piątek, 02 lipiec 2010 06:26

George Friedman: Globalny kryzys legitymizacji

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

altgeopolityka George Friedman

Panika na rynkach finansowych stanowi integralną część kapitalizmu. Podobnie jest z recesją gospodarczą. System generuje powyższe zjawiska i staje się dzięki nim silniejszy. Podobnie jak pożary leśne, sprawiają ból, lecz bez nich las nie mógłby przetrwać. Narzucają dyscyplinę, wymierzając kary nierozważnym i nagradzając ostrożnych. W sposób niedoskonały oczywiście, albowiem od czasu do czasu nierozważni są nagradzani a ostrożni – karani.

Kryzysy polityczne – w odróżnieniu od normalnej paniki na rynkach finansowych – pojawiają się wówczas, gdy nierozważni sprawiają wrażenie beneficjentów kryzysu, który sami wywołali, podczas gdy ciężar ich braku rozwagi ponieść musi całe społeczeństwo. W tym właśnie momencie kryzys traci swój charakter finansowy czy gospodarczy. Staje się polityczny.

System finansowy i gospodarczy stanowią podsystemy szerszego systemu politycznego. Dokładniej, należy spojrzeć na narody przez pryzmat współtworzących je trzech podstawowych systemów: politycznego, gospodarczego i wojskowego. Każdy z tych systemów posiada elity, które nim zarządzają. Owe trzy systemy pozostają w stałej interakcji. Systemy polityczny i ekonomiczny stanowią podsystemy szerszego systemu politycznego. Trzy wymienione systemy nieustannie współdziałają ze sobą – w zdrowej wspólnocie politycznej równoważą się wzajemnie, kompensując błędy czy niedociągnięcia, a także wykorzystując wzajemnie swoje sukcesy. Dla każdego narodu (rozumianego jako wspólnota polityczna) charakterystyczna jest odmienna konfiguracja zarówno wewnątrz każdego z wymienionych systemów, jak i pomiędzy nimi. Względne znaczenie poszczególnych systemów może być różne; podobnie rzecz wygląda w przypadku roli elit. Każdy naród zawiera jednak w sobie wszystkie wymienione systemy, a żaden system nie może istnieć bez pozostałych dwóch.

Inwestycje z ograniczoną odpowiedzialnością

Rozważmy kapitalistyczny system gospodarczy. Koncepcja korporacji stanowi jego współczesny fundament. Korporacja budowana jest wokół ograniczonej odpowiedzialności inwestorów, co oznacza, że jeśli ktoś kupuje część lub całość przedsiębiorstwa, nie staje się odpowiedzialny za jej długi lub szkody, które może wyrządzić; ryzyko ograniczone jest wysokością inwestycji. Innymi słowy, można posiadać całość lub część przedsiębiorstwa, ale nie jest się odpowiedzialnym za to, co wykracza poza wniesioną inwestycję. Podczas gdy podaż i popyt istnieją zawsze i wszędzie, pojęcie inwestycji z ograniczoną odpowiedzialnością jest unikalne dla współczesnego kapitalizmu i całkowicie przeobraża dynamikę podaży i popytu.

Warto także zaznaczyć, że jest to wynalazek polityczny, a nie ekonomiczny. Decyzja o stworzeniu korporacji opartych na zasadzie ograniczonej odpowiedzialności miała swoje źródło w decyzjach politycznych wprowadzanych za pomocą prawnego podsystemu polityki. Tego rodzaju korporacje dominują nawet w Chinach; choć zasady rządzące odpowiedzialnością i definicje kontroli mogą być zróżnicowane, prawo zgodnie, z którym państwo i sfera polityki określają strukturę ryzyka korporacyjnego, pozostaje niezmienne.

W systemie bardziej naturalnej organizacji rynku, właściciele ponoszą całkowitą odpowiedzialność za długi i zobowiązania podmiotów, które posiadają. Taka sytuacja jest oczywiście źródłem nadmiernego ryzyka, które tłumi aktywność gospodarczą. System polityczny z czasem przeniósł ryzyko z właścicieli przedsiębiorstw na wierzycieli przedsiębiorstw i ich klientów, pozwalając przedsiębiorstwom ogłaszać bankructwo, które nie jest równoznaczne z bankructwem ich właścicieli.

Dokładne zasady dystrybucji ryzyka, w ramach systemu gospodarczego, stanowią zagadnienie polityczne, znajdujące swój wyraz w prawie; przybierają rozmaite postaci w zależności od konkretnego narodu lub okresu historycznego. W przeciwieństwie jednak do idei, zgodnie z którą istnieje napięcie między systemem politycznym i gospodarczym, współczesnego systemu gospodarczego nie sposób sobie wyobrazić bez ekscentrycznego, lecz nieodzownego aparatu korporacji o ograniczonej odpowiedzialności. To właśnie w dokładnej i złożonej alokacji ryzyka i nietykalności odnaleźć możemy genezę rynku współczesnego. Pomijając inne przyczyny, to właśnie dlatego twórcy ekonomii klasycznej nigdy nie pisali po prostu o „ekonomii”, a zawsze o „ekonomii politycznej”.

Państwo zarówno tworzy samą zasadę korporacji, jak i określa warunki, w jakich korporacje mogą powstawać. Państwo określa strukturę ryzyka i wierzytelności, jak i zapewnia, że prawa wprowadzane są w czyn. Z tej złożoności wyłania się – i uzasadnia ją – określony ład moralny. Ochrona przed odpowiedzialnością pojawia się wraz z określonym obciążeniem: złe decyzje będą karane stratami, podczas gdy mądre decyzje nagradzane będą większym bogactwem. Ze względu na to, społeczeństwo, rozumiane jako całość, korzysta. Cały opisany schemat stawia sobie za zadanie zwiększenie, mówiąc słowami Adama Smitha, „bogactwa narodów” za sprawą ograniczania odpowiedzialności, zwiększania woli podejmowania ryzyka, wymierzania kar za błędne decyzje i nagradzania mądrych decyzji. Miarą systemu nie jest jednak korzyść jednostki, ale to, czy korzyść jednostki zwiększa bogactwo narodów.

Największe ryzyko systemowe nie jest tym samym konceptem ekonomicznym, lecz politycznym. Ryzyko systemowe pojawia się wówczas, gdy wydaje się, że ochrona polityczna i gospodarcza roztaczana nad aktorami gospodarczymi, a w szczególności nad przedstawicielami elity gospodarczej, wykorzystywana jest w celu obalenia samych założeń systemu. Innymi słowy, do kryzysu dochodzi wówczas, gdy elita ekonomiczna wykorzystuje prawną alokację ryzyka, by wzbogacić się w taki sposób, który szkodzi bogactwu narodów. Mówiąc w inny sposób – kryzys rozpoczyna się wtedy, gdy wydaje się, iż elita finansowa wykorzystała strukturę polityczno-prawną do wzbogacenia się drogą systematycznego, nieroztropnego zachowania w sytuacji, gdy ci, którzy postępowali roztropnie stracili, a elita polityczna zgodnie z wszystkimi przesłankami nie podjęła żadnych działań mających na celu ochronę ofiar.

We współczesnej korporacji publicznej akcjonariusze – właściciele korporacji – rzadko kontrolują sposób, w jaki zarządzane jest przedsiębiorstwo. Rada nadzorcza technicznie nadzoruje zarząd, reprezentując akcjonariuszy. Podczas kryzysu 2008 roku mogliśmy zaobserwować postępowanie, które zrujnowało akcjonariuszy, a jednocześnie, jak się wydawało, wzbogaciło zarząd zatrudniony przez korporacje. W tym przypadku mechanizmy ochrony akcjonariuszy korporacji zwróciły się przeciwko nim, musieli bowiem zapłacić za nieroztropność swoich pracowników – menedżerów, których interesy nie pokrywały się z interesami akcjonariuszy. Menedżerowie w wielu przypadkach odnieśli osobiste korzyści za sprawą systemu rekompensat za działania groźne dla interesów akcjonariuszy. Mamy obecnie do czynienia z kryzysem politycznym, a nie ekonomicznym z dwóch przyczyn. Po pierwsze, kryzys jakościowo wykroczył poza granice wydarzenia wynikającego z praw cykli ekonomicznych. Po drugie, kryzys zakorzeniony jest w polityczno-prawnych definicjach dystrybucji ryzyka korporacyjnego i prawnie określonych relacji między zarządem i akcjonariuszami. Poprzez obarczenie akcjonariuszy odpowiedzialnością za działania zarządu, przy jednoczesnym nie przyznaniu im możliwości kontrolowania ryzyka podejmowanego przez zarząd, problemu nie sposób zlokalizować w rynku, lecz w systemie politycznym, który stworzył podwaliny systemu ograniczonej odpowiedzialności i przewodniczy mu.

Panika finansowa, która wydaje się naturalna i wyrządza szkody elicie finansowej niekoniecznie tworzy kryzysy polityczne. Panika finansowa, która wydaje się stanowić rezultat celowych manipulacji alokacją ryzyka przy użyciu mechanizmów prawnych, na której elita finansowa skorzystała, stracili natomiast akcjonariusze i społeczeństwo, nieuchronnie prowadzi do kryzysu politycznego. W przypadku kryzysu 2008 roku i wydarzeń, które po nim nastąpiły, mamy do czynienia z paradoksem. Kryzys 2008 roku nie miał charakteru bezprecedensowego, podobnie jak federalna pomoc interwencyjna [w USA — przyp. tłum.]. Podobne zjawiska mogliśmy zaobserwować podczas kryzysu obligacji miejskich 1970 roku, kryzysu zadłużeniowego Trzeciego Świata i kryzysu oszczędnościowo-pożyczkowego lat 80-tych. Anomalią nie była także recesja, która nastąpiła po kryzysie. Nastąpiła siedem lat po poprzedniej, a w porównaniu z tą z przełomu lat 70-tych i 80-tych, gdy bezrobocie [w Stanach Zjednoczonych Ameryki – przyp. tłum.] przewyższyło 10%, a inflacja i długi hipoteczne przewyższały 20%, obecna recesja była bolesna, ale mieściła się w granicach przewidywalności.

Ten kryzys miał swoje korzenie w ocenach, że wywołały go nie decyzje małych banków czy państw Trzeciego Świata, lecz światowa elita finansowa, która wykorzystała złożoności prawa w celu wzbogacenia siebie, a nie w interesie akcjonariuszy i klientów, których byli powiernikami i przed którymi ponosili odpowiedzialność.

Jest to zatem kryzys polityczny, a nie ekonomiczny. Elita polityczna ponosi odpowiedzialność przed elitą korporacyjną w niezwykły sposób: korporacja stanowiła wynalazek polityczny, więc jej działalność z definicji zależy od systemu politycznego. Jednak w głębszym znaczeniu Jednak w głębszym sensie kryzys dotyczy zarówno elit politycznych, jak i korporacyjnych. W powszechnym przekonaniu elity działały wspólnie i poprzez sprawstwo czy zaniedbanie świadomie sprowokowały rezultat. W pewnym sensie nie ma żadnego znaczenia czy tak właśnie było. Już samo to, że takie jest właśnie powszechne przekonanie, stało się przyczyną kryzysu. To stworzyło kryzys polityczny, który z kolei przełożył się na kolejny cios dla systemu gospodarczego.

Społeczeństwo, które w tych sprawach wykazuje cynizm, oczekuje, że elity będą pracować dla własnej korzyści. Jednocześnie istnieją pewne granice tolerancji społecznej wobec tego rodzaju zachowań. Mając na uwadze Adama Smitha, granicę tę można określić jako moment, gdy zagrożone zostaje bogactwo narodu – gdy system generuje rezultaty przynoszące szkodę narodowi. W stadium ekstremalnym kryzysy te mogą zaowocować delegitymizacją porządków politycznych. W stadium najbardziej ekstremalnym – od tego momentu jesteśmy bardzo odlegli – elita wojskowa zazwyczaj wkracza, by przejąć kontrolę nad systemem politycznym.

Opisywane zjawiska w żadnym razie nie ograniczają się do Stanów Zjednoczonych, choć po części niniejsza analiza ma na celu wytłumaczenie dlaczego administracja Obamy musi podzielić los przedsiębiorstw Goldman Sachs, Lehman Brothers i innych. Symbole, jakimi stały się Goldman Sachs zarabiający krocie na działaniach dewastujących majątek narodowy, czy zarząd Lehman Brothers doprowadzający do całkowitej utraty wartości przez akcje przedsiębiorstwa (przy czym sami jego członkowie bynajmniej na tym nie stracili) tworzą kryzys zaufania do systemu politycznego i finansowego. W sytuacji kryzysu legitymizacji, który nie może zakończyć się nawet po dwóch latach, reakcja systemu politycznego jest przewidywalna. Zarówno wskaże on symboliczne kozły ofiarne, jak i zmieni strukturę ryzyka i odpowiedzialności w korporacjach finansowych. Celem jest tu nie tyle osiągnięcie czegokolwiek, co raczej stworzenie wrażenia, że osiąga się cokolwiek, innymi słowy – zademonstrowane, że system polityczny jest przygotowany do kontroli podmiotów, które stworzył.

Kryzys w Europie

Podobny kryzys obserwujemy w Europie. Europejskie instytucje finansowe jak najbardziej były zamieszane w światowy kryzys finansowy. Podobnie jak Amerykanie, kupowali i sprzedawali derywatywy, o których wiedzieli, że ich wartość realna różni się od nominalnej. Choć europejskie instytucje finansowe chętnie przedstawiały się jako nieszczęsne ofiary pozbawionych skrupułów firm amerykańskich, w istocie Europejczycy byli zorientowani w sytuacji w tym samym stopniu, co ich amerykańscy koledzy po fachu. Ich elity wiedziały co czynią.

Sytuacja Europy skomplikowała się za sprawą utworzenia unii gospodarczej i wprowadzenia euro przez elitę polityczną i gospodarczą. Sferę mocy sprawczej i władzy w Unii Europejskiej zawsze charakteryzowało bardzo dużo niejednoznaczności, ale intencje zawsze były jasne: sharmonizowanie Europy i stworzenie ogólnoeuropejskich rozwiązań problemów gospodarczych. Cel ten zawsze wywoływał w Europie pewien niepokój. Niektórzy byli przekonani, że zjednoczona Europa może istnieć w interesie elit, a nie europejskich społeczeństw. Byli wreszcie ci, którzy sądzili, iż służy ona jedynie francusko-niemieckiemu rdzeniowi, nie zaś Europie jako całości. Powyższe poglądy generalnie wyrażały sentyment mniejszościowy, była to jednak istotna mniejszość.

Kryzys finansowy w Europie miał trzy fazy. Pierwsza z nich stanowiła część kryzysu związanego z amerykańskimi akcjami typu subprime. Druga fala stanowiła już unikalny kryzys europejski. Banki zachodnioeuropejskie odgrywały ogromną rolę we wschodnioeuropejskim sektorze bankowym. Przykładem mogą tu być Czechy, gdzie system bankowy w całości należał do podmiotów zagranicznych (austriackich i włoskich). Banki te zaczęły udzielać kredytów hipotecznych wschodnioeuropejskim nabywcom nieruchomości przede wszystkim w euro, frankach szwajcarskich lub jenach, a nie w walutach narodowych (niezależnych nadal od strefy euro). Pozwoliło to bankom obniżyć stopy procentowe, ponieważ ryzyko przepływów walutowych zostało przerzucone na pożyczkobiorcę. Gdy jednak wartość złotego i forinta zaczęła spadać, comiesięczne raty zaczęły zwyżkować, podobnie jak odsetki karne za niedotrzymanie warunków płatności. Rdzeń Europy pod przywództwem Niemiec odrzucił pomysł podjęcia ogólnoeuropejskich działań interwencyjnych mających na celu pomoc pożyczkobiorcom i pożyczkodawcom, choć pożyczkodawcy odpowiedzialni za wywołanie kryzysu mieli swoje siedziby w państwach strefy euro. Zamiast tego wezwano Międzynarodowy Fundusz Walutowy (MFW) do wykorzystania funduszy, które zakładały wykorzystanie do rozwiązania problemu pieniędzy amerykańskich i chińskich w równym stopniu jak europejskich. W Europie Wschodniej zaczęto zadawać sobie pytanie o to, co to właściwie znaczy wchodzić w skład Unii Europejskiej.

Trzecia fala powiązana jest z kryzysem długu publicznego w państwach, które należą do strefy euro, lecz nie wchodzą w skład rdzenia Europy – w sposób oczywisty Grecji, ale także Portugalii i, być może, Hiszpanii. W przypadku Grecji Niemcy szczególnie długo wahali się, czy interweniować aż do momentu, gdy mogli wciągnąć do gry MFW z jego nieeuropejskimi pieniędzmi i gwarancjami. To w sposób oczywisty zrodziło na peryferiach pytania o to, co właściwie oznacza członkostwo w strefie euro, analogiczne do zadawanych w Europie Wschodniej pytań o znaczenie członkostwa w Unii Europejskiej.

Powstał jednak znacznie głębszy kryzys legitymizacji. W Niemczech elity zgodziły się, że pewien rodzaj interwencji w Grecji był nieunikniony. Społeczeństwo jednak w przytłaczającej większości przeciwstawiało się interwencji. Elita polityczna pod presją społeczną weszła w określone napięcie z elitą finansową. W Grecji powstał konflikt między elitą akceptującą konieczność narzucenia państwu dyscypliny wynikającej z decyzji instytucji międzynarodowych, a społeczeństwem, postrzegającym tę dyscyplinę jako zdradę własnych interesów i suwerenności narodowej.

Europa musi tym samym zmierzyć się z podwójnym kryzysem. Podobnie jak w przypadku Stanów Zjednoczonych, mamy do czynienia z kryzysem między systemem finansowym i politycznym. Kryzys ten nie ma takiego natężenia jak w Stanach Zjednoczonych z uwagi na głębsze tradycje integracji obu tych systemów w Europie. Napięcie między masami I elitami jest jednak równie silne. Drugi aspekt kryzysu stanowi kryzys Unii Europejskiej i rosnące poczucie, że Unia Europejska stanowi problem, a nie jego rozwiązanie. Podobnie jak w Stanach Zjednoczonych, pojawia się coraz liczniejszy ruch na rzecz nieufności nie tylko wobec ustaleń narodowych, ale także ustaleń międzynarodowych.

Stany Zjednoczone i Europa nie są bynajmniej jedynymi obszarami świata, które muszą zmierzyć się z kryzysem legitymizacji. Na przykład w Chinach wzrastająca konieczność tłumienia przejawów niezadowolenia ma swoje źródło w coraz częściej zadawanych pytaniach o to, kto właściwie skorzystał na rozwoju finansowym ostatnich 30 lat i kto będzie płacił za odwrócenie się tego trendu. Warto zauważyć, że Rosja podczas kryzysu ucierpiała znacznie mniej, ponieważ doświadczyła swojego własnego kryzysu już wcześniej. Światowy kryzys legitymizacji charakteryzuje się wieloma aspektami wartymi rozważenia.

Jednak na obecny moment ważną rzeczą jest zrozumienie, że zarówno Europa jak i Stany Zjednoczone muszą zmierzyć się z fundamentalnymi wyzwaniami, dotyczącymi, jeśli nie legitymacji samego porządku politycznego, to przynajmniej tego, w jaki sposób porządek ten radzi sobie z rozmaitymi zadaniami. Znaczenie geopolityczne kryzysu jest oczywiste. Jeśli Europejczycy i Amerykanie wspólnie wkroczą w okres, w którym utrzymywanie równowagi wewnętrznej jest bardziej istotne, niż utrzymywanie równowagi globalnej, wówczas inne potęgi zyskają szeroki zakres nowych możliwości zmiany sytuacji w swoich regionach.

W Stanach Zjednoczonych możemy dostrzec przewidywalny proces. W sytuacji rosnącego niezadowolenia z elit, elity polityczne próbują ustabilizować sytuację atakując elity finansowe. Czyni to zarówno w celu zademonstrowania, że elita polityczna jest czymś odrębnym od elity politycznej, jak i zmuszenia elity finansowej do poniesienia konsekwencji własnych działań, której to konieczności nie zdołał narzucić jej bezosobowy system. Jest to działanie wstępne, które prawdopodobnie osiągnie swój ostateczny cel: większą kontrolę nad systemem finansowym i stworzenie moralizatorskiej opowieści, którą zaakceptuje opinia publiczna.

Proces europejski jest znacznie mniej jasny. Brak przejrzystości wynika z faktu, że mamy tu do czynienia z egzaminem, który musi zdać Unia Europejska. Nie jest to po prostu kryzys elit narodowych, ale kryzys elit wielonarodowych stworzonych przez Unię Europejską. Jeśli doprowadzi on do delegitymizacji Unii Europejskiej, to rzeczywiście wkraczamy na terra incognita...

Najważniejszą kwestią jest jednak to, że niemal dwa lata po wybuchu normalnej paniki finansowej, wspólnota polityczna nadal nie zdołała uporać się z konsekwencjami tego wydarzenia. Korporacje powołane do życia na mocy politycznej, a szczególnie korporacje finansowe, oskarża się o niszczenie bogactwa narodów. Jak rozumiał Adam Smith, rynki nie są bytami naturalnymi, lecz rezultatami decyzji politycznych, ponieważ to system polityczny odpowiedzialny jest za alokację ryzyka umożliwiającą rynkom funkcjonowanie. Kiedy system ten wydaje się zawodzić, konsekwencje wykraczają dalece poza sferę finansów. Mają konsekwencje polityczne, a w rezultacie także konsekwencje geopolityczne.

Przełożył Przemysław J. Sieradzan,

artykuł dzięki uprzejmości alt

Czytany 6037 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04