piątek, 15 styczeń 2010 08:33

Dominik Jankowski: Trójkąt geopolityki światowej

Oceń ten artykuł
(3 głosów)
alt Dominik Jankowski Wielowiekowe stosunki chińsko-rosyjskie, nacechowane licznymi konfliktami i walką o wpływy, stanowią obecnie jeden z fundamentów nowoczesnej geopolityki - łączący przeszłość z przyszłością. Związek między mocarstwem przyszłości i przegranym imperium XX wieku pokazuje nie tylko jak zmienił się obraz świata, ale wyznacza również geopolityczne trendy na kolejne dekady.
Jak w soczewce bowiem w relacjach chińsko-rosyjskich skondensowane są najważniejsze wyzwania współczesności z zakresu twardego i miękkiego bezpieczeństwa: począwszy od terroryzmu i ruchów separatystycznych, poprzez problematykę bezpieczeństwa energetycznego i polityki surowcowej, na pokryzysowej walce o zbalansowanie gospodarki kończąc. Nie da się bowiem ukryć, że dla obu stron ten dziwny związek, zasługujący na miano „osi wygody", naznaczony, jak to celnie określił Dominique Moïsi, ambiwalentnymi uczuciami geopolitycznymi, stanowi przyczynek do realizacji partykularnych, nierzadko sprzecznych interesów.

Chińska ofensywa
Kiedy w marcu 2007 roku prezydent Hu Jintao otwierał w Moskwie chińską wystawę narodową, zorganizowaną w ramach roku chińskiego w Rosji, padły słowa o największej w dziejach Pekinu zagranicznej wystawie chińskiej kultury i postępu ekonomicznego. Gdyby relacje chińsko-rosyjskie mierzyć według słów, które o nich padają, na czele z zaburzającym obraz rzeczywistości „partnerstwem strategicznym", wydawałoby się, że przyszłość dla obu stron jawi się właściwie bezkonfliktowo. Chiny, przez długi czas odgrywające rolę satelity Moskwy, wybiły się na światową niezależność i to teraz one tak naprawdę ustalają agendę relacji chińsko-rosyjskich. Geopolityczne przetasowania spowodowały, że Chinom - przede wszystkim w wymiarze ekonomicznym - bliżej teraz do Stanów Zjednoczonych niż do Rosji. Proces globalizacji, także w sferze geopolitycznej, doprowadził do tego, że myślenie w kategoriach politycznych i militarnych stref wpływów zeszło na drugi plan. Chińska ofensywa gospodarcza w Azji Centralnej, obszarze do tej pory uważanym za strefę rosyjskiej dominacji, realizowana przy pomocy Szanghajskiej Organizacji Współpracy najlepiej obrazuje, że zarówno dawne republiki radzieckie, jak i Chiny poszukują nowego języka współpracy, opartego przede wszystkim na ekonomii. Chińskie inwestycje pośrednie i bezpośrednie, w zamian za dostęp do złóż lub dostawy gazu i ropy naftowej, dają państwom Azji Centralnej możliwość wyrwania się z politycznego uścisku Moskwy. Już od ponad trzech lat do Chin płynie ropa z Kazachstanu, zaś podpisana w czerwcu 2009 roku umowa z Turkmenistanem gwarantuje Pekinowi wzrost dostaw gazu. Chiny, obejmując przywództwo w stosunkach z Rosją, traktują jednak Moskwę z dużą gracją i taktem, co wynika przede wszystkim z geopolitycznej kalkulacji. Rosja potrzebna jest Pekinowi tam, gdzie sam ma ograniczone pole do manewru.

Rosyjskie marzenia
Rosyjska pozycja na arenie międzynarodowej wynika dzisiaj nie z siły samej Moskwy i jej zdolności militarnego i politycznego nacisku, ale z możliwości odpowiedniego odnalezienia się w relacjach bilateralnych z Chinami oraz Stanami Zjednoczonymi. To bowiem stosunki w tak zwanym „trójkącie geopolityki światowej" zdecydują o możliwości odzyskania przez Moskwę choć namiastki jej dawnego statusu politycznego. Wielu ekspertów uważa, że bliższe relacje na linii Chiny-Rosja są możliwe dzięki pewnym wspólnym wartościom, które wyrażają się w niedemokratycznym charakterze ich reżimów politycznych. Takie zobrazowanie stosunków Pekinu z Moskwą zakładałoby jednakże głębsze fundamenty ideologiczne tego związku, których jednak na dobrą sprawę nie ma. Głównym spoiwem łączącym oba państwa jest wykorzystanie drugiej strony do realizacji partykularnych interesów. Rosja ma po pierwsze świadomość, że pogorszenie stosunków z Chinami zakończyłoby jej największe geopolityczne marzenie od upadku ZSRR - budowy świata wielobiegunowego. Tym samym Pekin, który żywo ten rosyjski sen o potędze podtrzymuje, jest Moskwie niezbędny. To bowiem Stany Zjednoczone, trzeci wierzchołek „trójkąta geopolityki światowej", stanowią dla Rosji do dziś głównego strategicznego przeciwnika na świecie, co jednocześnie niezwykle cieszy Chiny, które tym samym mogą porzucić aspekty militarnej rywalizacji o Azję Centralną i skoncentrować się przede wszystkim na działaniach gospodarczych. Dla Moskwy „zimna wojna" tak naprawdę nigdy się nie skończyła - przybrała jedynie inną formę i szatę, ograniczając także swój zasięg geograficzny. Błąd, jakim z pewnością jest takie postrzeganie Stanów Zjednoczonych przez Moskwę, doprowadził bowiem do tego, że w poszukiwaniu spełnienia snu o wielobiegunowości, Rosja zmuszona została do pełnienia roli młodszego brata Pekinu. Do takiej sytuacji doprowadziło nie tylko ekonomiczne zacofanie w stosunku do Chińczyków, ale także jawny brak długofalowej strategii pozyskiwania sojuszników. Moskwa, nie licząc kilku wyjątków pokroju Wenezueli, stała się dla świata, w tym dla swoich sąsiadów z Azji Centralnej, państwem bez atrakcyjnego pakietu ofert. Została tym samym jednym z biegunów świata multipolarnego, który pozbawiony jest jednak magnetyzmu. Najlepszym tego przykładem jest fakt, iż żaden z dawnych sojuszników, należących do znajdującej się pod kuratelą Moskwy Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym, nie uznał niepodległości Abchazji i Osetii Południowej. Ponadto na początku tego roku Białoruś i Uzbekistan odmówiły podpisania umowy o utworzeniu razem z Rosją sił szybkiego reagowania do zwalczania terroryzmu, co obrazuje, jak ograniczony jest wpływ Moskwy także na sprawy militarne na obszarze dawnego ZSRR. Niemniej jednak Rosja nadal w znacznym stopniu oddziałuje na wydarzenia na arenie międzynarodowej, nawet jeśli sama przypomina już bardziej mocarstwo regionalne niż światowe. Pozycja stałego członka w Radzie Bezpieczeństwa ONZ, wpływ na konflikt w Afganistanie czy potencjalna możliwość rozwiązania sporu o atomowy program Iranu - to tylko niektóre z rosyjskich atutów. Trzeba mieć jednak świadomość, iż Moskwa - w porównaniu z Pekinem - ma ich coraz mniej.

G-2, G-3, G-4?
Wielu analityków skazało już Rosję na marginalizację i ograniczenie jej znaczenia, co wiązałoby się nawet z utratą statusu mocarstwa regionalnego. O geopolitycznej przyszłości świata miałby decydować tandem Stanów Zjednoczonych i Chin, czyli sławna już grupa G-2. Nawet jeśli wydaje się to realne w dziedzinie gospodarki, to trudno jest wyobrazić sobie taką sytuację w sferze polityki i wojskowości. Świat, choć na razie zmierza w kierunku wielobiegunowości, ostatecznie przyjmie jednak najprawdopodobniej niebiegunowy charakter. Tym samym ani grupa G-2, ani grupa G-3 - uwzględniająca także Rosję - w długim okresie nie będą już odgrywały takiej roli, jaką przypisuje się im dzisiaj. Z obecnej perspektywy wydaje się jednak, iż Rosja, kontynuując swój sen o wielobiegunowości, będzie zmuszona zacieśnić stosunki przede wszystkim z Unią Europejską, co pozwoli Moskwie na zrównoważenie pozycji między Chinami a Stanami Zjednoczonymi.
Artykuł ukazał się w Komentarzu Międzynarodowym Pułaskiego nr 01/2010 alt Publikacja za zgodą wydawcy.
Czytany 5596 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04