wtorek, 14 maj 2013 08:03

Błażej Popławski: Czy RPA mogło stać się drugim Zimbabwe?

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

CHanigeopolityka  dr Błażej Popławski

W 2013 roku mijają dwie dekady od dokonania zamachu przez Janusza Walusia, polskiego migranta, na Chrisa Haniego, lewicowego polityka południowoafrykańskiego. Jak wyglądałyby losy RPA, gdyby Waluś nie zastrzelił Haniego? Czy RPA nadal byłoby potęgą regionalną?

Historia alternatywna RPA

Kilka lat temu, przygotowując artykuł „A gdyby Mandela zmarł w więzieniu?”, autor niniejszego tekstu stwierdził: „Co by było, gdyby…” – pytanie to często zadajemy sobie sami, zastanawiając się nad bieżącymi wydarzeniami z naszego życia. Podobnie stawiane pytania zadają sobie publicyści i politolodzy analizujący sytuację międzynarodową. „Gdybanie” przynależy zatem zarówno do sfery wiedzy potocznej, jak i do oficjalnego dyskursu politycznego. „Gdybologia” posiada nawet usankcjonowane przez naukę instrumentarium pojęciowe w ramach tzw. historii kontrfaktycznej, zwanej czasem historią „niebyłą” bądź „alternatywną”.

Warto co pewien czas stawiać pytania kontrfaktyczne, nie tylko celem analizy możliwych scenariuszy rozwoju wypadków. „Gdybologia” inspiruje do dokonywania bilansów, oceny stanu faktycznego. W pytaniu „Czy RPA mogło stać się drugim Zimbabwe?” kryje się chęć podsumowania okresu transformacji postapartheidowskiej, której kształt naznaczył urodzony na Podhalu szlifierz – Janusz Waluś.

Fakty

Janusz Waluś przybywa do RPA krótko przed wybuchem stanu wojennego w Polsce. Jego wyjazd ma charakter migracji ekonomicznej, czynniki polityczne odgrywają mniejszą rolę. Propagowany przez samego Walusia mit „ucieczki przed komunizmem” oznaczał de facto wyprawę za chlebem i ucieczkę do żony i dzieci. Jak wielu Polaków, Waluś skorzystał z dobrodziejstw oferowanych przez system gospodarczy apartheidu.

Po kilku latach nieudanych prób prowadzenia rodzinnego przedsiębiorstwa szlifierskiego w bantustanie Kwa-Kwa 300 km od Johannesburga w kierunku Durbanu, migrant przeżywa wyraźną frustrację. Kieruje się w stronę radykalnych ugrupowań afrykanerskich, wiążąc się z Afrykanerskim Ruchem Oporu i wstępując do Partii Konserwatywnej.

Część komentatorów, umieszcza akces Walusia do Partii Konserwatywnej w kontinuum światopoglądowym o wyraźnie antykomunistycznym zabarwieniu. Migrant szukał wroga – naturalnym następcą Sowietów wydawali mu się czarnoskórzy działacze ruchów emancypacyjnych. Hasła walki z apartheidem przez nich głoszone uznawał za synonim walki klas, zamachy i akty sabotażu uznawał za zapowiedź krwawej rewolucji. Nie dostrzegał, że politycy Afrykańskiego Kongresu Narodowego walczyli z segregacją rasową posługując się retoryką pojednania w „tęczowym narodzie”.

Waluś – zgodnie z tą interpretacją – występował przeciwko czerwonemu spiskowi, zawiązanemu celem obalenia legalnej (jego zdaniem) władzy potomków Burów. W hasłach Partii Konserwatywnej zauważał idee konserwatyzmu, obrony tradycyjnych wartości, solidaryzmu społecznego i pochwały interwencjonizmu. Nie widział, że za sloganami tymi stała akceptacja brutalnej segregacji rasowej, idee przywodzące na myśl neonazizm.

Analizę tę należy uzupełnić o psychospołeczne czynniki, popychające Walusia w stronę radykałów afrykanerskich. Biedny migrant, pozbawiony szans awansu ekonomicznego, marginalizowany w południowoafrykańskim społeczeństwie, rozpaczliwie szukał punktów zaczepienia wśród obcych mu środowisk kulturowych. (Zainteresowanym warto polecić prace Arkadiusza Żukowskiego o południowoafrykańskiej Polonii). Migranci zawsze funkcjonują na granicy – było to szczególnie zauważalne w RPA. Waluś był biały, ale biedny. Czarni sąsiedzi postrzegali go jako kolonialistę – biali Afrykanerzy uważali go za kolejnego migranta z biednej Europy Wschodniej, pasożyta żyjącego w stworzonym przez nich raju.

Uzyskanie drugiego obywatelstwa w 1987 r. stanowi dowód „wynajdywania” nowej tożsamości społeczno-politycznej przez Walusia, poszukiwań trudnych, bo wiodących w stronę manowców ideologii skrajnie prawicowej. Waluś próbował wtopić się w społeczne tło RPA, wybierając – prawdopodobnie bezrefleksyjnie – idee radykalne, czyniące z koloru białej skóry wartość sui generis i kompensujące porażkę ekonomiczną migranta.

W Wielki Piątek 10 kwietnia 1993 r. Waluś zastrzelił Chrisa Haniego. Działał z polecenia Afrykanerów. Niewiele osób pamięta o tej rocznicy, ponieważ inne wydarzenia, które miały miejsce w tym samym dniu, okazały się bardziej nośne medialnie. Trzeba dodać, że pod koniec kwietnia 1993 r. przez ulice miast południowoafrykańskich przetoczyła się fala zamieszek i demonstracji. Kraj – zdaniem części komentatorów – stanął na granicy wojny domowej, a wizja „okrągłego stołu” znacznie się oddaliła. Dzięki wysiłkom Nelsona Mandeli, biskupa Desmonda Tutu i prezydenta Frederika Willema De Klerka wznowiono proces pojednania.

Waluś został skazany na karę śmierci, którą – wraz ze zmianą kodeksu prawa – zamieniono na dożywocie. Nie ułaskawiono go w trakcie prac Komisji Prawdy i Pojednania. Waluś w więzieniu – jak sam twierdzi – dużo czyta, uczy się języków obcych, ćwiczy sztuki walki, dba o kondycję fizyczną i duchową. Biorąc pod uwagę zauważalną w południoafrykańskim systemie sprawiedliwości tendencję do zaostrzania kar, polski migrant prawdopodobnie nigdy nie uzyska ułaskawienia.

Kontrfakty

Chris Hani dla wielu czarnych mieszkańców RPA nadal jest symbolem – ikoną walki z apartheidem, której nośność wzmocniona została jego tragiczną śmiercią. Jak wyglądałyby dzieje RPA, gdyby Hani nie stałby się męczennikiem (data śmierci – pierwszy dzień Triduum Paschalnego – tylko wzmacnia dramatyzm symboliki), a wszedłby na salony elit postapartheidowskiej sceny politycznej?

Lider Południowoafrykańskiej Partii Komunistycznej, jeden z przywódców organizacji militarnej „Włócznia narodu” (Umkhonto we Sizwe) znany był z głoszenia haseł radyklanych. Wielu porównuje do Roberta Mugabe. Łączyło ich: bezkompromisowość, idea walki zbrojnej z kolonialistami oraz nieskrywana sympatia wobec ideologii marksizmu. Historia Zimbabwe dowodzi jednak, że lewicowość działaczy afrykańskich miała charakter antykolonialnego nastawienia wobec białych elit – w mniejszym stopniu dotyczyła rzeczywistego wyznawania prawd marksizmu. Sympatie lewicowe teoretyków i praktyków socjalizmu afrykańskiego wzmacniała wiara w uzyskanie poparcia ze strony Moskwy – technicznego, finansowego, militarnego. W latach siedemdziesiątych poglądy te miały oparcie w faktach. ZSRR i Kuba angażowały się w proces dekolonizacji – w kolejnych dekadach model „bratniej pomocy” uległ jednak wyraźnej erozji.

Stosunek polityków afrykańskich wobec Kremla musiał zmienić się w krótkim okresie od połowy lat osiemdziesiątych do początku lat dziewięćdziesiątych. Rozpad ZSRR, pucz Giennadija Janajewa, dojście do władzy Borysa Jelcyna, przeorientowały strategię Rosji w Afryce Subsaharyjskiej. Jedynie najbardziej zagorzali wyznawcy marksizmu mogli wierzyć, że Rosja będzie zainteresowana rozwijaniem strefy wpływów na egzotycznym końcu świata, w sytuacji, gdy władza w Moskwie przechodziła z rąk do rąk.

Tym bardziej zatem zasadne wydaje się porównanie Haniego do Mugabe. Gdyby Waluś nie oddał kilku strzałów, Hani mógł stać się następcą Mandeli. W sukces Haniego podczas pierwszych wyborów trudno jest wierzyć, biorąc pod uwagę skalę społecznego miru, który posiadał Madiba. Szansą dla radykała mogły być kolejne wybory. Każda transformacja ustrojowa generuje nastroje zwątpienia i rozgoryczenia związane z charakterem i tempem wprowadzanych zmian. Sytuacja ta miała miejsce w okresie początku rządów Afrykańskiego Kongresu Narodowego. Gdyby Hani przeżył feralny Wielki Piątek, mógłby stać się trybunem ludowym, powoli zagospodarowującym niedozwolenie społeczne wobec starzejącego się Mandeli. Mógłby wtedy stosunkowo łatwo przejąć władzę po kolejnych wyborach. Jak wyglądałoby RPA pod rządami Haniego?

Zakładając wierność zasadom wyznawanym w latach osiemdziesiątych i na początku dziewięćdziesiątych, Hani miałby szansę przeobrazić ustrój RPA, kierując go w stronę lewicowej dyktatury monopartyjnej. Analogie z dziejami Zimbabwe mogą inspirować do „gdybania” o przyszłości RPA. Możliwy scenariusz to: nacjonalizacja przemysłu, a następnie jego rozkradzenie przez nomenklaturę; wyrzucenie białych z kluczowych sektorów gospodarki, prześladowania opozycji etnicznej. RPA mogła zatem stać się drugim w regionie pariasem ekonomicznym. Sytuacja ta zrodziłaby jednak skutki o wiele bardziej niebezpieczne od wydarzeń, które miały miejsce w Zimbabwe. Na południu Afryki zniknęłaby stabilizacja geopolityczna i ekonomiczna.

Twierdzenie, że Waluś uratował RPA przed komunizmem jest przesadą. Być może jednak migrant z Polski uchronił mocarstwo południowoafrykańskiego od podzielenia losów Zimbabwe.

Kto pamięta o Walusiu?

W 2013 roku ukazała się pierwsza polska książka o Januszu Walusiu. Jej autorem jest Michał Zichlarz, ekspert od tematyki piłki nożnej w Afryce. Biorąc pod uwagę liczbę mitów wyrosłych wokół postaci Walusia, już samo cel pisarski zasługuje na docenienie. Zichlarz dokonał gruntownej kwerendy, badań terenowych. W efekcie powstała miła w lekturze książka, aczkolwiek prezentująca dosyć jednostronny i wyidealizowany obraz Walusia. Warto jednak podkreślić, że Zichlarz dystansuje się od folkloru polskiej prawicy, akcji wysyłania kartek wielkanocnych do więzienia w Pretorii, czy prób nadawania jego imienia rondom i ulicom w Radomiu (przecież Waluś pracował w tym mieście jako kierowca!).

O Walusiu dziś – poza nielicznymi pasjonatami Afryki, jakim jest Zichlarz – pamiętają w Polsce głównie radykalni działacze organizacji ultraprawicowych. Sam Waluś prawdopodobnie zdaje sobie sprawę, że stał się osobą o cenioną i rozpoznawalną w ojczyźnie, którą porzucił oraz – o, ironio – w środowiskach ONR. Jest dla nich bohaterem walki z komunizmem, męczennikiem, który nie bał się sięgnąć po broń. (Dla innych Waluś jest zwykłym mordercą, terrorystą, rasistą, czy też osobą chorą psychicznie). W RPA jego nazwisko powoli podlega amnezji. Wspominają go starsi członkowie Afrykanerskiego Ruchu Oporu – młodsi kojarzą jedynie enigmatycznego „migrant from Europe who killed Hani”. Waluś nie przeszedł zatem do historii – być może znajdzie swe miejsce w dziejach kontrfaktycznych.

Autor jest członkiem Polskiego Towarzystwa Afrykanistycznego.
Fot. www.news24.com

Bibliografia:
1. Demandt Alexander, Historia niebyła: co by było gdyby...?, przeł. Maria Skalska, Warszawa 1999, Wyd. PIW.
2. Popławski Błażej, A gdyby Mandela zmarł w więzieniu?, http://www.psz.pl/tekst-3417/Blazej-Poplawski-A-gdyby-Mandela-zmarl-w-wiezieniu.
3. Zichlarz Michał, Zabić Haniego. Historia Janusza Walusia, Zakrzewo 2013, Wyd. Replika.
4. Żukowski Arkadiusz, W kraju złota i diamentów. Polacy w Afryce Południowej XVI-XX w., Warszawa 1994, Wyd. PWN.

Czytany 3763 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04