sobota, 31 maj 2014 08:41

Andrzej Dołęga: Bankructwo Dzikich Pól

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

hrywna_chmiel  Andrzej Dołęga

Kryzys polityczny, zwieńczony upadkiem państwa i wojną domową na Ukrainie ma bezpośredni wpływ na perspektywy rozwoju gospodarczego tego kraju. Bez wątpienia analiza zachodzących za naszą wschodnią granicą procesów makroekonomicznych ma istotne znaczenie również ze względu na wpływ, jaki mogą one wywrzeć na stan różnych sektorów gospodarki polskiej, zależnych od współpracy handlowej z ukraińskimi partnerami. Tym istotniejsze wydaje się być podjęcie próby analizy obecnej kondycji Kijowa, oraz prognozy krótko- i średniookresowej jej rozwoju.

Kryzys energetyczny

Ukraiński przemysł zależy w przeważającej mierze (ok. 70% zapotrzebowania) od dostaw gazu z Federacji Rosyjskiej. Porozumienie charkowskie z 2012 roku zakładało, że Kijów będzie kupował ten surowiec po wyjątkowo preferencyjnej cenie 268 USD za 1000 m3 w zamian m.in. za przedłużenie umowy dzierżawy bazy Floty Czarnomorskiej w Sewastopolu. W związku z kryzysem ukraińskim i jego konsekwencją w postaci przyłączenia Krymu wraz z Sewastopolem do Rosji, porozumienia te straciły rację bytu. Cena wzrosła zatem do poziomu 485 USD za 1000 m3, co sprawia, że obecny dług wobec rosyjskiego Gazpromu wynosi już 5,2 mld USD. Nowa propozycja strony rosyjskiej zakłada przejście do poziomu cen rynkowych za gaz, a po spłacie obecnego zadłużenia Kijowa, do ustalenia pułapu zbliżonego do ceny eksportu do krajów Unii Europejskiej.

W mediację dotyczącą gazowego sporu na linii Kijów-Moskwa włączyła się również Komisja Europejska, słusznie przewidując, że brak stabilności w nadal istotnym dla kilku państw UE kraju tranzytowym może spowodować poważne trudności zaopatrzenia w surowiec. Negocjacje ze stroną ukraińską okazują się jednak wyjątkowo trudne. Już podczas poprzednich spotkań mających doprowadzić do znalezienia jakiegoś kompromisu, Kijów przyznał, że uznaje istnienie długu Naftohazu Ukrainy wobec Gazpromu w wysokości 2,2 mld USD. Pod koniec maja szereg ukraińskich polityków, w tym prezydent-elekt Petro Poroszenko oznajmili, że ich kraj nie zamierza regulować żadnych zobowiązań – nawet tych bezspornych – jeśli strona rosyjska nie powróci do preferencyjnych cen gazu przewidzianych w porozumieniach charkowskich. Strona rosyjska odpowiada na takie postawienie sprawy powtarzającymi się zapowiedziami przerwania dostaw gazu i przejścia na system przedpłat za ten surowiec w relacjach z Ukrainą. Liczy na wsparcie swego stanowiska przez Komisję Europejską (na szczeblu politycznym rozmowy o rosyjskim gazie dla Ukrainy odbywają się zazwyczaj pomiędzy ministrem energetyki Federacji Rosyjskiej Aleksandrem Nowakiem a komisarzem europejskim ds. energii Güntherem Oettingerem, do których tylko na późniejszym etapie dyskusji dołącza ukraiński szef resortu energetyki Jurij Prodan). Co ciekawe, G. Oettinger i Komisja Europejska w procesie negocjacyjnym podzielają większość argumentów strony rosyjskiej, wskazując na konieczność zapłaty bezspornej części zadłużenia wobec rosyjskiego eksportera gazu. Kijów prawdopodobnie liczy zaś na możliwość przeciągania negocjacji w związku z nadchodzącym okresem letnim, gdy zapotrzebowanie na gaz jest znacznie niższe. Ważnym geoekonomicznym przełomem jest wszakże już sam fakt, iż UE przyznaje rację swym rosyjskim partnerom, przynajmniej częściowo uznając racjonalność argumentacji Gazpromu.

W listopadzie 2013 roku, w przededniu planowanego wówczas podpisania umowy stowarzyszeniowej Ukraina-UE, strona unijna zaproponowała Kijowowi udzielenie jednorazowej pomocy finansowej w kwocie 1 mld euro. Kondycja finansowa państwa stała się jednym z kluczowych argumentów za odrzuceniem tej nader skromnej z punktu widzenia potrzeb propozycji Brukseli. Po kilku miesiącach ukraiński budżet nadal nie może liczyć na bardziej znaczącą pomoc – 14 maja doszło w Brukseli do podpisania memorandum o unijnym kredycie również w wysokości 1 mld euro. Wcześniej Rada Dyrektorów Międzynarodowego Funduszu Walutowego zapowiedziała wprawdzie uruchomienie linii kredytowej (dwuletni kredyt typu stand-by) w wysokości ponad 17 mld USD, co zostało jednak obwarowane szeregiem warunków, których spełnienie grozi Kijowowi głębokim kryzysem społeczno-gospodarczym oraz bardzo prawdopodobnym wybuchem protestów.

Spadek atrakcyjności inwestycyjnej

Pomimo zapewnień nowego ministra finansów Ukrainy Aleksandra Szlapaka o utrzymaniu inwestycyjnej atrakcyjności Ukrainy, szczególnie w dziedzinie rolnictwa i przemysłu przetwórczego, wyraźnie widać spadek zainteresowania inwestorów tym krajem. Wyraźne piętno na kondycji gospodarczej kraju wywiera sytuacja w Donbasie, gdzie rozpoczęły się pierwsze, bezterminowe strajki tamtejszych górników, mające tło zarówno polityczne (żądanie wycofania formacji zbrojnych kontrolowanych przez Kijów i prowadzących w obwodzie donieckim i ługańskim tzw. operację antyterrorystyczną), jak i  ekonomiczne (brak wypłat pełnych wynagrodzeń, związany m.in. z kryzysem ukraińskiego przemysłu hutniczego, będącego głównym odbiorcą węgla). Nie jest niczym nieoczekiwanym ogromny spadek inwestycji kapitałowych w pierwszym kwartale br.: w niektórych obwodach miał on wręcz katastrofalne rozmiary, np. w odesskim – o 70,1%, w nikołajewskim – o 64,4%, w porównaniu z rokiem poprzednim.

Pochodną pogłębiającego się kryzysu jest również galopujący spadek wartości hrywny i rosnące oczekiwania inflacyjne. Próby kontrolowania sytuacji przez organy regulacyjne banku centralnego do tej pory nie przyniosły oczekiwanych rezultatów – pomimo zakazu spekulacji na rynku walutowym i ukarania w związku z jego nieprzestrzeganiem ponad 20 banków, kurs ukraińskiej waluty nadal w sposób niekontrolowany spada. To również istotny czynnik zniechęcający ewentualnych inwestorów do zainteresowania wszelkimi projektami na Ukrainie. Istotną przeszkodą, która w najbliższych latach uniemożliwiać będzie funkcjonowanie finansów ukraińskich jest w dalszym ciągu dług zagraniczny tego kraju, który wyniósł pod koniec 2013 roku prawie 143 mld USD; tylko do końca 2014 roku spłata odsetek z nim związanych wyniesie ponad 7 mld USD, co oznacza, że duża cześć nowych kredytów (w przypadku ich pozyskania, co nie jest w dalszym ciągu oczywiste) przeznaczona zostanie na spłatę zadłużenia już istniejącego.

Prognozy dla gospodarki ukraińskiej, w kontekście upadku państwowości i poszerzającego się chaosu społeczno-gospodarczego, a także relacji z najistotniejszym dotychczas partnerem handlowym tego kraju, jakim jest Rosja, nie mogą być korzystne. Już w kwietniu swoje dotychczasowe szacunki wzrostu gospodarki ukraińskiej odwołał MFW; w raporcie okresowym „World Economic Outlook” czytamy, iż „w związku z trwającym kryzysem prognozy dotyczące Ukrainy są niemożliwe”.  Wśród niewielu istniejących prognoz przeważają te zdecydowanie pesymistyczne. Według kijowskiego Międzynarodowego Centrum Badań Perspektywicznych, rok 2014 przyniesie gospodarce ukraińskiej spadek w porównaniu z rokiem poprzednim o 6,5%. Będzie to związane zarówno z utratą strategicznie istotnego kierunku eksportowego, który do tej pory stanowiła Federacja Rosyjska, ale również ze znacznym, prognozowanym na ponad 10% spadkiem siły nabywczej samych Ukraińców i – co za tym idzie – radykalnym skurczeniem się popytu na rynku wewnętrznym. Agencja Bloomberg przypomina natomiast, że wszelka pomoc zewnętrzna, udzielana przez zachodnich kredytodawców, trafia w próżnię w związku z rozpowszechnieniem praktyk korupcyjnych na Ukrainie, która pod tym kątem zajęła pierwsze miejsce w Europie w rankingu dorocznym Transparency International. Dodajmy, że obecny chaos polityczny i wojna domowa z pewnością sprzyjać walce z tymi praktykami nie będą, a najprawdopodobniej jeszcze je nasilą. Jak przyznaje agencja ratingowa Fitch, problemy ekonomiczne Ukrainy mają charakter długoterminowy i związane są m.in. z bardzo niską wiarygodnością kredytową Kijowa, którą tylko nieznacznie podwyższyć mogą kredyty MFW. Warto też pamiętać, że przyjmowane w ramach założeń konsensusu waszyngtońskiego narzucanego przez tego kredytodawcę reformy związane będą z deregulacją i liberalizacją rynku i cen, co – jak wiadomo – będzie miało określone skutki społeczne.

Tymczasem Ukrainę czekają najpewniej jesienne lub zimowe przedterminowe wybory parlamentarne, mogące stanowić okazję do kolejnych wybuchów społecznego niezadowolenia także w stołecznym Kijowie. Gdy zacznie się sezon grzewczy, przeciętni Ukraińcy odczują dokonaną już od 1 maja radykalną podwyżkę cen gazu dla odbiorców indywidualnych. O ile gaz na Ukrainę w ogóle będzie jeszcze płynąć.

Fot. footage.shutterstock.com

Czytany 4154 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04