Wydrukuj tę stronę
piątek, 20 styczeń 2012 10:30

Doriana Szewelańczyk: A może jednak z tarczą?

Oceń ten artykuł
(7 głosów)

usa_shield

  Doriana Szewelańczyk

Podczas gdy cały świat odpalał fajerwerki, Iran wystrzelił rakiety. Witając w ten sposób Nowy Rok pokazał tym samym, iż spekulacje na temat sukcesywnych prac nad budową broni atomowej są nie tylko uzasadnione, ale stają się realnym zagrożeniem w utrzymaniu międzynarodowego porządku.

Wraca więc temat budowy tarczy antyrakietowej przez Stany Zjednoczone na terytorium naszego kraju oraz radaru w Czechach. Czy zakończenie negocjacji było dobrym i ostatecznym rozwiązaniem?

Czy Iran aby na pewno nie jest zagrożeniem dla państw europejskich?

Oczywiście należy brać pod uwagę, iż o charakterze strategii militarnej mocarstw nie decyduje tylko zgoda bądź sprzeciw Polski na budowę tarczy antyrakietowej, ale również szereg innych interesów na ogólnoświatowej scenie. Takich jak chociażby wykonywane przez Iran na początku stycznia ćwiczenia na wodach międzynarodowych, mające na celu sprawdzenie gotowości swojej marynarki do ewentualnego zamknięcia Cieśniny Ormuz. Iran nazywany „państwem zbójeckim”, stał się krajem niewspółpracującym w międzynarodowym porządku, a wręcz się z niego wyłamującym i chcącym metodami siłowymi odbudować swoją pozycję regionalną, stając się tym samym realnym zagrożeniem nie tylko dla Stanów Zjednoczonych. Warto na tle tych ostatnich wydarzeń wyjaśnić oraz przypomnieć funkcjonowanie tarczy antyrakietowej.

Z azjatyckiego państwa (w naszym przypadku z Iranu) zostaje wystrzelona wroga rakieta wprost na terytorium Stanów Zjednoczonych, a cały jej lot trwa około 25 minut. Satelity wczesnego ostrzegania zainstalowane na lądzie oraz te, które są umieszczone na okrętach, w pierwszej fazie wznoszenia wrogiej rakiety wykrywają ją i śledzą jej lot wraz ze stacjami radarowymi. Rakieta balistyczna, będąca w środkowej fazie swojego lotu, rozdziela się na głowice i atrapy, a w tym samym czasie umieszczony potencjonalnie w Republice Czeskiej radiolokator namierza ją, dając sygnał do bazy z pociskami przechwytującymi, z której zostaje wystrzelony pocisk przechwytujący. Końcowym etapem procesu jest zniszczenie wrogiej rakiety [1]. Tak więc system ten ma za zadanie przechwycenie wrogich rakiet balistycznych, wystrzelonych niezależnie z jakiego miejsca na ziemi, niezależnie w jakiej fazie się znajduje.

Państwo zbójeckie

Geneza irańskiego programu jądrowego sięga lat 60 i 70 ubiegłego wieku, kiedy przyjęto program budowy na terytorium Iranu około 20 niewielkich reaktorów atomowych. Nie można zapomnieć, że to właśnie Stany Zjednoczone, jako pierwsze państwo, pomagało Iranowi w „zapoznaniu się” z technologią nuklearną, przekazując reaktor atomowy na lekką wodę, który miał służyć w charakterze prac naukowo – badawczych [2]. Oczywiście należy pamiętać, że Iran w tamtym okresie tj. przed rewolucją w 1979 roku, za rządów szacha Pahlawiego, był zupełnie innym Iranem, niż jest teraz. Wówczas jego pokojowym zamiarom można było dać wiarę. Jednak Iran, jako jeden z sojuszników USA na Bliskim Wschodzie, stał się jej największym wrogiem i to wrogiem niebezpiecznym, bo mającym duże możliwości nie tylko w zbudowaniu broni atomowej, ale także pod względem posiadania rakiet dalekiego zasięgu. Wspomniane wyżej ćwiczenia irańskie, pod kryptonimem Velayat 90, ku niezadowoleniu Amerykanów, okazały się bardzo udane. Wypróbowali i sprawdzili kilka rodzajów rakiet:

Ghader – pocisk dalekiego zasięgu typu ziemia- ziemia o zasięgu 200 km,

Nur – pocisk wyposażony w udoskonalony system antyradarowy i system wykrywania celu oraz

Nasr – pocisk antybalistyczny o krótkim zasięgu [3].

Nie powinno się zapominać, iż oprócz produkcji własnego rodzaju uzbrojenia, Iran nadal zaopatrywany jest w rakiety przez swoich sojuszników, takich jak chociażby Białoruś, która w sierpniu 2010 roku sprzedała dwie rakiety S-300 typu ziemia-powietrze [4], a także Rosję, która podpisała w 2007 roku kontrakt na sprzedaż Iranowi tej samej broni. Rakiety te są uważane za odpowiedniki amerykańskich patriotów. Mogą one zwalczać samoloty i pociski balistyczne w odległości do 200 kilometrów. W listopadzie 2007 roku Iran ogłosił, iż stworzył nową rakietę o nazwie Ashura. Według irańskiego oświadczenia, jej zasięg sięga 2 tys. kilometrów.

Nie tylko aspekty stricte militarne wpływają na dążenia Teheranu do pozyskiwania broni nuklearnej, ale także przekonanie, że Iran, tylko jako mocarstwo regionalne, będzie zdolne do skutecznego realizowania islamskiej rewolucji. Według niesklasyfikowanej, długoterminowej oceny wywiadowczej Stanów Zjednoczonych, Iran będzie zdolny w 2015 roku do testowania rakietowego pocisku balistycznego o zasięgu międzykontynentalnym, jeśli tylko otrzyma pomoc z zagranicznych państw, takich jak właśnie Rosja czy Chiny.

Warto zwrócić uwagę, że Rosja traktuje rejon Bliskiego Wschodu, jako możliwość przeciwstawienia się amerykańskiej hegemonii. Wspierając tamtejsze państwa, zyskuje ich zaufanie, gdyż tym samym stanowi to opozycję wobec Stanów Zjednoczonych. Chociaż taka polityka powoduje wzrost potęgi Iranu, może spowodować powstanie trzeciego mocarstwa azjatyckiego, po Chinach i Indiach, co w rezultacie może zaszkodzić interesom rosyjskim w rejonie Morza Kaspijskiego.

Co na to inni?

O ile stanowisko Rosji w kwestii tarczy antyrakietowej było powszechnie znane, to zdanie państw europejskich już zdecydowanie mniej. Kraje posiadające największe wpływy w Unii Europejskiej, tj. Niemcy i Francja, były przeciwne planowanej strategii obronnej. Uważały, że budowa amerykańskiego systemu przeciwrakietowego może wywołać nową rundę zbrojeń, co z kolei może grozić podziałem Europy. Wydaje się, że równie ważnym powodem nieprzychylnego nastawienia państw europejskich była zdecydowanie negatywna reakcja Rosjan na budowę tego rodzaju systemu obronnego. Bano się wyścigu zbrojeń i antagonizmów mogących się pojawić pomiędzy USA, Rosją i Chinami – a co za tym idzie, możliwości wywołania nowej „zimnej wojny”. Przeciwne stanowisko niektórych państw europejskich oraz stanowcze decyzje Stanów Zjednoczonych, odnośnie rozmieszczenia systemu MD na terytorium Polski i Czech pokazuje, iż w okresie wielobiegunowej polityki, końca „zimnej wojny”, interesy amerykańskie nie zawsze pokrywają się z interesami europejskimi, jak i również Europa nie zawsze będzie gotowa do solidarnego angażowania się w sprawy Stanów Zjednoczonych.

Tymczasem w Rumunii...

Wraz z wyborem nowego, 44 prezydenta Stanów Zjednoczonych, było wiadomo, że USA będą od tego momentu państwem o zupełnie innym charakterze. Barack Obama – laureat pokojowej nagrody Nobla – w przeciwieństwie do George’a W. Busha – mierzącego świat swoim, amerykańskim standardem, opiera się na zupełnie innych priorytetach i przekonaniach. Jedną z pierwszych, odważnych decyzji nowowybranego prezydenta, była rezygnacja z umieszczenia w Polsce tarczy antyrakietowej oraz radaru w Czechach. Nowym rozwiązaniem jest umieszczenie amerykańskiego systemu obronnego w Rumunii, kraju najbardziej proamerykańskim w południowej Europie. W grudniu 2011 r. została zatwierdzone przez prezydenta Rumunii ustawa o budowie na terytorium swojego kraju amerykańskiego systemu obronnego. Pociski zostaną umieszczone w bazie lotniczej Deveselu przy granicy rumuńsko-bułgarskiej. Rumunia zapewnia sobie tym samym jeden z podstawowych systemów obronnych, a jakikolwiek atak na to państwo może zostać potraktowany przez Stany Zjednoczone jako bezpośredni atak na ich terytorium. Zatem państwo atakujące musi być przygotowane na zdecydowany kontratak potęgi militarnej, jaką niewątpliwie są USA.

Ostatnie wydarzenia w Cieśninie Ormuz pokazują jak niebezpiecznym krajem staje się Iran, a stosowanie przez niego tak agresywnej ideologii (także polityki zagranicznej), może stać się zagrożeniem dla całego świata. Zablokowanie Cieśniny Ormuz nie będzie już tylko zagrywką militarną, ale również gospodarczą. O ile wspomniana zagrywka militarna byłaby wymierzona przede wszystkim w Stany Zjednoczone i ich sojuszników, to już skutki ewentualnej blokady cieśniny odczuje więcej krajów, nawet tych nie zaangażowanych w „zimną amerykańsko-irańską wojnę”.

W tym roku mija 10 lat od rozpoczęcia oficjalnych negocjacji dotyczących budowy tarczy antyrakietowej w Europie. Najpierw na terytorium Polski i Czech, teraz w Rumunii. Podczas gdy Amerykanie zwlekają z rozmieszczeniem elementów obronnych na Starym Kontynencie, Iran testuje coraz to nowsze rakiety, nie zawracając sobie głowy problemami Amerykanów i nie zważając na opinię międzynarodową. Czy opieszałość USA będzie miała negatywne skutki? Czy Polska będzie z zazdrością patrzeć na Rumunię i jej ulepszony system obronny? Miejmy nadzieję, że nie będzie potrzeby odpowiadać na te pytania, a tym samym nie będzie konieczności sprawdzenia na ile amerykański system obronny jest skuteczny i potrzebny Europie.

fot. Dreamstime.com

UWAGA! Przedruki i republikacje za wyłączną zgodą autorki.

____________________________________________
1 Szewelańczyk D., Problem instalacji elementów tarczy antyrakietowej w Polsce oraz radaru w Czechach w latach 2004-2009 w aspekcie polityki międzynarodowej, s. 9.
2 Ołtowski T., Motywy dążenia Iranu do uzyskania statusu mocarstwa nuklearnego, „Bezpieczeństwo Narodowe”, 2006, nr 1, s.133-134.
3 http://m.wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,117915,10898822,Iran__Przetestowano_rakiety_dalekiego_zasiegu.html
4 http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114881,8211721,Iran_otrzymal_cztery_rakiety_S_300.html

Czytany 5077 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04