poniedziałek, 09 marzec 2015 07:05

Bill Van Auken: Prowokacja Pentagonu u granic Rosji

Oceń ten artykuł
(12 głosów)

Bill Van Auken

Opancerzone samochody z powiewającymi flagami amerykańskimi paradowały we wtorek 24 lutego po estońskim mieście Narwa, zaledwie kilkaset metrów od rosyjskiej granicy. Minęła właśnie pierwsza rocznica zaaranżowanego przez USA puczu w Kijowie i taka akcja unaocznia transformację całego regionu w strefę konfrontacji militarnej; nakazuje też myśleć o potencjalnie katastrofalnych implikacjach dla narodów nie tylko Europy Wschodniej, ale i całego świata.

Popierany przez faszyzujący Prawy Sektor pucz, w wyniku którego w lutym zeszłym roku obalono rząd prezydenta Wiktora Janukowycza, przeprowadzony został przy bezpośrednim wsparciu i zaangażowaniu rządu amerykańskiego. Reprezentantka Departamentu Stanu Viktoria Nuland posunęła się nawet do wymienienia z nazwiska następców usuniętego rządu.

Zainstalowanie tego prawicowego, antyrosyjskiego rządu w Kijowie wywołało masowy protest w głównie rosyjskojęzycznej wschodniej części Ukrainy, Donbasie. Rząd w Kijowie, przy poparciu Waszyngtonu, postanowił krwawo stłumić rebelię.

Po dziesięciu miesiącach walk i śmierci co najmniej 5 tys. ludzi, ta kampania okazała się katastrofą dla kijowskiego reżimu i jego amerykańskich patronów. Armia ukraińska, zdominowana przez faszyzujące milicje została zmuszona do pospiesznego odwrotu i rozpadła się. Kraj znajduje się na skraju bankructwa, wartość jego waluty – hrywny spada na łeb na szyję, od początku tego roku zmniejszając się o połowę.

Rząd w Kijowie zareagował represjami politycznymi – próbą, w gruncie rzeczy nieudaną, przymusowego poboru młodych ludzi do wojska oraz drastycznymi środkami oszczędnościowymi wśród ludzi pracy.

Obiektywnie rzecz biorąc, zeszłoroczny pucz przyniósł kolejną klęskę w polityce zagranicznej. Zamiast stłumić kryzys w regionie, Waszyngton zareagował działaniami, które powodują eskalację i rozszerzenie konfliktu.

Dzieje się tak dlatego, że głównym celem jest zmiana rządów, ale nie W. Janukowycza, lecz w Rosji. Chodziło o to, by jak najmocniej wciągnąć Ukrainę do sfery wpływów USA i zainstalować NATO na rosyjskiej wschodniej granicy. Ostatecznie zamęt rozpętany w Kijowie został wykorzystany do destabilizacji reżimu w Moskwie i utorowania drogi do rozczłonkowania Federacji Rosyjskiej, w celu przekształcenia jej w półkolonie amerykańskiego kolonializmu.

W obliczu pogromu wojsk ukraińskich w Donbasie, Stany Zjednoczone posuwają swoje plany naprzód i dozbrajają reżim w Kijowie, przybliżając perspektywę konfliktu militarnego z Rosją. Prezydent Petro Poroszenko został pod koniec lutego wysłany do Abu Dhabi na coroczną Międzynarodową Wystawę Przemysłu Obronnego (IDEX), gdzie, jak twierdził, podpisał prawie 20 kontraktów na dostawy broni. Zjednoczone Emiraty Arabskie, które są kanałem przerzutu broni dla popieranych przez USA islamistów-rebeliantów w Syrii, widocznie świadczą te same usługi odnośnie Ukrainy.

Jeden z głównych doradców P. Poroszenki ds. bezpieczeństwa, Anton Gieraszenko opublikował nieopatrzny komentarz na Facebooku, twierdząc, że „...w odróżnieniu od Europejczyków czy Amerykanów, Arabowie nie boją się gróźb Putina, iż jeśli broń i ekwipunek wojskowy będą dostarczane na Ukrainę, może wybuchnąć trzecia wojna światowa.”

Teraz mamy uzbrojone kolumny paradujące na granicy estońsko-rosyjskiej. To tylko jedna z bardziej prowokacyjnych manifestacji zgrupowań wojsk amerykańskich w trzech krajach nadbałtyckich – Estonii, Łotwie i Litwie, wszystkich trzech wprowadzonych do NATO.

Przemawiając we wrześniu 2014 r. w estońskiej stolicy prezydent Barack Obama zaklinał się, że zaangażowanie USA w obronę tych byłych republik radzieckich jest „niezłomne”. Dodał, że gwarancje Waszyngtonu co do użycia siły militarnej w obronie tych trzech maleńkich krajów są „niezachwiane” i „wieczne”. Chwalił się, że na ich terytorium będzie więcej „amerykańskich oddziałów lądowych”.

Zostało to powtórzone w oświadczeniu dostarczonym do Komisji Sił Zbrojnych Dom (ang. House Armed Services Committee) przez generała Philipa Breedlove’a, naczelnego dowódcę Sił Sprzymierzonych w Europie. Powiedział on, że jego „największym zmartwieniem jest odradzająca się Rosja.”

Przedstawił długą listę manewrów i dyslokacji wojsk amerykańskich, co stanowi ich „prawie ciągłą obecność w powietrzu, na lądzie i morzu” przy granicach Rosji, argumentując, że taka „rotacyjna obecność” nie jest żadnym substytutem „zorganizowania wiarygodnych i trwałych zdolności odstraszania”, które pozwoliłyby Stanom Zjednoczonym na „odpowiedź w ciągu kilku godzin… gdy nastąpi sytuacja kryzysowa.”

To już się stało – powiedział – „gdy ustanowiono dowództwo i kontrolną obecność NATO” w krajach bałtyckich. Naczelne Dowództwo Europy przeprowadziło 67 „znaczących operacji wojskowych z państwami bałtyckimi i Polską między kwietniem i październikiem w samym tylko 2014 r.”
Generał P. Breedlove podkreślił także rolę amerykańskiego „teatru atomowego odstraszania we wsparciu NATO i dotrzymania amerykańskich zobowiązań dla bezpieczeństwa regionu”. Armia amerykańska w jego przekonaniu „...stoi u boku NATO, stanowiąc bezpieczne, niezawodne i skuteczne siły dysponujące bronią atomową, aby odstraszać agresję”, dodając że STRATCOM (Dowództwo Strategiczne, następca SAC – Strategicznego Dowództwa Powietrznego) zostało włączone do „manewrów NATO w regionie”.

Innymi słowy, za plecami Amerykanów i innych narodów świata, zarazem niezauważenie dla mediów, nie wspominając o jakiejkolwiek publicznej debacie, Waszyngton wciągnął trzy małe kraje bałtyckie, graniczące z Rosją w podróż prowadzącą do III wojny światowej. Wojny atomowej.

Nie można było wybrać bardziej niestabilnych sojuszników, by zaryzykować nuklearne unicestwienie. We wszystkich tych krajach rządzą ugrupowania prawicowe, ultranacjonalistyczne i wściekle antyrosyjskie. Świętowanie niepodległości Estonii z udziałem wojsk amerykańskich zdominował slogan „Estonia dla Estończyków”, wsteczne, szowinistyczne żądania wypędzenia Rosjan, którzy stanowią czwartą część ludności. Miasto Narwa, gdzie amerykańskie oddziały uczestniczyły w paradzie, jest bastionem ludności rosyjskojęzycznej, więc ma to wydźwięk ukrytej groźby wobec miejscowych.

W Estonii, podobnie jak w pozostałych dwóch krajach bałtyckich odbywają się wiece ze swastykami, gdzie czci się oddziały Waffen SS, które masowo mordowały Żydów i inne mniejszości w tych krajach podczas II wojny światowej.

Nie było żadnego zagrożenia ze strony Rosji, odkąd kraje te uniezależniły się od Moskwy w toku rozkładu biurokracji stalinowskiej prawie ćwierć wieku temu. Nie ma też takiego zagrożenia obecnie.

Twierdzenie, że skorumpowany reżim kapitalistycznych oligarchów w Moskwie „odradza się”, jest tylko pretekstem Waszyngtonu do zerwania zapewnień, które USA dały 25 lat temu, iż NATO nie rozmieści swych oddziałów na granicach Rosji i do militarnych, agresywnych prowokacji, które grożą rozpętaniem wojny między dwoma mocarstwami atomowymi.

Bez interwencji ludzi pracy, którzy położą kres systemowi wyzysku, prawdziwej przyczyny wojen, usiłowania Waszyngtonu, by odsunąć od siebie gospodarczy upadek amerykańskiego kapitalizmu poprzez użycie sił militarnych doprowadzą do tego, że ludzkość stanie w obliczu nuklearnej zagłady.

Źródło: http://www.wsws.org/en/articles/2015/02/26/pers-f26.html
Tłum. Maria Walczak
Fot. rt.com

Bill Van Auken (ur. 1950), polityk i analityk, kandydat na prezydenta USA w wyborach w 2004 roku. Członek Socjalistycznej Partii Równości (Socialist Equality Party), której jest wiceprzewodniczącym od 2008 r. Redaktor portalu World Socialist Web Site.

Czytany 5488 razy