środa, 29 czerwiec 2011 08:39

Białoruś - największe wyzwanie polskiej prezydencji?

Oceń ten artykuł
(3 głosów)

beuflag  Piotr A. Maciążek
Bartosz Mroczkowski

Już 1 lipca Polska przejmuje od Węgier pieczęć sprawowania prezydencji w Radzie Unii Europejskiej. Prezydencja jak w każdym przypadku obejmuje szeroki zakres działań (od kultury, gospodarki, kończąc na kwestiach wizerunkowych). Jako lider polityki wschodniej, Polska ma okazję do mocniejszego głosu w sprawie Białorusi. Kryzys reżimu Aleksandra Łukaszenki i przewodnictwo Unii nad Wisłą to idealny moment na nakreślenie strategii działań w stosunku do naszego niesfornego sąsiada – jaka ona jest, jaka powinna być? Jak może wpłynąć na całe spektrum wschodniej polityki sąsiedztwa UE?

W dniach od 9 do 11 czerwca odbyło się we Wrocławiu prestiżowe sympozjum naukowe Wrocław Global Forum, na którym intelektualiści z różnych stron świata wypowiadali się w sprawach polityki wschodniej, energetyki i ekonomii w wymiarze naszego regionu. Obecni byli tam także przedstawiciele białoruskiej opozycji Ales Bjaliatski (przewodniczący Centrum Praw Człowieka „Viasna”), Zhanna Litvina (prezes stowarzyszenia dziennikarzy na Białorusi) oraz lider białoruskiego ruchu Wolność – Aleksander Milinkiewicz. Ich wspólne wystąpienie na panelu dyskusyjnym dotyczącym przyszłości Białorusi i polityki Unii jest tylko symbolem rozwarstwienia białoruskiego opozycyjnego establishmentu – każde z nich mówiło innym głosem.

Polityka Łukaszenki skutecznie oddziałowuje na tamtejszą opozycję, która jest tak bardzo podzielona, że w wyborach prezydenckich wystawia kilkoro kandydatów – jest to istnego rodzaju nonsens. Aleksandr Milinkiewicz z jednej strony przyznaje, że taki fakt ma miejsce, z drugiej zaś wytyka brak wspólnego konsensusu i „jednej” polityki Unii w stosunku do Białorusi. Poza Partnerstwem Wschodnim, który w zasadzie obejmuje szeroki zakres współpracy, głównie gospodarczej i kulturowej z państwami poradzieckimi, nie ma konkretnego planu działań i strategii odnośnie samego Łukaszenki.

Pewnym punktem zaczepienia dla polskiej dyplomacji może być jedynie niedawne expose ministra Sikorskiego, w którym sprecyzował on doktrynę polskiej polityki wobec Białorusi. Mowa w nim o „zasadzie warunkowości” tzn. w zależności od działań Łukaszenki kiju lub marchewce serwowanej przez Warszawę, szerzej UE w stronę Mińska. Taktyka Sikorskiego z perspektywy czasu wydaje się elementem składowym unijnej zasady „more for more” zaprezentowanej w ramach nowej unijnej polityki sąsiedztwa. W tym kontekście wypracowanie stanowiska białoruskiego podczas polskiej prezydencji może przekształcać całą wschodnią politykę Wspólnoty. Trzeba podkreślić, że zarysowanie wschodniej doktryny wobec reżimu Łukaszenki może stać się najtrwalszym wkładem Warszawy w unijną politykę sąsiedztwa. Przecież bez względu na odcienie autorytaryzmu - całą przestrzeń objętą Partnerstwem Wschodnim charakteryzuje mentalność „Baćki”.

Danuta Hübner ciekawie podsumowuje dotychczasowy slalom Unii wobec Mińska w słowach – „taka strategia jest, ale nikt już nie wie czy ona poskutkuje.” Transformacja odejścia z próby dialogu na twarde traktowanie w postaci nakładania sankcji jest już kolejnym ślepym zaułkiem, z którego Polska powinna wyciągnąć wnioski podczas swojej prezydencji. Z jednej strony żaden reżim nie utrzyma się bez pieniędzy (a Łukaszenka jest w potrzebie – świadczy o tym prośba do Międzynarodowego Funduszu Walutowego o pomoc w zahamowaniu rosnącego długu publicznego) z drugiej strony on sam stoi na końcu tabeli ludzi, których takie sankcje bezpośrednio dotkną, a odczują to przede wszystkim obywatele. W tym kontekście determinantem przetrwania reżimu Łukaszenki staje się postawa Rosji.

Kluczowym warunkiem rosyjskiej pomocy jest prywatyzacja, sprytnie korelująca z białoruską strukturą władzy. Choć Łukaszenka nie powołał partii władzy to w jego otoczeniu funkcjonuje kilka koterii. Jedną z najbardziej wpływowych jest frakcja „technokratów”, skupiająca prezesów największych państwowych firm. Do tej pory byli lojalni wobec prezydenta, ale wymuszona przez Rosjan prywatyzacja może pchnąć ich do buntu i oczekiwanej zmiany władzy. Unia musi się zastanowić czy taki obrót sprawy jest dla niej korzystny, czy za podstawę europejskiego ładu uznaje strefy wpływów na kontynencie (podążając za Deauville), czy Kartę Paryską OBWE?

Unia, jak król Salomon, dzieli jabłko na dwie części

Europejska dyplomacja z polskim akcentem zorientowana jest na inwestycje w społeczeństwo obywatelskie. Pomoc obejmuje po pierwsze łatwiejsze uzyskiwanie wiz. Po drugie zwiększenie pomocy finansowej dla niezależnych mediów (Biełsat, Europejskie Radio dla Białorusi oraz Radio Racja). Wsparcie także mają uzyskiwać organizacje pozarządowe sprzeciwiające się reżimowi i wspierające demokratyzację państwa, przy czym pomoc dla państwowych mediów zostaje wstrzymana a organizacje, które uznane są za nielegalne na Białorusi mają możliwość uzyskania rejestracji na terenie UE. Sankcje zaś dotyczą szczegółowo wyselekcjonowanych firm – Biełtiecheksport, która handlowała bronią z Muammarem Kadafim i totalitarną Koreą Północną, Sport-Pari – filia krajowego Superlotto oraz telekomunikacyjna firma Biełtieliekom. Z dwoma ostatnimi przedsiębiorstwami powiązany jest doradca prezydenta Uładzimir Piefcieu, który został dopisany na czarną listę objętą zakazem wizowym i zamrożeniem aktywów na terenie UE.

Takie podejście do kwestii białoruskiej jest narażone na spore ryzyko. Usunięcie Łukaszenki jest, bowiem zbieżne z rosyjskimi działaniami politycznymi i gospodarczymi. Pogarszająca się koniunktura (której symbolem stało się zamrożenie cen chleba i wódki oraz zakaz wywozu makulatury) może przy pomocy finansowanych przez Polskę mediów osłabić a nawet obalić reżim Łukaszenki. Uwzględniając dopiero tworzące się społeczeństwo obywatelskie, brak elit i rozbicie opozycji należy zadać sobie pytanie: czy obalenie Łukaszenki się Polsce (Unii) opłaca? Jeśli odpowiedź okaże się twierdząca należy wzmacniać politykę sankcji prowadzoną przez UE. Na jej powierzchni ukazuje się, bowiem coraz więcej rys.

Zaskoczeniem dla wszystkich było twarde stanowisko Włoch, które opowiadały się za nałożeniem sankcji tylko na firmę, która handlowała bronią (ponieważ w dwóch pozostałych zainwestowany był włoski kapitał). Ostatecznie nikt nie złożył sprzeciwu. Jednak wspólne stanowisko w tej sprawie może się nie sprawdzić na dalszym etapie, ponieważ poza moralnością stoją też interesy, a więc zimny realizm (jak w przypadku Litwy czy Łotwy, które mają silne zależności z firmami na Białorusi) a to oddziela ich od stanowiska większości w sprawie Łukaszenki.
Po drugiej stronie boiska stoi Rosja, która najwyraźniej chce ugrać jak najwięcej oczekując na decyzję MFW w sprawie Białorusi, która wcale nie musi okazać się pozytywna. W praktyce MFW nie uzależnia swoich decyzji od systemu panującego w danym państwie, ale opcja zmian na rzecz jej udzielenia jest coraz bardziej popularna w Europie. W podobnym tonie wypowiada się Radosław Sikorski: jako demokratyczny Zachód nie będziemy chcieli rzucać naszych środków w miejsce, gdzie będą zmarnowane, wtórował mu szef austriackiej MSZ Michael Spindelegger, który wyraził sprzeciw wsparciu z MFW - dopóki trwają prześladowania opozycji.

Fabrykowanie konsensusów

Noam Chomsky użył terminu Fabrykowanie konsensusów odnośnie mediów, które jego zdaniem uwypuklają tematy medialne o wysokiej oglądalności, wartościując przy tym problematykę, którą człowiek ma najpierw się interesować. Nadmierna fascynacja polską prezydencją, która wynika z ustaleń traktatu lizbońskiego nie jest czymś nader wyjątkowym – mamy swój dyżur w klasie i w tym tygodniu to my zmywamy tablice. Jeśli Polska czuje się pomostem pomiędzy Wschodem a Zachodem to tak powinniśmy definiować każde swoje zadanie. Jeśli się mówi o realizmie w polityce zagranicznej to odnosi się on głównie do nakreślenia nowych stosunków z szeroko pojętym Wschodem. Program Wschodni przeżywa swoistą transformację w percepcji pozostałych członków UE. Zyskuje on na znaczeniu a to, dlatego, że Polska ma w miarę ustabilizowane relacje z Rosją i nie jest postrzegana na Zachodzie, jako grająca przeciw Putinowi.

Właśnie dlatego Polska podczas swojej prezydencji może spotkać się z pozytywnym przyjęciem własnych pomysłów. Właśnie dlatego powinna przemyśleć swoje stanowisko wobec Białorusi i (jako rzutujące na całe relacje UE ze wschodem) forsować je w Brukseli. Prezydencja funkcjonuje na wielowymiarowej płaszczyźnie politycznej, organizacyjnej, gospodarczej i wizerunkowej, a końcowy jej efekt określany jest cechami człowieka takich jak nudna, nieskuteczna, mało ambitna i analogicznie – ciekawa i interesująca, dobrze przygotowana i realizowana, odważna. W interesie państwa jest pozyskiwanie poparcia określonych frakcji dla realizowanego projektu. Na rękach polskiej dyplomacji ciąży ogromna odpowiedzialność przemian na Bliskim Wschodzie, a w połączeniu z Polityką Wschodnią tworzą bardzo trudne zadanie. Z drugiej jednak strony bliskowschodnie dyktatury korelują z reżimem Łukaszenki. Wypracowanie doktryny politycznej odnoszącej się do Białorusi może stanowić zaczyn uniwersalnych zachowań politycznych Unii skierowanych w stronę krajów autorytarnych. 

Fot. www.beubc.com

Inne artykuły w tym temacie:

Lucyna Czechowska: Prezydencja z korzyścią dla Polski , czy z korzyścią dla Unii? 

Priorytety polskiej prezydencji oceniają eksperci ECAG

Czytany 5643 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04