sobota, 09 kwiecień 2016 07:31

Andrea Muratore: Destabilizacja i polaryzacja Brazylii

Oceń ten artykuł
(4 głosów)

Andrea Muratore

W ostatnich miesiącach proces restauracji politycznej w Ameryce Łacińskiej przybiera na sile. Zwycięstwo przeciwnika Kirchnerów, Mauricia Macriego w Argentynie, a także klęska Zjednoczonej Partii Socjalistycznej Wenezueli podczas grudniowych wyborów, dały początek kontrrewolucyjnej dynamice, dążącej do obalenia rządów, inspirujących się ideologią „socjalizmu XXI w.", jakie uformowały się w różnych państwach regionu na przestrzeni ostatniego dziesięciolecia.

Teraz okazję zwęszyli przedstawiciele brazylijskiego świata polityki, mediów i środowiska prawniczego, którzy usiłują wykorzystać rozgłos, jaki towarzyszy śledztwu w sprawie Lava Jato, nie tylko po to, by doprowadzić do usunięcia prezydent Dilmy Rousseff, lecz również po to, by definitywnie przekreślić cały dorobek rządów Partii Pracujących (PT), które rozpoczęły się w 2003 r. wraz z objęciem stanowiska prezydenta przez jej historycznego lidera, Lulę Igniacio da Silvę. To właśnie Lula znajduje się obecnie w centrum burzy: wezwanie go w charakterze świadka, który miał dostarczyć informacji istotnych dla śledztwa w sprawie przestępstw korupcyjnych, jakie popełniono w ramach sieci klientelnych powiązań, oplatającej brazylijski koncern naftowy Petrobras oraz pogłoski o prawdopodobnym oskarżeniu byłego brazylijskiego przywódcy w powyższej sprawie, pojawiły się na kilka godzin przed jego nominacją na ministra i szefa Kancelarii Prezydenta (Casa Civil). To szczególnie ważne stanowisko, przez którego objęcie zyskuje on rolę wykonawczą, niezwykle istotną dla przyszłych decyzji rządu, stając się człowiekiem odpowiedzialnym za stworzenie programu długoterminowych działań gabinetu.

D. Rousseff, podejmując decyzję o nominowaniu swojego poprzednika na „superministra" rządu, otworzyła puszkę Pandory. Za sprawą swojego wyboru przyczyniła się do polaryzacji świata brazylijskiej polityki, doprowadzając do ujawnienia się wewnętrznie zróżnicowanej grupy zwolenników radykalnej zmiany systemu, na której czele stoją przedstawiciele wyżej wspomnianych środowisk, od dłuższego czasu otwarcie opowiadający się za powrotem do systemu politycznego, jaki obowiązywał, zanim Partia Pracujących objęła władzę. Ciosy spadły na Lulę z każdej strony: fala krytyki po jego nominacji na ministra sprawiła, że Sąd Najwyższy zdecydował się na jej zawieszenie. Natomiast przeciwnicy Partii Pracujących uznali, że decyzja prezydent D. Rousseff była niczym innym, jak próbą ocalenia jej poprzednika przed aresztowaniem, a niezawodny medialny mechanizm mieszania z błotem został wprawiony w ruch, by symbolicznie splamić czerwoną koszulę Luli pokaźnym kleksem ropy naftowej.

Chociaż D. Rousseff napotkała podczas swojej drugiej kadencji niewątpliwe trudności, a brazylijski aparat państwowy, usiłując rozwiązać bieżące problemy, wykazał znaczną nieudolność, opisane wcześniej działania zdają się być szczególnie podstępne, ponieważ łączą ze sobą dwa jasno określone cele i są nastawione na osiągnięcie dwojakiego rezultatu: definitywnego odsunięcia od władzy obecnej prezydent, która została wybrana na drugą kadencję w wyborach z dnia 26 października 2014 r., zwyciężając nad Aecio Nevesem, i ‒ z drugiej strony ‒ całkowitą kompromitację Luli oraz jego wizerunku politycznego, która skutkować ma przekreśleniem znaczących sukcesów, jakie Brazylia odniosła w dziedzinie rozwoju gospodarczego i postępu społecznego podczas 8 lat jego prezydentury. Atak został więc przeprowadzony z premedytacją, zarówno na szczeblu taktycznym, jak i strategicznym: ma on uderzać nie tylko „tu i teraz", lecz przede wszystkim oddziaływać w dalszej perspektywie również na przyszłość i przeszłość. Wszystko po to, by z nazwiska jednego z najbardziej wpływowych polityków świata XXI w. ukuć oszczerczy eponim człowieka skorumpowanego.

Tocząca się kampania obwiniania skupia uwagę wyłącznie na postaciach D. Rousseff i Luli, pomijając przy tym co słuszniejsze spostrzeżenia, jakie wyrażają bardziej rozważni przeciwnicy brazylijskiej prezydent w swoich ocenach dotyczących ostatnich zmian w rządzie Partii Pracujących. Sprawa utraciła swój praktyczny wymiar, przybierając charakter ideologiczny: polaryzacja, do jakiej doszło po nominacji Luli, dotyka również samej prezydent w krytycznym dla sytuacji politycznej momencie. W grudniu Sąd Najwyższy po raz pierwszy wstrzymał procedurę impeachmentu wobec jej osoby. Obecnie zaś najbardziej radykalni przeciwnicy D. Rousseff są gotowi podjąć kolejną próbę, wykorzystując medialną burzę, jaka rozpętała się wokół duetu Lula-Dilma, i złożyć kolejny wniosek, nawet jeśli nie zostaną spełnione wymogi konstytucyjne, niezbędne do wszczęcia owej delikatnej procedury. Sama D. Rousseff nie omieszkała o tym wspomnieć w swoim wystąpieniu wygłoszonym 22 marca w Brasilii, podkreślając, że „próba przeprowadzenia impeachmentu wobec prezydenta Republiki, w przypadku gdy nie złamał on konstytucji, jest zamachem stanu". I ‒ rzeczywiście ‒ nasilające się, wszechstronne ataki na brazylijski rząd zdają się mieć podwójne dno i pewne niepokojące ciemne strony.

Po pierwsze, rażąca jest dysproporcja między zainteresowaniem, jakim media obdarzają opozycję, głośno domagającą się dymisji rządu, a uwagą, jaką poświęcają manifestacjom zwolenników Partii Pracujących i systemowi, nad którego stanem nie powinno się dyskutować, a który ‒ podobnie jak w przypadku innych państw regionu ‒ zdecydowanie potrzebuje potężnego wstrząsu, by mógł powrócić na drogę postępu i rozwoju społecznego. Skala afery Lava Jato jest historyczna, jednak nie mniej porażająca jest częstotliwość, z jaką śledztwa wykorzystywane są do osiągnięcia nikczemnych celów politycznych. Ogromna odpowiedzialność ciąży zatem na wyjątkowo stronniczym środowisku medialnym, skłonnym manipulować opinią publiczną poprzez nieobiektywne działania, by nadal rozpalać niepokoje społeczne, jakie pojawiły się ostatnio w związku z polaryzacją brazylijskiej sceny politycznej.

Warto również zwrócić uwagę na to, jak zmieniła się sytuacja na brazylijskiej giełdzie, gdy polityczna burza rozszalała się na dobre. Jak się okazało, wstrząs przyniósł odwrotne do oczekiwanych skutki dla rynków finansowych, które aktualnie odnotowują znaczący wzrost. Wszystko to dzieje się nieprzypadkowo, jest wyrazem złożoności i umyślności działań podejmowanych przeciwko brazylijskiemu rządowi. Lula i Rousseff niejednokrotnie stanowczo krytykowali spekulacyjny sektor finansowy, i ‒ podobnie jak inni przedstawiciele socjalizmu XXI w. ‒ zawsze próbowali ograniczyć jego wpływ na gospodarkę i społeczeństwo. Świat finansowy stał się jednym z newralgicznych obszarów dla przeciwników obecnego systemu politycznego, a nagły wzrost na giełdzie, jaki zaobserwowano w ostatnich dniach, jasno pokazuje, że destabilizacja rządu Dilmy opiera się również na pewnej dającej się zauważyć zależności, która polega na tym, że indeksy giełdowe przyjmują wartość odwrotnie proporcjonalną do wysokości poparcia społecznego dla brazylijskiej prezydent.

Sytuacja w Brazylii wymyka się spod kontroli. Różnice polityczne w połączeniu z niepewnością gospodarczą i brakiem reakcji ze strony rządu, uniemożliwiają sformułowanie długoterminowych prognoz dla brazylijskiej sceny politycznej. Nie ma jednak wątpliwości, co do tego, że przedmiotem ataku nie są jedynie działania samej prezydent, lecz ogólna myśl polityczna, którą ze wszystkimi jej mocnymi i słabymi stronami usiłuje się obecnie demonizować w ogólnej atmosferze „polowania na czarownice", podobnej do tej, jaka zapanowała we Włoszech po ujawnieniu afery korupcyjnej Tangentopoli. W Brazylii może dojść do załamania obecnego systemu, który powstał na bazie reform przyjętych przez Lulę podczas jego prezydentury ‒ nie na skutek samoistnego upadku, lecz w wyniku ciągłego pogłębiania się pewnych bieżących problemów, do którego przyczynia się skandaliczne zachowanie wielu przedstawicieli partii rządzącej i działalność wielkich przedsiębiorstw, takich jak Petrobras. System potrzebuje zmian i, szczególnie ze względu na potrzebę walki z korupcją, powinny być to działania długofalowe.

Jednak próba uwikłania Luli w aferę jest celowym destabilizującym posunięciem, mogącym przekreślić szanse na rozwiązanie problemów, z jakimi boryka się Brazylia, takich jak ponowne wejście w fazę recesji gospodarczej w obliczu nieuchronnie zbliżającej się olimpiady w Rio de Janeiro, która już w sierpniu sprawi, że oczy całego świata będą zwrócone na południowoamerykańskiego giganta. Podsumowując, nakręcanie atmosfery wojny domowej może jedynie osłabić zdolność państwa do reakcji i radzenia sobie z przyszłymi wyzwaniami.

Przekład: Martyna Pałys
Czytany 2228 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 07 kwiecień 2016 22:51