poniedziałek, 25 styczeń 2010 08:00

Andrzej Dołęga: Juszczenko prezydentem na dłużej?

Oceń ten artykuł
(1 głos)
alt Andrzej Dołęga
Gruzińskie media donoszą, że kilka tysięcy obywateli Gruzji mających wystąpić w charakterze obserwatorów międzynarodowych w pierwszej turze wyborów prezydenckich na Ukrainie, które odbyły się 17 stycznia udało się do Doniecka w ramach specjalnego projektu mającego na celu wywarcie wpływu na przebieg głosowania i ewentualne uznanie wyborów za sfałszowane. Gruzińscy obserwatorzy przylecieli na Ukrainę w dniu wyborów, jednak Centralna Komisja Wyborcza Ukrainy nie przyznała im wymaganej akredytacji.
Szef Centrum Badań Strategicznych „Azri" i wydawca gazety „Georgian Times" Malhaz Gulaszwili poinformował, że posiada zapis rozmowy Julii Tymoszenko z prezydentem Gruzji Micheilem Saakaszwili, z którego wynikać ma, że gruzińskie władze zobowiązały się do wysłania na Ukrainę m.in. funkcjonariuszy tamtejszych służb specjalnych, a koszty realizacji całej operacji ustalono na 10 milionów dolarów. Związany z gruzińską opozycją Gulaszwili przekonuje, że na zdjęciach udających się do Doniecka grup obserwatorów rozpoznano wielu funkcjonariuszy, którzy brali udział w pacyfikacji manifestacji w Tbilisi 28 maja 2009 roku. Podobnego zdania jest Kacha Kukawaju, lider Konserwatywnej Partii Gruzji.

11 stycznia Centralna Komisja Wyborcza Ukrainy odmówiła akredytacji w charakterze obserwatorów 2011 obywatelom Gruzji. Sąd Apelacyjny w Kijowie uznał tą decyzję za bezpodstawną, jednak 16 stycznia podtrzymał ją Najwyższy Sąd Administracyjny Ukrainy. Grupa gruzińskich niezarejestrowanych obserwatorów przyjechała do Doniecka, w którym najwyższym poparciem cieszy się Wiktor Janukowycz, 17 stycznia rano, co miało stanowić kolejny dowód na udział w specjalnej operacji jego kontrkandydatki Julii Tymoszenko. Gruzini pojawili się w 98 obwodowych komisjach wyborczych w okręgu donieckim. Przedstawiali się jako  współpracownicy i korespondenci ukraińskich mediów, przede wszystkim wydawanej w pobliskim Ługańsku gazety „Mołodogwardijec".  18 stycznia opuścili Ukrainę.

Zastępca sekretarza Narodowej Rady Bezpieczeństwa i Obrony Ukrainy Dmytro Wydrin poinformował o istnieniu nagrania rozmowy telefonicznej, w której omawiano operację planowaną przez grupę gruzińskich obserwatorów. 14 stycznia o istnieniu podobnego nagrania poinformował jeden z kandydatów na prezydenta Ukrainy Michaił Brodski. Powyższe oskarżenia wykorzystała Partia Regionów i sztab Wiktora Janukowycza, który uznał, że działania sztabu Julii Tymoszenko noszą znamiona „zdrady narodowej". Sztabowcy Janukowycza w Doniecku donosili, że w 36 obwodowej komisji wyborczej okręgu wyborczego numer 40 pojawiło się około 40 obywateli Gruzji, którzy próbowali kwestionować legalność przebiegu głosowania. Z kolei wiceprzewodniczący klubu parlamentarnego Bloku Julii Tymoszenko Andrij Kożemiakin, odpierając zarzuty utrzymywał, że grupa Gruzinów przybyła na Ukrainę na zaproszenie urzędującej głowy państwa Wiktora Juszczenki.

Na wydarzenia związane z przybiciem gruzińskich obserwatorów na Ukrainę zareagował prezydent Gruzji Micheil Saakaszwili, który w wydanym 18 stycznia komunikacie oznajmił, iż ma nadzieję, że „gruzińscy dziennikarze będą w przyszłości chronieni przed incydentami, które miały miejsce".

Niektórzy ukraińscy eksperci przewidują, że przyjazdu gruzińskich obserwatorów można spodziewać się także na drugą turę wyborów prezydenckich przewidzianą na 7 lutego. Igor Kamennyk z biura Europejskiego Centrum Analiz Geopolitycznych w Kijowie przewiduje, że można się spodziewać prób delegitymizacji wyborów poprzez wywoływane przez Gruzinów niepokoje i próby podważania zgodności z prawem wyborczym głosowania w drugiej turze. Artykuł 106 pkt 21 Konstytucji Ukrainy przyznaje prezydentowi prawo wprowadzenia stanu wyjątkowego na terenie całego kraju, bądź jego części. Takie rozwiązanie oznaczałoby przeniesienie drugiej tury wyborów prezydenckich na późniejszy termin. „W ten sposób zwycięzcą wyborów i toczących się w kampanii konfliktów pomiędzy Janukowyczem i Tymoszenko stałby się obecny prezydent, który przedłużyłby swoją kadencję" - ocenia Kamennyk.

Czytany 7284 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04