czwartek, 23 luty 2012 08:28

Gary Muvout: Wiatry, dmuchy i inne przypadki na niebie do wynajęcia...

Oceń ten artykuł
(2 głosów)

wiatrak  Gary Muvout

Powszechnie wiadomo, że "arabska wiosna ludów” jest dziełem spontanicznego zewu uciśnionych narodów Afryki, podobnie jak wiadomo, że wydarzenia w świecie gospodarczym dziełem są niewidzialnej ręki rynku. Prezes NBP Marek Belka powiedział ostatnio nawet, że obecnie władzy nie sprawują rządy tylko owe “rynki”, co oczywiście oznacza nieskrępowane wolne procesy przepływu kapitału, którymi nikt nie steruje.

Jeśli zatem nie chcemy być posądzeni o spiskową teorię dziejów, która jak wiadomo jest najgorszą kalumnią, bo skazuje na wyrok oszołomstwa, dlatego, dla wyjaśnienia obecnych procesów w Europie, posłużymy się modelem zagregowanych stochastycznych jednostek zdarzeniowych (zwanych dalej ZSJZ), jakie nękają od początku roku nasz kontynent.

 

Przewidując oczywiście działanie ZSJZ, prawdopodobnie teatr wydarzeń z Bliskiego Wschodu przesunie się do Europy wraz z siłą odporu Rosji i Chin na tamtym terenie. Zatem przyjrzyjmy się prasie i ostatnim wydarzeniom w Europie, aby w oparciu o model matematyczny prześledzić występowanie owych jednostek zdarzeniowych.

We Francji pojawiła się wielka niewiadoma, wynikająca z kandydowania Nicolasa Sarkozy’ego na prezydenta. Jak dotąd można podsumować, że “na zachodzie bez zmian”, gdyż we francuskiej prasie mówi się tylko o syryjskim dyktatorze. W Niemczech skandal goni skandal – zupełnie niedawno prezydentem był Horst Koehler, a tu już musi w infamii ustąpić ze stanowiska Christian Wulff. Ciekawe jednak, że w końcu do głosu dochodzi stronnik Polski – pastor Joachim Gauck. Wiadomo, że prezydent w Niemczech pełni rolę raczej dekoracyjną. Z jego zdaniem Niemcy jednak się liczą, a on sam buduje pewien kontekst i klimat. Powstaje pytanie tylko do czego ma być ten klimat?

Jak udowodniono naukowo, tylko zmiany klimatyczne nie są dziełem przypadku, więc może i polityczne zawirowania obrazować będą pewien szerszy proces? Do tej pory w Niemczech mieliśmy bowiem do czynienia ze stronnikami pokroju Gerharda Schroedera. Zatem w tym porównaniu bezkompromisowy Gauck jest naprawdę sporym „skowronkiem”.

Na wchodzie, Łotysze powiedzieli stanowcze “Niet” dla rosyjskiego języka urzędowego, co sposób symboliczny pokazuje Rosjanom granice ich wpływów, które do tej pory nieskrępowanie rosły w tym regionie.

U nas z kolei do tej pory Priwislanskij kraj pchany był niezmącenie w objęcia Rosjan – zgodnie z ustaleniami administracji rosyjskiej i amerykańskiej, które miały odznaczać się resetem we wzajemnych stosunkach. Na mocy porozumienia Rosja dostała w roku 2009 zielone światło w Europie a USA na Bliskim Wschodzie i Azji. Na efekty wzajemnego ocieplenia stosunków nie trzeba było czekać, bo jak głosi biblijna sentencja „po owocach ich poznacie”. W Europie, Rosjanie wespół z Niemcami doprowadzili projekt polityczno-gospodarczy do końca, w postaci nitki gazociągu Nordstream. Nasz zaś kraj otrzymał status „bliskiej zagranicy”, co po wydarzeniach smoleńskich przybrało na znaczeniu. W ramach pojednania, jakie się dokonywało między naszymi naradami, odbywały się wspólne odprawy polskiego MSZ z rosyjskim ministrem Siergiejem Ławrowem, wspólne uściski premierów i oczywiście długo oczekiwane bilateralne wizyty głów państw itp.

Z kolei Amerykanie, dzięki przychylności Kremla i pakistańskiego wywiadu poradzili sobie z “odwiecznym wrogiem” Osamą Ibn Ladenem. Zaś w Libii, Tunezji, oraz Egipcie zagościła demokracja na całego. Obecnie problemy pojawiły się na odcinku demokratyzowania państw Syrii i Iranu, oraz oczywiście w niepokornym Afganistanie. Z Chinami Amerykanie mają nierozwiązane porachunki na półwyspie koreańskim, na którym od roku grzmi coraz głośniej artyleria.

W tym miejscu w mojej głowie świta myśl, czy zatem opisane procesy są przypadkowe i nikt nimi nie zarządza, jakby chciał nam przekazać Tim Weiner w Dziedzictwie Popiołów?

Odpowiedź brzmi oczywiście twierdząco. Obecne wydarzenia są tylko emanacją statystycznych zagregowanych zdarzeń losowych, co podpowiada racjonalne myślenie.

Co do zmian klimatycznych, które, jak zostało naukowo ustalone – nie są przypadkowe, to ostatnio u nas dmuchało od wschodu, ale widocznie znów zbliża się wyż znad Atlantyku. Można więc chyba po klimacie w naszym kraju stwierdzić, że są to masy jednak burzowe i nieuchronne. Patrząc po naszych lokalnych przywódcach, umiejętność odczytywania znaków na niebie wnet pojęli.

Aby zgodnie z doktryną i proroctwem Stratforu, w naszym kraju zagościło imperium atlantyckie, musi zostać dokonana kuracja przeczyszczająca przedpola na tę okoliczność. Pamiętajmy, że na spotkaniu Hillary Clinton z Sergiejem Ławrowem dokonano poprawy bilateralnych stosunków. Uczyniono to za pomocą symbolicznego czerwonego przycisku, umieszczonego na złotym kokpicie, który z napisem "reset" (''pieriezagruzka'' – przyp. aut.), na rosyjski przetłumaczony jednak jako "pieriegruzka", co oznacza “przeciążenie”. Oczywiście ta freudowska pomyłka jest przypadkowa, ale czyż w obliczu dzisiejszych wydarzeń może oznaczać również prawdziwe intencje Waszyngtonu wobec Rosji?

Nikt chyba nie oczekuje, że z uwagi na zupełnie odmienne interesy, państwa będą żyły w zgodzie i pomyślności, bo wtedy nawet szef rosyjskiego MSZ obśmiał te wpadkę administracji amerykańskiej. Być może założenia tego porozumienia zostały po prostu wypełnione zarówno dla Rosjan i Amerykanów, a teraz...

Co zatem teraz nastanie? W poszukiwaniu odpowiedzi należy śledzić już nie tylko zmiany klimatyczne na Bliskim Wschodzie, ale pod naszą szerokością geograficzną, gdzie coraz bardziej ścierają się masy powietrza znad Syberii i Atlantyku, powodując lokalne wyładowania i podtopienia. Czy na tych podtopieniach wypłyną zwolennicy teorii „pancernej brzozy” czy też „oszołomy z krzyżem”?

Jedno jest pewne, że w ramach stochastycznych jednostek zdarzeniowych, zupełnie ze sobą nie powiązanych, należy rozpatrywać również wydarzenia w Moskwie i nagły wysp demokratycznych wieców ostrzem skierowanych przeciwko Władimirowi Putinowi, który – jaki jest każdy widzi i to nie od dziś. Cóż takiego się stało, że tuż po zawetowaniu przez Rosję i Chiny rezolucji OZN, pozwalającej na „pokojową interwencję” w Syrii, na Placu Czerwonym pojawili się nagle zwolennicy walki o demokratyzację Rosji? Kiedy zatem i w Chinach rozpocznie się „drugi Plac Niebiańskiego Spokoju”, a ruchy w obronie Tybetu nabiorą gwałtownej dynamiki?

Wiadomo jedynie na razie, że do Moskwy wiatry znad Atlantyku przywiały nowego ambasadora, który oczywiście przypadkowo, w pierwszym posunięciu, spotkał się z przedstawicielami organizacji pozarządowych i jest podobno specjalistą od social network events.

Ostatnio jestem w swych tekstach oceniany jako antyamerykański, a może nawet prorosyjski. Powiem więc, że wart Pac pałaca, bo zarówno Kreml i Waszyngton nie są i nie będą naszymi przyjaciółmi, wykazując jedynie dążność do ochrony swoich interesów kosztem innych. W niniejszym tekście chciałbym natomiast zwrócić uwagę na naszą zbiorową skrajność w dążeniach do opowiadania się albo za obozem atlantyckim w kontrze do licznego obozu, nazwijmy go „augustowskim”, czy filorosyjskim jak kto woli.

Uważam, że pozwolenie sobie na schronienie w którymś z obozów jest niebezpieczne i chyba nieroztropne. Przypomina bowiem schronienie chłopa na otwartym polu pod drzewem, nad którym ścierają się potężne chmury burzowe.

W naszej polityce zagranicznej wyczuwamy krótkowzrocznie zapach silniejszego frontu i za nim kroczymy nie rozumiejąc zupełnie konsekwencji, że i piorun trzasnąć może i zmoknąć przyjdzie nam równie niechybnie. Czy nie lepiej zatem korzystać z doświadczeń Turcji, która powoli rosnąc w siłę, zawsze stosuje metodę „coś za coś” w relacjach z Waszyngtonem, a nie karmi się efemerycznymi obietnicami na temat ruchu bezwizowego do USA, który np. Czesi mają już od lat? Pamiętajmy, że obecna kondycja demokracji w USA daleko odbiega standardów, jakie dominują w myśleniu o samej Ameryce i samej demokracji jako takiej. Wystarczy zastanowić się nad tym, kto obecnie rządzi emisją pieniądza i tym kto w demokratycznym państwie, w ostatecznym rozrachunku, wybiera prezydenta. Te właśnie wątpliwości, w jakiejś mierze, wyraża ruch społeczny We are 99 %. W tym względzie zgadzam się z Władimirem Putinem, co samego mnie trapi. Przecież, podobnie, jak to miało miejsce w poprzednich wiekach, filorosyjskość nie popłaca, o czym mógł przekonać się sam król Stanisław August z herbu Ciołek, nazywany notabene przez carycę „woskową lalką”.

Jak powiedzieliśmy wyżej – chmury burzowe zmierzają w naszym kierunku, gdzie kraina słynie z dużych, otwartych przestrzeni, nadających się doskonale do wymiany mas powietrza. Skoro wpływu na klimat Polska nie ma, może to i sposobny czas relaksować się i wdychać powietrze, korzystając z tego na każdy możliwy sposób np. pobierając opłaty klimatyczne? Chyba, że ktoś ma inny pomysł na biznes, bo każdy inny przypomina mi zabawę zająca z niedźwiedziem, lub w innej konfiguracji próbę ogrania kasyna?

Czytany 4318 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04