piątek, 24 sierpień 2012 08:09

Artur Bilski: Rosja - wolność słowa czy od słowa? Inaczej o 'Pussy Riot'

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

original_PR  Artur Bilski

Wiele kontrowersji wywołuje ostatnio w mediach głośny proces zespołu „Pussy Riot” (chyba żaden z dotychczasowych komentatorów nie pozwolił sobie na przetłumaczenie nazwy tego punkowego zespołu, więc zrobię to jako pierwszy – „Pussy Riot” oznacza w języku angielskim tyle co „Bunt Cipki”), którego członkinie zostały niedawno skazane na karę dwóch lat więzienia za czyn chuligański o podłożu antyreligijnym (odpowiednik naszego obrażania uczuć religijnych, bo i takie było uzasadnienie sądu – obrażono uczucia religijne).

Cała sprawa rozpatrywana jest w kontekście tego, że owe ubrane niewątpliwie prowokacyjnie panie (bo jak nazwać kolorowe kominiarki, jaskrawe kabaretki i inne elementy ubioru) zaśpiewały w jednej z głównych cerkwi w stolicy Rosji „Bogurodzico przegoń Putina”. Matka Boża nie tylko nie przegoniła, ale teraz jej poplecznicy (czyli rzeczony prezydent Władimir Putin, patriarcha Cyryl i duchowieństwo prawosławne, a także sąd) mszczą się na Bogurodzicy ducha winnych artystkach.

Stawiając sprawę jasno – osobiście nie czuję się w żaden sposób obrażony zachowaniem „Pussy Riot”. Powiem więcej – nie narusza moich uczuć religijnych darcie Biblii, palenie Koranu czy plucie na Buddę (chociaż uważam to za zachowanie skandaliczne i świadczące o braku szacunku wobec innych, po prostu chamstwo). W przeciwieństwie do większości komentatorów jestem jednak w stanie odczuwać na tyle empatii, żeby wyobrazić sobie kogoś, kogo splugawienie prawosławnego sacrum może razić. Czy wystarczy przyjść w kolorowych rajtuzach do świątyni, aby kogoś obrazić? – może ktoś zapytać. Proponuję zawitać w podobnym stroju np. do meczetu szyitów w Karbali w czasie rocznicy śmierci Alego, zięcia Mahometa. Zakładając nawet, że w jakiś sposób udałoby się wejść do środka, to kara mogłaby okazać się znacznie surowsza niż dwa lata więzienia. Także o wiele szybsza. Co więcej nie osądzałbym jej z góry jako niesprawiedliwej. „Granicą wolności człowieka jest wolność drugiej osoby” – powiedział kiedyś liberalny filozof Adam Smith, którego z każdym rokiem cytuje się coraz bardziej wybiórczo. Uczestniczenie w obrzędach oznacza w pełni dobrowolne pogodzenie się z normami wyznaczonymi przez daną społeczność – w tym z obowiązującymi na jej terenie sankcjami. Nie widzę nic złego w tym, że za wykonanie kary jest tu odpowiedzialny organ państwowy – podobnie chronione są przecież prawa innych zbiorowości (nie tylko religijnych), a także każdego człowieka (choćby przepisy o zniesławieniu, czy przeciwko mowie nienawiści). Jak mówi staropolskie przysłowie „kto sieje wiatr, ten zbiera burzę” – członkinie zespołu Pussy Riot dokładnie wiedziały, co robią i jaka grozi im za to kara. Mimo to, celowo i z własnej woli, zdecydowały się, być może nie widząc dla siebie innej szansy na zyskanie rozgłosu, na coraz popularniejszą (także w Polsce) metodę promocji własnej osoby za pomocą prowokacji.

Nieco bardziej ciekawy wydaje się tu z kolei fakt, który wychodzi niejako przy okazji. Mam tu na myśli celową manipulację i przekłamania przedstawiane przez zachodnie (w tym polskie) media. Przykładem może być nazywanie kary pozbawienia wolności „łagrem” (jak ktoś idzie do więzienia w Nowej Zelandii będziemy mówić, że „trafił do prisona?”), co uczyniły po kolei praktycznie wszystkie polskie środki przekazu masowego – radio, telewizja i prasa (a także Internet). Żeby nie być gołosłownym – „Wprost” pisze o „skazanych na dwa lata łagru”. Podobne teksty można mnożyć.

Oczywistym jest, że tego rodzaju kampania stanowi po prostu uderzenie w międzynarodowy wizerunek Federacji Rosyjskiej. Natychmiast włączyły się w nią europejskie organizacje chroniące prawa człowieka (a co z prawem swobody wyznania?), zagraniczni artyści (jak choćby Madonna) i oczywiście rządy (choć już bardziej po cichu). Jak wspomina rosyjska prezenterka telewizyjna Tina Kandelaki, cytowana przez brytyjski dziennik The Guardian, Rosja na poza jej granicami jest ukazywana jako obraz „średniowiecznej dyktatury”. Nie jest to jej pierwsze porównanie tego rodzaju. Wcześniej dziennikarka między innymi opisała prezydenta Gruzji Michaiła Saakaszwilego jako „średniowiecznego tyrana”. Bądź co bądź retoryka mediów niewiele się różni od polskiej. Nie można jednak nie zgodzić się z tezą, że w obliczu nagłośnienia tej prowokacji przez międzynarodowe media miliardy wydane przez Rosję na poprawę wizerunku zostały zaprzepaszczone.

Pozostając w temacie procesu warto przypomnieć rzymską zasadę audiatur et altera pars (łac. „niech zostanie wysłuchana druga strona”). Szansę tę miały (nawet gdybyśmy uznali proces za skrajnie nierzetelny) także oskarżone (teraz już skazane). Nie mają jej natomiast nadal osoby przeciwne podporządkowaniu się z góry przyjętej linii, a nade wszystko sami zainteresowani, czyli obywatele rosyjscy, z których 44% [1] uważa, że proces przebiegał zgodnie z prawem i nie był motywowany politycznymi naciskami (przeciwnego zdania jest jedynie 17%). Nawet ci, którzy uznają sąd za sterowany, dostrzegają raczej naciski bardziej po stronie cerkwi niż prezydenta i władz (wszystkie te grupy zaapelowały zresztą o możliwie łagodny wyrok, co zostało przez większość mediów przyjęte jako chwyt propagandowy).

Pominę fakt, że nazywanie wyroku (ba, procesu!) sądowego „nieuczciwym”, „godzącym w prawa człowieka”, a sądu „ulegającego naciskom” jeszcze przed wydaniem orzeczenia, godzi w zasadę niezależności sądów, o którą rzekomo mają zabiegać protestujący, i samo w sobie stanowi nacisk na judykaturę. Przecież wiadomo, że jak dziewczyny trafią do więzienia to proces był fikcją, a zamówienie na wyrok wydały władze. A co gdyby zapadł wyrok uniewinniający?

Okazałoby się, że sądy jednak nie są tak kadłubowe, jak mówiono wcześniej, tylko dlatego, że wydana decyzja okazała się korzystniejsza?

Czy sam proces był bezstronny i obiektywny?

Nie nam to oceniać. Warto jednak pamiętać, że przesłanką decydującą o wymierzeniu kary nie był w ocenie sądu aspekt podmiotowy wykonywanego przedstawienia (to jest piosenka o Władimirze Putinie), lecz czy jego charakter (czyli wtargnięcie we wspomnianych już strojach na teren świątyni, przerwanie mszy nosił znamiona czynu chuligańskiego, wymierzonego przeciwko wierze prawosławnej (to, że obiektem ataku była także osoba W. Putina, to chyba nikt nie miał żadnych wątpliwości). Proponuję tylko przemyśleć sytuację, kiedy w czasie rodzinnego obiadu do naszego domu bezprawnie wkracza grupa osób, po czym zaczyna się zachowywać w sposób, którego nie akceptujemy, a na dodatek odmawia opuszczenia lokalu i trzeba w tym celu wzywać policję. Jak sądzę nie czulibyśmy się komfortowo.

Niezależnie od tego wszystkiego wygląda na to, że najwięcej na całym wydarzeniu zyskał sam „Bunt Cipki”. Na taką międzynarodową reklamę nie stać chyba żadnego artysty na świecie. Miejmy nadzieję, że uda się jeszcze doczekać czasów, kiedy artyści będą promować się dzięki dobrej muzyce i oryginalności, a nie wywoływaniu skandali, prowokacji i celowym obrażaniu innych.

Fot.: pussy-riot.livejournal.com

Przeczytaj również w tym temacie:

dr Gracjan Cimek: Pussy Riot, czyli kultura jako narzędzie geopolityki


___________________________________________
1. Ankieta przeprowadzona na reprezentatywnej grupie Rosjan przez pozarządową organizację Centrum Levady

Czytany 7651 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04