Wydrukuj tę stronę
środa, 20 czerwiec 2012 08:36

Antoni Koniuszewski: Geopolityka: gra toczy się dalej

Oceń ten artykuł
(4 głosów)

chess_02  Antoni Koniuszewski

Jest kilka kluczowych problemów aktualnych międzynarodowych stosunków. Pierwszy brzmi następująco: czy innym mocarstwom, a przede wszystkim Stanom Zjednoczonym, uda się zahamować gospodarczy rozwój Chin i ich ekspansję na Ocean Spokojny? Co będzie realnie oznaczało wycofanie wojsk USA z Afganistanu? Co wyniknie z potencjalnie wybuchowej sytuacji na Bliskim Wschodzie, zwłaszcza zaś z konfliktu Zachodu z Teheranem? 

Są jeszcze inne zawiłości geopolitycznych dylematów, trawiące współczesny świat,  jednakże te trzy wydają się najważniejsze. Wydarzenia wokół Pekinu, Azji Centralnej i w Zatoce Perskiej – to teatr działań wielkich potęg w pierwszych dekadach dwudziestego pierwszego wieku.

Chiny na Pacyfiku?

ChRL jest imperium typowo lądowym, o rozległym, klimatycznie zróżnicowanym terytorium. Ma jednak optymalny obszar i kontynentalna ekspansja Pekinu w różnych kierunkach jest w najbliższych latach mało prawdopodobna. Jedynie rosyjski Władywostok i Kraj Nadmorski są dla Chin ciekawe z tego punktu widzenia.

Ich naturalnym polem oddziaływania pozostaje więc północny Pacyfik, a ściślej Półwysep Koreański, Japonia, Tajwan oraz Filipiny. W tym przypadku zaostrzy się chińska rywalizacja z Ameryką, gdyż wycofanie się Stanów Zjednoczonych z wysp i przyczółków Północnego Pacyfiku oznacza koniec ich imperialnego prymatu i to definitywny. Z kolei gdyby Chińczycy upierali się przy swoich celach na tych terenach – byłby to klasyczny casus belli o planetarnych skutkach. W takich warunkach trzeba przewidywać, iż Chiny Ludowe nie zaryzykują konfrontacji na pełną skalę, stoczoną najprawdopodobniej przez nie w osamotnieniu. Raczej Pekin będzie się starał wkraczać tam wolno i niepostrzeżenie, krok po kroku. We wzajemnych relacjach zapanują okresy dłuższego wytchnienia, a nawet ostrożnej kolaboracji. Dojdzie także do wzajemnej wymiany stref wpływu, klasycznego kupczenia podbitymi ludami. Zachodzi natomiast inne zasadnicze pytanie: czy Chiny spróbują najpierw skonfrontować się z Rosją, by zagarnąć Kraj Nadmorski i tym sposobem wydatnie umocnić swoje geostrategiczne położenie.

Raczej nie, bowiem Moskwa nie pozostanie w takim przypadku osamotniona jak one, gdyż amerykańska Unia dobrze wie, co oznaczałoby i dla niej chińskie zwycięstwo. Nie należy również całkowicie lekceważyć Japonii, która z pewnością w takich okolicznościach nie pozostanie całkiem na uboczu. Ten wywód można podsumować w następujący sposób: o Ocean Spokojny gra będzie długa i skomplikowana, ale jej rozstrzygnięcie ułoży najpewniej stosunki geopolityczne na świecie prawie na całą resztę bieżącego wieku.

Afgańska łamigłówka

Obecna odsłona wojny w Afganistanie, którą należy w geopolitycznych kategoriach odczytywać, jako grę USA o Azję Centralną (Serce Lądu), dobiega końca. Amerykańskie cele zostały tam zrealizowane tylko w ograniczonym stopniu. Przede wszystkim Waszyngtonowi, dzięki zaangażowaniu w Kabulu, udało się zatrzymać na jakiś czas projekt odbudowy rosyjskich wpływów na obszarze Serca Lądu, a ponadto uzmysłowić Pekinowi, że jego zachodnie granice są już zdefiniowane i nie może posuwać się wzdłuż tak zwanego Jedwabnego Szlaku aż na Bliski Wschód, a przede wszystkim nad Zatokę Perską.

Ponadto ów konflikt miał z punktu widzenia światowego pokoju kilka niewątpliwych zalet. I tak: w owym czasie – początek naszego wieku-wywiązała się taka sytuacja, wynikająca z chwilowej nierównowagi po rozpadzie Związku Radzieckiego, że jakieś wojny takie supermocarstwo jak Stany Zjednoczone  musiały toczyć. Zawsze batalia w Afganistanie będzie z tej perspektywy lepsza niż konflikt w Europie, lub na przykład w basenie Morza Śródziemnego. Także-mimo wszystko – Rosji, a i Chinom ta amerykańska wieloletnia pacyfikacja Afganistanu, ostatecznie jest jednak na rękę. Usuwa przecież te państwa z linii zasadniczego sporu z islamem, ogniskując nienawiść muzułmańskich radykałów do Zachodu. Powoduje uspokojenie atmosfery na obszarach zamieszkałych w tych dwóch imperiach przez wyznawców tej wielkiej, globalnej już religii.

Gdyby Amerykanie wycofali się teraz stamtąd w jakimś nieładzie i w nieuporządkowany sposób, w Azji Centralnej powstałaby geopolityczna próżnia, co oznaczałoby wielkie niebezpieczeństwo rozpętania  groźnej rywalizacji rosyjsko-chińskiej, także z udziałem Indii. Do tego nikt odpowiedzialny nie dopuści. Dlatego wyjście Waszyngtonu z Kabulu poprzedzone zostanie istotnym porozumieniem w trójkącie USA-Rosja-ChRL. Ten układ może oznaczać otwarcie nowej geopolitycznej sytuacji, dotykającej różne regiony ziemi, w tym i Polskę. Nasza polityka zagraniczna powinna być na to zawczasu przygotowana i to przy uwzględnieniu różnych wariantów rozwoju międzynarodowych stosunków, o których przy innej okazji.

Bliski Wschód

Bliski Wschód krwawi od lat czterdziestych minionego wieku. Dlaczego? Widocznie taka jest potrzeba i chyba aż nawet ważna konieczność. I nie chodzi tu tylko o Izrael, który jest tam nową jakością; ale o ropę, a głównie jej geostrategiczne znaczenie, nawet w czasach rakiet i gwiezdnych wojen. Można z pewnością przypuszczać, że Żydzi wcale nie są rzeczywistymi sprawcami ciągłych napięć, ale też i oni bywają ich ofiarami, któż bowiem bardziej niż Tel Awiw nie powinien pragnąć pokojowego rozwoju.? A jednak nic się nie udaje. W epoce gdy świat był usystematyzowany według dwubiegunowego porządku, supermocarstwa dzięki bliskowschodniemu ciągłemu konfliktowi, mogły być tam stale obecne, eskalując swoje tam wpływy, które w innych politycznych okolicznościach zawsze byłyby mniejsze. Klasycznym przypadkiem jest wojna żydowsko-egipska w 1973 roku. Rozpoczął ją udany desant wojsk Kairu na wschodni brzeg Kanału Sueskiego. Co się okazało: wtedy to przerażona Moskwa, największy podobno sojusznik ówczesnego prezydenta Egiptu Sadata, pośpiesznie wstrzymała dla niego wszelką militarną pomoc. Spowodowała tym egipski odwrót i skuteczną izraelską kontrofensywę. Chodziło więc o to, by się wojna toczyła – a zwycięstwo jednej ze stron nie jest nikomu do niczego potrzebne. Wszelka bowiem istotna zmiana bywa bardzo groźna. Podobnie w przypadku Iranu, który nikomu w niczym ważnym nie przeszkadza. Jednak Amerykanie po wycofaniu z Iraku i w nieodległym czasie już z Kabulu, nie mogą sobie pozwolić na zupełne osierocenie Bliskiego Wschodu. Walka o demokratyczne instytucje w świecie arabskim jest zaledwie substytutem realnych wpływów.

Kłopot w tym, że współczesna Persja jest zbyt wielka, ale z drugiej strony, jednak dość politycznie izolowana. W tych okolicznościach Pentagon zachowa wymaganą w takich warunkach ostrożność. Konflikt zbrojny rozpocznie więc bombowy atak Izraela, a dalej wszystko będzie zależało od rozwoju wypadków. Może to skończyć się układem: Zatoka Perska nasza – Azja Centralna wasza. I tak najpewniej będzie. Kłopot w tym, że kto sieje wiatr zbiera burzę! Iran może po prostu wie, że sytuacja jest tak zdeterminowana,  iż wyjścia nie ma: trzeba walczyć.

Zakończenie

Na podsumowanie należy jeszcze dodać i to, że te trzy teatry geopolitycznej gry o świat (Pacyfik, Afganistan, Bliski Wschód) nie są względem siebie autonomiczne. Nawet przeciwnie: wszystkie te obszary stanowią przedmiot analiz i różnych decyzji (militarnych, gospodarczych, propagandowych, itp.), jako całość, gdyż nie może być inaczej. Nadzieja dla mniejszych narodów w tym, że wielcy mają się czym pożywiać, więc może ich zostawią w spokoju? Ale to naiwność, potężni w końcu zapukają wszędzie. Ostatecznie imperia zawsze i wszędzie przychodzą jak po swoje. I tym razem też tak będzie, bo niby dlaczego scenariusz miałby okazać się inny?

Ostatnio jesteśmy świadkami wielkich gospodarczych kontraktów międzynarodowych korporacji. Znamionują one nadchodzące przesilenie w świecie geopolityki. Dostrzegamy bowiem jak kontynentalne Chiny próbują nadwyżki walutowe (czyli papier o małej wartości) zamienić na trwałe dobra produkcyjne w Europie i gdzie indziej. Ciekawe , czy im się owa strategia uda? Z drugiej strony Amerykanie rozpoczęli współpracę z Moskwą w zakresie eksploatacji mroźnej Północy. Europa wyraźnie zostaje w tyle. Jest zaledwie rynkiem.

Artykuł ukazał się w tygodniku „Myśl Polska”

Czytany 5656 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04