poniedziałek, 01 grudzień 2014 01:00

Bill Van Auken: Jaka siła lądowa zostanie wysłana do Iraku?

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Bill Van Auken

Pentagon „z całą pewnością rozważa” wysłanie amerykańskich wojsk lądowych do Iraku. Wynika to z braku innych możliwości odzyskania Mosulu – drugiego co do wielkości miasta w kraju z rąk Islamskiego Państwa Iraku i Syrii (ISIS). Chodzi również o kontrolę nad największą sunnicką prowincją Iraku, prowincją Anbar i o kontrolę granicy z Syrią, powiedział występując przed Kongresem generał armii Martin Dempsey.

Gen. M. Dempsey, przewodniczący Kolegium Połączonych Szefów Sztabów, zwrócił się do Komitetu Izby Reprezentantów ds. Służb Zbrojnych (House Armed Services Committee) o umożliwienie ulokowania sił w prowincji Anbar. Stało się to w zaledwie tydzień po tym, jak administracja prezydenta Baracka Obamy zatwierdziła decyzję o podwojeniu liczby amerykańskich oddziałów, rozmieszczonych w Iraku, do 1500 „doradców”.

Nowa wojna prowadzona przez USA na Bliskim Wschodzie trwa już czwarty miesiąc i wszystko wskazuje na to, że był to tylko jej pierwszy etap. Wiele przemawia za tym, że Waszyngton realizuje strategię eskalacji działań militarnych, co wychodzi daleko poza deklarowany cel „zdegradowania i zniszczenie ISIS”.

M. Dempsey wezwał do „strategicznej cierpliwości”, ponieważ ma to być „przedsięwzięcie złożone i długotrwałe”. Zaznaczył, że nie popiera tego, aby interwencja Stanów Zjednoczonych przybrała charakter wojny z użyciem „wielkiego kontyngentu wojskowego”, jak miało to miejsce podczas ostatniego konfliktu w tym kraju, chyba że założenia polityki USA „zostaną podważone”.

Głównym celem działań pozostaje konsolidacja rządu w Bagdadzie i rozwój irackich sił bezpieczeństwa do takiego poziomu, w którym będą one mogły przejąć kontrolę nad obecnie opanowanymi przez ISIS prowincjami Anbar i Niniwa.

Realizacja tych „założeń” wydaje się jednak wątpliwa. Iracki rząd jest zdominowany przez szyickie partie sekciarskie i szyickie milicje odpowiedzialne za większość akcji skierowanych przeciwko ISIS, którym towarzyszyły również ataki na sunnicką ludność cywilną i epizody „czystek etnicznych”. Polegały one na wypędzaniu sunnitów z wiosek leżących w bliskiej odległości od skupisk szyitów. Te zwycięstwa militarne, dokonane z pomocą amerykańskich nalotów, spowodowały tylko pogłębienie podziałów wyznaniowych w Iraku i wzmocniły jeszcze opór sunnitów, co stanowiło wcześniej podstawowy elementem udanej ofensywy ISIS.

Dzisiaj irackie wojsko pozostaje w dużej mierze w rozsypce, pomimo wymienienia w ostatnim czasie wielu generałów i innych starszych oficerów przez rząd nowego premiera Hajdara al-Abadiego. W ocenie stanu irackiego wojska, przeprowadzonej przez Pentagon w lipcu tego roku, stwierdzono, że zaledwie połowa istniejących jednostek została przeszkolona przez amerykańskich „doradców". Ponadto okazało się, że wiele oddziałów zostało zinfiltrowanych zarówno przez sunnickich, jak i szyickich bojowników, co stworzyło sytuację, w której amerykański personel wojskowy może być atakowany „od wewnątrz”, podobnie jak ma to miejsce na szeroką skalę w Afganistanie.

M. Dempsey stwierdził, że aby pokonać ISIS w Iraku potrzeba 80 tys. kompletnie przeszkolonych i wykwalifikowanych irackich żołnierzy. W przypadku ich braku, zasugerował, że siły USA mogą stać się niezbędne do wypełnienia tej luki. Generał zaznaczył również, że obietnica prezydenta B. Obamy w kwestii tego, że nowa wojna na Bliskim Wschodzie obejdzie się bez udziału amerykańskich sił lądowych, jest nierealna. Republikański kongresmen Buck McKeon, szef komisji kongresu ds. sił zbrojnych potwierdził, że jest zwolennikiem złamania przepisu zakazującego bojowego wykorzystania amerykańskich oddziałów w Iraku i Syrii. "Nie będę popierał wysyłania naszego wojska w niebezpieczne miejsca z zawiązanymi rękami" – powiedział B. McKeon.

Podczas przesłuchania M. Dempseya, B. McKeon wypytywał m.in. „Jak można z sukcesem zakończyć misję zdegradowania lub eliminacji ISIL (ISIS) w sytuacji, gdy niektóre z najlepszych opcji są zdjęte ze stołu”?

Administracja B. Obamy, która potrzebuje aprobaty Kongresu na przeznaczenie 5,6 mld USD, na finansowanie nowej wojny, zmieniła ostatnio swoje wcześniejsze stanowisko na takie, iż należy ubiegać się o zezwolenie na użycie siły, czyli rezolucję AUMF (Authorization for Use of Military Force) na wzór tych przegłosowanych w 2001 i 2003 roku, i otwierających drogę do wojny w Iraku i Afganistanie.

W czasie, kiedy wzrasta militarne zaangażowanie USA w Iraku, administracja B. Obamy debatuje również nad zmianą swojej strategii w stosunku do sąsiedniej Syrii. Chodzi o wzmocnienie działań na rzecz zmiany reżimu, czyli obalenia rządu prezydenta Baszara al-Asada. Wiele wskazuje, iż przyjęto założenie „po pierwsze Irak”, po realizacji, którego Syria nie będzie mieć już możliwości obrony.

Ograniczone amerykańskie naloty, które zostały przeprowadzone w Syrii na pozycje bojowników ISIS, chcących opanować kurdyjskie miasto Kobane na granicy tureckiej, zostały skierowane również na bazy Frontu Al-Nusra, który jest syryjską gałęzią Al-Kaidy. Najwyraźniej niezamierzonym efektem tych bombardowań stało się pojednanie ISIS i Al-Nusry – organizacji, które walcząc między sobą, zwalczały również wspierane przez USA „umiarkowane” sunnickie organizacje występujące przeciw syryjskimi wojskom rządowym. Obie islamistyczne ugrupowania, które osiągnęły porozumienie, są zdecydowanie najsilniejszymi i najskuteczniejszymi przeciwnikami prezydenta B. al-Asada. Ugrupowania te rozgromiły w ostatnim czasie wspierany bezpośrednio przez USA tzw. Syryjski Front Rewolucyjny i Ruch Hazm, w wyniku czego wielu członków tych ugrupowań, razem z bronią dostarczoną przez USA, wpadło w ręce Frontu Al-Nusra.

Według CNN, Biały Dom zwołał serię spotkań z przedstawicielami instytucji bezpieczeństwa narodowego w sprawie kryzysu w Syrii i stwierdził, że „nie można pokonać ISIS bez transformacji politycznej w Syrii oraz usunięcia prezydenta Baszara al-Asada”. Należy to traktować również jako odpowiedź na rosnącą presją ze strony regionalnych sojuszników USA, zwłaszcza Turcji, Arabii Saudyjskiej i krajów Zatoki Perskiej-sponsorów islamistycznych organizacji działających w Syrii, których głównym celem jest obalenie prezydenta B. al-Asada.

„Jedna z dyskutowanych opcji zakłada wprowadzenie strefy zakazu lotów przy granicy z Turcją oraz przyspieszenie i rozszerzenie programu Pentagonu, zakładającego weryfikowanie, szkolenie i uzbrajanie umiarkowanej opozycji” – podała stacja CNN. Wprowadzenie strefy zakazu lotów, postulowanej przez Turcję, poprzedzone miałoby być intensywną serią amerykańskich bombardowań, w celu zniszczenia syryjskiej obrony przeciwlotniczej, co pozwoliłoby przejść do fazy bezpośrednich działań wojskowych w Syrii.

W czasie gdy Biały Dom i Pentagon przygotowują się do poważnej eskalacji działań militarnych na Bliskim Wschodzie, pod koniec swojego urzędowania sekretarz obrony USA Chuck Hagel stwierdził, że arsenał jądrowy USA wymaga miliardów dolarów, które muszą zostać przeznaczone na to, by broń jądrowa USA była „bezpieczna, pewna i skuteczna”. Przegląd arsenału wszczęto po serii skandali związanych z oszustwami i ujawnieniem faktu zażywaniem narkotyków przez służby odpowiedzialne za wystrzeliwanie pocisków oraz błędów i oszustw popełnianych przez dowódców sił jądrowych. Efektem tego było podniesienie o 10% wydatków na siły jądrowe, co daje sumę 15, 16 mld USD rocznie przez następne 5 lat. Urzędnicy Pentagonu stwierdzili, że arsenał nuklearny został zaniedbany, z powodu trwających 13 lat wojen w Iraku i Afganistanie.

Zwrot w kierunku modernizacji jądrowych sił zbrojnych jest realizowany w ramach amerykańskich prowokacji wojennych przeciwko Rosji i Chinom oraz wskazuje na rosnące ryzyko nuklearnej III wojny światowej.

Tłum: Kornel Sawiński
Źródło: http://www.wsws.org/en/articles/2014/11/15/iraq-n15.html
Fot. www.americanprogress.org
Czytany 4470 razy Ostatnio zmieniany niedziela, 30 listopad 2014 19:21