sobota, 14 listopad 2009 07:04

Anna Głąb: Naprzód, czyli gdzie?

Oceń ten artykuł
(0 głosów)
alt Anna Głąb
  Bez wątpienia wystąpienie Dmitrija Miedwiediewa przed Zgromadzeniem Federalnym wyznaczyło główne długo- i krótkoterminowe kierunki działania rosyjskich władz. Obecny prezydent wyraźnie chciałby, by mówiono o nim, że „zastał Rosję drewnianą, a zostawił murowaną”.
Na miejscu premiera Władimira Putina złapałabym się za głowę po wysłuchaniu tego wystąpienia. Nagromadzenie zwrotów „rząd powinien”, „polecam/powierzam rządowi” nie miało sobie równych w historii tego rodzaju wystąpień w wydaniu Putina (czy nawet zeszłorocznego Miedwiediewa). Obecny prezydent sześć razy użył zwrotu, wskazującego, że „rząd powinien” (ros. Правительство должно/Правительству следует) i dziewięć razy, że „poleca rządowi” wykonanie czegoś (ros. поручаю Правительству). Rok temu Miedwiediew wspominał raczej o tym, co rząd zrobił, jakie kroki podjął i tylko raz powiedział, że rząd „coś powinien”.
 
Putin ogólnie rzadko zwracał się do rządu w swoich wystąpieniach przed Zgromadzeniem Federalnym i nigdy nie złożył na jego barkach tylu zadań. Dodatkowo, w 2007 r. częściej prosi rząd (ros. прошу Правительство) niż zobowiązuje do wykonania czegokolwiek. Miedwiediew ani razu nie „prosił” rządu.
 
Z jednej strony można powiedzieć, że Miedwiediew zachowuje pozory i rozstawia wszystkich po kątach. W obliczu wielości reform, jakie trzeba przeprowadzić, nie ma czasu na prośby, debaty i rozważania – po prostu trzeba to zrobić i koniec, kropka. Z drugiej strony, podział pracy w „tandemie” wymaga przecież przekazania części uprawnień rządowi, więc powierzenie tego Putinowi nie powinno dziwić. Ale dlaczego przy użyciu dość ostrej retoryki i wskazaniu zadań, które i tak leżą w kompetencji rządu? Albo raczej leżały, kiedy Putin był prezydentem. Tymczasem zadań dla rządu jest co nie miara i to właśnie w polityce wewnętrznej. Ogólnie polityce zagranicznej, Miedwiediew poświęcił mało miejsca, a i też nie chwalił.
 
Bo czy Rosja (w tym też np. Putin) mogła sobie wyobrażać „jeszcze 10 czy nawet 5 lat temu, że liderzy różnych państw będą siedzieć przy jednym stole i omawiać finansowe i gospodarcze sprawy, czyli w zasadzie kwestie wewnętrzne”? retorycznie pyta Miedwiediew. Wiadomo, że nie. Dla Rosji prestiżem była grupa G8, gdzie stanowiła i tak „kwiatek do kożucha”, a nazwę G8 często zastępowano „G7 plus Rosja”. Tymczasem obecnie to właśnie Miedwiediew siada teraz za tym stołem z 19 innymi przywódcami i ma szansę na realizację rosyjskiego postulatu tworzenia wielobiegunowego modelu stosunków międzynarodowych. W tym momencie Rosja jako jedno z mocarstw światowych to nie tylko możliwość, to według prezydenta wręcz konieczność!
 
„Zamiast archaicznego społeczeństwa, w którym wodzowie myślą i decydują za wszystkich, staniemy się społeczeństwem wolnych i odpowiedzialnych ludzi” zapowiadał Miedwiediew. Pod hasłem „Naprzód, Rosjo!” ma się dokonywać modernizacja państwa. Ale nie całego. Zmiany potrzebne są w przemyśle, energetyce, armii, sądownictwie, kulturze społecznej, ogólnie w wielu sferach, poza polityczną. Są jakieś niedociągnięcia, niedoskonałości, jak to bywa w demokracji, jednak z tym sobie Rosja poradzi. I Miedwiediew powiedział nawet jakimi metodami i bynajmniej nie zwiększają one pluralizmu politycznego i nie wzmacniając instytucji demokratycznych.
 
Zniesienie obowiązku zebrania podpisów przez partię polityczną, jako metody jej dopuszczenia do wyborów ma być ułatwieniem. Nie są bowiem potrzebne "dodatkowe testy na masowe poparcie i zdolności organizacyjne". Miedwiediew wskazując, że w Rosji ukształtował się już system wielopartyjny , uznaje, że można go zakonserwować. I nikt nie może powiedzieć, że tak naprawdę temu systemowi daleko jest do ideału. Wprowadzenie pewnych innowacji, jak  wysłuchiwanie przedstawicieli partii, nie mających swojej reprezentacji w parlamencie, będzie pełnić usprawiedliwienie istnienia pluralizmu politycznego.
 
Zmiany czekają  także organizacje pozarządowe. Wprowadzona będzie nowa kategoria (która zdaniem Miedwiediewa ma ułatwić im funkcjonowanie) niekomercyjnych organizacji, ukierunkowanych społecznie. Wniosek jest prosty: posiadasz ten status – masz wsparcie państwa (również finansowe), nie posiadasz – radź sobie sam, szczególnie ze wszystkimi barierami administracyjnymi. Organizacje te będą mieć prawa do ulg podatkowych, będą realizować zamówienia państwowe czy będą mogły korzystać z własności państwowej. Jednak muszą spełniać jeden podstawowy warunek – ich działalność musi być pożyteczna dla społeczeństwa, a o tym będzie już decydować państwo… Doprowadzi to do wręcz paradoksalnej sytuacji, kiedy państwo dokonuje „nacjonalizacji” i monopolizacji działalności organizacji pozarządowych („pozarządowych” coraz częściej już tylko z nazwy).

Jeszcze jeden ciekawy aspekt, poruszony przez Miedwiediewa, dotyczy Kaukazu Północnego  Jest to najpoważniejszy wewnętrzny problem Federacji, ale jeśliby już ten problem nazwać, to jest nim „międzynarodowy terroryzm”. Rosja ma szczęście do tworzenia ciekawych zestawień terminologicznych, wspominając tutaj chociażby „unitarne państwo związkowe”.

Prezydent ostro wypowiedział się na temat sytuacji w regionie, wytykając wszystkie grzechy, jakimi są m.in. klanowość, przemoc, korupcja i „znikanie” w rękach urzędników funduszy państwowych, przeznaczonych na rozwój. Osobie, wykształconej w duchu litery prawa (i obchodzenia go przy użyciu co najwyżej tegoż prawa, a nie przemocy) może się skrajnie nie podobać sytuacja na Kaukazie. Nie jest ona jednał łatwa do zmiany. Północny Kaukaz wchodzi w skład Południowego Okręgu Federalnego (POF). Obecnie przedstawicielem prezydenta w POF jest były prokurator generalny i minister sprawiedliwości, Władimir Ustinow. Jeden z „siłowików” (chociaż trafił tam jak na „zesłanie”), nic więc dziwnego, że Miedwiediew chce wyciągnąć spod jego jurysdykcji ten region i powołać „własnego” człowieka. W jego gestii znajduje się przecież nie tylko konieczność czuwania nad stabilnym rozwojem regionu, ale też m. in. olimpiada zimowa w Soczi w 2014 r., dla Ustinowa to i tak za dużo.

Jak to bywa przy okazji takich oficjalnych wystąpień, szczególnie interesująca jest obserwacja słuchaczy (słuchaczy przynajmniej z założenia). W Sali Gieorgijewskiej Pałacu Kremlowskiego zebrali się nie tylko deputowani obu izb parlamentu (niższej Dumy Państwowej i wyższej Rady Federacji), ale także rząd, przedstawiciele najważniejszych urzędów federalnych, prezesi sądów federalnych, członkowie Rady Państwa (prezydenci i gubernatorzy podmiotów FR), przywódcy religijni, dowódcy wojskowi i przedstawiciele mediów.

Uznajmy, że starali się słuchać, przecież nie wypadało nie przyjść. Czasem ktoś się rozejrzał, czasem przysnął, ktoś spojrzał na telefon. Chyba nie za bardzo czuli, że to też słowa skierowane do nich i jakby nie wierzyli, że kiedykolwiek te wszystkie plany i zamierzenia zostaną zrealizowane. Gleb Pawłowski przyniósł ze sobą książkę i zajął się jej czytaniem. Najbardziej zaangażowany był lider Liberalno-Demokratycznej Partii Rosji (LDPR) Władimir Żyrynowski, który cieszył się czasem jak dziecko, słuchając Miedwiediewa (szczególnie słów odnoszących się do równego dostępu partii do mediów). Rzadko pokazywano najważniejszą osobę w Sali – Putina. Chociaż akurat z wyrazu twarzy byłego agenta KGB ciężko coś wyczytać. Towarzyszył mu zwyczajny tępy wzrok i westchnął jedynie przy słowach na temat Czeczeni. Wolno bił brawo i pierwszy przestawał. Co się dziwić, tyle „spadło” mu na głowę.

Tygodnik „Forbes” opublikował 12 listopada br. ranking najbardziej wpływowych polityków na świecie. Liderem jest Barack Obama, drugie miejsce przypadło Hu Jintao, a trzecie nikomu innemu, jak samemu Putinowi. Miedwiediew też się zmieścił w rankingu, na miejscu 43. Co ciekawe, zaraz za Igorem Sieczinem, obecnie wicepremierem odpowiedzialnym za rosyjski przemysł. Takie miejsce może cieszyć prezydenta prawie tak samo, jak 63. miejsce Rosji w świecie pod względem rozwoju infrastruktury. Już kto, jak kto, ale dlaczego Sieczin, który jest nieformalnym przywódcą „siłowików” – grupy niechętnej „liberalnemu prawnikowi” Miedwiediewowi. Gdy się znowu spojrzy na Kaukaz Północny i doda, że syn Ustinowa i córka Sieczina są małżeństwem, schodzi się na grunt bardziej personalny.

Bez wątpienia wystąpienie Miedwiediewa przed Zgromadzeniem Federalnym wyznaczyło główne długo- i krótkoterminowe kierunki działania rosyjskich władz państwowych . Obecny prezydent wyraźnie chciałby, by mówiono o nim, że „zastał Rosję drewnianą, a zostawił murowaną”. Poczucie misji to jednak nie wszystko, trzeba jeszcze zmiany wprowadzić w życie. A czasu na to może być bardzo mało, gdyż Putin zaczął już przebąkiwać o możliwości udziału w wyborach prezydenckich w 2012 roku.

Gruntowna modernizacja, szczególnie w przemyśle, jest Rosji faktycznie niezbędna. Działania antykryzysowe miały charakter doraźny i wiadomo, że bez systemowych i strukturalnych przemian się nie obejdzie. Będą to jednak zmiany kontrolowane, szczególnie w sferze społecznej. Na pewno Rosja ma plan iść „naprzód” ale po drodze pewnie nie raz się „zatoczy”, niekoniecznie w kierunku demokracji i społeczeństwa obywatelskiego.
 
Artykuł ukazał się na stronach alt Publikacja za zgodą wydawcy.
Czytany 7028 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 10 marzec 2016 18:32