czwartek, 03 marzec 2016 07:03

Alessio Pizzichini: Odwilż na linii UE-Białoruś

Oceń ten artykuł
(6 głosów)

Alessio Pizzichini

Po Kazachstanie czas na Białoruś. Kolejny niepozorny, lecz pozytywny, sygnał świadczący o dążeniu Unii Europejskiej do normalizacji stosunków na wschodzie z krajami Eurazjatyckiej Unii Gospodarczej. To też zwycięstwo realpolitik Alaksandra Łukaszenki, „ostatniego dyktatora Europy", który rządzi już piątą kadencje.

W ciągu ostatnich kilku miesięcy Unia Europejska poczyniła pewne kroki na rzecz złagodzenia sankcji nałożonych na kraje, które wraz z Rosją tworzą Eurazjatycką Unię Gospodarczą. W grudniu 2015 r. zawarto Umowę o Partnerstwie i Współpracy z Kazachstanem, pod koniec lutego nadszedł natomiast czas na Białoruś. Sankcje nałożono w 2010 r., kiedy to elekcji Alaksandra Łukaszenki miały towarzyszyć represje, które według UE były ukierunkowane na zastraszenie ludności i pozostawały w sprzeczności z zasadami demokratycznego głosowania. Wprowadzono zakaz wizowy dla 170 obywateli Białorusi, którzy mieli być odpowiedzialni za antydemokratyczne i represyjne działania (w tym dla samego A. Łukaszenki), a także embargo na broń oraz materiały mogące posłużyć do represjonowania obywateli, realizując jednocześnie oczywiste zamiary dotyczące izolacji rosyjskiego sojusznika i całkowitego odcięcia go od środków unijnych. Obecnie sankcje ograniczają się jedynie do embarga na broń. Dostawy wspomnianych wcześniej materiałów mogą zostać wznowione, restrykcje wizowe już nie obowiązują, a białoruskie przedsiębiorstwa mogą z łatwością uzyskać dostęp do środków unijnych.

Wszystko to jest możliwe za sprawą polityki białoruskiego przywódcy A. Łukaszenki, który jest prezydentem od 1994 roku. Został on wybrany na piątą kadencję z rzędu, zyskując wysokie poparcie społeczne (ponad 80% głosów), podczas gdy jego najsilniejszy przeciwnik z opozycji otrzymał jedynie skromne 4% głosów: OBWE nie mogła uznać, że również ta reelekcja jest nielegalna. Należy ponadto zwrócić uwagę na kluczową rolę, jaką rząd w Mińsku i białoruski prezydent odegrali w kwestii ukraińskiej. Kiedy Zachód, który od początku wspierał finansowo i podżegał do działania ukraińskich neonazistów i opowiedział się za nieprzejednaną polityką ekstremistyczną, przywódca Białorusi, za sprawą mińskich porozumień, stał się łącznikiem w kontaktach między Unią Europejską a Rosją. Jedynie dzięki temu udało się uniknąć prawdziwej wojny w samym sercu Europy.

Zwycięstwo, jakie odniosła Białoruś A. Łukaszenki przez złośliwych nazywana „ostatnią dyktaturą Europy", nie przesądza całkowicie o kształcie jej stosunków z Federacją Rosyjską. Potwierdzeniem mogą być dwa jednoznaczne fakty:

• nowa rosyjsko-białoruska strategia wojenna, której wprowadzenie zapowiedziano tuż po zniesieniu sankcji, oraz

• wypowiedź rosyjskiego ambasadora w Mińsku – „uzasadniona wola zbliżenia się narodu białoruskiego do Europy nie zagraża przecież jego relacjom z siostrą Rosją".

Białoruś kontynuuje więc swój marsz, szukając wsparcia również na Zachodzie. Jednocześnie nie zamyka się jednak na współpracę z Rosją i Wspólnotą Niepodległych Państw (WNP). Jest to sukces realpolitik A. Łukaszenki, a także Unii Europejskiej, która, choć wciąż pozostaje na usługach NATO i stanowi integralną część „bloku zachodniego", coraz częściej wysyła (wprawdzie nieśmiałe) sygnały świadczące o chęci zacieśnienia stosunków z Rosją i pozostałymi krajami Eurazjatyckiej Unii Gospodarczej.

Przekład: Martyna Pałys
Źródło: http://www.lintellettualedissidente.it/esteri-3/verso-il-disgelo-tra-europa-e-bielorussia/

Czytany 2675 razy