piątek, 17 styczeń 2014 07:57

Bill Van Auken: Bliski Wschód płonie przez USA

Oceń ten artykuł
(1 głos)

flame-kalasnkov  Bill Van Auken

W grudniu 2011 roku wycofano z Iraku ostatnie amerykańskie oddziały po tym, jak nie udało się podpisać z Bagdadem porozumienia w sprawie ich statusu. Prezydent Barack Obama wielokrotnie deklarował pewność tego, że „okres wojny jest już zażegnany”. Niewiele ponad dwa lata później, cały region ogarnęła fala przemocy... 

...z powodu polityki prowadzonej przez amerykański imperializm. Pojawiła się groźba rozlania wojny na cały region. 

Administracja B. Obamy prowadzi obecnie negocjacje z Rosją na temat umowy politycznej w sprawie Syrii, Iranu i irańskiego programu nuklearnego połączonego z przynajmniej częściowym zniesieniem sankcji gospodarczych. Kwestie obu krajów zostały podniesione we wrześniu ubiegłego roku, po tym jak Waszyngton odstąpił od bezpośredniej interwencji w Syrii, której przeciwnikami była zdecydowana większość mieszkańców USA i całego świata. Obecnie do pokoju wiedzie wciąż daleka droga do pokoju. Przejście od groźby bombardowania Syrii do negocjacji należy widzieć jako fragment imperialistycznego „zwrotu ku Azji”. Strategia ta zakłada zejście ze ścieżki konfrontacji z Iranem, by utworzyć bardziej sprzyjające warunki dla konfrontacji z głównym globalnym rywalem imperializmu – Chinami.

Waszyngtonowi z trudem udało się dokonać tego zwrotu. Coraz trudniej jest mu wyplątać się z katastrofy, którą sam spowodował na Bliskim Wschodzie. Wspierana przez USA wojna o zmianę reżimu w Syrii, pochłonęła życie już ponad 130 tys. osób, a 9 milionów ludzi musiało opuścić swoje domy. Konflikt w coraz większym stopniu rozlewa się poza granice Syrii – do sąsiedniego Libanu, gdzie zamachy, zamachy samobójcze i starcia zbrojne stały się codziennością i Iraku, który obecnie doświadcza impasu w walkach między armią iracką i lokalnymi milicjami w zachodnich miastach – Faludży i Ramadi.

Najważniejszą polityczną i moralną odpowiedzialność za ten rozlew krwi ponosi amerykański imperializm. To zaangażowanie w zbrodnie wojenne może w swoim wymiarze być porównane do działań prowadzonych przez III Rzeszę podczas II wojny światowej. Wszczęcie wojny napastniczej to główny zarzut skierowany pod adresem nazistowskich zbrodniarzy wojennych podczas procesu norymberskiego. Jest to również główna zbrodnia rządu Stanów Zjednoczonych, która zaowocowała przerażającymi konsekwencjami. Wojna w Iraku, promowana na podstawie kłamstw o ​​nieistniejącej broni masowego rażenia, była skalkulowanym, drapieżnym aktem imperialistycznej agresji. Miała na celu umocnienie hegemonii USA w strategicznie ważnym i bogatym w ropę regionie. Był to również akt demonstracji przed całym światem tego czym jest „szok i przerażenie” – demonstracji nagiej amerykańskiej siły. W jej wyniku, wojsku USA udało się nie tylko rozbić na kawałki kruchą tkankę społeczną, osłabioną wojną i sankcjami, ale także podważyć cały regionalny system stosunków międzypaństwowych.

Waszyngton jest odpowiedzialny nie tylko za ofiary śmiertelne w skali masowej. Po prawie dziewięciu latach wojny w Iraku, amerykańsko-kanadyjskie badania informują o ponad 500.000 zabitych, przypominając o milionach potencjalnych ofiar trwającego procesu rozpadu Bliskiego Wschodu. Liczba ofiar zniszczenia regionu prawdopodobnie przekroczy koszt podziału Indii 65 lat temu.

W samym Iraku to niebezpieczeństwo jest najbardziej widoczne. Ostatnie walki na tle sekciarskim zostały rozpętane przez, zdominowany przez szyitów, rząd premiera Nouri al-Malikiego przeciwko głównie sunnickiej ludności zamieszkującej prowincję Anbar. Brutalne aresztowanie prominentnego sunnickiego polityka i krwawe represje wobec starszych sunnitów w obozowisku w Ramadi doprowadziły na początku bieżącego roku do przejęcia kontroli nad Faludżą i Ramadi przez sunnickie milicje. Starcia zbrojne między milicjami a irackim wojskiem trwają.

W walkę zaangażowane jest powiązane z Al-Kaidą ISIS (Islamskie Państwo Iraku i Syrii), które jest jednym z ważniejszych elementów wspieranej przez Zachód wojny zastępczej (proxy war), wywołanej w celu obalenia rządów prezydenta Bashara al-Assada w graniczącej z Irakiem Syrii.

Sekciarskie walki nie są, jak podaje wiele mediów, odwiecznym sporem między sunnitami i szyitami. Zostały on wywołane i podsycone przez amerykańską interwencję, która rozdmuchała i wykorzystała ten problem jako część strategii divide et impera. Ta zbrodnicza polityka znalazła, wyraz w czystkach etnicznych, przeprowadzonych, pod kontrolą wojsk USA, w latach 2007–2008. Rząd N. al-Malikiego został zainstalowany pod ścisłą kontrolą Stanów Zjednoczonych. Irackie wojsko zostało przekształcone z armii, z poboru reprezentującej wszystkie segmenty społeczeństwa, w siły zbrojne oparte na sekciarskich milicjach różnych formacji szyickich.

Jeśli chodzi o Al-Kaidę, to nie istniała ona w Iraku przed amerykańską napaścią. Obecnie organizacja została znacznie wzmocniona przez, wspieraną przez USA, wojnę w Syrii oraz rzekę pieniędzy i broni, fundowane przez Waszyngton i jego regionalnych sojuszników, która płynie do tzw. „rebeliantów".

Prócz konfliktu między szyickim rządem a sunnitami, który ma miejsce w prowincji Anbar, istnieje nowe i potencjalnie bardziej krwawe pole konfrontacji między półautonomicznym kurdyjskim rządem regionalnym na północy Iraku i władze w Bagdadzie. Elementem sporu jest jednostronna sprzedaż ropy, która ma być transportowana przez transturecki rurociąg. Posunięcie to zostało uznane przez rząd N. al-Malikiego za nielegalne. Rząd kurdyjski uznaje jednak tę instalację za przybliżenie do całkowitej niepodległości. Może się to wiązać z walką o kontrolę nad Kirkukiem, będącym miastem bogatym w ropę.

Odpowiedzią Waszyngtonu jest dolewanie oliwy do ognia w sposób, który przekracza wszelkie granice cynizmu. Niemal równocześnie administracja B. Obamy ogłosiła dostarczanie pocisków typu Hellfire dla reżimu N. al-Malikiego – rzekomo do walki do z elementami Al Kaidy w Iraku – oraz poinformowała o przywróceniu bezpośredniej pomocy dla „rebeliantów" w Syrii, wspierając jej frakcje definiowane jako bardziej „umiarkowane" odłamy Al-Kaidy. Ta druga decyzja jest następstwem serii bitew między tymi frakcjami a ISIS.

Lekkomyślny i zbrodniczy charakter polityki USA został podsumowany w artykule wstępnym z 13 stycznia w New York Times: „Istnieje niebezpieczeństwo, że pomoc amerykańska może przynieść niepożądany skutek, jak to miało miejsce w 1980 roku, kiedy wsparcie dla walczących z Sowietami mudżahedinów stworzyło podatny grunt dla terrorystycznych ruchów w późniejszych latach. Ale być może trzeba zaryzykować”.

W przededniu setnej rocznicy wybuchu I wojny światowej staje się coraz bardziej jasne, że system państwowy, oparty na podziale obszaru przez dawne mocarstwa kolonialne – Francję i Wielką Brytanię, w ramach porozumienia Sykes-Picot z 1916 r. został rozerwany przez nowe imperialistyczne interwencje i wpływ kryzysu globalnego kapitalizmu na uciskane narody świata arabskiego.

Istnieje realne zagrożenie pochłonięcia całego regionu przez sekciarce rzezie, które mogą być iskrą, który wywoła pożar o zasięgu globalnym. Odpowiedzią ludzi pracy na te zagrożenia powinno być zbudowanie niezależnej siły do walki z kapitalizmem. Od robotników na Bliskim Wschodzie wymaga to budowy nowego ruchu socjalistycznego, który walczyć będzie o zjednoczenie klasy robotniczej ponad wszystkimi podziałami narodowymi i sekciarskimi we wspólnej walce o zjednoczony socjalistyczny Bliski Wschód. Zadanie, które stoi przed robotnikami w Stanach Zjednoczonych i Europie, to budowa masowego socjalistycznego ruchu antywojennego, który przeciwstawi się militaryzmowi i kapitalistycznemu systemowi wyzysku.

Tłum: Kornel Sawiński
Źródło: http://www.wsws.org/en/articles/2014/01/14/pers-j14.html
Fot. blogs.cfr.org

Czytany 3932 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04