czwartek, 27 luty 2014 06:05

Aleksander Dugin: Uratuje nas tylko nacjonalizm miłości

Oceń ten artykuł
(3 głosów)

russian_heartgeopolityka  prof. Aleksander Dugin

Już dawno przyszedł czas, by wielki nacjonalizm narodu rosyjskiego przestał być tylko jednym z ruchów społecznych lub określonym światopoglądem, i stał się oficjalną polityką państwa.

Po upadku ZSRR, Rosją wstrząsnął szereg poważnych konfliktów międzyetnicznych. Nie były to tylko jakieś incydenty obyczajowe z udziałem podpitych mężczyzn. Chuligaństwo to rzecz zwyczajna w każdym kraju i Rosja nie jest tu wyjątkiem. Inna sprawa, kiedy pijackie bójki albo wybryki chuliganów zamieniają się w zatargi na tle etnicznym, i zamiast „zwykłych” ordynarnych przekleństw pod adresem uczestników bójki, miotane są obelgi obrażające ich za przynależność etniczną. Wtedy mamy do czynienia nie z głęboką obrazą drugiego człowieka, lecz z zupełnie innymi mechanizmami – mechanizmami tożsamości kolektywnej.

Spontaniczna bójka, spontaniczne starcie, które nabiera charakteru międzyetnicznego i dotyczy kwestii tożsamości etnicznej, niczym benzyna zapala całą sytuację społeczną, zaognia waśnie międzyetniczne, prowokuje burzliwe i niekontrolowane reakcje wyboru stanowiska – „po czyjej jesteś stronie, tych czy tamtych?”. To określenie „swój-obcy” należy do kategorii głębokich cech ludzkiej osobowości, pochodzi z samej podstawy instynktownego zachowania ludzkiej istoty. Wykorzenienie tego jest niezmiernie trudne, a w zasadzie chyba nie ma powodów, by to robić.

W polityce etnicznej Rosji używa się pewnej figury przemilczania; nie ma jasnej definicji pojęcia „nacji”, „etnosu”, „narodu”, nie wiadomo, co należy uważać za „narodowy charakter”. Przez długi czas dowolna forma utwierdzania tożsamości narodowej, nie mówiąc już o nacjonalizmie – w czasach radzieckich, i w czasach Borysa Jelcyna, była twardo piętnowana, uważana za coś niegodnego. Zamiast uporządkowania tych terminów, doprowadzenia do ich hierarchizacji, a następnie – sformułowania jasnych zasad polityki etnicznej Federacji Rosyjskiej, poprzestano na zaklęciach o równości ogólnospołecznej, czy wielonarodowym, wielokulturowym społeczeństwie i pacyfizmie. W ten sposób sytuacja stała się dwuznaczna; głębokie elementy psychologii człowieka zostały „zapędzone do podziemia”, nie dyskutowano o nich w społeczeństwie, a wręcz przeciwnie: były piętnowane. Gdy długo trzyma się w ciemnym miejscu „podziemne” poczucie przynależności narodowej, przybiera ono potworne, hipertroficzne formy. A gdy do tego dochodzi sprawa, poczucie to wyrywa się stamtąd, niczym monstrum, z czym mamy do czynienia obecnie coraz częściej.

Nie ma wątpliwości: problemy etniczne istnieją. Jeżeli do miasta rosyjsko-karelskiego na północy, czy jakiegoś innego rosyjskiego miasta, przyjeżdżają mieszkańcy Kaukazu i zaczynają zajmować się określoną specyficzną działalnością, opartą o związki etniczne, to naturalnie, wcześniej czy później wywoła to napięcia społeczne. W ekstremalnym warunkach przekształcą się one w coś podobnego do tego, co widujemy obecnie: w pogrom etniczny. Jak w dowolnym konflikcie czy starciach międzyetnicznych, w zasadzie nie można znaleźć ani tych, którzy mają rację, ani winnych. Nie ma „czystych” ofiar ani „czystych” agresorów. Wcale nie można znaleźć i ukarać tzw. podżegaczy. Chodzi o to, że gdy konflikt przechodzi do sfery międzyetnicznej, wtedy pojęcia niewinny-winny, ofiara-kat, i „poszkodowany”-„podżegacz” znoszą się. Powstaje instynktowne pragnienie, by wymienić się kolektywnymi formami odpowiedzialności i odpowiednio obejść się z przeciwnikiem, który dostaje status wroga etnicznego, a nie po prostu człowieka, który popełnił przestępstwo, czy też zachował się źle. Wszystko to nabiera charakteru uogólnień, które przenoszą ten konflikt na nowy poziom.

Rozpatrzmy teraz, jakie są przyczyny tych konfliktów. Z jednej strony – skoro nie mamy konsekwentnej polityki międzyetnicznej, skoro dziś nie mamy wyobrażenia o tym, czym jest „tożsamość”, co się na nią składa, skoro nie ma kultury wychowania ludzi w zgodzie z tym, czy innym modelem narodowości – nie mamy prawa, by żądać od naszych obywateli, żeby w jakiś prawidłowy sposób budowali system stosunków międzyetnicznych. Po prostu słowa o tolerancji nic nie znaczą, tym bardziej, że nie jest to kategoria prawna, a bardzo mglisty termin.

Dla wielu pojęcie „tolerancja” jest niezrozumiałe, nieznane i w ogóle o nim nie słyszeli. W ten sposób, gdy nie ma jasnej polityki międzyetnicznej, ani systemu wychowania młodzieży rosyjskiej, przygotowującego do życia w społeczeństwie różnych etnosów – bez tego nie można żądać od ludzi, by działali zgodnie z jakimiś zasadami, których przecież nie znają, które nie zostały jeszcze przez nikogo sformułowane. Zamiast przemyślanej polityki etnicznej, każdy ma prawo, szczególnie młody człowiek, zwłaszcza młody pijany człowiek, a już najbardziej młody pijany człowiek z prowincji, wymyślić sobie najbardziej ekstrawagancką koncepcję. M.in. taką, która demonizuje inne etnosy i usprawiedliwia w swoich oczach i oczach otoczenia każde zachowanie wobec ludzi tej czy innej kultury etnicznej, tym bardziej, gdy przedstawiciele tych obcych etnosów związani są z jakąś specyficzną wątpliwą czy skrajną formą działalności społecznej lub zawodowo-ekonomicznej. To zjawisko występuje na każdym kroku.

Należy więc zwrócić uwagę na różnice świadomości etnicznej miejscowej ludności, np. na różnice między Rosjanami i mniejszościami etnicznymi, które sztucznie, bez historycznych przesłanek, trafiają do strefy tradycyjnego zamieszkiwania Rosjan, jako nowa grupa etniczna. Z punktu widzenia prawa, istnieje absolutna wolność przemieszczania się wszystkich obywateli Rosji lub w ogóle wszystkich ludzi, którzy otrzymali legalne dokumenty, uprawniające do zamieszkania i pracy w Rosji. Strona prawna jest tutaj rzeczywiście bez zarzutu. Jednak zmieniając miejsce zamieszkania, przedstawiciele niewielkich etnosów Rosji trzymają się z reguły bardziej solidarnie, bliżej siebie, pomagają sobie wzajemnie i wspierają się, co ich odróżnia od miejscowej ludności. Oprócz tego naturalnie, kontynuują organizację swoich zajęć zawodowych i życia codziennego, zgodnie z własnymi etnicznymi archetypami kulturowymi. Nikt ich nie uczy zachowania w środowisku rdzennej ludności.

Gdy naród rosyjski, który stanowi większość obywateli Rosji, rozwijał się kulturowo i duchowo, proces asymilacji niewielkich grup etnicznych, czy też po prostu ich adaptacji w nowych warunkach, toczył się sam z siebie. Jednak teraz, gdy naród rosyjski ma problemy z samoidentyfikacją, gdy sama idea narodu rosyjskiego ciągle jest opluwana, ludzie wpadają w kompleks bycia Rosjanami. Kiedy poniża się ich, kiedy sam fakt przynależności do Wielkorosjan uważany jest za coś wstydliwego, za co należy przepraszać, a jeśli dodać do tego jeszcze i tę geopolityczną traumę, którą przeżyliśmy z powodu rozpadu Związku Radzieckiego i w ogóle obniżenie naszego historycznego wymiaru, właściwego zawsze, w ciągu całej naszej historii, naszej samoświadomości, otrzymujemy bardzo smutny obraz. Zgnębieni przedstawiciele rosyjskiej większości oczywiście przegrywają, sądząc według wszelkich parametrów, z solidarnymi, wystarczająco bujnymi i aktywnymi mniejszościami etnicznymi, które decydują się na osiedlenie w strefie gęsto zaludnionej przez Rosjan, Wielkorosjan. I jeżeli z punktu widzenia prawa jest to całkowicie normalne i zrozumiałe, to z pozycji kulturowej i społecznej – staje się brzemienne w napięcia psychologiczne, co wcześniej czy później przeradza się w pogromy na tle etnicznym. Naprawdę strasznym jest to, że pogromy te obfitują w ofiary nie chuligańskich wybryków, a pogromów etnicznych.

Zwróćmy uwagę na instrumentalne traktowanie wydarzeń przez różne radykalne organizacje nacjonalistyczne, które zwykle dolewają oliwy do ognia, gdy tylko taki konflikt wybucha. Widać tu „rękę” atlantystów, którzy przekonawszy się, że liberalna opozycja wobec W. Putina jest nieskuteczna i uświadomiwszy sobie, że Pomarańczowa rewolucja w Rosji jest niemożliwa, ponieważ naród i władza są dziś wystarczająco skonsolidowane, postawili na coś innego: na wywołanie chaosu. Jego sprowokowanie jest dość łatwe, trudno jest go cofnąć. Jest z tym związany sztuczny wzrost niektórych ultranacjonalistycznych organizacji i ich popieranie pomimo, że występują one z dość prowokacyjnymi tezami i zaogniają sytuację, bez tego i tak napiętą. Cała idea polityczna takich organizacji sprowadza się do hasła „bij czarnych” (w oryginale: «бей хачей» – „czarnych” jest to pogardliwa nazwa mieszkańców Kaukazu – przyp. tłum.) i „bij tubylców”… Jak w wieloetnicznym kraju ekstremizm podobnego rodzaju może stać się ideą narodową albo platformą polityczną?

Hasło „bij czarnych” lub „bij członków innych etnosów” w istocie prowadzi do tego samego, do czego dążą ”pomarańczowi” liberałowie – do destabilizacji sytuacji socjalnej i chaosu w kraju. W odróżnieniu od taktyki liberałów, która nie ma z narodem nic wspólnego, taktyka wzniecania waśni między narodami i powodowania chaosu na linii konfrontacji między etnosami, ma, niestety, więcej szans, by sprawić kłopoty władzy i uderzyć w prezydenta W. Putina i system porozumienia między władzą i narodem, który, dobrze czy źle, ale mimo wszystko układa się. To najbardziej wrażliwe miejsce, ponieważ władza nie jest gotowa, by stworzyć podstawy jasnej polityki międzyetnicznej, w ogóle polityki etnicznej, modelu takiej polityki; nie jest gotowa, by uznać legitymację oświeconego, pozytywnego rosyjskiego „nacjonalizmu miłości” oraz uzgodnić aspiracje różnych grup zamieszkujących Rosję. Można by było to zrobić w ramach konceptu eurazjatyckiego czy ogólnoeurazjatyckiego nacjonalizmu. Tym samym władza staje się wrażliwa na tego rodzaju działania. Podstawy do nacisków na nią są całkiem konkretne.

Obserwujemy tarcia między etnosami, które związane są z osłabnięciem kulturowej tożsamości Wielkorosjan i z zachowaniem określonej tożsamości małych etnosów Rosji. Sytuacja jest krytyczna, wśród mieszkańców, szczególnie młodzieży, a zwłaszcza młodzieży niewykształconej, z marginesu – pojawiają się nastroje ksenofobiczne. Właśnie ta ksenofobia obyczajowa jest o wiele bardziej niebezpieczna, niż ideologiczne formy nacjonalizmu czy też pewne koncepcje polityczne. To znaczy, istnieje ksenofobia obyczajowa, niezwiązana z ideologią, która rośnie na naszych oczach, opierając się o pewne obiektywne przesłanki. To bardzo groźne zjawisko. Te obiektywne przesłanki są prowokacyjnie wykorzystywane przez marginalne siły polityczne, które ich kosztem nabierają dużego znaczenia. Jest to już świadoma praktyka destrukcji, która wymaga odpowiedniej kwalifikacji. Do tego w określonych przypadkach dodajmy świadomą strategię sztabów „pomarańczowych” analityków, rozczarowanych nieskutecznością opozycji liberalnej. Taktyka ta ukierunkowana jest na destabilizację sytuacji społecznej w Rosji.

Co robić w tych okolicznościach? Jak rozwiązać problem konfliktów międzyetnicznych?

Już dawno nastał czas, by wielki, eurazjatycki nacjonalizm narodu rosyjskiego, łączący naszą przestrzeń polietniczną przestał być tylko jednym z ruchów społecznych czy też określonym światopoglądem – czas na to, by stał się on oficjalną polityką państwa. Tylko w ramach ideologii eurazjatyzmu można będzie pogodzić wzmocnienie tożsamości Wielkorosjan z zasadą narodzin geopolitycznej siły państwa, a także z praworządnym i sprawiedliwym samowyrażaniem się innych etnosów, zamieszkujących nasz kraj. Eurazjatyzm to nie łatanie dziur lub kompromis między wykluczającymi się nawzajem siłami antagonistycznymi. Jest to przemyślany system budowania polityki międzyetnicznej w celu wzmocnienia naszej tożsamości geopolitycznej i planetarnej siły, a jednocześnie tworzenia najbardziej sprzyjających warunków do rozwoju oryginalnego charakteru etnosów. Odpowiedź eurazjatyzmu na konflikty między etnosami polega na tym, że należy usunąć różne tabu i zakazy z propagandy nacjonalizmu miłości, wielkiego nacjonalizmu, czy pozytywnych form wielkorosyjskiej tożsamości narodowej, co niezwłocznie da dobry efekt. Człowiek, który doskonale zna i kocha swoją tradycję, który uczy się jej w szkole i w społeczeństwie, nie może gardzić czy nienawidzić tradycji etnicznej innych narodów. W tym właśnie sedno, że wielu Wielkorosjan oderwano od korzeni.

Taka jest nasza historia, że nasze własne korzenie, nasze tradycje omal nie zostały nam odebrane. Zabraniano nam mówić o naszym dziedzictwie etnicznym, a ci, którzy to robili, wciąż podlegali represjom. Było to widoczne w czasach radzieckich, a i potem, w latach dziewięćdziesiątych. Trzeba konieczne usunąć te zakazy i wyprowadzić z podziemia do światła to uzasadnione poczucie dumy narodowej Wielkorosjan. Z drugiej strony, to poczucie dumy narodowej Wielkorosjan powinno być sprzężone z pogłębioną znajomością kultur etnicznych i historii etnosów zamieszkujących Rosję i bratnie kraje na obszarze bliskiej zagranicy. Powinniśmy umieć odróżnić Czeczena od Azera, Azera od Ormianina, Ormianina od Dagestańczyka lub, np. Awara od Tabasarana, Tadżyka od Uzbeka. To całkiem odmienne narody, o różnej historii. Niektórzy są obywatelami Rosji i mają pełne prawo do zamieszkiwania tutaj, inni są naszymi przyjaciółmi i gośćmi z bliskiej zagranicy; kiedyś byliśmy obywatelami jednego państwa. Są u nas członkowie innych narodów, którzy nigdy nie zamieszkiwali z nami w jednym państwie, na przykład Chińczycy. Każdy z tych narodów, każdy model zachowania każdego z tych etnosów wymaga specjalnego traktowania. Same te narody, przemieszczając się na terytorium gęsto zaludnionym przez Rosjan, powinny, wręcz mają obowiązek, uczyć się podstaw naszej kultury rosyjskiej, przestrzegać określonych tradycji, zasad, dostosowywać się do nich, czego nasi goście w miastach, wsiach i osadach nie robią.

Kultura etniczna to subtelna materia. Znaczenie ma tu nie tylko wygląd zewnętrzny, ale i sposób zachowania, poglądy, gesty, intonacja. Jeśli chcemy, by naszych gości przyjmowano z otwartymi ramionami, z nasza rosyjską serdecznością, to ludzie, którzy przyjeżdżają i osiedlają się w naszych miastach, powinni uwzględniać to usposobienie. Powinni się pogodzić, czy jak kto woli – zaadaptować się, do miejscowych warunków. Tak samo jak Wielkorosjanie, którzy przyjeżdżają do miejsc gęsto zaludnionych przez inne narody, po prostu są zobowiązani do nauki ich obyczajów i zwyczajów tych narodów i pogodzić się z nimi.

Recepta eurazjatyzmu sprowadza się do tego, że wszystkich nas może uratować tylko nacjonalizm. Lecz nie nacjonalizm nienawiści, nie ksenofobii, a nacjonalizm miłości. Miłości do własnych korzeni etnicznych. I opracowanie konsekwentnej i harmonijnej polityki etnicznej państwa.

Przyszedł czas, więcej nie można zwlekać, ponieważ ta sama sytuacja, która wytworzyła się w Rosji w kluczu etnicznym, społecznym i psychologicznym – to cała Rosja. Nakręcanie konfliktów etnicznych może nas doprowadzić do przepaści, gdyż droga starć między etnosami wiedzie do rozpadu Rosji, końca Rosji i utraty przez nasz naród i państwo fundamentalnej pozycji w geopolityce światowej. Jeśli się tym poważnie nie zajmiemy, możemy mieć olbrzymie problemy. Nasze kłopoty zawsze są wygodne dla naszych konkurentów czy przeciwników strategicznych. To ostatni dzwonek. Jeszcze jest czas, jeszcze okoliczności pozwalają władzy w końcu posłużyć się tym zbawczym potencjałem, który niesie z sobą ideologia i polityka eurazjatyzmu.

Źródło: http://evrazia.org/article/12
Tłum. Maria Walczak
Fot. m.inmagine.com

Czytany 4960 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04