środa, 18 kwiecień 2012 09:20

Bartosz Mroczkowski: Po Arabskiej Wiośnie przyjdzie czas na Izrael

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

clock05  Bartosz Mroczkowski

Arabska Wiosna to proces, który ukształtuje nowe rządy w państwach, które nigdy nie były przychylne Izraelowi. Przed tym okresem jednak kraje te przynajmniej nie wykazywały agresji. Dzisiaj, z ogromną rolą mediów elektronicznych, geopolityczna świadomość regionalnej społeczności jest o wiele większa niż dwie dekady temu. Izrael z czasem będzie napiętnowany przez ultrakonserwatywną politykę w kwestii Autonomii Palestyńskiej i bezkompromisową postawę w stosunku do Iranu, co z resztą jest na rękę Teheranowi.

W marcu br. parlament egipski wydał raport, w którym określa Izrael za „wroga numer jeden”, potępiając Izrael za zbrodnie dokonywane na narodzie palestyńskim. Chce też zakazać eksportu surowców do ”państwa żydowskiego”. Raport ma charakter symboliczny, bo faktyczną władzę w Egipcie sprawuje Naczelna Rada Wojskowa. Dokument pokazuje, jak ogromne zmiany światopoglądowe zachodzą wśród nowych władz. Cała uwaga środowiska międzynarodowego jest skupiona obecnie na państwach post-rewolucyjnych i obecnej sytuacji w Syrii. Dzieje się tak dlatego, że możliwość przejęcia władzy przez, wrogich Izraelowi, radykalnych islamistów wzbudza ogromne obawy. Ukształtowanie nowych (młodszych i bardziej świadomych) władz, to proces skomplikowany i długofalowy, bo opiera się on na praktykach budowania państwowości tj. całego kręgosłupa ustawodawczego, wykonawczego i sądowniczego. Na przykładzie Libii można zauważyć, jak trudny jest to proces – rozległe państwo jest podzielone między grupy opozycyjne i a informacje nadawane przez Narodową Radę Libijską nie wszędzie docierają. Jednak nowo wybrane władze w państwach, które przeżyły głęboki kryzys strukturalny (Arabska Wiosna) z pewnością będą manifestowały swoją, jeśli nie wrogość, to niechęć do aktualnej polityki Izraela. Pytanie brzmi, czy faktycznie nie posiadają argumentów?

Izraelski konserwatyzm 

W czasie trwania procesu pokojowego Izraelczycy nie zaprzestali wyburzania domów palestyńskich (zwłaszcza rodzin oskarżanych o terroryzm) i budowania nowych osiedli. Od 1967 roku zburzono ok. 12 tysięcy palestyńskich domów, a 740 z nich zniszczono w czasie, gdy trwał proces pokojowy, podpisany w Oslo w 1993 roku. Konfiskata ziem wciąż trwa. Występują ogromne nierówności w dystrybucji wody i energii. Jednym z najbardziej dolegliwych problemów jest kwestia tak przyziemna, jak wywóz śmieci, z którym Palestyńczycy mają spore problemy wskutek militarnej okupacji. Strefa Gazy i Zachodni Brzeg są od siebie oddzielone izraelską granicą, przez które, aby się przedostać, Palestyńczycy stoją w wielogodzinnych kolejkach. Pomoc międzynarodowa dla Autonomii Palestyńskiej jest niewielka i źle dystrybuowana – często kontrolowana przez samych Izraelczyków. Przedłużający się „proces pokojowy” i złe wydatkowanie subwencji przez palestyńskich polityków, wzbudza zniecierpliwienie i znużenie całością sytuacji. Efektem szukania nowych rozwiązań przez Palestyńczyków jest wygrana Hamasu w Strefie Gazy – organizacji uważanej za terrorystyczną przez USA i Izrael.

Tel-Awiw prowadzi przemyślaną politykę, w której zauważa się dwa rodzaje osadników. Pierwsi kierują się pobudkami ideologicznymi i religijnymi – uważają, że prawo do ziem przez nich zamieszkiwanych zostało nadane im przez Boga. Tym samym uważają te ziemie za święte. Drudzy to zwykli obywatele Izraela, którzy szukają po prostu wolnego miejsca na osiedlenie się. Obydwu grupom oferowane są kredyty na bardzo atrakcyjnych warunkach.

Do całości problematyki bliskowschodniej dołączają się Stany Zjednoczone, od których, w rzeczywistości, zależy przebieg procesu pokojowego. Waszyngton zaczyna tracić argumenty na arenie międzynarodowej, dlaczego tak mocno popiera Izrael. USA zarzuca się, że swoją decyzyjność opierają na dwóch podstawach. Pierwszą generuje American Israel Public Affairs Committee (AIPAC) – organizacja skupiająca lobby żydowskie, dysponujące wielomilionowym budżetem, zatrudniające profesjonalistów (prawników, lobbystów, naukowców itp.). Wywierają oni znaczący wpływ na proces debaty w amerykańskim kongresie odnośnie Izraela. Przyjmuje się, że krytyka Izraela równa się porażce w każdych następnych wyborach. Drugim czynnikiem są amerykańskie interesy w regionie i powszechny brak zainteresowania amerykańskiego społeczeństwa polityką zagraniczną – przez co nie istnieje bezpośrednia presja na amerykański proces decyzyjny.

Iran staje się przewidywalny

Sytuacja w regionie w dużej mierze zależy od postaw Iranu i Turcji, którzy są ambasadorami sprawy Autonomii Palestyńskiej. Ankara jest dość niezależna, ponieważ nie istnieją naciski międzynarodowe na Turcję, które hamowałyby rozwój gospodarczy i społeczny państwa. Teheran przechodzi właśnie bardzo trudny okres sankcji ekonomicznych, będących skutkiem rozwoju własnego programu atomowego. Ponadto Iran posiada napięte relacje ze Stanami Zjednoczonymi, które obawiają się posiadania borni atomowej w rękach państwa teokratycznego. Wśród generowanych obaw pojawia się także brak kontroli nad rozprzestrzenianiem broni jądrowej, a więc potencjalna utrata wpływów i zwiększenie napięć w trójkącie pomiędzy Iranem, Izraelem i Arabią Saudyjską. Atomowy Teheran jest postrzegany przez Izraelczyków jako egzystencjalne zagrożenie. Jednak w sytuacji międzynarodowej krytyki odnośnie polityki w stosunku do Autonomii Palestyńskiej, potencjalne prewencyjne uderzenie, byłoby w skutkach dla Izraela nader niekorzystne. Iran najwyraźniej rozumie swoje położenie. Stąd też stonował swoje zachowanie i ostrą krytykę państwa syjonistycznego, przerzucając formę dialogu na bardziej merytoryczną i pragmatyczną płaszczyznę. W efekcie to Teheran jest dziś bardziej autentyczny w swoich stanowiskach aniżeli Izrael. Jeśli irańskiemu prezydentowi Mahmudowi Ahmadineżadowi uda się przeciągnąć rozmowy w sprawie rozwoju programu atomowego, aż do momentu wyprodukowania broni jadrowej, będzie to jego pełny sukces.

Warto podkreślić, że samo posiadanie broni masowej zagłady nie oznacza, że Iran zaatakuje. Zmieni się jednak wówczas układ sił na Bliskim Wschodzie. W regionie, oprócz Pakistanu i Izraela, pojawi się trzeci gracz, dysponujący dodatkowo milionową armią. Iran z bronią atomową, przez media określany jako zagrożenie dla pokoju, faktycznie zmieni układ sił, wskutek czego wyklaruje się pewnego rodzaju balans. To właśnie taki układ jest niezwykle potrzebny władzom Autonomii Palestyńskiej. Oczywiście stosunki Teheranu z sąsiadami uległy by jeszcze mocniejszemu napięciu, ale z czasem, dzięki  umiejętnie prowadzonej – i pokojowej – polityce, Iran zyskiwałby poparcie dla swoich działań na arenie międzynarodowej. Wraz z poprawą wizerunku rosłaby siła tego państwa, które będzie piętnować Izrael za łamanie prawa międzynarodowego i IV konwencji genewskiej w przypadku Palestyńczyków.

Spychanie przeciwnika w narożnik ringu zwykle powoduje reakcję. Agresywna polityka Izraela i, momentami, nieprzemyślane poparcie Amerykanów utrudnia, przedłuża, a w efekcie może doprowadzić do tragedii cały tzw. proces pokojowy, który dziś istnieje de facto tylko na papierze. Odpowiedzią na takie zachowanie może być atomowy Iran, bądź bardziej agresywna polityka Turcji. Choć Izrael otacza się nieprzychylnymi sobie sąsiadami, to jest od nich znacznie silniejszy. To jednak Iran, mimo że oddzielony od Izraela Irakiem i Syrią, jest zagrożeniem dla Izraela – jest bowiem znacznie większy i silniejszy od pozostałych państw. Ewentualny sojusz Ankary i Teheranu w sprawie Autonomii Palestyńskiej byłby doskonałą odpowiedzią na sojusz Izraela z USA.

Czytany 4509 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04