niedziela, 12 grudzień 2010 12:31

Bogdan Góralczyk: Sojusz mentora z petentem

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

alt dr hab. Bogdan Góralczyk

Dwóch sąsiadów, kiedyś połączonych najdłuższą na globie granicą lądową, łączą skomplikowane relacje. Kiedyś ekspansywna była Rosja, gdy zajęła Syberię i Mongolię, dzisiaj role się odwracają – silniejsze stają się Chiny.

 

Spory terytorialne, obok pretensji do przewodnictwa w światowym komunizmie, doprowadziły w 1969 roku do krwawych starć na wspólnej granicy. Ostatecznie zwyciężył rozsądek i nie doszło do otwartej wojny między komunistycznymi kolosami.

Normalizacja stosunków postępowała jednak powoli. Dopiero reformy Michaiła Gorbaczowa, zgodne z duchem, a nawet literą chińskiej transformacji zaproponowanej przez Denga Xiaopinga, przyczyniły się do tego, że obie strony przystąpiły wiosną 1987 roku do negocjacji. Chiny postawiły dwa wstępne warunki: zażądały wycofania 65-tysięcznego kontyngentu wojsk rosyjskich z Mongolii (to nic, że chodziło o państwo trzecie!). Utrzymywały także, że doszło do „zaboru” i „agresji”, albowiem „carska Rosja i strona radziecka z różnych powodów wyszły poza linię granicy, przewidzianą traktatami”.

Koniec sporów

Nawet wizyta Michaiła Gorbaczowa w Pekinie w trakcie pamiętnych wydarzeń wiosną 1989 roku nie doprowadziła do przełomu. Spory graniczne trwały latami i ostatecznie zakończono je dopiero w lipcu 2008 roku, kiedy ministrowie spraw zagranicznych obu państw podpisali porozumienie, na którego mocy Rosjanie przekazali Chinom ostatni obszar, o powierzchni 174 kilometrów kwadratowych.

Znacznie wcześniej uporządkowano stosunki dwustronne. Kluczowy traktat o dobrosąsiedztwie i przyjaznej współpracy, także wojskowej, podpisano w roku 2001. Wówczas często odwiedzały się delegacje różnego szczebla, od najwyższego – prezydentów państw – poczynając. Podpisanie tego traktatu miało istotniejsze skutki: z dwustronnego dialogu wyłoniła się Szanghajska Organizacja Współpracy. Powołano ją do życia w tymże 2001 roku. Obejmowała wymianę polityczną, ekonomiczną, kulturalną i wojskową. To w jej ramach rosyjscy żołnierze kilkakrotnie odbywali manewry na terytorium Chin, a chińscy – na terytorium Federacji Rosyjskiej. Niemożliwe stało się możliwe.

W efekcie, zarówno w związku z szanghajską organizacją, jak i współpracą dwustronną, powiązania chińsko-rosyjskie są obecnie na takim poziomie, jak nigdy przedtem. W wyniku ostatniej wizyty w Chinach prezydenta Dmitrija Miedwiediewa we wrześniu tego roku podpisano łącznie aż 15 dwustronnych porozumień, składających się na „strategiczne partnerstwo”, o jakim otwarcie mówi się w obu państwach już od 1996 roku, gdy po raz pierwszy użyto tego terminu. A chodzi między innymi o polityczny dialog na najwyższym szczeblu, wymianę gospodarczą, w której wyniku obroty handlowe mają sięgnąć w tym roku 60 miliardów dolarów, wymianę wojskową (szacuje się, że do Chin trafia jedna czwarta eksportu rosyjskiego sprzętu wojskowego) oraz „dyplomację cywilną”, czyli imprezy kulturalne czy oświatowe (Rok Chiński w Rosji i Rok Rosyjski w Chinach).

Przeciwko Zachodowi

W ocenie zarówno Pekinu, jak i Moskwy nie mniej ważna jest współpraca na arenie międzynarodowej. Oprócz tej podejmowanej w ramach organizacji szanghajskiej, w której ważne jest zwalczanie terroryzmu (ze wspólnym centrum w kazachskiej Astanie), obejmuje ona współdziałanie między innymi w takich gremiach, jak ONZ, Szczyt Azji Wschodniej, G20, czy BRIC – organizacji skupiającej największe „wschodzące rynki”, czyli właśnie Brazylię, Rosję, Chiny oraz Indie.

Perspektywy dalszej współpracy rysują się znakomicie, bowiem interesy obu stron, przynajmniej na krótką metę, wydają się zbieżne. Chińczycy nadal są zainteresowani rosyjskim sprzętem wojskowym, szczególnie tamtejszymi surowcami energetycznymi (właśnie udzielili pożyczki w wysokości 24 miliardów dolarów na budowę liczącego blisko tysiąc kilometrów ropociągu z Angorska do Daqing). Rosjanie z kolei liczą na chińskie kredyty i inwestycje. Również interesy obu stron na arenie międzynarodowej zdają się mieć wspólną płaszczyznę, którą jest postawa antyzachodnia (czytaj: wymierzona w USA). Na razie nie ma też sprzeczności w podejściu do niektórych partnerów; wobec tych najważniejszych w Azji Centralnej stosuje się podobną metodę – trzymania ich w kręgu zainteresowań, a nawet strefie wpływów, o czym najlepiej świadczy struktura i charakter współpracy w ramach SzOW. W stosunku do innych państw Stowarzyszenia Narodów Azji Południowo-Wschodniej (ASEAN), jak na przykład Indii czy kontrowersyjnej Birmy-Mynamar, stosuje się strategię zaangażowania oraz zaznacza antyzachodnie podejście. Jak dotąd ta metoda okazuje się skuteczna.

Zaplecze dla Chin

Co będzie dalej? Czy to „strategiczne partnerstwo” – obejmujące też współpracę w takich dziedzinach, jak poszukiwanie alternatywnych źródeł energii (także jądrowej), wspólne inwestycje (w tym w dziedzinie wysokich technologii lub rolnictwie), w usługach (w tym w finansach i bankowości) oraz nauce i oświacie – przetrwa próbę czasu? Mimo bezprecedensowego rozwoju stosunków rosyjsko-chińskich jest sporo znaków zapytania. Szczególnie jeśli chodzi o wymiar strategiczny, długofalowy. Co będzie, gdy utrzymają się obecne tendencje i Syberia się wyludni? Rosjanie stamtąd uciekają, a ci, którzy zostali, już wymierają, obszary zabajkalskie coraz częściej zasiedlają Chińczycy (mówi się już o dwóch milionach osób, podczas gdy Rosjan jest tam 6,5 miliona, mimo że to obszar obejmujący 35 procent terytorium kraju). Jak zareaguje Rosja na (notowany przez ostatnie ponad trzydzieści lat) stały wzrost chińskiego znaczenia w światowej gospodarce, a w ślad za tym i w polityce? Jak Rosjanie odpowiedzą nie tylko na chińskie wyzwanie gospodarcze, lecz także na idące w ślad za nim wyzwanie technologiczne? Co zrobią, gdy uświadomią sobie, że stają się zapleczem surowcowym dla szybko modernizujących się, dynamicznych i coraz pewniejszych siebie Chin?

Obosieczna broń

Chiny stale twierdzą, że uprawiają politykę równego dystansu wobec innych mocarstw i nie wchodzą z nimi w sojusze. Tymczasem z Moskwą zawarły sojusz. Czyżby to oznaczało, że już nie traktują jej jako wielkiego mocarstwa? A może jest im ona potrzebna jedynie do forsowanej ostatnio strategii pokojowego rozwoju (heping fazhan), która zastąpiła wcześniejszą koncepcję wojny i rewolucji?

Jak się wydaje, rosyjskie kalkulacje dotyczące Chin są osadzone na słabszych podstawach. Owszem, chińska dynamika gospodarcza może być Rosji potrzebna, podobnie jak tamtejsze inwestycje czy kredyty. Jednakże w dalszej perspektywie może to być broń obosieczna. Jeśli utrzymają się obecne tendencje, Rosja musi się liczyć nawet z tym, że stanie się chińskim petentem czy dostarczycielem surowców. Czy jest na taką ewentualność politycznie i mentalnie gotowa?

Pod rządami tandemu Putin–Miedwiediew Rosja odrzuciła zachodni model liberalnej demokracji parlamentarnej i pozazdrościła Chinom ich nieliberalnego, a tak skutecznego gospodarczo modelu. Weszła na drogę „demokracji sterowanej”, nie stroniąc, gdy trzeba – podobnie jak Pekin – od rozwiązań autorytarnych, określanych terminem putinizacji. Na krótką metę święci sukcesy.

Co jednak będzie w dalszej perspektywie, jeśli Chiny utrzymają obecną tendencję 10-procentowego rocznego wzrostu PKB? Czy będzie widziała w Chinach partnera i gwaranta stabilizacji, czy też zagrożenie? Wydaje się, że przed władcami na Kremlu, tak mocno teraz forsującymi współpracę z Zakazanym Miastem w Pekinie – niejako wbrew poprzednim, historycznym doświadczeniom – pojawia się strategiczny dylemat. Fakt, że jeden z najznamienitszych rosyjskich strategów Dmitri Trenin apeluje w tych dwustronnych stosunkach o „konstruktywny patriotyzm”, obawiając się „destrukcyjnej ksenofobii”, uznałbym za znaczący.

Artykuł ukazał się w numerze 48/2010 (722) tygodnika alt

Czytany 5321 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04