wtorek, 24 listopad 2015 05:55

Agnieszka Wojciechowska: Putinowska agitacja reżimu Assada

Oceń ten artykuł
(4 głosów)

Agnieszka Wojciechowska

Zewsząd słychać głosy, że rosyjskie wsparcie reżimu Assada jest wyraźnym prztyczkiem w nos zarówno dla Stanów Zjednoczonych, jak i całego Zachodu. Jednak działania w sprawie Syrii to dla Rosji nie tylko kolejna rozgrywka polityczna z Zachodem, ale przede wszystkim znaczący interes strategiczny i geopolityczny.

Rosyjsko-syryjskie zbliżenie

Dzisiejsze relacje Rosja-Syria sięgają początku zimnej wojny. W lutym 1971 roku Hafez al-Assad, syryjski prezydent, przybył po raz pierwszy do Moskwy. Dla Rosji budowa wpływów w Syrii nabrała strategicznego znaczenia. Federacja Rosyjska zaopatrywała Syrię w radziecką broń, a ta w zamian uzyskała kluczowego partnera w obronie przed polityką państw zachodnich. Wraz z upadkiem ZSRR w 1991 roku relacje te rozluźniły się, ale z powodu obopólnych korzyści szybko zostały wznowione.

Wspieranie reżimu Baszara al-Assada przez Rosję opiera się w dużej mierze na eksporcie broni do Syrii, a należy podkreślić, że takie „wsparcie” łączy się z korzyściami ekonomicznymi strony rosyjskiej. Według doniesień Sztokholmskiego Międzynarodowego Instytutu Badań nad Pokojem (SIPRI) import z Rosji w latach 2007–2011 wyniósł 78% całego syryjskiego importu broni. Jak wynika z tegorocznego raportu SIPRI, Stany Zjednoczone wciąż pozostają liderem na liście największych sprzedawców broni, ale Rosja coraz bardziej mobilizuje się w tej kwestii – na dziś przypada jej 37%. światowego eksportu uzbrojenia. Warto ten fakt podkreślić ze względu na relacje USA-Rosja; uwidaczniają się tu niegasnące rosyjskie ambicje imperialne.

Należy zwrócić uwagę, że rosyjskie zaangażowanie na Bliskim Wschodzie wykracza poza rosyjską politykę regionalną (Rosja do tej pory interweniowała zbrojnie tylko w krajach postsowieckich) i nadaje Rosji znaczenie ważnego gracza globalnego. Ważne w tej kwestii jest też to, że Rosja posiada bazę morską w syryjskim porcie Tartus, a to jedyna baza rosyjskiej marynarki wojennej znajdująca się na poza terenem dawnego ZSRR. Dzięki temu Rosja posiada zdolność prowadzenia działań na Morzu Śródziemnym, a także ma szybszy dostęp z tego miejsca do Morza Czerwonego i Atlantyku.

W 2011 roku, kiedy świat obiegły doniesienia o Arabskiej Wiośnie, nastąpił sprawdzian dla stosunków rosyjsko-syryjskich – zaliczony pozytywnie. Rosja wraz z Chinami zawetowała rezolucję Rady Bezpieczeństwa ONZ w sprawie Syrii i opowiedziała się przeciwko jakimkolwiek działaniom wymierzonym w reżim Assada. Rosja, obok Iranu, to główny poplecznik współczesnych rządów Syrii; jest to oczywiście ściśle związane z relacjami USA-Rosja. Arabska Wiosna to bowiem rezultat polityki Stanów Zjednoczonych – (z ideologicznego punktu widzenia) dążenia do rozwoju demokracji na świecie. Za tym jednak kryje się nie tylko kwestia światopoglądowa, lecz także gigantyczny interes związany z handlem bronią. Rok 2011 uznano za bardzo udany dla sprzedawców broni; co ważne, ponad 75 proc. udziału w światowym rynku handlu bronią przypadł USA. Nic więc dziwnego, że w tle konfliktu na Bliskim Wschodzie zauważalna jest rywalizacja na linii USA-Rosja, a także są przywoływane analogiczne sytuacje, które miały miejsce w czasie bipolarnego podziału świata, tj. ideologiczne wojny zastępcze (proxy wars).

Putin w nowej odsłonie

Aktualnie sprawa wygląda zgoła inaczej. Prezydent Rosji przestał wspierać reżim b. al-Assada tylko zgodnie z rosyjskim światopoglądem, ale powiązał to ze stanowiskiem Federacji Rosyjskiej wobec walki z Państwem Islamskim. Postawa Władimira Putina jest oczywiście proreżimowa, ale przy tym niebezzasadna. Putin podkreślił, że: „nie ma innego rozwiązania kryzysu syryjskiego, jak wzmocnienie struktur rządowych i pomoc w walce z terroryzmem”. Zachód natomiast wciąż wyraża sceptycyzm w związku z rosyjską interwencją na Bliskim Wschodzie. Po pierwsze powodzenie Rosji w Syrii obnaża słabość zachodniej strategii, a po drugie pozwoli na osiągnięcie celu strategii Federacji Rosyjskiej – wzmocni pozycję rządu syryjskiego i uchroni B. al-Assada przed upadkiem. Wbrew bowiem temu, co twierdzą kremlowscy propagandyści, uznaje się, że „walka z terroryzmem” to woalka, która zasłania całkowicie inną twarz Putina. Utrzymanie politycznej kontroli reżimu Assada to podstawowy cel rosyjskiej interwencji w Syrii.

Rosyjska dyplomacja znakomicie akcentuje ten zamiar. Już 3 sierpnia Siergiej Ławrow, szef MSZ Rosji, spotkał się z Johnem Kerrym, sekretarzem stanu Stanów Zjednoczonych i przekonywał, że zakończenie wojny w Syrii może nastąpić tylko poprzez dialog między wszystkimi stronami konfliktu, a wszelkie odstępstwa od takiego stanu rzeczy mogą skutkować komplikacją walki z terroryzmem. Szereg kolejnych rozmów między S. Ławrowem a J. Kerrym nie przyniósł żadnego szczególnego przełomu, ale w rezultacie sprawa potoczyła się na korzyść Rosji. Pomimo oporu, nie tylko ze strony Stanów Zjednoczonych, lecz także takich państw jak Wielka Brytania i Francja, na sesji Zgromadzenia Ogólnego Narodów Zjednoczonych przemówienie Baracka Obamy okazało się przychylne powołaniu szerokiej koalicji w walce z Państwem Islamskim. Co prawda B. Obama wyraził negatywny stosunek do poczynań Rosji w Syrii, ale nie odegrało to większego znaczenia.

Skądinąd Rosja korzysta również z napiętych stosunków między USA a jej sojusznikami (Arabią Saudyjską, Egiptem, Jordanią, państwami Zatoki Perskiej), co również budzi obawy na Zachodzie. Zablokowanie współpracy surowcowej między Zachodem a tymi krajami leży w interesie Federacji Rosyjskiej, gdyż wzmacnia jej pozycję w światowej polityce energetycznej. Swoją wizytę w Moskwie złożył już w sierpniu król Jordanii, prezydent Egiptu oraz książę Abu Dhabi, a ostatnio także saudyjski wicepremier i minister obrony książę Mohammed bin Salman al-Saud wraz z ministrem spraw zagranicznych Adelem Ahmedem al-Dżubeirem. Saudyjczycy podkreślili, że Arabia Saudyjska i Rosja mają „podobne cele” w Syrii. Takie zbliżenie obu krajów może przyczynić się nie tylko do zmiany sytuacji w Syrii, lecz także na świecie; szacuje się, że Rosja jest drugim – po Arabii Saudyjskiej – producentem ropy naftowej. Jeśli Rosja nawiąże dialog z Arabią Saudyjską i Kuwejtem, może to wpłynąć korzystnie na rosyjską gospodarkę oraz ogólnoświatową politykę energetyczną w perspektywie średnioterminowej; należy przy tym pamiętać, że złoża ropy naftowej są ograniczone, a współczesna polityka energetyczna koncentruje się przede wszystkim na poszukiwaniu źródeł odnawialnych energii. Dlatego też entuzjazm związany z przewidywanym sojuszem Rosji i Arabii Saudyjskiej może okazać się mało efektywny w perspektywie długoterminowej.

Azymut rosyjskiej polityki

Dyplomatyczne zagrania Putina odnoszą dziś sukces. Założenie maski peacemakera sprawiło, że Zachód będzie musiał liczyć się z Rosją w kwestii walki z ISIS. Rosja nie pierwszy raz w znakomity sposób wykorzystuje opieszałość Europy. Tym razem zyskała na znaczeniu w rozwiązywaniu kryzysu syryjskiego oraz odciągnęła uwagę od sprawy Ukrainy. W środę, 30 września, Rosja rozpoczęła deklarowane wcześniej naloty w Syrii. Od tego czasu do 5 października rosyjskie samoloty wykonały blisko sto nalotów, głównie północno-zachodniej części Syrii. Jak tłumaczył szef rosyjskiej dyplomacji na konferencji prasowej w siedzibie ONZ w Nowym Jorku: „co się tyczy celów, to zalicza się do nich Dżabhat an-Nusra, Państwo Islamskie i inne organizacje terrorystyczne”. Przypomniał też, że Amerykanie tworząc swoją koalicję prowadzącą naloty w Syrii, również oświadczyli, że będą atakować nie tylko ISIS ale także Dżabhat an-Nusra (syryjskie skrzydło Al-Kaidy), które niedawno gen. David Petraeus, były dyrektor CIA uznał za „umiarkowanych rebeliantów”.

Z drugiej strony, jak donoszą niezależni obserwatorzy – uczestnicy projektu Jihad Watch, z nagrań wideo (również tych, które rozprzestrzeniają same rosyjskie władze) wynika, że celem nalotów jest tylko i wyłącznie osłabienie demokratycznej opozycji. Ale jeśli tak, to dlaczego ISIS wzywa do „świętej wojny” już nie tylko przeciwko USA, ale i Rosji? Według „Die Welt” syryjska organizacja Ahrar asz-Szam, która współpracuje z Państwem Islamskim, jest odpowiedzialna za ostrzelanie rakietami Grad rosyjskiej bazy wojskowej w Latakii. Nie można zapominać, że rosyjskie bombardowanie islamistów może mieć swoje uzasadnienie, choćby z racji tego, że Rosja ma nie od dziś swoje porachunki z Czeczeńcami, którzy walczą po stronie miejscowej Al-Kaidy. Pytanie tylko, czy ugrupowania terrorystyczne nie sprzymierzą się przeciwko Moskwie i nie odwrócą biegu zdarzeń, który w ostatnim czasie był bardzo korzystny dla strony rosyjskiej.

Teraz czas na zdecydowany krok ze strony USA. Brak militarnej reakcji ze strony USA – pomimo ostrzeżeń B. Obamy już od sierpnia 2013 roku, kiedy doszło do użycia broni chemicznej w Syrii – jest fatalny w skutkach. Zbigniew Brzeziński, były doradca prezydenta Jamesa Cartera ds. bezpieczeństwa narodowego USA, zdecydowanie nawołuje do większego zaangażowania Stanów Zjednoczonych na Bliskim Wschodzie. Ciekawym wątkiem jest też pytanie o Chiny. Z. Brzeziński opowiada się za zaangażowaniem Państwa Środka w rozwiązywanie problemów w tym regionie. Zdaje się, że Chiny mogłyby być przeciwwagą dla silnej pozycji Rosji w Syrii, a Stany Zjednoczone powinny współpracować z obydwoma tymi krajami w sprawie Bliskiego Wschodu. Na ten moment putinowska strategia realizowana na Bliskim Wschodzie jest jednak więcej niż pomyślna i trudna do pogodzenia z kierunkiem działań amerykańskiej polityki.

Fot. www.elconfidencial.com

Tekst pochodzi ze strony ntb jednolite

Czytany 3193 razy