piątek, 02 wrzesień 2011 08:40

Antoni Koniuszewski: Izrael: strategiczny sojusznik Polski?

Oceń ten artykuł
(3 głosów)

us-pol-izgeopolityka  Antoni Koniuszewski

Z całą pewnością Polska wspólnie z Izraelem należy obecnie do wspólnego systemu sojuszniczego, na którego czele stoją Stany Zjednoczone, odpowiedzialne za wiele spraw, w tym i za to, by ten mariaż był przede wszystkim wydolny. Jak dotąd na ogół im się to udaje.

W szeregu publikacji publicystów związanych z polską prawicą pojawiają się liczne sugestie o przewidywanych zaletach i pożytkach płynących ze strategicznego sojuszu między Warszawą a Tel Avivem. Warto zastanowić się nad tym, czy to w ogóle jest realne w rzeczywistości, a nie tylko teoretycznie. Jakie korzyści mogą mieć z tego obie strony rzeczonego aliansu? Jakie warunki oraz okoliczności polityczne muszą jednocześnie zaistnieć, by ewentualne zacieśnienie współdziałania mogło być pożyteczne?

 

Kiedyś Bogusław Wolniewicz występując w telewizji Trwam zasugerował, że geostrategiczne granice Polski kończą się na Dnieprze oraz Jordanie, gdyż na przykład Izrael jest cywilizacyjną częścią Europy, chroniącym ją (w domyśle i nas w ujęciu kulturowym) przed islamskim zalewem. Jednak ideologiczne myślenie, zaś takim jest pojmowanie dziejów świata jako ciągła wojna kultur i religii – zdaje się – nie należeć do najwłaściwszych pojęć dla geopolitycznego myślenia. Stąd pytajnik występujący w tytule tego tekstu.

Izrael

Zacznijmy jednak najpierw od kilku podstawowych informacji na temat nowożytnego państwa, stworzonego przez Żydów na obszarach swojej starożytnej ojczyzny, którą utracili dwa tysiące lat wcześniej. Republika ta zajmuje współcześnie ok. 22 tys. km kw., czyli obszar nawet mniejszy niż Albania. Jednak, co należy podkreślić, Jerozolima z bliskimi okolicami to niewątpliwie brama wiodąca na Bliski Wschód – i to w różnych kierunkach. Tak więc, obszarowa znikomość, czy aż nawet terytorialna miniaturowość rekompensowane są przez istotne geopolityczne znaczenie na szachownicy świata. Zawsze zresztą tak było. Judea była ważna już dla wszystkich przedchrześcijańskich imperiów Morza Śródziemnego, takich choćby jak: Babilonia, Egipt, Asyria, Rzym. Kraj ten współcześnie zamieszkuje 7.600.000 ludności, w tym pięć milionów pięćset tysięcy Izraelitów. Reszta to głównie miejscowi Palestyńczycy, którym udało się uniknąć exodusu z końca lat czterdziestych minionego wieku.

Duża arabska mniejszość, o niemałym demograficznym potencjale, kładzie się głębokim cieniem nad przyszłością Izraela: kto wie, czy w czasowej perspektywie nie będzie to większy problem dla tego państwa niż palestyński Zachodni Brzeg łącznie z Gazą? Produkt krajowy brutto wynosi ok. 28.000,00 USD na mieszkańca. Wskazuje to na solidne podstawy ekonomiczne tego bytu, o krótkiej w końcu historii. Gospodarczo ten naród jest niewątpliwie częścią Zachodu. Z kolei struktura produktu krajowego brutto jest następująca: 65% dochodu powstaje w usługach, 31% wytwarza przemysł, zaś resztę miejscowe rolnictwo, oparte na socjalistycznych kombinatach rolnych. Ale pustynię może ujarzmić wyłącznie siła i możliwości państwa, uzupełnione na dodatek patriotyzmem. W obliczu tak niegościnnych terenów tak zwana niewidzialna ręka rynku, w sam raz nie ma wiele do zaoferowania.

W handlu zagranicznym najważniejszym partnerem Izraela jest USA – ale tylko 14% obrotów; na drugim miejscu (tu uwaga!) plasuje się Belgia – 7%. Tak więc Izrael nie jest zbytnio uzależniony od jednej gospodarki, tak jak choćby Polska, dawniej od Związku Radzieckiego, dzisiaj od Niemiec. Przejdźmy jednak do rzeczy dla nas najciekawszych: przemysłu oraz armii. W gospodarce dynamicznie rozwijają się branże związane z najnowocześniejszymi technologiami, zaś w produkcji kilku odmian uzbrojenia Żydzi należą do światowych potentatów, a ich kontakty handlowe oparte są na pragmatyzmie. Armia liczy 187.000 żołnierzy, przeważnie dobrze wykształconych i wyszkolonych; natomiast bezpośrednie rezerwy sięgają 450.000 osób, stale ćwiczonych i często mobilizowanych. Oznacza to, że państwo może w krótkim czasie powołać 700.000 żołnierzy i skierować ich do frontowej walki.

I to, biorąc pod uwagę szczupłość ludnościowego zaplecza, jest prawdziwie światowym rezultatem oraz faktyczną gwarancją istnienia Izraela. Żydzi posiadają także pięćset nuklearnych pocisków. Tyle statystyki.

Zróbmy także rozeznanie co do sytuacji politycznej wokół Tel Avivu. Należy zauważyć, że nie jest ona z różnych powodów i okoliczności zbyt dobra, zwłaszcza gdy zaczniemy snuć pewne prognozy na temat przyszłości. Izrael jest bowiem w takim położeniu, że może wygrać z Arabami – w sposób nawet błyskotliwy – wiele wojen, lecz wystarczy przegrać jedną bitwę. Jego militarne zwycięstwo w 1967 r. nie zostało przekute w polityczny sukces. Izrael oddał bowiem Egiptowi Synaj, utracił wiele na znaczeniu w Libanie i nie potrafi ułożyć się z Zachodnim Brzegiem. Głowice jądrowe na wyposażeniu żydowskich sił zbrojnych to ważny czynnik, ale jednak nie decydujący. Judei brak bowiem strategicznej głębi, broń atomowa nie musi mieć rozstrzygającego w tym przypadku znaczenia. Oceniając więc przymioty Izraela widziane z polskiej perspektywy, należy te wszystkie przypadki głęboko rozważać, wnikliwie oceniając plusy oraz minusy.

Wizja współpracy obserwowana z Warszawy

Z całą pewnością Polska wspólnie z Izraelem należy obecnie do wspólnego systemu sojuszniczego, na którego czele stoją Stany Zjednoczone, odpowiedzialne za wiele spraw, w tym i za to, by ten mariaż był przede wszystkim wydolny. Jak dotąd na ogół udaje im się to. Wprawdzie my nie powinniśmy liczyć na specjalne stosunki sojusznicze z Amerykanami, tak jak Południowa Korea, Japonia czy właśnie Izrael, ale możemy jednak być dość skuteczni przez sojuszniczą lojalność w ramach NATO. Z całą pewnością Stany Zjednoczone sprzyjają ułożeniu współpracy między Polakami a Żydami, w pojęciu państwowego współdziałania.

Ogólny klimat jest zatem przychylny i w tym sensie nasze kolaborowanie z Jerozolimą mieści się w ramach polskiej racji stanu. Ponadto na Bliskim Wschodzie nasze interesy muszą być tożsame z waszyngtońskimi priorytetami. I jak długo dwustutysięczne amerykańskie oddziały stacjonują w Europie, w tym głównie w Niemczech, nie może być inaczej. Pierwszy wniosek jest więc następujący: o geopolitycznej konieczności polskiej współpracy z Izraelem decydują priorytety bliskowschodniej polityki USA. Ale w tych rozważaniach idźmy dalej. Rzeczpospolita w przypadku gdyby państwowy byt Izraela został realnie zagrożony nie ma najmniejszych możliwości niesienia jemu efektywnej i znaczącej pomocy, nawet jako element sojuszniczych działań. To decyduje o tym, że z punktu widzenia Izraela jesteśmy im bardzo mało przydatni. Dla nich liczą się Amerykanie, Unia oraz Rosja, a także Turcja, zdobywająca w tym rejonie coraz bardziej samodzielną pozycję.

Również z drugiej strony, w przypadku naszych problemów, żydowskie państwo i nawet ich światowa diaspora nie będą miały znaczniejszego wpływu na polskie losy. Czyli każdy sformalizowany międzypaństwowy sojusz należałoby zakwalifikować jako przedsięwzięcie swoiście egzotyczne, a z całą pewnością Żydów przecież podejrzewać o to nie można. Na kuriozalność pewnych polskich pomysłów należy zwrócić uwagę, patrząc na sprawę działań wojennych na Kaukazie w sierpniu 2008 roku. Wtedy to koncepcja współdziałania izraelsko-gruzińsko-ukraińsko-polskiego runęła do grobu. Złudzenia – jak się zdaje – ostatecznie upadły już po kilku dniach. Głęboko także między bajki trzeba włożyć wszelkie koncepcje budowane na żydowskim sentymentalizmie do starej ojczyzny. Z całą pewnością nic podobnego po prostu nie istnieje.

We wzajemnych relacjach są natomiast dwie kwestie, mające rzeczywiste znaczenie. Pierwsza: to żydowska dążność do odzyskania pozostawionego w RP mienia, co jest przedmiotem zabiegów i uwagi ze strony światowych żydowskich organizacji, jak i ich bliskowschodniego państwa. Polska jak dotąd w tej sprawie dość skutecznie kluczy, ale nasze położenie wskazuje na to, że nie da się uniknąć jakiegoś rozwiązania, gdyż przypierają nas do muru. Z drugiej strony Izrael może być dla nas dobrym partnerem we współpracy, odnoszącej się do wydatniejszego wzmocnienia naszej armii, w tym przede wszystkim w wyposażeniu jej w nowoczesne uzbrojenie. Polska musi ponadto myśleć o zwiększeniu zawodowych sił zbrojnych do ok. 150 tys. żołnierzy w służbie i o zbudowaniu efektywnych rezerw. To są ramy naszej współpracy.
Reasumując: te dwie kwestie trzeba ze sobą umiejętnie, a co za tym idzie skutecznie połączyć, by transakcja na polu żydowskiego udziału w naszym majątku połączyć z dostawami ich uzbrojenia. Chodzi także o zachowanie w tym przedsięwzięciu ekwiwalentności. Oczywiście najważniejsza jest kwestia skali, a przede wszystkim proporcji, lecz jest to jakby całkiem inny temat.

Co zatem?

Konkluzja powyższych wywodów wydaje się brzmieć następująco: w geopolityce liczy się czysty realizm zupełnie wypłukany z przeróżnych sentymentów. Tylko wzajemne stosunki oparte na dobrze wyważonej grze interesów są zapowiedzią sukcesu. Izrael należy traktować jak każde inne państwo, a wszelkie oceny moralne, wspominki z okresu wojny etc. nie powinny mieć najmniejszego znaczenia. I każdą próbę ze strony Żydów powrotu do zadawnionych ran trzeba interpretować jako moralno-polityczny nacisk zmierzający do uzyskania przez ich środowiska większych koncesji majątkowych, niż to mogłoby wynikać z rzetelnego rachunku zysków i strat. I to są granice poza którymi zasadny polskiej racji stanu byłyby naruszone.

Artykuł ukazał się w nr 35-36 (28.08-04.09.2011) tygodnika alt

Czytany 7272 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04