wtorek, 15 wrzesień 2015 07:15

Eugeniusz Januła: Festung Breslau i skarby 1945 r. – fakty i mity

Oceń ten artykuł
(10 głosów)

płk dr Eugeniusz Januła

Wrocław jako jedyne duże miasto na terenie III Rzeszy, bronił się praktycznie jeszcze po upadku Berlina. Były co prawda jeszcze inne enklawy, które armia niemiecka utrzymywała pod swoją kontrolą, jak przede wszystkim Norwegia, gdzie 350-tysięczna armia niemiecka, z gen. Nikolausem von Falkenhorstem na czele, w dalszym ciągu kontrolowała prawie cały kraj. Pozostawało też kilka francuskich portów atlantyckich z St. Naizare na czele, w których niemieckie U-boty znajdowały dalej schronienie. Porty te obsadzone przez liczne niemieckie garnizony były po prostu trudne do zdobycia. Natomiast na wschodzie bronił się stosunkowo długo także Głogów.

Końcówka II wojny światowej na froncie wschodnim to w dalszym ciągu kwestia nie do końca wyjaśniona – zarówno przez historyków, jak też batalistów. Istnieje pełna zgodność w poglądach, co do tego, że Adolf Hitler popełnił już znacznie wcześniej, kolejny i ostateczny tym razem błąd o charakterze strategicznym i geopolitycznym – zupełnie nieracjonalną decyzję w ostatniej fazie bitwy pod Kurskiem. Kiedy niemieckie związki pancerne, przy dużych własnych stratach, ale jeszcze, i to znacznie większych, rosyjskich, dotarły do miejscowości Prochorowka, to praktycznie nie było już przed nimi, żadnego liczącego się przeciwnika. Rozegrała się tutaj poprzednio wielka bitwa pancerna, w której obie strony poniosły bardzo znaczące straty. Rosjanie tradycyjnie już, znacznie większe.

Jednak II Korpus Pancerny SS, w wyniku tej bitwy miał już przed sobą otwartą przestrzeń operacyjną. Pancernym SS-manom zostało jednak tylko ok. 200 sprawnych czołgów i dział pancernych. Feldmarszałek Erich von Manstein, dowodzący na południowym odcinku tej wielkiej operacji, poprosił wtedy A. Hitlera o natychmiastowe posiłki w liczbie ok. 500 czołgów oraz o to, aby wojska feldmarszałka Waltera Modla, operujące na północnym odcinku łuku kurskiego i będące od kilku dni w obronie, natychmiast również ponownie podjęły atak [1]. Te postulaty były w pełni realne do spełnienia mimo że feldmarszałek Günther von Kluge, który dowodził atakiem ze strony północnej, obstawał przy przerwaniu ofensywy ze względu na duże straty.

E. von Manstein słusznie uważany był za najlepszego niemieckiego stratega. Jego koncepcja w tym momencie walk na łuku Kurskim była słuszna. Gdyby A. Hitler przychylił się do jego prośby, to Niemcy mogłyby jeszcze wojnę wygrać. Na pewno wygrałyby tę wielką operację. Mimo alianckich dostaw materiałowych, Rosjanie nie mogliby już zgromadzić tak potężnych sił. Tymczasem A. Hitler nie tylko nie przychylił się do postulatów swojego dowódcy, ale nakazał natychmiast przerzucić II Korpus Pancerny SS na Sycylię, ponieważ właśnie tam wylądowali alianci. Przedmiotowa jednostka jednak tam nie dotarła, bo przecież nie mogła być tam na czas [2]. Zabrakło jej w rezultacie zarówno pod Kurskiem, jak też na Sycylii.

Oczywiście, można i trzeba było na Sycylię przerzucić jednostki niemieckie z Francji. Dotarłyby tam znacznie wcześniej. Pytanie pozostaje otwarte, czy utrzymałyby tę wyspę. Raczej nie, ponieważ siły alianckie tam rzucone były bardzo potężne. Natomiast zakończenie a raczej przerwanie operacji kurskiej, w wyniku ewakuacji wspomnianego korpusu pancernego i to w newralgicznym momencie kosztowało po prostu A. Hitlera całą wojnę. W rezultacie bowiem tej błędnej decyzji Niemcy przegrały strategicznie operację kurską i musiały już definitywnie przejść do obrony strategicznej całym na froncie wschodnim. Nie miało już większego znaczenia to, że w samej bitwie na łuku kurskim Rosjanie ponieśli znacznie większe straty w ludziach i sprzęcie, niż Niemcy. Oni po prostu mogli sobie na w tym etapie wojny jeszcze na to pozwolić.

Strategiczna obrona, jaką od lata 1943 r. stosowali Niemcy, opóźniała dość skutecznie ofensywy Rosjan. Jednak podkreślić należy, że ta obrona nie mogła być środkiem do wygrania wojny. Tym bardziej, że na zachodzie Niemcy już w 1943 r. ponieśli definitywną klęskę w bitwie o Atlantyk. Seryjne klęski, począwszy od bitwy pod Midway, ponosił też strategiczny sojusznik Niemiec – Japonia [3].

A. Hitler liczył już tylko na oczywiste różnice zdań w obozie sprzymierzonych. Rzeczywiście one istniały i były coraz poważniejsze. Nie na tyle jednak, aby któraś ze stron antyhitlerowskiego aliansu, wycofała się z wojny.

Czerwiec 1944 r. przyniósł kolejną wielką klęskę Niemiec. D-day i ofensywa anglo-amerykańska we Francji były dla Niemiec ostatecznym już sygnałem, że wojna jest przegrana. Charakterystyczna jest tu opinia feldmarszałka Gerda von Rundstedta, który, przekazawszy niedołężnemu feldmarszałkowi Wilhelmowi Keitlowi informacje o lądowaniu aliantów w Normandii, usłyszał pytanie: „Co mamy teraz robić tej sytuacji?” Odpowiedział wtedy krótko: „Natychmiast zawrzeć pokój wy przeklęci głupcy.” Służalczy W. Keitel natychmiast poleciał poskarżyć się swojemu wodzowi, ale ten zareagował wbrew oczekiwaniom, dość wstrzemięźliwie [4]. Nie kazał G. von Rundstedta rozstrzelać lub aresztować tylko skwitował to krótko, stwierdzając po prostu, że feldmarszałek to stary człowiek, który inaczej widzi sytuację.

Tymczasem sytuacja była dla Niemiec coraz bardziej katastrofalna. Posiadali oni oczywiście jeszcze dość sił, aby stłumić Powstanie Warszawskie, ale już przeszkodzić forsowaniu Wisły w kilku miejscach – nie. A. Hitler miał świadomość, że jego możliwości działania są coraz mniejsze. Terytorium zajmowane przez wojska niemieckie systematycznie się kurczyło, zasoby demograficzne i ekonomiczne również. Na jakąś wielką strategiczna ofensywę nie było już Wehrmachtu stać.

Oczywiście koncepcja uderzenia z Pomorza na skrzydło nacierających była jedną z ostatnich szans III Rzeszy, nie tyle jednak na wygranie wojny, ale na jej przeciągniecie o jakieś pół roku. Jednak A. Hitler mianował dowódcą grupy armii Wisła (zgrupowania, które miało wykonać to uderzenie) niegłupiego przecież, lecz nieudolnego pod względem militarnym Heinricha Himmlera. Ten jednak nie zdołał na czas zreorganizować niemieckich wojsk na Pomorzu na tyle, aby przyjęły ugrupowanie wyjściowe do natarcia. Uderzenie w kilku miejscach na osłaniający grupę armii Wisła Wał Pomorski dopełniło reszty. Kolejna koncepcja strategiczna zawiodła [5].

Załamanie niemieckiego frontu wschodniego w końcu czerwca 1944 r. skutkowało m.in. tym, że w niecałe dwa miesiące po nim, wobec bezpośredniego zagrożenia wkroczeniem wojsk radzieckich na teren Niemiec, miasta leżące we wschodniej części Rzeszy ogłoszono twierdzami. Miały one, w zamyśle wydającego ten rozkaz führera, spełnić rolę falochronu, o który rozbić się miała czerwona fala nacierających bolszewików. Nic w tym wypadku nie znaczyła sytuacja, że niemal wszystkie z tych miast-twierdz pozbawione były zupełnie poważniejszych, nowoczesnych umocnień lub choćby solidnych dobrze wyposażonych garnizonów, na których można byłoby planować skuteczną, a w każdym razie dłuższą obronę. Im dalej od ustabilizowanego ostatecznie w końcu lata 1944 r. na linii Wisły frontu leżały takie ośrodki, tym bardziej było widoczne było to, że rozkaz führera, niezależnie od jego rzeczywistych intencji, miał znaczenie głównie propagandowe. Po prostu podkreślał wolę kierownictwa III Rzeszy i gotowość walki do końca, choćby za najwyższą cenę.

Na tle innych miast mianowanych przez A. Hitlera pompatycznie twierdzami, Wrocław nie wyglądał mimo wszystko najgorzej. W początkach XIX w., czyli okresie napoleońskim, było to rzeczywiście miasto twierdza, ufortyfikowane wg standardów ówczesnej sztuki wojennej. W wojnach okresu napoleońskiego Wrocław i jego fortyfikacje odgrywały bardzo dużą rolę. Miasto jednak zostało zdobyte w kampanii 1907 r. przez niewielką armię pod dowództwem księcia Hieronima Bonaparte [6]. W 1912 r., po klęsce Napoleona Bonaparte w Rosji, Wrocław i prawie cały Śląsk, przeszły ponownie w ręce pruskie. Po tym burzliwym okresie umocnień już praktycznie nie rozbudowywano. Wrocław pozostawał natomiast wielkim miastem garnizonowym [7]. Po zakończeniu Wielkiej Wojny i przeorganizowaniu państwa niemieckiego, w mieście zainstalowano dowództwo jednego z ważnych okręgów wojskowych oraz kilkanaście wielkich obiektów koszarowych, administracji wojskowej itd.

Miasto systematycznie i szybko się rozwijało. Tkanka miejska też bardzo szybko przekroczyła zarys dawnych umocnień twierdzy – większość fortów została po prostu wchłonięta przez zabudowę miejską. Dawne fortyfikacje pruskie posłużyć mogły jednak z powodzeniem do utworzenia wewnętrznego pasa obrony. Jednak wtedy zewnętrzny pas musiał przebiegać daleko na przedmieściach i być oparty o umocnienia ziemne. Trzeba tu zauważyć, że ten rodzaj fortyfikacji daleko lepiej wytrzymywały ogień artyleryjski w ramach działań II wojny światowej, niż stare forty zbudowane z cegły czy kamienia.

Na ile Wrocław był iluzoryczną twierdzą jeszcze na przełomie 1944 i 1945 r. – pokazywał też fakt, że jej powstające w pośpiechu dowództwo nie zostało wsparte kadrowo, nawet w stopniu minimalnym. Wszystko było doraźną improwizacją. Skutkowało to np. tym, że jeszcze w końcu stycznia 1945 r. nie był do końca skompletowany sztab gen. mjr. Johannesa Krausego, który między listopadem 1944 r., a połową lutego 1945 r. zmienił 3 oficerów na stanowisku kwatermistrza twierdzy. Stanowiska dowódcy saperów fortecznych w ogóle nie obsadził, bo nie miał po prostu kim, a przecież saperzy w operacji obrony miasta, spełniają zasadniczą rolę. Po prostu nie dysponował oficerem o właściwych kwalifikacjach [8]. To oznaczało, że w sporej mierze „Festung Breslau” pozostawała twierdzą nadal na papierze.

Obok dowództwa i sztabu gen. J. Krausego powstała również jeszcze jedna struktura, która z racji swych kompetencji uważała się za nadrzędną wobec dowództwa twierdzy. Był nią ulokowany we Frankfurcie nad Odrą sztab wojsk inżynieryjnych Grupy Armii „Środek”, kierowany stamtąd przez generała piechoty Adolfa Straussa. Sztab ten miał swoją, niezależną od poglądów gen. J. Krausego, koncepcję ewentualnej obrony Wrocławia w razie przełamania przez Rosjan linii Wisły. Nie przewidywała ona zasadniczo w ogóle prowadzenia walk w mieście, a jedynie na jego wysuniętych przedpolach. Sztab gen. A. Straussa założył w niej, że „Festung Breslau” będzie broniona na linii zewnętrznej, poza terenem zabudowanym, siłami 5 pełnych dywizji piechoty. Miały one być rozmieszczone na umocnionej i przygotowanej pozycji polowej, tzw. „linii Bartold”, zaplanowanej w promieniu 20–24 km od granic miasta [9].

Plan ten, niezależnie od jego wartości teoretycznej, nie brał zupełnie pod uwagę realiów. Nie wiadomo np. skąd upadająca III Rzesza miała „wydobyć” owe 5 kompletnych dywizji w razie przerwania jej frontu na Wiśle, w czasie, gdy komendant „Festung Breslau” miał, aż do ogłoszenia alarmu bojowego 17 stycznia 1945 r., pod swoim dowództwem tylko 2 bataliony piechoty i pewną liczbę zbiorczych, rozproszonych pododdziałów specjalistycznych. W wyniku przyjętych założeń obrony Wrocławia poza terenem zabudowanym „Festung Breslau” nie posiadała. Do rozpoczęcia walk o miasto nic się nie zmieniło – żadnych zewnętrznych, nowoczesnych umocnień obronnych, które uprawniałyby aglomerację do bycia twierdzą w militarnym sensie tego określenia.

W końcu 1944 r. nad „Festung Breslau” pojawiły się radzieckie samoloty. Alarmy lotnicze powtarzały się coraz częściej. Wigilię i Boże Narodzenie przerywało wycie syren. Wreszcie 12 stycznia 1945 r. ruszyła ofensywa zimowa Armii Czerwonej. Ze wschodnich prowincji III Rzeszy płynęła na zachód, fala uciekinierów, która szybko dotarła na Śląsk. Część uciekinierów zatrzymała się we Wrocławiu, który – jak zresztą cały Śląsk – stał się pewnego rodzaju schronem ludnościowym upadających Niemiec.

1 grudnia 1940 r. w mieście żyło 638.905 ludzi, w styczniu 1945 r. było ich juz ponad milion. 19 stycznia gauleiter Karl Hanke, komisarz Rzeszy ds. obrony, wydał rozkaz przymusowej ewakuacji miasta. We Wrocławiu mieli zostać tylko mężczyźni zdolni do noszenia broni. Rozkaz został wydany zbyt późno. Jeszcze w grudniu 1944 r. ówczesny komendant „Festung Breslau” gen. J. Krause zwrócił się do K. Hankego z propozycją ewakuowania ok. 200 tys. osób. Gauleiter nie wyraził na to zgody. Twierdził, że z obawy przed reakcją A. Hitlera. Generał usłyszał wówczas od gauleitera: „Gdzie z taką wielką liczbą ludzi? Nie ma takiego polecenia. Jeżeli zamelduję to Hitlerowi – każe mnie rozstrzelać, jako defetystę...” Oficer ciągle powtarzał, jak swoistą mantrę, że Rosjanie nigdy nie wejdą na Śląsk. Nawet jeśli się zbliżą, zostaną odparci, jak Mongołowie w 1241 r. [10]. Być może nawet wierzył w swoje zaklinanie rzeczywistości

K. Hanke jednak w końcu zdecydował się na ewakuację mieszkańców Wrocławia. Stało się to jednak dopiero po nalotach radzieckich na wrocławskie stacje kolejowe, które miały miejsce 17 i 18 stycznia. Wydał wówczas odezwę opublikowana w „Schlesische Tageszeitung":

„Mężczyźni Wrocławia! Nasza stolica regionu Wrocław została ogłoszona twierdzą. Ewakuacja z miasta dzieci i kobiet trwa i wkrótce zostanie zakończona. Zleciłem przeprowadzenie tej akcji szefowi okręgu partii ds. dobra publicznego. Dla opieki kobiet i dzieci zostanie powzięte wszystko, co będzie możliwe. Wzywam mężczyzn Wrocławia do wstąpienia w szeregi frontu obrony naszej twierdzy Wrocławia. Twierdza będzie broniona do końca. Kto nie jest zdolny do noszenia broni ma pomagać z całych sił w zakładach użyteczności publicznej, w zaopatrzeniu i utrzymaniu porządku. Dolnośląscy szturmiści narodowi, którzy na granicach naszego okręgu z sukcesem zwalczyli bolszewickie czołgi dowiedli, że są gotowi bronić naszej ojczyzny do końca. Nie będziemy im w tym ustępować. Wrocław, 21 stycznia 1945 r.
Hanke - Gauleiter" [11]

Spóźniony nakaz ewakuacji ludności cywilnej z Wrocławia przyniósł tragiczne skutki. Wielka ucieczka (grosse flucht), to chyba najbardziej tragiczny i dramatyczny epizod w dziejach miasta. We Wrocławiu ani w pobliżu, nie było takich środków transportu, które mogłyby wywieźć 700 tys. ludzi w kilkanaście dni. Losem tej masy ludzi nikt się wówczas nie interesował, mimo iż sceny, wedle opisów ewakuacji, były iście dantejskie.

Większość ludzi uciekała pieszo, w panice, w warunkach niezwykłej srogiej zimy, w temperaturze –30°C. Pobocza dróg wylotowych z miasta szybko zaścieliły się zwłokami dzieci, niemowląt, kobiet i starszych osób, dla których trud ucieczki okazał się zbyt wielki.

Oprócz nielicznej pozostałej już ludności cywilnej, w mieście pozostał jedynie garnizon w liczbie ok. 50 tys. żołnierzy, którzy rozkazem A. Hitlera mieli bronić Wrocławia do ostatniego żołnierza. Tak rozpoczął się okres prawie 3-miesięcznego oblężenia Wrocławia, które doprowadziło do niemalże całkowitego zniszczenia tego pięknego miasta. Podpalanie i wyburzanie budynków przez wojsko niemieckie w celu wzniesienia barykad i stworzeniu lepszej możliwości obrony nie miało żadnych granic. Wysadzano całe rzędy domów, podpalano całe dzielnice na terenie wielkiego miasta, co w zamyśle miało zatrzymać Rosjan [12]. Reżim hitlerowski nie miał przy tym żadnych hamulców. W porównaniu z tą działalnością, zniszczenia powodowane przez radzieckie naloty wyglądały jak drobne uszkodzenia. Trzeba bowiem dodać, że Rosjanie nie posiadali lotnictwa strategicznego, wiec bombardowanie miasta przy pomocy bombowców taktycznych nie mogło przynieść poza psychologicznym, wielkiego skutku.

Wszystkie te działania były spowodowane złudną nadzieją zaślepionych wojną dowódców, na odsiecz czy kontrofensywę niemiecką, gdyż na taką istniały warunki. Wojska niemieckie zajmowały nadal, nawisającą operacyjnie pozycje w Sudetach. Tyle, że posiadały już zbyt mało żołnierzy i sprzętu [13].

Najlepszym przykładem „szału niszczenia" była budowa pasa startowego na Placu Grunwaldzkim i ul. Świdnickiej. Prócz tysięcy ludzkich ofiar, budowa pochłonęła też kościoły, budynki użyteczności publicznej i inne budowle. Tymczasem pod Kaiserbrucke (most Grunwaldzki) podsunięto wielkie łodzie i grubymi palami dębowymi i pniami, podparto wiszący most od dołu, aby móc przeciąć ciężkie taśmy stalowe, na których wisiał most i wysadzić piękne granitowe wieże nośne. Wszystko po to, aby nie utrudniać startów i lądowania na pasie startowym. Efektem wszystkich tych zniszczeń i cierpień przymusowych robotników było tylko to, żeby 5 maja K. Hanke mógł uciec z Wrocławia. Samolot, słynny niemiecki Storch, którym uciekał gualeiter, a o którym mówiło się, że wystartuje z każdego placu, był drugim i zarazem ostatnim samolotem, jaki kiedykolwiek wystartował z tego miejsca.

Po ruszeniu znad Wisły ofensywy styczniowej, już na przełomie stycznia i lutego zdobyte zostały przez Rosjan poszczególne miejscowości wokół Wrocławia. Od 22 stycznia 1945 r. trwały walki na południe i północ od miasta o zdobycie Sycowa, Twardogóry, Trzebnicy, Oławy, Ścinawy, Brzegu. Z 15 na 16 lutego 1945 r. nastąpiło okrążenie Wrocławia i początek właściwego oblężenia przez 6. Armię 1. Frontu Ukraińskiego pod dowództwem gen. Władimira Głuzdowskiego. Od 17 do 21 lutego 1945 r. nastąpiło opanowanie peryferyjnych dzielnic Wrocławia: Żernik, Kleciny, Oporowa, Partynic, Ołtaszyna i Brochowa.

Wojska radzieckie zamknęły szczelnie pierścień wokół śląskiej stolicy. Postawiło to broniących „Festung Breslau” w trudnej sytuacji pod względem wszelkiego zaopatrzenia i logistyki. Sytuacja jeszcze bardziej się pogorszyła po utracie 1 kwietnia jedynego już pozostającego w dyspozycji garnizonu lotniska Klein Gandau (Gądów Mały). Wprawdzie pospiesznie przygotowywano lądowisko na wyburzanym Placu Grunwaldzkim, jednak dla większego zaopatrzenia pozostała już tylko jedna droga: mianowicie zrzuty z powietrza [14].

23 lutego 1945 r. nastąpił początek budowy przez Niemców lotniska w rejonie Placu Grunwaldzkiego. Natomiast atakujący Rosjanie w mniej więcej tym samym czasie osiągnęli linię obecnych ulic: Jesionowej, Kamiennej, Borowskiej, Sanockiej, Lwowskiej, na płd. skraj pl. Pereca i zakłady Junkers na Grabiszyńskiej. Na zachodnim odcinku natomiast, zdobyto Pracze Odrzańskie, Leśnicę, Złotniki, Strachowice z lotniskiem, Żerniki i Grabiszynek, na prawym brzegu Widawę, Lipę Piotrowską, Polanowice, Psie Pole.

Samoloty transportowe, najczęściej ciężkie Ju-52 z uzbrojeniem, amunicją i innym zaopatrzeniem startowały najpierw z Żagania, a później głównie z Drezna. Jednak wobec postępujących dużych strat, dowództwo Luftwaffe postanowiło zastosować inny wypróbowany sposób – zaopatrzenie miały realizować cicho i bezszelestnie, latające głównie nocą, szybowce transportowe. Rozkazem z dnia 16 lutego 1945 r. przetransportowano do Drezna-Klotzsche i Żagania wszystkie sprawne samoloty holujące typu He-111, Ju-52 i Do-17 oraz także eskadry szybowców transportowych DFS 230 i Go-242. Przebazowano też eskadrę holującą „Reich” z miejscowości Papa na Węgrzech. Głównie z tych właśnie lotnisk samoloty holowały szybowce transportowe z zaopatrzeniem, a nawet spadochroniarzami, do „wędrujących kotłów” oraz miast zamkniętych.

22 marca 1945 r. Berlin otrzymał zaszyfrowany meldunek, że lądowisko wzdłuż Kaiserstrasse o wymiarach 800 x 50 m jest już prawie gotowe do lądowania, jednak to ryzykowne przedsięwzięcie było zastrzeżone tylko dla szybowców. Na osobisty rozkaz A. Hitlera jeszcze tej samej nocy miało być tu przerzuconych 6 ciężkich dział polowych wraz z amunicją i obsługą. W nocy samoloty wystartowały z 6 szybowcami na holu – 3 Go-242 i 3 DFS 230. Już ta pierwsza akcja pokazała, jak ciężkie i zgubne będą te loty: sierż. Frohn przy lądowaniu na placu wpadł swoim wielkim szybowcem na platformę-lorę, Go-242 sierż. Seidla zaraz po wyczepieniu został wykryty przez reflektory i trafiony. Mimo to udało mu się jeszcze lądować awaryjnie na płn. od Wrocławia, ale już po stronie przeciwnika (niewykryty, w siódmym dniu przedostał się do twierdzy). Tylko szybowiec Go-242 st. sierż. Hubera szczęśliwie wylądował na Kaiserstrasse [15].

Także lot 3 DFS 230 przebiegał niepomyślnie – jedna maszyna z przyczyn technicznych musiała zawrócić, druga awaryjnie lądowała koło Grossenheim rozbijając się, trzecia runęła na południowych obrzeżach miasta. Lot szybowca Go-242 następnej nocy również zakończył się tragicznym wypadkiem, w odróżnieniu od nocy 26/27 marca, kiedy to, przynajmniej jeden DFS 230 pilotowany przez podoficera Husterta wylądował w twierdzy. W nocach 7/8, 8/9 i 10/11 kwietnia startowało do Wrocławia w sumie 29 szybowców DFS 230 i Go-242, ale potwierdzonych było tylko 10 lądowań w twierdzy. Holujące je samoloty to głównie powszechnie używane modele Do-17 i He-111.

W pierwszych dniach marca 1945 r. miała ruszyć odsiecz dla miasta. Dowództwo wojsk niemieckich, skoncentrowało w rejonie Zgorzelca 7 dywizji, wliczając w to dywizję pancerną. Podjęło próbę przełamania okrążenia. Niemiecki atak rozpoczął się 3 marca i skoncentrowany był na odcinku osłabionej radzieckiej 3. Armii Pancernej Gwardii. Jednak po kilkudniowych bardzo ciężkich walkach, natarcie zostało zatrzymane przy ogromnych stratach obu stron, zwłaszcza Rosjan [16]. W celu wzmocnienia okrążenia, do 6. Armii gen. W. Głuzdowskiego dołączono kolejne pojedyncze dywizje ze znajdującej się w pobliżu 52. Armii. Pozostałe jednostki 1. Frontu Ukraińskiego kontynuowały marsz na zachód, mijając okrążone miasto, które zdecydowano zająć szturmem.

80-tysięczny już garnizon miasta pod polityczną komendą K. Hankego i dowództwem gen. J. Krausego, zwolnionego zresztą z funkcji w lutym i późniejszymi kolejnymi dowódcami – generałami Hansem von Ahlfenem i Hermannem Niehoffem, złożony był faktycznie z rozbitków z różnorodnych jednostek. W ich skład wchodziły dopiero co sformowana 609. Dywizja Piechoty, elementy 269. Dywizji Piechoty, jednostki szkolne i zapasowe, pułk forteczny SS Besslein, 38 batalionów Volkssturmu o liczebności po 400 osób każdy oraz jednostki Hitlerjugend. Także formacje Schützpolizei, naziemne jednostki Luftwaffe, obsługa magazynów Kriegsmarine oraz duża liczba pozostałości personalnych po zniszczonych wcześniej formacjach.

Obrońcy dysponowali 32 bateriami artyleryjskimi, obsługiwanymi głównie przez starców oraz jednostek złożonych z byłych jeńców radzieckich, polskich, jugosłowiańskich a nawet włoskich. Większość źródeł podaje, że garnizon nie posiadał żadnych czołgów, aczkolwiek niektóre źródła informują o kilku Tygrysach, uprzednio wycofanych z rejonu Oleśnicy oraz także o kilku Panterach. Dodatkowo w zakładach FAMO wyremontowano i włączono do walki kolejne dwa Tygrysy. Wojska w Breslau posiadały także kompanię 15 różnych pojazdów artyleryjskich i dział samobieżnych w tym trzy typu Ferdinand. Także pojazdy wsparcia piechoty typu StuG. Garnizon posiadał również zbudowany naprędce na miejscu, pociąg pancerny Pörsel, wraz ze 150 osobami załogi [17].

W styczniu 1945 r. dostarczono do Wrocławia także 50 zdalnie sterowanych pojazdów wybuchowych typu Goliath, wraz z dwiema bateriami 75-milimetrowych dział typu Pak40 i 18 sztukami 88-milimetrowych dział typu Flak38. W lutym 1945 r., drogą powietrzną dostarczono również żołnierzy II elitarnego batalionu 25. Pułku Strzelców Spadochronowych, zwanego też II batalionem Pułku do Zadań Specjalnych Schacht – od nazwiska dowódcy pułku majora Gerharda Schachta, uczestnika słynnego ataku na fort Eben Emael i trzy mosty na Kanale Alberta w 1940 r. Obrona Wrocławia podlegała formalnie feldmarszałkowi Ferdinandowi Schrönerowi, dowódcy Grupy Armii Środek. Był to fanatyczny hitlerowiec, natomiast słaby dowódca wojskowy. Mimo to A. Hitler miał do niego ogromne zaufanie.

16 lutego 1945 r. Rosjanie rozpoczęli bezpośredni atak na miasto, który nastąpił z południa a następnie z zachodu. Wkrótce działania te zamieniły się z krwawe walki o każdy pojedynczy dom. Najkrwawsze starcia miały miejsce w zindustrializowanych rejonach miasta oraz w okolicach lotniska na Gądowie. Pierwsze 3 dni walk kosztowały Rosjan 76 czołgów, a kolejne ponad 100 maszyn utracili w ciągu następnych 2 dni walk, co było „zasługą" fatalnej taktyki radzieckich dowódców – użycia czołgów, jako wsparcia grup szturmowych w walkach ulicznych. Zniechęceni w końcu olbrzymimi stratami Rosjanie, rozpoczęli zmasowane ataki artyleryjskie na pozycje Niemców, co jednak przyniosło mierne efekty militarne. Natomiast przyniosły te nawały artyleryjskie kolejne, ogromne zniszczenia zabudowy.

W końcu marca 1945 r., Wrocław pozostawał ostatnim, najsilniejszym miejscem oporu na południowy zachód od zniszczonego Opola. Trwające w mieście walki, zepchnęły obrońców głębiej, w stronę centrum Wrocławia. Taktyka Niemców w tej fazie walki, polegała na obracaniu w ruinę każdego pozostawionego po sobie budynku, aby utrudnić poruszanie się wojsk przeciwnika i zlikwidować ewentualne punkty obserwacji i orientacji artyleryjskiej. W ten sposób Niemcy, rujnując swoje własne miasto, bezpowrotnie pozbawili je wielu cennych walorów architektonicznych. Z powierzchni ziemi znikły całe kwartały barokowych ulic z bogato zdobionymi kamienicami, strzeliste kościoły (np. kościół św. Pawła) i inne, równie cenne budowle np. wieże widokowe na Wzgórzu Partyzantów i Szwedzkiej Górce na Osobowichach. 1 kwietnia, po utracie lotniska na Gądowie, XIX-wieczna, neoklasycystyczna Kaiserstrasse, dzisiejsza ul. Grunwaldzka wyburzona została juz całkowicie, w celu umiejscowienia tutaj nowego pasa startowego dla samolotów. Ten olbrzymi plac budowy, na którym pracowało i ginęło tysiące robotników przymusowych, wkrótce stał się celem zmasowanych ataków artyleryjskich i powietrznych, ze strony Rosjan.

Od 1 do 25 kwietnia 1945 r. nastąpiło stopniowe wypieranie Niemców z dzielnic zachodnich – zdobyto Maślice, Kuźniki, Nowy Dwór, osiedle i lotnisko Gądów, fabryki Linke-Hofmann i FAMO, forsując nasypy kolejowe i docierając do portu miejskiego na Odrze (ul. Długa), ruin kościoła św. Mikołaja, ulic Szczepińskiej, Dobrej, Braniborskiej i przedpola Dworca Świebodzkiego

29 kwietnia 1945 r., jak już wspomniano poprzednio, gauleiter K. Hanke uciekł drogą powietrzną, korzystając z nigdy nieukończonego pasa startowego na Kaiserstrasse. Miał rzekomo zastąpić H. Himmlera na stanowisku Reichsführera SS. Nigdy nie został odnaleziony. Niektórzy twierdzą, że odnalazł się w 1948 r. w Argentynie.

6 maja, cztery dni po upadku Berlina, generał H. Niehoff podpisał akt kapitulacji i poddał twierdzę Wrocław Rosjanom [18].

Marszałek Iwan Koniew, dowódca 1. Frontu Ukraińskiego, wspominał w swojej książce „Czterdziesty piąty", że H. Niehoff miał już gotowy plan przebicia się przez pierścień okrążenia i połączenia wrocławskiego garnizonu z resztą wojsk F. Schrönera, pozostającymi w Sudetach [19]. Zamiar ten był na tyle błyskotliwy, że miał realne szanse powodzenia. Jednak upadek Berlina i kapitulacja wszystkich ognisk niemieckiego oporu, ostatecznie skłoniły H. Niehoffa do poddania miasta Rosjanom.

Praktycznie w sytuacji, gdy gauleiter K. Hanke uciekł z Wrocławia, wojskowe dowództwo niemieckie zdecydowało się skapitulować. Spotkanie parlamentariuszy miało miejsce na skrzyżowaniu ul. Powstańców Śląskich i ul. Lwowskiej, a sporządzenie dokumentów w sztabie pułku radzieckiego przy ul. Kamiennej 46.

Akt kapitulacji został podpisany 6 maja 1945 r. przez gen. H. Niehoffa w willi Colonia przy dzisiejszej ul. Rapackiego 14 w obecności parlamentariuszy. Twierdza Breslau skapitulowała z potwornym rekordem zniszczeń. Zginęło około 6.000 żołnierzy i ponad 70.000 cywilów. Do niewoli trafiło 45.000 ludzi. Straty Rosjan to ponad 18.000 zabitych, w tym 800 oficerów. Rannych było dalszych 40.000, co przy ówczesnym poziomie radzieckiej opieki medycznej pozwala sadzić, że ok. połowa zmarła. W końcowej fazie walk, oblężenie Wrocławia związało dziesięć pełnych, radzieckich dywizji.

Z 30.000 domów we Wrocławiu tylko 10.000 przetrwało oblężenie. W południowej i zachodniej części miasta, 90% budynków było w ruinie. W części starego miasta i centrum 50%, w pozostałych dzielnicach od 10% do 30%. Najmniej szkody poniosły dzielnice Bischofswalde (Biskupin), Wilhelmsruh (Zacisze), Zimpelmann (Sępolno), Zalesie i Karłowice. W mieście było pełno gruzu z okolicznych budynków (około 8 mln m3). Dewastacja dotknęła 80% elektrowni, 100% sieci oświetleniowej, 80% sieci tramwajowej i kolejowej oraz 60% gazowni. Zostały również uszkodzone systemy rur wodociągowych i kanalizacyjnych. Całkowicie zniszczono 60% zakładów przemysłowych, a reszta była w opłakanym stanie. Zostały także zniszczone zabytki kulturowe i religijne [20].

Parki i tereny zielone zostały zamienione w cmentarze. Wojenna nekropolia oficerów radzieckich, poległych lub zmarłych w wyniku ran i chorób odniesionych w czasie oblężenia Wrocławia w roku 1945 to cmentarz Oficerów Radzieckich przy zbiegu dzisiejszych ulic Zwycięskiej i al. Karkonoskiej. Pochowano tu 763 radzieckich oficerów, w tym 69 nieznanych z imienia i nazwiska, pochodzących głównie z 6. Armii 1. Frontu Ukraińskiego. Wśród pochowanych znajdują się także dwaj niemieccy antynaziści: Horst Viedt i Josef Wagner, którzy zginęli podczas wykonywania akcji dywersyjnej 6 maja 1945 r. Natomiast około 7,5 tys. żołnierzy radzieckich (w stopniach nieoficerskich) pochowano na cmentarzu na Skowroniej Górze.

9 maja 1945 r., po 700 latach, Wrocław, na mocy postanowień konferencji w Poczdamie, ponownie stał się polskim miastem.

Warto nadmienić jeszcze, że Wrocław a raczej materiały budowlane z Wrocławia, podobnie jak też innych dolnośląskich miast, posłużyły do odbudowy Warszawy. Cale pociągi cegły z rozbieranych wrocławskich budynków jechały do polskiej stolicy. Ta bezmyślna akcja kosztowała Wrocław kolejne wyburzenia i ruiny.
Kolejnym problemem są zabudowania wrocławskiego dworca głównego. W jego podziemiach mieściło się przez pewien czas dowództwo obrony twierdzy. Gdy to dowództwo wobec zagrożenia zajęcia dworca przez Rosjan przeniosło swoją siedzibę do podziemi dworca, po prostu wpuszczono wodę z jednej z licznych odnóg Odry. Uporczywe pogłoski sugerują, że w tych zalanych podziemiach w dalszym ciągu znajduje się kilkanaście ton złota.

Prawda jest również taka, że pod Dworcem Głównym, znajdował się podziemny dworzec kolejowy. Tory stamtąd wychodziły na powierzchnię ok. 1500 m na wschód od właściwego dworca. Nie ma żadnych wątpliwości, że w tym podziemnym dworcu znajdowały się również magazyny oraz szpital wojskowy. Prawdopodobnie również rezerwowa elektrownia o mocy około 35 MW. Czy oprócz hipotetycznego złota były tam również magazyny dzieł sztuki itd. Tu raczej należy powątpiewać. Tego typu przedmioty, Niemcy ukrywali raczej w pobliskich Sudetach, których niektóre formacje przypominały swego rodzaju ser szwajcarski. Pocięte były bowiem sztucznie wykonanymi jaskiniami, korytarzami itd. Niektóre z tych magazynów, szczególnie te należące do kompleksu Riese-Olbrzym, do dnia dzisiejszego zostały spenetrowane tylko w drobnych fragmentach.

Tu dochodzimy do różnych sensacji i legend związanych z rzekomymi skarbami. Jak już pisano powyżej, mogą się one znajdować w zalanej podziemnej części Dworca Głównego. Czy próbowano ten dworzec osuszać? Oczywiście tak. W latach 1960’ prowadzono intensywne prace w tym kierunku. Jednakże szybko się okazało, że są otwarte lub wysadzone przepusty do kilku kanałów Odry. Tu trzeba dodać, że praktycznie cale miasto stanowi swego rodzaju system wysp, oddzielonych licznymi kanałami. Wracając do prac przy podziemnym dworcu, szybko okazało się, że żadne ówczesne pompy nie zdołają się uporać z wpływająca w bardzo szybkim tempie wodą. Również próby barwienia wody żeby stwierdzić kierunki napływu okazały się chybione. Zatem do dnia dzisiejszego utrzymuje się w dolnych poziomach dworca swego rodzaju podwodne status quo.

Gaulaiter Wrocławia nakazał również zgromadzenie zasobów kruszcowych w piwnicach wrocławskiego ratusza. Pozostaje znakiem zapytania czy te zasoby zdołano wywieźć z miasta przed zamknięciem blokady miasta. Też wydaje się to problematyczne, chociaż jeden konwój kilkunastu samochodów ciężarowych na pewno zdołał wyjechać i przebić się w kierunku południowym przez niezbyt jeszcze szczelna blokadę. Czy tego samego dokonał jakiś pociąg pancerny? Przede wszystkim jedyny pociąg pancerny, zresztą zaimprowizowany, pozostał w mieście. Jednak mogło chodzić o typowy dla Rzeszy tego okresu czasu pociąg, w składzie którego, oprócz wagonów osobowych i towarowych, na przedzie i tyle były umieszczone wagony-platformy z czterolufowymi działkami przeciwlotniczymi o kal. 37 mm. Tego typu pociągów było sporo i z Wrocławia, ale w kierunku zachodnim, w ramach ewakuacji ludności i dóbr materialnych, wyjechały co najmniej 3. Oprócz kilkunastu innych oczywiście, nieuzbrojonych – dodajmy.

Nie jest żadną tajemnicą, że w Sudetach, nie tylko Górach Sowich, Niemcy posiadali i rozbudowywali sukcesywnie, prawie do końca wojny podziemne, czyli nienarażone na skutki nalotów alianckich, ośrodki badawcze, zakłady produkcyjne. W końcówce wojny również tam, nie tylko w Bawarii i Austrii, ukrywali dobra materialne. Wiele z tych kryjówek pozostaje niewykrytych do dzisiaj. Jednak komplet Riese-Olbrzym był przede wszystkim strukturą produkcyjną. Z kolei tunele i komory wykute pod zamkiem Hofbergów (książąt pszczyńskich) były przeznaczone na zlokalizowanie tam niemieckiego archiwum państwowego. Pewne zasoby archiwalne tam zresztą przewieziono z Berlina. W pieczarach pod wzgórzem zamkowym, skarbów raczej się nie odnajdzie.

O innych tajemnicach związanych z cudownymi broniami Hitlera już pisano na łamach portalu Geopotya.org. Być może nastąpi powrót do tematyki projektowania i produkcji tychże w kolejnych publikacjach…

Fot. www.pzg.biz

______________________________________
1. S. Sztemienko. Sztab generalny w latach wojny. MON. Warszawa.1969.s.219-224
2. H. Guderian Wspomnienia żołnierza.MON.Warszawa.1972.s.134-139
3. B. H. Liddell Hart. Strategia ,Działania pośrednie.MON.Warszawa.1959.s.322 i nast.
4. E. Januła. Noc Walkirii./w/Przegląd.nr.14/2003
5. E, Januła. Operacja berlińska./w/Silesia-Schlesien.com.Dostęp.03.10.2014
6. E. Januła. M. Różycka. Śląsk w okresie napoleońskim./w/http.www.Silesia-Schlesien.com.Dostęp.14.10.2014
7. H.Greiner.Za kulisami OKW.MON.Warszawa.1958.s.112 i nast.
8. K. Jońca A. Konieczny. Upadek Festung Breslau.Ossolineum.Wroclaw.1963.s.97-106
9. Szerzej. E. Januła. Bitwa o Berlin. Historia prawdziwa./w/Księga pamiątkowa poświęcona 70 rocznicy prof. H.Kocója.Ślask.Katowice.1988.s.362-369
10. R Majewski. Wrocław godzina zero.KAW.Wrocław.1985.s.107 i nast.
11. Schlesische Tageszeitung.Breslau.21.Januar.1945.Jahr.
12. K.Jonca.A.Konieczny….s.211-216
13. A.Sperr.Memories.Hamilton.NY.1972.s.367 i nast..
14. R. Majewski...s.113 i nast.
15. K.Jonca.A.Konieczny.,,s.211
16. E. Januła. Bitwa o Berlin…s.367.
17. K.Jonca.A.Konieczny….s.235-238
18. K.Jońca.A.Konieczny…s.246 i nast.
19. I. Koniew. Czterdziesty piąty.MON.Warszawa.1977.s.278 i nast.
20. Szerzej.R.Majewski…s.186 i nast.

Czytany 6774 razy Ostatnio zmieniany wtorek, 15 wrzesień 2015 09:43