niedziela, 15 czerwiec 2014 10:57

Gennadij Litwincew: Gen demokracji i syndrom kolonializmu

Oceń ten artykuł
(2 głosów)

Gen-DNA  Gennadij Litwincew

W przyjętej 3 kwietnia br. rezolucji Parlamentu Europejskiego „O strategii Unii Europejskiej wobec Iranu” nie sposób nie zauważyć szeregu konstruktywnych elementów. Republice Islamskiej proponuje się współpracę w walce z narkomanią, a także w zakresie ochrony środowiska, wymiany studentów i delegacji międzyparlamentarnych. Jednak na tym ów konstruktywizm się kończy.

Zaczynają się natomiast krytyka i protekcjonalne porady. Parlament Europejski wskazuje na przypadki naruszeń praw człowieka w Islamskiej Republice Iranu, nieprzestrzeganie norm demokratycznych w czasie wyborów prezydenckich w 2013 r. i niedoskonałości prawa wyborczego. To jeszcze nic nadzwyczajnego. Natomiast sugestie dla przyszłych delegacji parlamentarnych, by te częściej spotykały się z dysydentami irańskimi, mają znamiona otwartej ingerencji w wewnętrzne sprawy suwerennego, niewchodzącego w skład Unii Europejskiej państwa. A już żądanie eurodeputowanych, skierowane do władz Iranu, by te zniosły ograniczenia i zakazy wobec osób o nietradycyjnej orientacji seksualnej brzmi jak jawna prowokacja.

Jedni mówią o podstawach, a eurodeputowani… o gejach

Czytając rezolucję człowiek sam sobie zadaje pytanie, czy oni tam w Strasburgu rozumieją, do jakiego kraju kierują takie żądania? Przecież, aby je przyjąć i wprowadzić w życie, Iran musiałby ni mniej, ni więcej, jak tylko wyrzec się swojej filozofii polityki i ideologii państwowej, co więcej, samego islamu, tradycji narodowych, historii i kultury, czyli swojej tysiącletniej tożsamości… Kto by się zgodził na coś takiego, a co ważniejsze, w jakim celu? Aby zasłużyć na protekcjonalną pochwałę od zwariowanych na punkcie seksualności bezbożnych liberałów? Przecież nawet w Gruzji, która na Zachodzie przedstawiana jest nieomal jak wzór demokracji liberalnej, próba zorganizowania parady gejów spotkała się z masowymi protestami. Na ulice Tbilisi wyszły dziesiątki tysięcy oburzonych tym pomysłem ludzi. W społeczeństwie Iranu, które cechuje silne przywiązanie do islamu i tradycyjnych wartości, takie wezwania mogą budzić tylko pogardę i niesmak.

Szef irańskiego ministerstwa spraw zagranicznych, Mohammad Dżawad Zarif taktownie ocenił rezolucję jako „bezsensowną i nieodpowiedzialną”. „Rząd nie pozwoli jakiejkolwiek delegacji Parlamentu Europejskiego na wizytę w Iranie w takich okolicznościach” – podkreślił minister. Po przyjęciu rezolucji, przewodniczący komisji Medżlisu (parlamentu Iranu – przyp. tłum.) ds. bezpieczeństwa narodowego i polityki zagranicznej, Alaeddin Borudżerdi kategorycznie opowiedział się przeciwko otworzeniu przedstawicielstwa Unii Europejskiej w Teheranie.

Niedługo potem Zgromadzenie Parlamentarne Rady Europy (ZPRE) przyjęło rezolucję odnośnie kryzysu na Ukrainie i powrotu Krymu w skład Rosji. Przewodniczący Komisji ds. międzynarodowych Dumy, Aleksy Puszkow skomentował ją jako „niezwykle obłudną i antyrosyjską”. Według dokumentu delegacja Federacji Rosyjskiej do końca 2014 r. zostaje pozbawiona prawa głosu w Zgromadzeniu oraz prawa do uczestnictwa w misjach obserwacyjnych ZPRE; przedstawiciele Rosji zostają wykluczeni z wszelkich organów kierowniczych Zgromadzenia. Nic nadzwyczajnego: ZPRE konsekwentnie zajmowała, zajmuje i będzie zajmować antyrosyjskie stanowisko w absolutnie wszystkich rozpatrywanych kwestiach. Nieraz krytykowano tu ustawy obowiązujące w Federacji Rosyjskiej, ograniczające wpływy propagandy homoseksualnej wśród młodzieży, które nawiasem mówiąc, popiera większość obywateli tego kraju.

Nie wiadomo, dlaczego pozwalamy Unii Europejskiej, pod pretekstem obserwacji przestrzegania praw człowieka i swobód obywatelskich, mieszać się w nasze wewnętrzne sprawy czy do polityki zagranicznej. Realna sytuacja demokracji i praw człowieka na Zachodzie interesuje doprawdy niewielu, a na pewno nie jest najważniejszym kryterium oceny charakteru stosunków z tym czy innym państwem. Idąc za przykładem Iranu powinniśmy poważnie zająć się rekonstrukcją własnej tradycji państwowej, prawnej, społeczno-politycznej i kulturalnej. Nasze kraje nie powinny się obawiać miana „państwa zbójeckiego” na arenie międzynarodowej – coraz więcej narodów i państw zaczyna aktywnie przeciwstawiać się ideowej i moralnej agresji Zachodu.

Nauka w służbie liberalnej polityki

O wstrząsającym odkryciu naukowym donosiła niedawno BBC: uczonym z Northwestern University w stanie Illinois w USA udało się wydzielić „gen liberalizmu i wolnomyślicielstwa”. Ten wytwór natury, jeśli wierzyć naukowcom amerykańskim, nie jest właściwy całemu rodowi ludzkiemu, a tylko narodom demokratycznych krajów Europy i Ameryki Północnej. Zatem liberalizm ma „naturę genetyczną”. „Po raz pierwszy zaobserwowano bezpośredni związek między wartościami społeczno-kulturalnymi społeczeństwa liberalnego a działaniem genu, odpowiadającego za szybkość i charakter działania serotoniny, substancji chemicznej, która odpowiada za przekazywanie impulsów elektrycznych do mózgu” – z całkowitą powagą oświadczyła kierownik prac badawczych dr Joan Chiao.

Uczeni z Illinois niedawno zademonstrowali od dawna znany gen rasizmu i socjal-darwinizmu, którego imperatywem moralnym jest totalna konkurencja, tzn. zasada doboru naturalnego, przeniesiona ze świata zwierząt do społeczności ludzi. Właśnie ten gen posiadają głównie mieszkańcy Europy Zachodniej i Ameryki Północnej, w przeszłości słynący z podbojów kolonialnych, którzy do tej pory nie wyzbyli się przyzwyczajenia do dzielenia ludzi na „białych i czarnych”. Ten gen raz po raz „odzywa się” w polityce światowej.

To on popycha polityków europejskich i ich amerykańskich kuratorów, bezustannie zatroskanych o rozprzestrzenianie w świecie „liberalizmu i swobody myślenia”, do bezceremonialnego narzucania innym narodom swojego wyobrażenia demokracji i praw człowieka, przy tym nie tylko za pomocą słownej perswazji, ale – nierzadko – przy użyciu wojska. Interesujący fakt: gen, jak twierdzą naukowcy, w odróżnieniu od wirusa, nie jest przekazywany (nie można się nim zarazić). Wychodzi na to, że Iran czy Rosja – jak by się nie starały – nie mogą przyjąć zachodniego liberalizmu. Nie ta krew, nie te geny… Wydawałoby się, że wobec tego „cywilizatorzy” z Zachodu powinni nas zostawić w spokoju, pozwolić na to, byśmy sami – jakoś tam – się urządzili. Ostatecznie, to przecież nie ich problem. Jednak nie, muszą pojawić się pouczenia, umoralniające nauki płynnie przechodzące (tam, gdzie nie grozi zdecydowana reakcja) w zastraszanie wojną czy wreszcie w najazdy dla ukarania niesubordynowanych.

Po rozpadzie ZSRR i obozu państw socjalistycznych nurt liberalny powraca do doktryny jawnego kolonializmu. Nie ma już „współpracy dla postępu” lub innych przykrywek. Utraciwszy ideologiczną atrakcyjność, świat liberalny, wobec nagromadzenia problemów jest zmuszony coraz częściej uciekać się do siły militarnej. Śmierć ludności cywilnej, katastrofy humanitarne, rzeki uciekinierów, zniszczenie sfery socjalnej, systemów zapewniających warunki do życia, ekologii, starcie z powierzchni ziemi niektórych miejscowości, międzynarodowe i międzyreligijne konflikty i wojny, upadek gospodarki, wzrost poziomu bandytyzmu, rozkwit różnorakiego biznesu przestępczego, szalejąca korupcja – wszystko to realne rezultaty „eksportu demokracji” po amerykańsku w Afganistanie, Iraku, Jugosławii, Libii, a teraz – w Syrii. Taki sam scenariusz „cywilizatorzy” usiłują wprowadzić na Ukrainie. „Przez ostatnie lata widzieliśmy, jak narzucanie innym krajom rzekomo bardziej postępowego modelu rozwoju prowadziło do regresu, barbarzyństwa, przelewu krwi” – powiedział Władimir Putin w dorocznym przesłaniu dla Zgromadzenia Federalnego. Tak samo w przypadku Iranu: pod wydumanymi pretekstami wprowadzono ostre sankcje, które spowodowały ogromne problemy dla ludności Iranu. Nawet powierzchowne spojrzenie na historię stosunków Zachodu z Iranem pozwala stwierdzić, że w ciągu ostatniego dwusetlecia metody Zachodu nie zmieniły się wcale.

Rosję i Iran łączy przywiązanie do tradycyjnych wartości

Agresywnemu zachowaniu w polityce międzynarodowej opartemu na rasistowskim podziale na narody pełno- i niepełnowartościowe twardo przeciwstawia się chrześcijaństwo i islam. Dlatego też elity liberalne „uzbrajają się” w wojujące bezbożnictwo, „wojnę z archaikiem”, demonstracyjne wyrzeczenie się wszelkich form tożsamości kolektywnej (religijnej, klasowej, etnicznej, płciowej), kosmopolityzm i nawoływanie do nieprzestrzegania granic państwowych. Na takich zasadach opierają się wszystkie wynikające z nich teorie: ideologia praw człowieka, społeczeństwa obywatelskiego, demokratyzacji, liberalizacji, feminizmu, obrony mniejszości, itd. Niekwestionowanym centrum ideologii liberalizmu w wymiarze światowym są USA.

W tej „nowej wojnie ideologicznej”, rozgrywającej się obecnie na wszystkich kontynentach i we wszystkich społeczeństwach, naturalnym sojusznikiem Rosji staje się Islamska Republika Iranu, która swoją polityką, zarówno wewnętrzną jak i zagraniczną, codziennie potwierdza dualizm cywilizacji, konkurencyjność dwóch alternatywnych konceptów procesu historycznego. Nie ma nic dziwnego w tym, że rewolucja irańska, jej ideały i przywódcy powodowały i powodują prawdziwą irytację w kręgach rządzących na Zachodzie, wręcz zagrożenie wojenne… Nie ma szans, by znaleźć tam zrozumienie i współczucie dla tego narodu, który zamierza wyswobodzić się spod wpływu hipnotycznych „wartości” zza Oceanu, ani na akceptację ustroju bazującego na swoistym tradycyjnym światopoglądzie. Jakikolwiek protest przeciwko egoizmowi gospodarczemu Zachodu, cynicznej ideologii „społeczeństwa konsumpcyjnego”, czy przeciw gnijącej i ogłupiającej kulturze masowej w „wolnym świecie” uważa się za bunt, za który niezwłocznie trzeba ukarać winnego.

Iran przystąpił do otwartego sporu z Zachodem o to, jak ludzie mają dalej żyć, jakimi drogami wychodzić z ogólnoświatowego kryzysu. Jednak niesłuszne byłoby przedstawienie konfliktu Południa z Zachodem jako starcia islamu i chrześcijaństwa. Cywilizacja zachodnioeuropejska sama mianuje się „postchrześcijańską”, ateistyczną i w istocie, antychrześcijańską. Iran posiada znaczące wpływy w świecie islamskim, współpraca z nim może dodać Moskwie wagi w jej kontaktach z krajami muzułmańskimi. Poza tym współpraca z Iranem daje Rosji widoczne korzyści gospodarcze.

* * *

Zdrowy konserwatyzm polityczny i kulturowy, o którym mówi się w Moskwie i którego trzymają się w Teheranie, to w żadnym wypadku nie dążenie do zatopienia się w przeszłości, w średniowieczu, do pozbawienia narodów perspektyw na przyszłość. To raczej życzenie, by w szybko zmieniającym się świecie uchronić wartości wieczne, dla których warto żyć i umierać, opierać się na nich w działaniu, by nie marnować bogactw ducha narodowego na błyskotki szybko zmieniającej się mody politycznej. Jesteśmy coraz bardziej pewni, że prawdziwych wartości duchowych nie zastąpi zestaw swobód utylitarnych, wątpliwych praw i obniżenie poprzeczki. Rosja i Iran nie proponują Zachodowi wojny ani totalnej alternatywy, lecz uzdrawiającą dla całej cywilizacji korektę rozwoju, przywracającą do życia ludzkiego pojęcia Boga, Ojczyzny, Wiary, Rodziny i realnej wolności.

Źródło: http://www.iran.ru/news/analytics/93473/gen_demokratii_i_sindrom_kolonializma
tłum. Maria Walczak
Fot. www.beyin-beyin.com

Czytany 2609 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04