czwartek, 20 sierpień 2015 07:13

Bhaskar Menon: Prawdziwa pierwsza wojna światowa

Oceń ten artykuł
(9 głosów)

Bhaskar Menon

Europejska tzw. „Wielka Wojna” z lat 1914–1918 nie zasługuje na miano „pierwszej wojny światowej”. Tytuł ten należy się pierwszemu prawdziwemu globalnemu konfliktowi – ludobójczej inwazji Europy na inne obszary, która rozpoczęła się w ostatniej dekadzie XV wieku. Historycy europejscy próbowali bagatelizować jej okrucieństwo oraz rozmiar i znaczenie tego wcześniejszego konfliktu, traktując go jako rozciągnięty w czasie i rozproszony proces historyczny. Jeśli jednak zaakceptujemy taki pogląd, stracimy szansę na zrozumienie wszystkiego, co się od tamtego czasu wydarzyło.

Ponieważ o tym, co się właściwie stało, mogą sporo wiedzieć tylko nieliczni Indianie, pozwólcie mi zarysować niektóre zasadnicze punkty.

Dziesięć lat po wylądowaniu Krzysztofa Kolumba na Hispanioli w 1492 r., rdzenna ludność wyspy wyginęła. Ci ludzie niczym nie zasłużyli sobie na ten los. W liście do swoich królewskich sponsorów w Hiszpanii K. Kolumb opisał ich jako „niezwykle przyjacielskich, niepożądliwych ludzi” o „dobrych cechach i pięknych oczach”, którzy „ani nie noszą broni, ani nie rozumieją, jaki z niej pożytek”. Jednak wielu z nich zostało zamęczonych na śmierć w daremnej próbie wymuszenia, żeby ujawnili nieistniejące zapasy złota; inni, zmuszeni do morderczej pracy, zmarli z wyczerpania albo zostali doprowadzeni do samobójstwa. Ten nieuzasadniony gwałt wciąż się utrzymywał, kiedy Europejczycy rozbudowywali swoje królestwo w „Nowym Świecie”.

Los Arawaków z Hispanioli (obecnie Haiti) podzieliło następnie wiele mniejszych plemion, które zupełnie wyginęły, podczas gdy populacje większych grup spadły aż o 85%, nie tylko wskutek aktów przemocy na masową skalę, ale i sztucznie wywołanego głodu oraz przywleczonych chorób, na które nie miały odporności. Rozprzestrzenianie się ospy poprzez koce rozdawane rdzennym Amerykanom oraz bezsensowny ubój ogromnych stad bizonów, od których zależało jedzenie, ubranie i schronienie Indian z Wielkich Równin Ameryki Płn., były najbardziej skandalicznymi przypadkami ludobójstwa. Szacunki dotyczące liczby zabitych sięgają 100 milionów osób.

W Ameryce Południowej konkwistadorzy gorliwie wzięli się za masowy mord, który do dziś nie ma sobie równego. Bartolomé de Las Casas (1484–1566), Hiszpan, który udał się do Nowego Świata szukać bogactwa, ale poruszyły go okrucieństwa towarzyszące ewangelizacji, jakich był świadkiem, zostawił wyrazisty ich opis w książce Brevisima Relación de la Destruccion de las Indias (polskie wydanie: Krótka relacja o wyniszczeniu Indian): „Pewnego razu Indianie wyszli nam na spotkanie z poczęstunkiem i z darami na dziesięć mil przed dużą osadę, a skorośmy przybyli tam, dali nam wiele ryb i chleba, a nadto wszystko, co tylko mieli do jedzenia”. Konkwistadorzy zamordowali ich wszystkich – „bez powodu i bez przyczyny wyrżnęli nożami przeszło trzy tysiące ludzi: mężczyzn, kobiety i dzieci”, popełniając „tak wielkie okrucieństwa, jakich nigdy jeszcze żywi ludzie nie widzieli i nie sądzili, że mogą zobaczyć”.

„Chrześcijanie przy pomocy swych koni, mieczy i włóczni rozpoczęli rzeź i wymyślne okrucieństwa. Wchodzili do wiosek i nie przepuszczali dzieciom, starcom ani kobietom ciężarnym czy położnicom, ale rozpruwali im brzuchy i ćwiartowali, jak gdyby natknęli się na baranki zamknięte w swych zagrodach. Zakładali się o to, który z nich jednym cięciem przetnie człowieka przez pół albo odetnie mu głowę, albo obnaży mu wnętrzności. Odrywali za nóżki niemowlęta od piersi matek i roztrzaskiwali im głowy o skały. Inni rzucali je na wznak do rzeki śmiejąc się i szydząc […] Jeszcze inne dzieci przeszywali mieczem, podobnie robili z matkami i ze wszystkimi, których napotykali na swej drodze. Robili długie szubienice i wieszali po trzynastu na każdej — na cześć i chwałę naszego Zbawiciela i dwunastu apostołów — tak, że wisielcy prawie dotykali nogami ziemi, a podkładając drzewo i ogień palili ich żywcem. Niektórzy zaś pętali czy obwiązywali całe ciało ofiar suchą słomą i w ten sposób palili. Tym wszystkim, których chcieli wziąć żywcem, odcinali obie dłonie i wlekli powiesiwszy za ręce […] Zwykle władców i szlachtę zabijali w ten sposób, że robili ruszt z drągów opartych na widłach, przywiązywali na nich ofiary, a u dołu rozkładali niewielki ogień, aby te pomału oddawały ostatnie tchnienie jęcząc w rozpaczliwych mękach”. [na podstawie przekładu Krystyny Niklewiczówny]

B. Casas, pisząc jako biskup Chiapas, szacował, że na samych tylko Karaibach jego rodacy zabili około 15 mln Indian, pozostawiając „zniszczone i wyludnione” duże wyspy – Kubę, San Juan [Portoryko] i Jamajkę – oraz około 30 mniejszych wysp.

W Australii i Nowej Zelandii zabijanie było mniej gorliwe, za to bardziej systemowe i nie było B. Casasa, który zwróciłby uwagę na to, co się stało. Kościół anglikański i władze brytyjskie odwracały wzrok, kiedy osadnicy w Australii polowali na Aborygenów, jak na zwierzęta, zatruwali im pokarm i wodę, gwałcili ich kobiety, pastwili się nad ich dziećmi, a wszystko to w rozmyślnej kampanii zmniejszenia liczebności rdzennej ludności. Pod koniec XVIII w. populacja Aborygenów liczyła około 750 tys., a sto lat później – już tylko ok. 30 tys. Obie liczby są szacunkowe, gdyż Aborygenów nie obejmowano australijskimi spisami do 1971 roku.

Australijska opresyjna polityka „ochrony” i „asymilacji” Aborygenów przeciągnęła się aż po drugą połowę XX wieku. W jej imię zasądzano wyroki więzienia dorosłym za różne „przestępstwa”, począwszy od „bezczelnego zachowania” przez „brak zatrudnienia” po „nazwanie pracownika służb sanitarnych »wścibskim draniem«”. Urzędnicy rządowi zabierali rodzicom niemowlęta i umieszczali je u białych rodzin lub w domach dziecka. Ta polityka „adopcji” otwarcie miała na celu wyeliminowanie Aborygenów jako grupy kulturowej, co stanowi prawną definicję ludobójstwa. W obliczu narastającej międzynarodowej krytyki w 1970 r. rząd niechętnie przerwał program; dopiero w 1997 r. odnotował negatywny wpływ tych praktyk na ofiary i ich rodziny.

W Nowej Zelandii, kraju większym od Brytanii (103738 mil2 vs. 94526 mil2), pierwsi brytyjscy osadnicy w połowie XIX w. zastali około 100 tys. ludności plemiennej – liczba prawie na pewno zaniżona, gdyż przybysze szybko zaangażowali się w całą serię „wojen maoryskich” w próbie zawłaszczenia ziem plemiennych. W 1896 roku liczba Maorysów spadła już do 42.000.

W Afryce i Azji żniwo śmierci było znacznie większe. Handel niewolnikami z Afryki rozpoczął się od pierwszych portugalskich wypraw na wybrzeża Afryki w XIV wieku i trwał do XIX wieku. Zanim się to skończyło, łowcy niewolników zabrali ok. 25–35 mln Afrykanów na drugą stronę Atlantyku, a zbliżoną liczbę zabili w trakcie ich pozyskiwania i transportu.

Również w Afryce, wszędzie tam, gdzie osiedlali się Europejczycy, wypierali miejscową ludność, a częstokroć robili z niej swoich niewolników. „Wolne Państwo Kongo”, założone przez króla Belgii Leopolda II w Kongo i stanowiące jego własność, zredukowało populację tubylców z ok. 20 mln do 8 mln. Pod pretekstem „cywilizowania tubylców” reżim królewski ustanowił rządy terroru, obowiązek dostarczenia szalonych ilości kauczuku dla każdej wsi oraz kary za niewywiązanie się z tego obowiązku, w postaci obcinania rąk pracownikom. Nadzorcy byli zobowiązani dostarczać w koszach obcięte kończyny dla wykazania, że rygorystycznie realizują tę politykę [1].

W Namibii Niemcy zmasakrowali Hererów [2]. W Kenii Brytyjczycy zagrabili najlepsze grunty rolne kraju, należące głównie do plemienia Kikuju, spychając ponad milion ludzi w trwałą nędzę. Ruch z lat 50. XX w., którego celem było odzyskanie ziemi, ściągnął na rdzenną ludność kolejną falę wysiedleń i eksterminacji, bowiem reżim kolonialny ścigał, torturował i zgładził ponad 100 tysięcy „terrorystów” Mau Mau [3].

W Afryce Południowej Brytyjczycy mordowali Zulusów, żeby dostać w swoje ręce diamenty i złoto kryjące się w ich ziemi, a w 1948 roku Burowie (potomkowie holenderskich osadników) wprowadzili na terenie całego kraju segregację rasową – w czasie, kiedy niepodległość Indii zapowiadała koniec ery europejskiej dominacji nad światem. System segregacji utrzymał się do 1994 roku.

Największe żniwo śmierci epoka kolonialna zebrała w Azji, a jak odnotował Kavalam Madhava Panikkar w swojej książce Asia and Western Dominance (Azja a dominacja Zachodu, 1959, polskie wydanie 1972), gwałt zaczął się od pojawienia się Vasco da Gamy. Podczas swojej drugiej podróży do Indii V. da Gama natknął się nieuzbrojony statek arabski i „po opróżnieniu statku z dóbr zakazał zabrania z pokładu jakiegokolwiek Maura”, a następnie kazał statek spalić.

Komentator w Portugalii uzasadnił ten czyn w następujący sposób: „To prawda, że według prawa każdy może poruszać się po morzach, i my w Europie uznajemy te prawa, co inni zwracają przeciwko nam, ale to prawo nie obowiązuje poza Europą, a zatem jest uzasadnione, że Portugalczycy, jako Władcy Mórz, konfiskują majątek tych wszystkich, którzy pływają po morzu bez ich zgody”.

K.M. Panikkar tak to skomentował: „Z tym dziwnym i wyczerpującym oświadczeniem identyfikował się każdy europejski kraj niemal do końca okresu supremacji Zachodu w Azji. Zasada, że doktryny prawa międzynarodowego nie mają zastosowania poza Europą, że to, co byłoby barbarzyństwem w Londynie czy Paryżu, jest cywilizowanym zachowaniem w Pekinie, oraz że narody europejskie nie mają żadnych zobowiązań moralnych w kontaktach z azjatyckimi ludami, była częścią przyjętego credo w odniesieniu do stosunków Europy z Azją”.

Pierwsza sprowokowana klęska głodu w Indiach pod panowaniem brytyjskim trwała przez dziesięć lat po klęsce Nawaba Bengalu Siraja Ud Daulaha w 1757 roku. Zabiła 7 mln ludzi [inne źródła podają 9 milionów] – jedną trzecią populacji. Ostatnia klęska głodu, stworzona przez Brytyjczyków, także w Bengalu, miała miejsce w latach 1942–1943 i zabiła od 3 do 4 milionów ludzi. W sumie, całkowitą liczbę takich zgonów szacuje się na kilkaset milionów. Wybitny gandhyjski myśliciel, historyk i filozof polityczny Dharampal obliczył łączną liczbę zgonów Hindusów za czasów brytyjskich rządów, bez rozróżniania przyczyn, na 500 milionów.

Chiny nigdy nie znalazły się pod kolonialnymi rządami, ale w XIX wieku Wielka Brytania prowadziła dwie „wojny opiumowe”, aby zmusić Chiny do importu narkotyku. Szacuje się, że w pierwszej dekadzie XX wieku narkotyzowała się już jedna czwarta ludności.

Ta litania przykładów europejskiego grabienia południowej części świata nie jest rozdrapywaniem starych ran. W istocie jest niezbędna do zrozumienia „Wielkiej Wojny” z lat 1914–18. Niemieckie niezadowolenie z niewystarczającej życiowej przestrzeni (Lebensraum) kolonialnej było chyba najważniejszym czynnikiem, który napędzał konkurowanie Niemiec z Wielką Brytanią, które zmieniło się w wojnę. W tym sensie było bezpośrednią karmiczną konsekwencją Prawdziwej Pierwszej Wojny Światowej.

Tłumaczenie: PRACowniA
Fot.: www.suggestkeyword.com

________________________________
1. Trochę więcej, po polsku, por.: http://writeandtravel.blox.pl/2014/05/Belgijski-arcyoszust.html
2. O planie von Trothy, obozach zagłady i eksterminacji Hererów na przełomie XIX/XX w. – por.: http://writeandtravel.blox.pl/2014/04/Nieznana-historia-niemieckich-kolonii.html
3. Całkowitą liczbę ofiar w Namibii szacuje się na 200-300 tysięcy. Jednym z najbardziej oburzających faktów jest to, że 15 lat po II w. św. Brytyjczycy założyli w Namibii klasyczne obozy zagłady. Por.: http://zhistorii.blogspot.fr/2014/03/brytyjskie-obozy-pracy-po-ii-wojnie.html oraz http://writeandtravel.blox.pl/2014/09/Nieodrobiona-lekcja-historii.html

Czytany 3845 razy