadszedł czas Polski. Z uwagi na poczytność czasopisma, jak również osobę rozmówcy, warto przybliżyć jego treść, zastanawiając się na co nadszedł ów tytułowy czas. 

 

Amerykański politolog pierwszym atutem na naszą korzyść czyni wizerunek Polski, która jest już nowoczesnym państwem i do tego silną gospodarką. Marketingowe słownictwo jest jak najbardziej uzasadnione. Wizerunek jest bowiem elementem tworzenia świata pozorów. Kiedyś tylko firmy i modelki musiały zadbać o odpowiednie pozory przedstawione na zewnątrz, aby ukrywać to, co kryje się z ich księgowością albo pod warstwą pudru i szminki. Dzisiaj puder i szminka są również atrybutem systemu międzynarodowego. Nie dziwi więc, że wizerunek gospodarki polskiej jest wedle globalnych inwestorów pozytywny, gdyż mogą tutaj inwestować, zarabiać i wywozić kapitał. Stan polskich emerytur (OFE) jest tutaj najlepszym przykładem.

Ważnym elementem wywiadu jest ocena współczesnej Rosji. Brzeziński przekonuje, że Rosjanie zrozumieli, że są częścią świata (w domyśle Zachodu), sugerując jakoby to brak świadomości przyniósł Rosji kryzys. Faktycznie to kryzys wywołany w USA uderzył w to i inne państwa. Skurczyły się zasoby zgromadzone w funduszach rezerwowych, które zamiast na umacnianie państwa i dobrobytu społecznego, musiały zostać uruchomione dla obrony przed podarunkiem, który dały światu Stany Zjednoczone. Być może Brzeziński ostrzega, że USA przy pomocy manipulacji stopami procentowymi, kursem dolara i międzynarodowymi instytucjami finansowymi są w stanie zgotować jeszcze większy kataklizm finansowy. Wszak ostatnio FED wydrukował 600 miliardów dolarów, by zakupić amerykańskie obligacje i pomóc pogrążonemu w kryzysie państwu. Pomimo protestów Barack Obama stwierdził, że to co dobre dla USA jest dobre dla świata i uciął dyskusję. Jak na razie żadne inne państwo nie ma takich mocy mobilizowania gospodarki, augustiańskiego „creatio ex nihilo” w postaci masy pustego pieniądza. Musi się z tym liczyć zarówno Polska jak i Rosja.

Z takim przekonaniem były doradca Jimmy’ego Cartera przekonuje, że nie będzie odbudowy imperium na wzór ZSRR. Jako znawca tematyki hegemonii doskonale obrazuje znaczenia tego pojęcia. Oznacza ono bowiem zdolność definiowania wartości i celów dla innych państw, które raz wygłoszone stają się obowiązujące i bezdyskusyjne. Dlatego mądrość współczesnej Rosji musi polegać na dostarczaniu surowców zachodnim korporacjom, pracowitości i zapomnieniu nie tylko o powrocie do statusu imperium, ale w ogóle o sprzeciwie wobec, jak się wyrażono, „jedynego suwerena”. Nie jest jednak pewny czy tak się stanie. Jak wiadomo, rozmówca „Newsweeka” jest znanym promotorem odciągnięcia Ukrainy od Moskwy i przyciągnięcia do Zachodu. Wyraźnie wskazał na to w książce „Wielka Szachownica”. Porażka tzw. pomarańczowej rewolucji i powrót Ukrainy do współpracy z Rosją musi być ciosem dla tej strategii, co z godnością wytrawnego dyplomaty Brzeziński chciałby ukryć. Specyficzna to bowiem logika, która mówi, ze antyrosyjska Ukraina Juszczenki jest dobra, a prorosyjska Janukowycza też dobra, bo przyciąga Rosję do Zachodu.

W dalszej części Amerykanin polskiego pochodzenia wpisuje się w nurt rozważań o podziale rosyjskich elit na otwarte i zamknięte (niczym w książce Karla Poppera) na Zachód. Od mniej więcej 2006 roku w zachodniej literaturze i propagandzie promowano wizję tzw. sukcesji tronu po Putinie, co potwierdził wybór Miedwiediewa w 2008 roku popartego przez byłego prezydenta. Od tego czasu linia myślenia zmieniła się. Ogłaszano niemożliwość długotrwałej dwuwładzy, zgodnie z popularyzowanym stereotypem, że Rosja może mieć tylko jednego silnego cara – despotę. Gdy to zaklęcie nie przyniosło efektu pojawiło się – niczym królik z kapelusza – pojęcie tandemu. Okazało się, że w Rosji jednak można rządzić we dwójkę… Aktualnie obowiązującą syntezą tych marzeń jest uznanie, że tandem owszem jest, ale napięty. Idealnym błogostanem byłoby więc pęknięcie w rosyjskich elitach, gdy Miedwiediew – okcydentalista odpycha tradycjonalistę Putina od władzy. I nie szkodzi, że zarzucana szefowi rządu proimperialność jest oczywiście niemożliwa bez pomocy prezydenta, gdyż taki jest system polityczny Rosji. Nie można jednak zaprzeczyć, że podstawę do myślenia o pęknięciu dał raport Rosyjskiego Instytutu Rozwoju Współczesnego (INSOR), traktowanego jako swoisty „think tank” prezydenta Miedwiediewa: „Wizerunek Rosji w XXI wieku. Obraz jutra, którego sobie życzymy”. Sytuacja szybko się jednak zmienia. Przekonuje o tym widok rozśpiewanego Putina, który wraz z czołówką bohaterów masowej kultury (m.in. Sharon Stone, Kelvin Costner, Gerard Depardieu) śpiewa amerykańskie hity (rosyjski premier zaśpiewał piosenkę Louisa Armstronga - "Blueberry Hill"). Sugeruje to, że jeżeli pęknięcie gdzieś jest, to nie tam gdzie się go szuka. Być może premier Putin swoim występem chciał również uzyskać wizerunek człowieka otwartego na Zachód. Dlaczego jednak zagrał również na fortepianie (na nutę „Wlazł kotek na płotek”) melodię piosenki "Od czego zaczyna się Ojczyzna" - nieformalnego hymnu rosyjskich, a wcześniej radzieckich szpiegów?

Amerykański politolog ujawnia „dylematy ostatniego suwerena” i próbuje wytłumaczyć czytelnikowi „jak rządzić światem, gdzie nie ma wrogów?”. Wskazuje więc na poprawę relacji Polski z Rosją. Uchwała Dumy Rosyjskiej i przyznanie się do zbrodni katyńskiej to znak, że upłynął już czas, który leczy polskie rany. Czas jest więc również podatny na interwencję polityczną… Wszak Katyń, pomimo uznania odpowiedzialności radzieckiej w Rosji Gorbaczowa i Jelcyna, kolejne 20 lat jest główną osią sporów dzielącą oba państwa i narody. Pomimo ocieplenia stosunków dowiadujemy się jednak, że Polska nie może prowadzić samodzielnej polityki wobec Rosji. Zarówno gdy była to polityka antyrosyjska jak i obecnie gdy ten kurs został odrzucony. Jest to bowiem „recepta na osłabienie stosunków ze Stanami Zjednoczonymi”. Jednocześnie mamy uwierzyć, że zmiany w stosunkach polsko-rosyjskich tylko przypadkiem określane są jako reset, czyli dokładnie tak samo jak w stosunkach USA i Rosji od spotkania Clinton - Ławrow.

Wreszcie niczym dobry, ale surowy ojciec Brzeziński skarcił dziecko-Polskę, która żąda okazywania pozytywnych emocji i uczuć. Dziennikarz prowadzący wywiad chyba bardziej niż jego rozmówca przekonuje czytelnika, że Polacy, gdy nie dostają cukierków wpadają w kompleksy. Z tego powodu powinniśmy się więc skupić się nad swoją psyche, a nie na dyplomacji, która, zgodnie z zasadą umacniania hegemonii, zarezerwowana jest widać dla „dorosłych”. Podkreślono wagę partnerstwa polsko-amerykańskiego, nie wspominając jednak wiz. Polska musi się bowiem teraz zdobyć na wyrozumiałość. USA mają bowiem ważniejsze problemy, np. wzrost znaczenia państw określanych jako BRIC (Brazylia, Rosja, Indie, Chiny). 

Skąd zatem pozytywne nastawienie dla dialogu polsko-rosyjskiego? Otóż otwarcie Polski na Rosję wiąże się z zaufaniem Zachodu dla stabilności naszej demokracji, którą moglibyśmy zarazić wschodniego sąsiada. Brakuje jednak definicji tej demokracji. Czy chodzi o ujęcie formalno-proceduralne? W Polsce zostają spełnione jej warunki: wybory na wszystkich poziomach; dostęp do zróżnicowanej informacji dotyczącej sytuacji ekonomicznej, politycznej i kulturalnej; zróżnicowane programy polityczne; obywatele dokonujący wyboru kandydatów; opozycja; kadencyjność... Ale być może chodzi raczej o jej nowy wymiar, tzw. demokrację globalizacyjną, która jest wynikiem zderzenie praktyki globalizacji i zasad demokracji. Jak zauważa J. Ranciere [1], żyjemy w państwach prawa oligarchicznego. Według francuskiego badacza władza najbogatszych jest ograniczona uznaniem suwerenności ludu i wolności indywidualnych. Wybory są wolne, choć zapewniają pod innymi etykietkami ten sam personel; nie ma manipulacji wokół urn, o czym się można przekonać bez narażania życia; administracja nie jest skorumpowana, choć zamówienia publiczne wiążą się interesami partii; wolności są respektowane, za wyjątkiem problemów bezpieczeństwa; prasa jest wolna, choć każdy kto będzie chciał zbudować medium zdolne przekazywać informacje całemu społeczeństwu trafi na wielkie przeszkody, choć nie trafi do więzienia (choć każe w to wątpić przykład twórcy Wikileaks Juliana Assange); prawo do stowarzyszeń, zgromadzeń i manifestacji daje możliwość organizacji poza państwem, ale nie gwarantuje wpływu na decyzje; pojawia się dialog z władzą, a nie monolog, choć nie musi on prowadzić do uwzględnienia żądań społecznych. Trudno się oprzeć wrażeniu, że właśnie demokrację globalizacyjną proponuje Brzeziński Rosji, a więc odejście od koncepcji „suwerennej demokracji” W. Surkowa, ogłoszonej w czasie prezydentury Putina. 

Ostatnim przesłaniem dla Polaków jest wskazanie, że czas Ameryki się nie kończy, gdyż wciąż ma ona jeszcze „drugą szansę” na utrzymanie hegemonii (taki był tytuł książki Brzezińskiego z 2008 roku) i przewagę nad innymi. Wystarczy tylko, że Stany Zjednoczone podejmą „duży wysiłek uzdrowienia swego ustroju i systemu gospodarczo-finansowego, o czym coraz wyraźniej amerykańskie społeczeństwo zaczyna mówić i zaczyna taką konieczność rozumieć. I to właśnie jest potencjał, który Ameryka powinna wykorzystać”. Warto uzupełnić, ze oprócz gigantycznego zadłużenia obywateli i państwa ów „potencjał’ to „drobne” problemy w postaci 42 milionów obywateli dostających żywność od państwa oraz 15 milionów bezrobotnych (stopa bezrobocia 9,8%) spośród których 42% jest bez pracy ponad 26 tygodni [2]. 

Odpowiedź na pytanie: na co nadszedł czas Polski, jest po lekturze wywiadu trudna do ustalenia. Miejmy nadzieję, że nie na powtórkę statystyk amerykańskich.

fot. www.prezydent.pl

Przeczytaj polemiczny tekst wobec tez Zbigniewa Brzezińskiego autorstwa Łukasza Reszczyńskiego, który znajduje się TUTAJ.

__________________________________________________

[1] J.Ranciere, Nienawiść do demokracji, Instytut Wydawniczy Ksiązka i Wiedza, Warszawa 2008.

[2] zob. Smętny środek zimy na rynku pracy w USA, „Rzeczpospolita”, 27.12.2010, s. B 8, za: The Economist.

Czytany 10569 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04