czwartek, 04 sierpień 2011 08:24

Antoni Koniuszewski: Geopolityczne przesłanie

Oceń ten artykuł
(3 głosów)

demobomb  Antoni Koniuszewski

Serce Lądu to obszar Azji Centralnej złożony z tych republik wyłonionych po upadku Związku Radzieckiego, które leżą między Morzem Kaspijskim, a Rosją, Chinami oraz Afganistanem. Głównymi uczestnikami zmagań o ten obszar są: Stany Zjednoczone, Rosja i Chiny. geopolityka

Biorąc pod uwagę ogromny współczesny rozwój środków łączności i komunikacji, niektórzy analitycy próbują zakwestionować podstawy klasycznej geopolityki, wychodząc z założenia, że w tych okolicznościach kształty kontynentów, rzeźba terenu, przestrzeń i w ogóle geografia fizyczna nie mają już odtąd większego znaczenia w ocenie zjawisk światowej polityki. Glob się wyraźnie skurczył i to aż do tego stopnia, iż nie ma już przeszkód w terenie, które w znaczący sposób determinowałyby politykę różnych państw, przede wszystkim zaś wpływały na kalkulacje ze strony globalnych mocarstw. Jest bowiem zaledwie kwestią godzin, a co najwyżej dni kierowanie wojskowych sił i środków w dowolne miejsce na kuli ziemskiej. Wiele naturalnie w tym sądzie prawdy, rzeczywiście geografia współcześnie nie uzależnia w takim zakresie politycznych poczynań rządów niż dawniej, ale jednak nie do końca. Niektóre istotne ustalenia geopolityki pozostają wciąż aktualne, nic nie tracąc na swoim znaczeniu. Mimo technologicznej euforii wciąż należy, planując polityczno-militarne kroki, liczyć się z przestrzenią, ukształtowaniem terenu, klimatem. Mamy na to cały szereg bieżących przykładów i pokrótce przypatrzmy się im bliżej.

 

Co się zmieniło?

Z całą pewnością obecny czas doprowadził do takiej sytuacji, gdy to cały świat stał się jedną geopolityczną przestrzenią. Wszystkie nawet najbardziej peryferyjne wojny mają swój wpływ na wydarzenia w imperialnych stolicach. Są naturalnie konflikty ważniejsze i te mniej istotne, ale nie ma już właściwie wojennych starć o całkowicie lokalnym charakterze. Teraz, gdy na dodatek państwa i narody wprost łakną różnych surowców, każda rozgrywka, nawet oddalona od centrum świata, ma swój szerszy kontekst i wielopłaszczyznowe reperkusje. Tak więc świat się wyraźnie skurczył, a oplatająca jego stolice nić powiązań jest aktualnie zdecydowanie silniejsza niż dawniej. Wiele wskazuje też i na to, że rozwój wojskowej techniki idzie w kierunku tak zwanych gwiezdnych wojen. Chodzi głównie o systemy łączności, które umiejscowione są na satelitach, co umożliwia bezprzewodową łączność na globalną skalę, w tym tę internetową i komórkową. Całe mechanizmy dowodzenia są oparte na takiej właśnie łączności. Każde szanujące się państwo o szerszych niż podrzędne aspiracjach swoje rozwiązania zaczepno-obronne musi opierać na tego rodzaju najnowocześniejszych środkach. Wymusza to z kolei dokładne planowanie działań wojennych i to nawet na drugorzędnych frontach konfliktów zbrojnych. Nie podobna bowiem liczyć na improwizację. Stąd skromniejsze państwa takie na przykład jak Irak czy Libia nie mają najmniejszych szans w konfrontacji z realnymi potęgami. Z kolei regionalna siła dość miniaturowego - i to pod wieloma względami - Izraela opiera się przede wszystkim na olbrzymiej przewadze właśnie technologicznej nad arabskimi sąsiadami. Wydaje się zatem, że wojna toczona w przestworzach unieważnia wszelkie znaczniejsze prawa przedstawiane przez geopolitykę. Do powyższych uwag należy także dołożyć i kwestie związane z nowożytnymi ideologicznymi trendami, które także jakby osłabiają stare doktryny, odnoszące się do państw i międzynarodowych stosunków, których podmiotami były rządowe struktury. Globalizacja informacji, druzgocący nacisk na demokrację rozumianą jako powszechne prawo wyborcze i systemy sprawowania władzy przez miejscowe elity zdają się przemawiać na rzecz zaniechania wiary w rozumność geopolitycznego patrzenia na wydarzenia współczesności. Wojny bowiem zdają się mieć teraz charakter  i naturę przypominającą bardziej policyjne ekspedycje, których celem jest poskromienie albo unicestwienie tych państwowych przywódców, którzy przez dominujące siły wyjęci zostali spod jurysdykcji międzynarodowego prawa. Stają się oni - np. Hussajn, Kaddafi - banitami, których już nie chroni solidarność władców. Można ich bowiem sądzić poza granicami własnych państw, a nawet bezkarnie zabijać. Wydaje się więc, że tak daleko posunięta ideologizacja toczącej się gry o panowanie nad światem, jeszcze bardziej pogrąża zasady przedstawiane przez geopolitykę. Powyższe okoliczności naturalnie należy brać pod uwagę, ale czy rzeczywiście technologia naszych czasów, wespół ze zwycięskim liberalizmem oznaczają definitywne odejście do lamusa historii wszelkich geopolitycznych pryncypiów?

O Sercu Lądu

Wróćmy do zagadnienia, które było poruszane w Myśli Polskiej kilka numerów wcześniej. Przypomnijmy, iż Serce Lądu to obszar Azji Centralnej złożony z tych republik wyłonionych po upadku Związku Radzieckiego, które leżą między Morzem Kaspijskim, a Rosją, Chinami oraz Afganistanem. O nie właśnie toczy się wojna w Afganistanie. Głównymi uczestnikami zmagań o ten obszar są: Stany Zjednoczone, Rosja i Chiny. Rozważając sprawy związane z geopolityką najlepiej jest rozstrzygnąć, co dla każdego z wymienionych mocarstw oznacza klęska w walce o ten obszar. Dla USA - o czym już pisaliśmy - to konieczność głębokiego strategicznego, a nie zaledwie taktycznego, wycofania się z tak wszechstronnego zaangażowania w sprawy świata, jakie obecnie możemy obserwować. To realny koniec amerykańskiej dominacji i nawet pomimo wciąż wielkich gospodarczych możliwości, oszałamiającej technologii przemysłu zbrojeniowego, ideologicznego zwycięstwa nad wszystkimi ważniejszymi przeciwnikami. Bez Serca Lądu Ameryka musi powrócić w koleiny klasycznego mocarstwa morskiego.

Taki status zapewni Waszyngtonowi wciąż przemożne sukcesy, ale oznacza też istotne ograniczenia. Całkiem po prostu: jednobiegunowy świat musi zmienić się w wielobiegunowy, przez powrót na polityczną arenę aliansu zwanego koncertem mocarstw. I ta perspektywa jest chyba nieunikniona? Z kolei dla Rosji zmaganie o ten obszar jest grą o wszystko. Zawłaszczenie Serca Lądu przez kogoś innego, to koniec imperialnej historii Moskwy. To jej turkizacja przez dalszą wewnętrzną dekompozycję, polegającą na oderwaniu się od Rosji kolejnych republikańskich bytów, głównie muzułmańskich. Stanie się tak niezależnie od tego kto rozciągnie swój hegemonistyczny płaszcz nad Kazachstanem, Kirgizją, Tadżykistanem, Turkmenią oraz Uzbekistanem. Dla Moskwy najlepiej jest gdy panuje tam względna geopolityczna pustka (jak obecnie), co umożliwia prowadzenie takiej gry, jakby te państwa stanowiły jej domenę. Ale taki stan nie może trwać zbyt długo. Po wycofaniu Ameryki z Kabulu, Rosja musi przystąpić do zdecydowanej kontrofensywy i pewnie tak uczyni. Problem polega na tym, czy owa kontrofensywa nastąpi na warunkach uzgodnionych z Waszyngtonem, dla zablokowania Chinom szans na supermocarstwowy rozwój. Wszystko wskazuje na to, że tak może się stać w ciągu obecnej dekady, gdyż tego wymaga dbałość o światową równowagę. Patrząc tak na sprawy należy zauważyć, że dla Rosji będzie wówczas nieistotne, czy europejska granica oddzielająca ją od Niemiec znajdzie się na Wiśle, czy może na Bugu. Takie są realia.
Serce Lądu stosunkowo najmniejsze znaczenie ma dla kontynentalnych Chin. I tak dysponują one rozległymi obszarami przyległymi do centrum świata, takimi jak: Tybet, zachodnie pogranicze z Kazachstanem, Mongolia Wewnętrzna. Pekin raczej będzie myślał o Tajwanie, Pacyfiku i Korei. Jako klasyczna potęga lądowa zapragnie zdobyć morski status, przez głębsze przeniknięcie na Pacyfik. Ale to nie jest dobra wiadomość dla Amerykanów. Oznacza dla nich konieczność bezpośredniego zmierzenia się z tym zdeterminowanym konkurentem.

Wnioski

Stanom grozi bowiem wyniszczający konflikt z Pekinem, a pomoc Rosji nie jest wcale taka pewna. Chyba, że za duże koncesje na Kaukazie, Ukrainie i okolicach. Jedyną szansą na utrzymanie obecnego statusu quo jest przeświadczenie tych trzech potęg, że każda z nich ma jednak zbyt wiele do stracenia. Pekinowi grozi to, że jego olbrzymie zapasy amerykańskich dolarów zamienią się w najzwyklejszą makulaturę. USA – długotrwałe osamotnienie, a to jest najniebezpieczniejsza sytuacja nie do pozazdroszczenia dla rozsądnych ludzi. Wreszcie Rosji, wyprzedzające uderzenie ze strony Pekinu w celu osłabienia przeciwnika, usadowionego na ważnym zapleczu głównego pola walki. Wszystko jest więc możliwe; lecz o obliczu dwudziestego pierwszego wieku może zdecydować właśnie jego druga dekada. Stany Zjednoczone całkiem niepotrzebnie, będąc w euforycznym nastroju obciążyły swój naród ogromnymi ciężarami, które trzeba dzisiaj z siebie zrzucić, ale jak? Najważniejsza jest bowiem samoświadomość własnych ograniczeń.

Artykuł ukazał się w tygodniku „Myśl Polska”, nr 31-31/2011.

Czytany 4959 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04