środa, 26 sierpień 2009 08:22

Banki mydlane

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

T.S.

Nazywa się to amerykański sen, gdyż trzeba być w letargu, by móc w niego uwierzyć - George Carlin

Krok pierwszy "Tani pieniądz"

Polityka monetarna prowadzona przez Alana Greenspana polegała na kreacji powszechnie dostępnego taniego pieniądza; taniego, gdyż oprocentowanie założone na uzyskiwanym kredycie było niskie. Szeroka dostępność kredytu miała wyciągać Stany Zjednoczone z recesji po 2001 roku, wpompowanie świeżego pieniądza w rynek miało odrodzić optymistyczne nastroje i zachęcić do inwestycji pobudzając całą amerykańską gospodarkę. I rzeczywiście odbicie nastąpiło, zaufanie wobec instytucji finansowych pozostało na wysokim poziomie.

Indeksy się odbiły, zaczął rosnąć sektor budowlany napędzany dostępnym kredytem, dla Amerykanów otworzyła się furtka do spełnienia jednego z elementów amerykańskiego snu: posiadania własnego domku na przedmieściach. Ot i przeciętny Sam miał teraz możliwość dopisania się w pełni do klasy średniej, gdyż do tej pory jego dochody realnie pozostawały bez zmian.

Krok drugi "Lewar"

Jednocześnie jednym z mechanizmów finansowych jest lewarowanie. Jest to praktyka znana i szeroko stosowana, polega ona na rozszerzeniu możliwości kredytowej bez zmiany wielkości wkładu. Mówiąc inaczej, Joe mając na koncie 10 tysięcy dolarów dostaje od banku pół miliona. Ponieważ w tym wypadku Joe jest funduszem inwestycyjnym bądź bankiem lewaruje tani pieniądz, który dostał na początku naszej drogi, toteż zaczyna tymi pieniędzmi grać na rynku chcąc wycisnąć jak największy zwrot z inwestycji, gdyż ma obciążenie salda na pół miliona. Co więcej, jego sąsiad robi absolutnie to samo, ba, cała dzielnica robi to samo, a wszak Joe nie chce i nie może pozostać w tyle, gdyż wie, że trzeba być ciągle lepszym od konkurencji.

Joe już zobaczył, że drgnęło na rynku nieruchomości, a ponieważ jest to sektor o dłuższym cyklu inwestycyjnym widzi, że może na niej zarobić. Dlatego też zaczyna inwestować w akcje spółek związanych z nieruchomościami jednocześnie zapewniając sobie popyt przez reklamę kredytobiorców. Interes się kręci, kolejne gwiazdy występują w spotach telewizyjnych i na billboardach. Napędza się indeks spółek i windują ceny nieruchomości.

Mamy boom i Joe już wie, tak jak jego dzielnica bawiąca się w te klocki nie od dziś, że przyszłość wygląda różowo, pęka pierwsza butelka od szampana. Pieniądz płynie szerokim strumieniem, tymczasem wzrost jest wysoki i obiecujący.

Krok trzeci "Subprime"

Lecz po kolejnej butelce zaczyna się rumor w całej dzielnicy, że skoro jest tak dobrze, to można ulepszyć swoją ofertę i powiększyć grono kredytobiorców - przeróżnych Samów mających wysokie aspiracje mimo swojej pracy w fast foodach, sieciowych kawiarniach, czy hipermarketach żyjących z nędznej płacy, a nawet bezrobotnych. To ludzie od lat żyjący na kredyt, których system bankowy wchłonął i wyżyma co miesiąc z dochodów. Jest to głównie związane z procesem stagnacji płac klasy średniej w Stanach tymczasem, aby dać Samom poczucie prosperity ułatwiono im dostęp do kredytu. Dlatego Joe z finansjery wykorzystując pełne poparcie dla deregulacji tworzy nowy instrument na zlewarowanym kapitale tzw. Subprime, kredyt hipoteczny dostępny dla każdego niezależnie od jego zdolności kredytowych. Pokryciem dla oprocentowanej pożyczki stają się domy, których wartość ciągle rośnie, dając względne bezpieczeństwo instytucjom, w wypadku gdyby Sam nie mógł spłacić długu bank dostanie jego nieruchomość, po czym ją sprzeda jeszcze z zyskiem dla siebie. Cena do 2007 roku w niektórych stanach ulega potrojeniu, w większości zliberalizowanych gospodarek cena nieruchomości również przebija swoje rekordy - bańka rośnie w Wielkiej Brytanii, Irlandii, Hiszpanii...

Krok czwarty "Fannie i Freddie"

Kredyty zostają opieczętowane wysoką notą (AAA) przez agencje ratingowe (firmy zajmujące się ocenianiem bezpieczeństwa instrumentów finansowych), wynika to z dwojakiego zachowania po pierwsze dlatego, że Joe je nieustannie podkupuje, z drugiej strony rynek w obecnym wymiarze staje się sam dla siebie referentem - skoro rośnie, znaczy, że będzie rosło zawsze. Wszak długoterminową strategią dzielnicy jest krótkoterminowy zysk.

Wysoka stopa zwrotu z inwestycji na rosnącym rynku mieszkań jednak nie była optymalnie zadowalająca dla Wall Street i bank Joe będąc przezornym zabezpiecza subprime'y w dwóch największych instytucjach pokrywających kredyty hipoteczne - Fannie Mae i Freddie Mac. Pierwsza z nich to instytucja jeszcze stworzona za Franklina D. Roosevelta, jako element New Dealu, która za Nixona została sprywatyzowana przy jednoczesnym wydzieleniu z niej Freddie Mac. Końcem lat dziewięćdziesiątych pod wpływem republikańskiego Kongresu i prezydenta Clintona Fannie rozszerzyła swoją działalność na zakup kredytów na rynku, jednak już w roku 2000 wprowadzono regulację na tą instytucję, aby nie inwestowała w kredyt o wysokim rynku, gdyż ceny nieruchomości wówczas były na niskim poziomie. Jednak już po czterech latach amerykański rząd ściągnął kaganiec regulacji i w momencie rozkwitu mieszkaniowego Fannie i Freddie zaczęły inwestować w kredyty bez ograniczeń. Rola Freddie Mac i Fannie Mae polega na ubezpieczeniu kredytu dla banków gwarantując spłatę, jeśli Sam okazałby się niewiarygodny i nie spłacał długu.

Krok piąty "Paczkowanie, MBS i giełda"

Fannie i Freddie, to były instrumenty, których Joe z finansjery potrzebował, gdyby mu coś nie wyszło. Obie instytucje kupowały kredyty od niego, a następnie je paczkowały, inaczej mówiąc brały tysiące kredytów od Samów - tworzyły z tego kolejny instrument finansowy zwany MBS (mortgage backed securities - tłum. ubezpieczenia pokryte hipoteką) i sprzedawały je na rynku. Oprócz Fannie i Freddie wszystkie banki inwestycyjne - jak Bear Stearns, czy Lehman Brothers - funkcjonowały w ten sposób. Zakup kredytu przez te wszystkie instytucje jednocześnie zwiększał płynność (dostarczał świeżych pieniędzy dla instytucji bezpośrednio udzielających kredytu Samowi), aby móc dalej udzielać kredytów. Fachowy słownik określa to budowaniem pewności rynków.

MBSy stały się normalnym instrumentem finansowym podlegającym mechanizmom zglobalizowanego kapitalizmu - zaczęły krążyć po święcie. Jako element portfela były kupowane przez fundusze inwestycyjne i inne banki, co więcej noszącym ocenę wysokiego bezpieczeństwa zwrotu z inwestycji. W swej kreatywności cała dzielnica z Joe na czele zaczęła tworzyć kolejne instrumenty oparte na MBSach. Napędzając także fundusze hedgingowe - instytucje finansowe mające ograniczać ryzyko wahań cen na rynku, charakteryzują się wysokim ryzykiem inwestycyjnym.

Żyć nie umierać, byleby tylko cena nieruchomości rosła.

Krok szósty "Głupie pytanie"

Gdy cena za nieruchomości osiągnęła stan, którego definicje ze względu na wielkość lepiej opisywała astrofizyka a nie ekonomia, ktoś nieopatrznie zadał pytanie: Ile te domy w rzeczywistości są warte?

Atmosfera w dzielnicy Joe tak się zagęściła, że można było ją kroić nożem. Szef banku centralnego w Stanach, Ben Bernanke, dogrzał jeszcze do pieca obniżając drastycznie stopy procentowe.


Krok siódmy "Szok i przerażenie"

Pierwszy efekt pytania odczuł jak zwykle Sam, z jego długiem NINJA (No Income, No Job or Assets - tłum. bez dochodu, bez pracy lub majątku), którego wartość nieruchomości nagle przestała pokrywać wartość długu u Joe. Banki z dzielnicy zaczęły przejmować całe osiedla na przedmieściach.

Sam musiał z powrotem zacząć wynajmować, bądź przenieść się do rodziny i mieszkać na strychu, tudzież pozostała mu ulica, gdzie schronienie przed deszczem zapewniały wiadukty autostrady międzystanowej. Tymczasem Joe zaczął obrastać w posiadaniu nieruchomości, których cena zaczęła gwałtownie spadać, co więcej, nie bardzo ktokolwiek chciał je kupić. Z przerażeniem zaczęto zamykać kwartały w bankach.

W końcu także i świat mocno inwestujący w instrumenty pochodne związane z nieruchomościami zaczął dowiadywać się, co jest w tych paczkach, którymi tak chętnie handlowano. Niespłacane długi zaczęły obrastać w miliardowe straty dla instytucji finansowych. Ubezpieczyciele zaczęli z ciężkim sercem patrzeć na swoją sytuacją. Dzielnica zadrżała, choć jeszcze nie zaczęła piszczeć, to woń porażki zaczęła się intensyfikować. Mimo polityki Bena Bernanke i zapewnień George Walkera Busha, że fundamenty gospodarcze Stanów Zjednoczonych mają mocne podstawy, zaufanie i podejrzliwość graczy rynkowych zaczęła rosnąć.

Krok ósmy "Północna Skała i Miś Stearns"

Jeszcze w styczniu 2007 roku brytyjski bank Nothern Rock osiągnął swoje rekordowe zyski wynoszące 627 milionów funtów (około 2,8 miliarda złotych), zarabiając na zabezpieczaniu kredytów hipotecznych wkrótce osiągnął dominującą rolę w sektorze, jednak w momencie podniesienia stóp procentowych z powodu braku bazy kapitałowej do pokrycia należności stał się pierwszym bankrutem w Wielkiej Brytanii od 141 lat.

Tymczasem za wielką wodą pod młotek poszedł Bear Stearns - fundusz hedgingowy, którego akcje jeszcze 11 marca 2008 roku kosztowały 62.50 dolarów, aby zostać kupionym przez JPMoran Chase za 2 dolary za akcje 16 marca. Zlewarowane pożyczki Bear Stearnsa były wycenione na 2,5 miliarda dolarów, łączne straty wynosiły 2,7 miliarda dolarów.

Joe zaczął jęczeć, jego głos został wyrażony przez komentatora finansowego, Jima Cramera, który naciskał na antenie o dalszą obniżkę stóp procentowych i wprowadzenia większej płynności na rynku, uznając jeszcze 14 marca, ze Bear Stearns ma się świetnie (choć jego akcje były już warte 30 dolarów).

Krok dziewiąty "Efekt domina"

Gdy sytuacja zrobiła się nerwowa, Joe zauważył, że jego koledzy mają ogromne problemy i gigantyczne długi, przestali sobie pożyczać. Ben Bernanke zaczął pompować pieniądze w instytucje finansowe, wkrótce znacjonalizowano ubezpieczyciela, który posiada 40% funduszy emerytalnych w Stanach Zjednoczonych - AIG, padł IndyMacBank, zbankrutował bank inwestycyjny Lehman Brothers, inny bank inwestycyjny Merill Lynch został wchłonięty przez Bank of America, Goldman Sachs stwierdził, że formuła banku inwestycyjnego się nie sprawdza, został wykupiony przez Warrena Buffeta. Jednocześnie były prezes Goldmana, Henry Paulson opracował plan ratunkowy dla dzielnicy Joe - dający 700 miliardów dolarów na zabezpieczenie toksycznych kredytów. Choć wniosek upadł i Izbie Reprezentantów to jednak został przyjęty z niewielkimi poprawkami przez Senat. W Europie natomiast ratuje się kolejne banki: Fortis, Dexia i Hypo Real... a lista właściwie się zaczyna niż kończy.

Jednakowoż Samowi pozostało ogłoszenie bankructwa konsumenckiego, jeżeli ma do tego jeszcze prawo i zbieranie puszek aluminiowych o kolorze "American Dream". Wszak żelazną zasadą obecnego systemu jest uspołecznienie strat i prywatyzacja zysków.

Przed krokiem dziesiątym

Wyrokowanie na obecnym etapie niestabilności jest trudne. Ewentualny plan wykupienia Wall Street przez Paulsona może okazać się daleko niewystarczający i wedle ekonomisty Nouriela Roubiniego, najgorszy z możliwych, gdyż w momencie kryzysów finansowych wykupywanie długów zastosowały Japonia oraz Meksyk. Jednak jakiś plan zostanie przyjęty, pytanie tylko brzmi czy Stany Zjednoczone i Europa stanęły na krawędzi długotrwałej recesji? Gdyż taka recesja będzie miała niewątpliwie wpływ na polską gospodarkę - z utratą możliwości kredytowania inwestycji, słabnącym eksportem i zwiększeniem bezrobocia.

Czytany 8775 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04